Sexed – przepis na deprawację

Ta kampania, wbrew niegroźnym pozorom, jest bardzo dobrze przemyślana, nastawiona na całkowite zdeprawowanie młodych ludzi Czytaj więcej »

 

Kibice versus władza

Ostatnimi czasy pojawił się u nas kolejny temat zastępczy. Ludziom znudził się już „Smoleńsk” i trzeba było dać im trochę emocji i wrażeń…sportowych. Dlatego teraz cała Polska pasjonuje się skandalem, do jakiego doszło w dniu święta Konstytucji 3 Maja na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy. Po finałowym meczu Pucharu Polski Lech Poznań – Legia Warszawa doszło do burd, jakie wywołali kibice obu drużyn. Oczywiście u nas w Polsce mało kto mówi o rywalizacji sportowej, wszyscy zastanawiają się, jak walczyć z pseudokibicami. Ponieważ miałem przyjemność oglądać ten mecz i byłem rozczarowany jego wynikiem, nie będę opowiadał o emocjach sportowych, o wspaniałych akcjach zawodników, tylko zajmę się sprawą polskich kibiców.

Polskie władze jak zawsze po tego typu zajściach, jak te w Bydgoszczy, deklarują i ogłaszają, że czas najwyższy skończyć z samowolą na polskich stadionach. Jak zawsze swoje „pięć minut” ma wtedy minister sprawiedliwości. Wypowiada się premier, prezydent, także partie opozycyjne. Wszyscy zgadzają się co do jednego, że trzeba jak najszybciej zwalczyć pseudokibiców, byśmy za rok na Euro 2012 nie musieli się wstydzić przed Europą i światem.

I o dziwo mamy już pierwsze decyzje ws. zajść po finale Pucharu Polski. Władza, a konkretniej wojewodowie mazowiecki i wielkopolski wpadli na genialny pomysł, który ich zdaniem poprawi bezpieczeństwo na polskich stadionach. Zdecydowali oni o zamknięciu stadionów Legii i Lecha dla kibiców. W sumie na pierwszy rzut oka wydaje się, że to wspaniały pomysł – nie ma kibiców, nie będzie rozbojów. Jednak jak się bliżej przyjrzy sprawie, wychodzi na to, że ta decyzja wcale nie rozwiąże problemu pseudokibiców na polskich stadionach.

Lech Poznań i Legia Warszawa walczyły o Puchar Polski w dramatycznych okolicznościach. O zwycięstwie musiały zdecydować rzuty karne. W momencie kiedy Jakub Wawrzyniak z Legii strzelił gola dającego zwycięstwo jego drużynie, kibice warszawskiego klubu masowo wbiegli na murawę stadionu. Było to niebezpieczne dla samych zawodników z obu drużyn. Niektórzy kibice Legii zaczęli rzucać racami w stronę fanów Kolejorza. Po kilku minutach kibice Legii zostali zmuszeni do powrotu na trybuny. Wówczas ożywili się Poznaniacy. Część z nich także zaczęła demolować stadion, rzucać racami w stronę Legionistów. Po pewnym czasie i oni się uspokoili.

A teraz kilka uwag. Jakim prawem kibice Legii masowo wtargnęli na murawę stadionu? Przecież jest rzeczą oczywistą, że miejscem kibiców są trybuny, a zawodników i sędziów boisko. Nawet trenerzy nie mają prawa wychodzić poza wyznaczoną linię. Za samo wejście na boisko osób postronnych powinny być na tyle wysokie kary (np. pieniężne), że mało komu opłacałoby się wchodzić na murawę. Kibiców, którzy rzucali racami i innymi przedmiotami należało od razu złapać i surowo ukarać.

Trzeba wprowadzić jasne i czytelne zasady, za złamanie których płaci się wysoką cenę, tak by kibice nie czuli się bezkarnie. Karać należy indywidualnie a nie zbiorowo. Tymczasem wojewodowie, wielkopolski i mazowiecki, postanowili ukarać wszystkich kibiców Lecha i Legii, tylko dlatego, że część z nich zdemolowała stadion Zawiszy. Niestety polskie władze uważają, że istnieje odpowiedzialność zbiorowa, że trzeba walczyć ze wszystkimi kibicami, nawet tymi, którzy nie robią burd i zachowują się przyzwoicie.

Dziś polscy politycy i inni eksperci zastanawiają się, jak to jest, że w wielu krajach Europy zachodniej nie ma problemu z pseudokibicami. Jak to jest, że np. po meczu Pucharu Króla Hiszpanii między Barceloną a Realem Madryt nie dochodziło do większych starć między fanami obu drużyn, mimo że oba kluby nawzajem się nienawidzą. Dlaczego w Anglii można bez obaw wejść na stadion z piwem i nikt nie obawia się, że nagle dojdzie do bijatyki. Dzieje się tak dlatego, że tam działa Prawo, są zasady, za złamanie których są konkretne i surowe kary. U nas tego nie ma i dlatego każdy może czuć się bezkarnie, bo i tak nikt mu nic nie zrobi.

Decyzja wojewodów destrukcyjnie wpłynie na same kluby, które nie będą miały dochodów ze sprzedaży biletów. Są to działania, które łamią podstawowe zasady wolnego rynku. Ale tak wielkie kluby, jak Lech czy Legia powinny sobie poradzić z tym problemem. Najgorsze jest to, że władza państwowa postanowiła wypowiedzieć wojnę wszystkim kibicom. Państwo przestało karać indywidualnych przestępców i uznało, że wini są wszyscy kibice Lecha i Legii. Decyzja o zamknięciu stadionów w Poznaniu i Warszawie daje jasno do zrozumienia, że Polska niestety nie jest państwem prawa.

Mateusz Teska

Foto: zrzut z www.youtube.com (scena z meczu Lech Poznań – Legia Warszawa z 16 kwietnia 2011 roku).


7 Responses to Kibice versus władza

  1. Marko napisał(a):

    Burdy stadionowe i te poza stadionami sa dzielem sluzb specjalnych, dlatego nikt na nie w policji nie reaguje, gdyz „popsulby” cala zabawe. Wszystko jest dokladnie zaplanowane. Pisanie o tym, ze rozrabiaja kibice czy pseudokibice to totalna bzdura. Kazdy, kto zna temat sportu wie, ze prawdziwym stadionowym chuliganom mozna zaradzic w 5 minut. Ich twarze sa znane – to zawsze ci sami ludzie. Tylko, ze teraz to nie oni dzialaja…

  2. Heh! napisał(a):

    ^
    ^
    ^
    ^
    :)))))

  3. Heh! napisał(a):

    Wydaje mi się, że autor nie zna realiów kibicowskich, a bez znajomości zarówno genezy czy praw jakimi się ten świat rządzi głupio jest dawać jakieś rady.
    Pewne jest jedno, nie prawdą jest, że w Hiszpanii czy w Anglii człowiek ubrany we wrogie barwy wejdzie sobie na każdą trybunę i będzie tam bezpieczny (może na stadionie tak, ale już podczas wychodzenia ze stadionu na pewno nie). Nie prawdą jest że w Madrycie czy Barcelonie kibice się nie piorą po gębach.

  4. kamil napisał(a):

    warto zauważyć, że w policyjnych formularzach CIĄGLE PRZEWIJAJĄ SIĘ TE SAME OSOBY. Ich „ksywy” oraz facjaty są bardzo dobrze znane kibicom z tzw. „młynów” (czyt. trybun z fanatykami). Rozwiązanie jest pewno jedne: policjanci dostają za mecze i akcje przeciw”kibolowskie” dodatki (zwłaszcza, że wszystkie te akcje mieszczą w tzw. „nadgodzinach” – poza zmianowym czasem pracy). Nikomu z policji nie zależy więc na „raz a dobrze” rozwiązanym problemie kiboli, bo oni z tego żyją. Ja bym postawił na rozwiązanie wolnorynkowe – i kazał każdemu klubowi wynajmować grupy ochroniarskie – a ustawowo rozszerzył ich kompetencje, do użycia środków dyscyplinujących.

    Nadmienię też, że cały ten monitoring, jaki ma obowiązek instalować każdy klub ekstraklasowy i obiekt klasy UEFA 3 (takim miał być ten w Bydgoszczy – ja w to nie wierzę, bo po co Bydgoszczy taki stadion), monitoring i setka przepisów zdały się psu na budę, skoro nie mozna było złapać 100 wyrostków.

    niestety, ta kurwa zwana opinią publiczną oceniła „pozytywnie (54%) i niewystarczająco (63%!!!)” działania naszego premiera od grzesiów, zbysiów i rysiów. to znaczy, że 63% Polaków nie umie w tym kraju myśleć, lub nadal myśli po PRL-owsku – w myśl zasady odpowiedzialności zbiorowej.

  5. pawel napisał(a):

    Ciekawa relacja sprzed paru dni z Legii
    http://niezalezna.pl/10128-donald-matole-twoj-rzad-obala-kibole

  6. cts napisał(a):

    Niewątpliwie zamykanie stadionów dla publiczności, to działanie uderzające we wszystkich, nawet tych spokojnych, kibiców.
    Jednak, moim zdaniem, jest to również środek dopingujący kluby do zaprowadzenia porządku na stadionach podczas meczy.
    Brak publiczności, to brak dochodu, więc niech kluby się zastanowią, czy wolą podlizywać się kilku setkom krzykaczy, czy zapewnić spokój kilkudziesięciu tysiącom miłośników piłki nożnej.

  7. Zulus napisał(a):

    Tylko, że zamknęli stadiony w Warszawie i Poznaniu (najpierw), a kiedy tam ostatnio były zadymy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *