Michalkiewicz kontra Płużański – w sprawie reparacji wojennych

W sprawie reparacji wojennych niektórym endorfiny za bardzo uderzyły do głowy - stwierdził St. Michalkiewicz podczas spotkania w Bełchatowie w dniu 23 września br. Czytaj więcej »

 

Komorowski idzie na marsz

To naprawdę niesmaczne. Bronisław Komorowski próbuje wykorzystać Powstańców Warszawskich do kradzieży Marszu Niepodległości. Ktoś tam w obozie władzy wyraźnie zaniepokoił się wzrastającą popularnością niezależnego Marszu Niepodległości, organizowanego co roku 11 listopada.

Oto bowiem z apelem zainicjowania „wspólnego narodowego” marszu 11 listopada prezydent Bronisław Komorowski zwrócił się do powstańców uczestniczących we wtorkowych uroczystościach przed pomnikiem Powstania Warszawskiego.



Jesteście dla nas wzorem i drogowskazem – mówił prezydent. Święta prawda. Ale czy żołnierze Armii Krajowej mają teraz stać się narzędziem władzy, która źle reaguje na wszelkie niezależne inicjatywy?

Proponujemy by wspólnie z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim zaprosili panowie jeszcze niemieckich bojówkarzy, którzy owe burdy wywołali. A wśród zapraszających tych bojowników była hojnie finansowana za rządów PO przez polskiego podatnika, milionami złotych, „Krytyka Polityczna”. Czy Powstańcy Warszawscy dadzą się wciągnąć w nieciekawą intrygę władzy? Wezmą udział w projekcie „kradzieży” Marszu Niepodległości? Oby nie!

Bronisław Komorowski powinien faktycznie zorganizować marsz. Ale z Palikotem. Propozycja prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby „wspólnie zorganizować” Marsz Niepodległości 11 listopada, czyli tak naprawdę pod jego auspicjami, nosi znamiona politycznej prowokacji. Szczególnie przykre jest to, że próbuje zasłonić się kombatantami, którzy będąc ludźmi wielkiego honoru, nie chcą bawić się w prezydenckie przepychanki i gierki polityczne. Są ponad to. Plan Komorowskiego jest prosty. Po pierwsze ma jątrzyć. To podobnie jak z jego pierwszą po wyborach deklaracją, że „krzyż musi zniknąć”. To był jak sygnał do ataku.

Każde rozgrzanie atmosfery politycznej, (podobieństwo z jego sławetnymi „rozgrzanymi sądami”, które też mu się przysłużyły, nieprzypadkowe) pomiędzy opozycją, a rządem zdaje mu się sprzyjać. Ma wtedy okazję wystąpić z „pacyfistycznymi” pomysłami typu putinowskiego, jak ostatni projekt ograniczenia wolności do demonstrowania, oprotestowany przez bardzo wiele organizacji obrony demokracji i praw człowieka. Strojenie się w piórka gołąbka pokoju to ulubiona gra obecnej głowy państwa. Po drugie prezydent Komorowski chce zniszczyć ideę Marszu Niepodległości, jego obywatelską spontaniczność. Oczywiście pod pretekstem dbania o spokój.

Bronisław Komorowski kiedyś faktycznie był bliżej tych spraw, które reprezentuje sobą Marsz. Ale odkąd wszedł na początku lat 90. w komitywę z „długim ramieniem Moskwy”, czyli z ludźmi WSI, można śmiało uznać, że zmienił stronę barykady. Zaproszenie Wojciecha Jaruzelskiego jako „eksperta” przed wizytą rosyjskiego prezydenta było jak kopniak w twarz tych samych kombatantów, do których od czasu do czasu Komorowski się przymila. Od prezydenta-patrioty można się było spodziewać zabrania głosu w sprawie planowanego powrotu pomnika sowieckiej chwały, czyli „Czterech śpiących” na warszawskiej Pradze. W końcu Hanna Gronkiewicz Waltz, prezydent Warszawy, to jego koleżanka. Komorowski jednak milczy. Milczy, bo nic go to tak naprawdę nie obchodzi. A przecież ten pomnik też jest ważną sprawą dla wielu Polaków, także dla tych kombatantów do których prezydent puścił oko pierwszego sierpnia. Czyżby w sprawie sowieckiego pomnika głos ostateczny miało „długie ramię Moskwy”?

Z patriotyzmem Bronisława Komorowskiego jest być może jak z jego konserwatyzmem, który ciekawie zdefiniował swego czasu jego dawny partyjny kolega – Jan Rokita:”Konserwatyzm Bronka to makatka na stole, kolędy, żona w kuchni, i niewiele więcej”. A więc wszystko na pokaz, pod publiczkę. Rzecz chyba najważniejsza. Bronisław Komorowski nie pasuje na organizatora Marszu Niepodległości, bo ma za przyjaciela człowieka, któremu obce są sprawy patriotyzmu, suwerennej Polski itd., i który otwarcie to głosi. Może więc uczciwiej by było, gdyby Bronisław Komorowski stanął na czele marszu w obronie „wolnych konopi” organizowanego przez szefa „naćpanej hołoty”?Polacy tęsknią za ładem naturalnym. Znudziło im się patrzenie na teatr.

Filip Stankiewicz

Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl


One Response to Komorowski idzie na marsz

  1. Lucy napisał(a):

    Skoro proponuje to pewnie i zrobi ten swój Marsz Niepodległości. Inne marsze nie dostaną zezwolenia na przemarsz ze względu na wysoki stopień ryzyka bezpieczeństwa i prezydenckie będzie na wierzchu. Przecież całą władza jest w rękach PO to o czym mówimy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *