Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy Czytaj więcej »

 

Kolejowe niedogodności czyli szulerzy, żebracy i trucizna

Ciągle zdarza nam się narzekać na utrudnienia w podróży pociągami, oraz na wszelkie problemy związane z używaniem tego środka lokomocji. A niedogodności w podróży pociągami to temat stary jak sama kolej, świadczą o tym relacje prasowe z przełomu XIX i XX w. Oto one:

„Na wielu liniach w okolicy Warszawy, a głównie na łódzkiej między Skierniewicami a Łodzią, grasują bandy szulerów, ogrywających łatwowiernych, lekkomyślnych ludzi. Panowie ci, zwykle we dwóch lub trzech odbywający „podróż”, rozpoczynają grę między sobą , co zachęca lekkomyślnych do udziału w niej. Oczywiście, kończy się katastrofą łatwowiernych przygodnych graczów, których szulerzy oskubują do ostatniej nitki.”



„Artysta sceny łódzkiej, który za to, że zwrócił konduktorowi uwagę aby zabronił grać, ścigany był przez opryszków aż do Koluszek. Obywatel Łodzi P. J. Jezierski zwrócił uwagę na niestosowną grę i jednego z szulerów wysadził w Rogowie dla spisania protokołu. Zdążyli jednak ograć jednego z fabrykantów łódzkich z ulicy Cegielnianej na 138 rubli”.

„Osobliwością, jakiej się nie spotyka na innych kolejach, jest u nas żebranina w wagonach… Żebranina taka ma różne formy, najczęściej zaś upozorowana jest brakiem pieniędzy na bilet. Opowiada się więc głośno o nieszczęściu, jakie spotkało biedną, nie mającą w dodatku na opłacenie biletu, a jechać trzeba koniecznie. Opłata jest niewielka i litościwi pasażerowie napełniają ręce jej drobną monetą po to, aby za chwilę tę samą historię opowiadała w innym wagonie.
Ledwie zniknęła ta osoba, jakiś muzykant zaczyna rzępolić na skrzypcach lub harmonii, rozdzierając uszy słuchaczów, i żąda za to jakiegoś datku.
Że w takich warunkach podróż w przepełnionych i dusznych wagonach staje się wielce nieprzyjemna, tego zdaje się, dowodzić nie trzeba.”

„Posiłek czy trucizna? Pytanie powyższe zadają sobie ci którzy zmuszeni są w podróży posilać się w bufetach stacyjnych. Istotnie, na palcach policzyć można te stacje kolejowe, nie wyłączając nawet pierwszorzędowych, które posiadają bufety jako tako urządzone.
Przeważnie zaś na tych stacjach nic jeść nie można. Pół biedy jeszcze, gdy pociąg ma dłuższy postój, wtedy można sobie coś obstalować wprost z kuchni i przynajmniej cierpi tylko kieszeń, ale mniej już podniebienie i żołądek.
Natomiast gdy trzeba zadowolić się przekąską z bufetu – śmiało rzec można, że się przyjmuje truciznę, nie posiłek. Wszystko tam brudne, masło stare, wędliny wysuszone, aż odraza bierze. Ale w drodze przebierać nie można, ba, nawet nieraz nie ma czasu rozglądać się dokładnie po bufecie. Bierze się, co jest pod ręką, połyka i ucieka z powrotem do wagonu.
Zdaje się jednak że korzystanie z tego, nadużywanie położenia podróżujących nie powinno być dozwolone. Wszak bufety stacyjne podlegają jakiejś kontroli i dzierżawca bufetu nie powinien być panem, jeśli nie życia i śmierci – to przynajmniej zdrowia podróżnych, zmuszonych twardą koniecznością do posilania się w bufecie.”

Odnalazł i opracował: Marcin Janowski

Foto.: Marcin Janowski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *