Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne Czytaj więcej »

 

Konflikt „polityki prorodzinnej” z wolnością negatywną

W zeszłym tygodniu miał miejsce kongres „nowego starego” ugrupowania Polska Jest Najważniejsza. Przedstawiono tam pełen ogólników program. Jednym z najbardziej eksponowanych elementów ma być polityka prorodzinna. Na konkrety musimy jeszcze zapewne poczekać, ale już teraz można dokonać pod tym kątem analizy pewnych fragmentów deklaracji ideowej tego hybrydalnego tworu stowarzyszenia i partii, zwłaszcza, że w praktyce nie będzie on zapewne odbiegał od tego, co proponują pozostałe partie.

Wszystkie partie zasiadające obecnie w parlamencie wyrażają głęboką troskę o rodzinę, czyli podstawową grupę społeczną. Jednocześnie podejmowane są zdecydowane kroki prowadzące do ograniczania więzi rodzinnych, które są bazą dla jej istnienia. Jak przejawia się owa „troska” głównych partii o tę instytucję? Nałożono opodatkowanie sięgające 80% dochodów, wprowadzono tzw. „ustawę o przemocy w rodzinie”, która może być źródłem dużej ilości dramatów rodzinnych, wysłano przymusowo siedmiolatków do szkół, zabierając im dzieciństwo i dążąc do wpajania od możliwe najwcześniejszego wieku „jedynego, słusznego” nurtu ideowego, promowanego przez współczesne rządy. Wymienione przykłady (a to tylko niewielka część tego, w jaki sposób współczesne państwo wtrąca się do życia rodzinnego) w sposób oczywisty opierają się na przymusie stosowanym przez rząd, co prowadzi do zabrania tej podstawowej komórce społecznej tzw. wolności negatywnej („wolności od”).

Pierwsza część deklaracji ideowej PJN zatytułowana „Skąd jesteśmy?”, została poświęcona płytkiemu odwołaniu się do idei wolności. Czytamy: „Wolność jest dla nas wartością pierwszorzędną – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym.”. Co konkretnie twórcy tej deklaracji rozumieją przez pojęcie „wolność”? Filozofowie od setek lat prowadzą rozważania na temat prawdziwego znaczenia tego słowa. Liderzy PJN zaś rzucają tym terminem w beztroski sposób. O jaką wolność im chodzi? Chodzi o wolność negatywną, która jest rzeczywistym i podstawowym fundamentem prawdziwej wolności, czy o lewicowe pojęcie wolności pozytywnej mogącej być podkopaniem tego fundamentu? Można poczuć się, jak w szkole, gdzie częstym pytaniem było „co autor miał na myśli?”. Warto przyjrzeć się, jak w praktyce ten postulat może przekładać się na deklarowaną przez PJN rzekomą politykę prorodzinną.

Zacznijmy od tego, że bazą dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa jest właśnie rodzina. To właśnie tam zachodzi socjalizacja pierwotna. Podstawowe wartości, wzory zachowań czy postawy dziecko czerpie od rodziców. Rodzina nie może odpowiednio wypełniać swoich zdań bez wolności negatywnej. Uderzanie w nią, to jednocześnie uderzanie w proces socjalizacji pierwotnej. Jeżeli ta podstawowa grupa społeczna nie będzie miała zagwarantowanej wolności od ingerencji państwa w jej życie, to ilość patologii będzie wzrastała razem ze stopniem ingerencji władz. Współczesna tzw. „polityka prorodzinna” realizowana przez partie zasiadające w parlamencie, prowadzi do wypaczenia fundamentów oraz podstawowych funkcji rodziny. Bardzo chciałbym poznać stosunek „nowego starego” ugrupowania do tego właśnie aspektu. Jeżeli PJN chce wspierać prawdziwą politykę prorodzinną, czyli oprzeć się na prawdziwej wolności człowieka, a co za tym idzie także rodziny, to powinna postulować:

1. Zmniejszenie 70-80% opodatkowania do najwyżej 10% opodatkowania. Dlaczego państwo ma decydować, co jest bardziej potrzebne danej rodzinie? Przecież to sami członkowie tejże rodziny wiedzą, czego im brakuje i żaden urzędnik państwowy, biorący sobie prowizję z tych podatków, nie będzie w stanie lepiej tego przewidzieć. Ten punkt powinien być sztandarem każdej prawdziwej polityki prorodzinnej.

2. Zaprzestanie zadłużania państwa. Im więcej długów zaciągnie państwo (pod zastaw majątku obywateli, a nie swojego, w przeciwieństwie do tego, co się często współcześnie mówi), tym mniej pieniędzy w przyszłości będzie miała instytucja rodziny na własny użytek.

3. Likwidacja tzw. „ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie”. Dlaczego państwo ma narzucać rodzicom sposób wychowywania swojego dziecka (oczywiście katowanie dzieci podlega odpowiednim karom w kodeksie i likwidacji tego nikt nie chce planować)? Dlaczego mamy zakładać, że pracownicy socjalni decydujący o zabraniu dziecka, są lepsi od danych rodziców wychowujących je, zwłaszcza, że pracownicy socjalni znają daną rodzinę jedynie pobieżnie? Jeżeli przyjmujemy takie założenie, to oznacza, że wierzymy wyłącznie w bezgranicznie dobrych i uczciwych urzędników oraz wyłącznie w patologiczne i zdemoralizowane rodziny. A dlaczego nie na odwrót?

4. Decentralizacja szkolnych programów nauczania z ewentualnym zniesieniem obowiązku szkolnego. Niech rodzice sami decydują, czego powinno uczyć się ich dziecko. Państwo nie jest od tworzenia „jedynych, słusznych” programów edukacyjnych.

5. Zaprzestanie wsparcia władz państwowych dla publicznych manifestacji środowisk homoseksualnych. Władze państwa nie mogą udzielać wsparcia tym, który ośmieszają i uderzają w instytucję rodziny, kpiąc z wszystkich tradycyjnych wartości.

To tylko te najważniejsze kwestie. Jestem ciekawy do ilu z nich PJN odniesie się pozytywnie…

Innym fragmentem deklaracji nawiązującym do instytucji rodziny, jest fragment brzmiący: „Przyszłość Polski zależy od tego, czy będziemy umieli odpowiedzieć na wyzwanie, jakim dziś jest kryzys demograficzny.”. Można zaobserwować współcześnie dwie patologie wiążące się pośrednio z kryzysem demograficznym. W pierwszej potencjalni rodzice nie decydują się na posiadanie dziecka z powodu braku środków finansowych. Za takowy stan rzeczy odpowiedzialne jest państwo, które nakłada na obywateli opodatkowanie sięgające 80%. Drugą patologią jest sytuacja, w której rodzice decydują się na posiadanie dużej ilości dzieci wyłącznie ze względu na zasiłki, które zapewniają utrzymanie także im samym. Między wysokim opodatkowaniem, a zasiłkami zachodzi oczywista korelacja. Obniżenie opodatkowania będzie możliwe, jeżeli zlikwidujemy zasiłki. Doprowadzi to naturalnie do wyeliminowania obu tych patologii i ustabilizuje przyrost naturalny kraju na odpowiednim poziomie. Pierwsza patologia jest wszak o wiele częstsza, stąd nie rekompensuje jej w kontekście przyrostu naturalnego występowanie patologii drugiej. Ponadto próby likwidacji kryzysu demograficznego za pomocą patologii, są czymś niezbyt rozsądnym.

Wszystko wskazuje na to, że tzw. „polityka prorodzinna” PJN nie będzie różniła się znacząco od polityki pozostałych partii zasiadających obecnie w parlamencie, a która opiera się na jednym schemacie: „niech rodzina dam nam swoje 80% dochodów, a my jej damy COŚ”. To COŚ ma różne wymiary: od jakiejś jałmużny, która jest poniżeniem, a nie realną pomocą, po pełnych zapału pracowników socjalnych, mających zadbać o to, żeby wychowanie przebiegało według „jedynego, słusznego” wzorca. Instytucja rodziny może wypełniać dobrze swoje funkcje tylko przy poszanowaniu ze strony państwa jej wolności negatywnej. Nie widzę żadnych poważniejszych przesłanek wskazujących na to, że PJN zdecyduje się podążać w tym kierunku.

Łukasz Stefaniak

Foto. PSz

Autor prowadzi również swój blog: http://lukaszstefaniak.salon24.pl/.


23 Responses to Konflikt „polityki prorodzinnej” z wolnością negatywną

  1. Marko napisał(a):

    PJN to nowa bron PO w walce z PIS. Powstala z woli PO, jest przez nia utrzymywana finansowo i medialnie. Bedzie sie wiec tez poslugiwac typowym politycznym belkotem swoich „opiekunow”.Strategie „antyrodzinne” przedstawione przez autora to glowne cele „new world order”, realizowane szeroko w calej Europie zachodniej. Jeszcze tylko wprowadzenie Euro i juz nie bedzie zadnej roznicy miedzy poszczegolnymi „stanami” w UE.

  2. mieszkający w EU napisał(a):

    PJN jest na pewno za mało wolnorynkowa i za mało prorodzinna w znaczeniu klasycznym, ale w realiach polskiej mentalności i niskiej świadomości politycznej zdecydowanej większości wyborców to może być jedyna realna alternatywa wobec PO.

  3. mieszkający w EU napisał(a):

    Innymi słowy środowisko konserwatywno-liberalne powinno wstąpić szerokim frontem do PJN i stworzyć tam silne skrzydło wolnorynkowe i wolnościowe. Coś w rodzaju Pana Rona Paula w partii republikańskiej w USA..

  4. Marko napisał(a):

    Jaka alternatywa moze byc PJN skoro jej „ojcem chrzestnym” jest same PO i plynace stamtad wsparcie medialne i finansowe? Proponuje sie obudzic obywatelu EU!

  5. Win napisał(a):

    Ciekawa propozycja „mieszkający w EU”…
    Tylko czy coś się da realnie załatwić takim uczestnictwem? Bo jeśli to ma być tylko ozdobnik to po co? Jak pamiętasz jedna z głównych dwóch kobiet tworzących PJN Pani Jakubiak przekonywała nie dawno w wywiadzie, że ona jako urzędnik państwowy pozwala ludziom pracować, budować itd i dlatego jest potrzebna 🙂

    Jest sens z takimi imbecylami rozmawiać?

  6. mieszkający w EU napisał(a):

    A jakie dowody są na to, że „ojcem chrzestnym” PJN jest same PO?? Proszę bardzo o konkretne przykłady?

  7. mieszkający w EU napisał(a):

    A gdzie widzicie alternatywę? Środowisko UPR i WiP nie jest w stanie stworzyć żadnej konkretnej opcji/alternatywy. Działania organizacyjne liderów UPR i WiP są porażające. Przeciez to jest w sumie kilkadziesiąt osób, które nie powinny mieć nic do stracenia, więc skąd sie bierze problem i niemozność zjednoczenia? Jedynie co udaje się osiągnąć liderom UPR i WiP to odsunięcie od polityki około 500 tysięcy ludzi o pogladach konserwatywno-liberalnych.
    O wiele lepiej byłoby dla tych ludzi i ich przyszłości, gdyby ta grupa się włączyła w działania jakiejś dużej centro-prawicowej partii i walczyła o swoje jako skrzydło kon-lib w trej partii. PO i PiS się do tego nie nadają, ale być moze PJN jest takim rozwiązaniem..

  8. paweł napisał(a):

    Ja z kolei słyszałem, że PJN to nowy, genialny plan Jarosława Kaczyńskiego, którego celem jest osłabienie PO poprzez odebranie jej elektoratu oraz przyciągnięcie jakiejś grupy działaczy. Nawet inwektywy, które prezes JK rzuca na Kluzików-Poncyliuszów są wpisane w ten scenariusz. No i gdzie leży prawda?

  9. Marko napisał(a):

    No to idzmy dalej: PJN to wspolna genialna ofensywa PO i PIS, zeby sciagnac tych, ktorzy nie chca byc (juz, jeszcze..) w PO PISie, PSL i SLD. Pozostaje jeszcze wyjasnic role poczochrangeo Piwokota i uzasadnic co sie stalo pod Smolenskiem, bo jak dotad nikt nie wie (poza tymi, ktorzy to zorganizowali)i bedzie wszystko jasne: wszyscy siedza w jednej lodce i setnie sie bawia. Kim? No to juz jest przeciez jasne jak Slonce Peru..

  10. mieszkający w EU napisał(a):

    Pytanie!! Dlaczego taki kryształowy Ron Paul jest wśród republikanów. Przecież on powinien stworzyć własne ugrupowanie, a nie wiązać się z „pseudoprawicą”. Kto wytłumaczy?

  11. paweł napisał(a):

    Zgadza się, można brnąć w nieskończoność…
    Dla mnie jedna sprawa przesądza o wiarygodności tego tworu, niezależnie kto naprawdę by go wymyślił… Otóż p. Kluzik, liderka tworu, mówi o „polityce prorodzinnej” podczas, gdy jako jedyna PiSuarka głosowała za tzw. ustawą przemocową. Przecież to żarty z pogrzebu…
    Nie sądzę, że rozumie politykę prorodzinną tak, jak to ładnie przedstawił autor. Raczej rozumuje w duchu tej ustawy. Ja dziękuję za taką „wolność” i taki „konserwatyzm”.

  12. Łukasz napisał(a):

    ->Marko
    „PJN to nowa bron PO w walce z PIS. Powstala z woli PO, jest przez nia utrzymywana finansowo i medialnie.”

    Możliwości jest wiele. Równie dobrze może to być szalupa spuszczona przez PiS, żeby odzyskać w przyszłości zdolność koalicyjną. To by było zresztą dosyć logiczne i jeśli okazałoby się prawdą, to oznacza, że media dały się nabrać. Jednak naprawdę ciężko jest wydać jednoznaczny osąd w tej sprawie. Może być różnie.

    „Strategie “antyrodzinne” przedstawione przez autora to glowne cele “new world order”, realizowane szeroko w calej Europie zachodniej. Jeszcze tylko wprowadzenie Euro i juz nie bedzie zadnej roznicy miedzy poszczegolnymi “stanami” w UE.”

    To, że jest to realizowane w Europie Zachodniej, nie ma żadnych wątpliwości (tzn. polityka antyrodzinna, bo tzw. NWO to sprawa na oddzielny temat). Im silniejsze państwo, tym słabsza rodzina i na odwrót – im silniejsza rodzina tym słabsze państwo. Stąd w interesie państwa jest osłabianie, a nie wzmacnianie rodziny. Jeżeli rodzina miałaby silną pozycję, to państwo zostałoby zmuszone do ograniczenia swoich funkcji, a to oznacza m.in. mniej posadek do obsadzenia.

    Co do euro, to wszystko wskazuje na to, że strefa tej waluty rozpadnie się zanim do niej przystąpimy. Ja bym szacował, że nastąpi to w przeciągu kilku lat (są tacy, którzy twierdzą, że może rozpaść się nawet w przyszłym roku). A jeśli jednak przystąpimy przed rozpadem, to czekają nas bardzo poważne problemy.

    ->mieszkający w EU
    „PJN jest na pewno za mało wolnorynkowa i za mało prorodzinna w znaczeniu klasycznym, ale w realiach polskiej mentalności i niskiej świadomości politycznej zdecydowanej większości wyborców to może być jedyna realna alternatywa wobec PO.”

    Pytanie czy w praktyce okaże się alternatywą lepszą. Podobno nad programem gospodarczym ma niby pracować prof. Rybiński, który bardzo rozsądnie prawi, jak na dzisiejsze czasy, ale ja nie wierzę w pogodzenie wolnego rynku z obecnymi nastrojami społecznymi szerokich grup.

    „Innymi słowy środowisko konserwatywno-liberalne powinno wstąpić szerokim frontem do PJN i stworzyć tam silne skrzydło wolnorynkowe i wolnościowe. Coś w rodzaju Pana Rona Paula w partii republikańskiej w USA..”

    Rzecz w tym, że nawet centrowe skrzydło Partii Republikańskiej (to najbliżej Partii Demokratycznej) jest bardziej wolnorynkowe od jakiegokolwiek ugrupowania z naszego parlamentu. PJN nie jest siłą, która byłaby w stanie przygarnąć KoLibrów (może Paweł Poncyljusz jako jedyny jest wyjątkiem z tego grona), choć z ostatecznym osądem trzeba naturalnie poczekać na szczegóły programowe (o ile takie w ogóle będą).

    „A gdzie widzicie alternatywę? Środowisko UPR i WiP nie jest w stanie stworzyć żadnej konkretnej opcji/alternatywy. Działania organizacyjne liderów UPR i WiP są porażające. Przeciez to jest w sumie kilkadziesiąt osób, które nie powinny mieć nic do stracenia, więc skąd sie bierze problem i niemozność zjednoczenia?”

    Z tego, co mi wiadomo rozłamowcy od p. Kocik chcieli socjalizować program UPR (chyba w celu dorwania się do koryta), więc to po ich stronie leży wina niemożności zjednoczenia.

    „O wiele lepiej byłoby dla tych ludzi i ich przyszłości, gdyby ta grupa się włączyła w działania jakiejś dużej centro-prawicowej partii i walczyła o swoje jako skrzydło kon-lib w trej partii. PO i PiS się do tego nie nadają, ale być moze PJN jest takim rozwiązaniem..”

    Teoretycznie ma Pan sporo racji. Są tylko dwa problemy. Po pierwsze, w Polsce nie ma dużej centro-prawicowej partii. W zasadzie są aby dwie partie prawicowe (WiP i UPR) i jedna, którą można zaliczyć do centroprawicy (Prawica Rzeczypospolitej). Wszystko pozostałe to partie centrowe, centrolewicowe i lewicowe. Po drugie, nawet gdyby istniała taka partia, to podstawowym warunkiem musiałoby być to, że środowiska konserwatywno-liberalne miałby realny wpływ na działania tej partii. Bycie przybudówką nic nie daje poza miejscem przy korycie.

    „Pytanie!! Dlaczego taki kryształowy Ron Paul jest wśród republikanów. Przecież on powinien stworzyć własne ugrupowanie, a nie wiązać się z “pseudoprawicą”. Kto wytłumaczy?”

    Ron Paul kiedyś działał w Partii Libertariańskiej i miał też jakieś związki z Partią Konstytucyjną. Niewiele to jednak dało. Partia Republikańska zaś jest partią centroprawicową i jak można zauważyć frakcja libertariańska (czy może raczej konserwatystów konstytucyjnych) zdobywa tam coraz większe wpływy. Jak duże, to pokażą wybory prezydenckie w 2012 roku.

    ->paweł
    „Otóż p. Kluzik, liderka tworu, mówi o “polityce prorodzinnej” podczas, gdy jako jedyna PiSuarka głosowała za tzw. ustawą przemocową.”

    Nieco zabawne w tym kontekście wydaje się stwierdzenie prof. Rybińskiego, że Kluzik-Rostkowska może stać się polską Margaret Thatcher. To jakieś pomieszanie pojęć. No chyba, że prof. Rybiński ją przekona. 😉

    „Nie sądzę, że rozumie politykę prorodzinną tak, jak to ładnie przedstawił autor. Raczej rozumuje w duchu tej ustawy. Ja dziękuję za taką “wolność” i taki “konserwatyzm”.”

    Jak to słusznie podsumował JKM w trakcie wtorkowego spotkania ze studentami, PJN będzie bardziej na lewo od PiS. 🙂 Wszystko wskazuje na to, że okaże się to prawdą.

  13. mieszkający w EU napisał(a):

    do łukasz
    Czyli co..czekamy i nic nie robimy, bo liderzy UPR i WiP nie pozwalają..?
    I może 500 tysiecy, a nawet potencjalnie milion wyborców ma siedzieć z boku przez kolejne 20 lat??
    Jeśli w ciągy miesiąca nie powstanie zjednoczona opcja konserwatywno-liberalna to bedzie swiadczyć tylko i wyłacznie o premedytacji i złej woli liderów i wyborcy będą zwolnieni od źle rozumianej lojalności.
    Na pewno PJN nie bedzie na lewo od PiS. JKM się bardzo myli. Na lewo od PiS nie wciśnie się już nawet mysz. Natomiast mnóstwo miejsca jest na prawo od PiS (bo opcja konserwatywno-liberalna jest skłócona i niszczona przez liderów)I sądzę, że tam swłaśnie woje miejsce znajdzie PJN.

  14. Łukasz napisał(a):

    „Czyli co..czekamy i nic nie robimy, bo liderzy UPR i WiP nie pozwalają..?”

    Dopóki coś solidnie nie rąbnie w gospodarce, to nie widzę szansy na coś więcej niż przekroczenie progu wyborczego w wyborach do parlamentu. Mówiąc wprost, najpierw musi zacząć walić się obecny system gospodarczy. To, że wcześniej czy późnej zacznie, jest pewne. Pytanie tylko kiedy dokładnie. W USA problemy mogą zacząć się już niedługo. Kwestia tego, jak bardzo będzie to oddziaływało na resztę świata.

    „I może 500 tysiecy, a nawet potencjalnie milion wyborców ma siedzieć z boku przez kolejne 20 lat??”

    Problem w tym, że niezbędne jest wprowadzenie całości. Wdrożenie tylko części idei konserwatywno-liberalnych nie da oczekiwanych efektów. Skończy się to tym, że po maksymalnie kilku latach przyjdzie czysta lewica, wszystko odwróci i pójdzie jeszcze dalej. W demokracji nawet jeśli właściwe racje są uwzględniane, to w końcu i tak przegrywają. Czy odkąd zniesiono republikę i wprowadzono demokrację w USA, sytuacja tego kraju poprawia się czy pogarsza? Socjalizacja postępuje, a wysiłki dwóch prezydentów, którzy próbowali ją odwracać (Reagan i Bush Senior) zostały skutecznie zmarnowane przez następców.

    „Jeśli w ciągy miesiąca nie powstanie zjednoczona opcja konserwatywno-liberalna to bedzie swiadczyć tylko i wyłacznie o premedytacji i złej woli liderów i wyborcy będą zwolnieni od źle rozumianej lojalności.”

    To proszę mnie oświecić, z kim Pan chce się jednoczyć. Gdyby był w Polsce odpowiednik amerykańskiej Partii Republikańskiej, można byłoby o tym pomyśleć (co więcej, byłby to niezły pomysł!), ale takiego odpowiednika zwyczajnie nie ma! A milion wyborców spokojnie pozwoliłby przekroczyć próg 5%…

    „Na pewno PJN nie bedzie na lewo od PiS. JKM się bardzo myli. Na lewo od PiS nie wciśnie się już nawet mysz.”

    Pod względem polityki gospodarczej trudniej byłoby się wcisnąć (co nie znaczy, że jest to niemożliwe), pod względem polityki społecznej już łatwiej. Sam Jarosław Kaczyński ma poglądy centrowe, a może nawet cetroprawicowe. Szkoda tylko, że nie przekłada tego na program partii. Wątpię, żeby ostateczny program PJN okazał się chociażby centrowy.

    „Natomiast mnóstwo miejsca jest na prawo od PiS (bo opcja konserwatywno-liberalna jest skłócona i niszczona przez liderów)I sądzę, że tam swłaśnie woje miejsce znajdzie PJN.”

    Już raz daliście się nabrać na konserwatywno-liberalną Platformę. Jak chcecie się nabrać drugi raz na inną partię, to droga wolna. Liderzy opcji konserwatywno-liberalnej doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jedyne, co można osiągnąć przed tym jak zawali się cała ta struktura, to przekroczenie progu wyborczego 5%, a zgniły kompromis z innymi partiami doprowadziłby jedynie do całkowitego pójścia na dno. Przykładowo obniżkę podatków ktoś może i poprze, rzecz w tym, że nie poprze już jednoczesnego wprowadzenia zakazu zadłużania państwa, bo doprowadzi to do ograniczenia jego funkcji. Efektem będzie olbrzymi dług, który w dalszej perspektywie doprowadzi do jeszcze gorszego stanu. Tak się właśnie kończą zgniłe kompromisy.

  15. Marko napisał(a):

    Wniosek z tego, ze panstwu niepotrzebna jest zadna partia i zadna opcja – czy to na lewo czy na prawo. Jedyne co jest potrzebne to wlasny bank centralny drukujacy pieniadz pod towar i uslugi jakie sa na rynku i sprawna grupa menedzerow zarzadzajaca panstwem jako organizmem gospodarczym, bo „politycy” jakiegokolwiek koloru to „psuje” i zawsze w koncu wszystko doprowadza do ruiny…

  16. kamil napisał(a):

    Marko – prawdziwy reakcjonista nie jest ani na lewo ani na prawo, jest naprzeciw. to, co Pan mowi, to prawda, oprocz tego, ze lepiej miec walute oparta na parytecie zlota. wtedy zgoda.

  17. Marko napisał(a):

    Zamiast parytetu zlota lepiej miec sprawna „policje”, ktora przypilnuje zeby znow komus nie zechcialo sie zamieszac w swiatowych finansach. Parytet zlota juz byl. I co sie stalo – wiemy. Bo nie bylo nikogo, kto by to zastopowal.

  18. Łukasz napisał(a):

    Dopóki był parytet złota nie doświadczano większych problemów, ale że potrzeba było kasy państwu, a władzy pewnej grupie bankierów, to postanowiono zastąpić go pieniądzem fiducjarnym. Dopóki będzie istniał pieniądz fiducjarny, dopóty będzie istniała pokusa, żeby bezkarnie drukować go wedle potrzeb. Przy parytecie wszelkie próby manipulacji byłyby widoczne jak na dłoni, a w obecnych strukturach ludzie nie mają nawet pojęcia skąd się bierze inflacja. W dodatku wciska się im bzdury, że jest korzystna i jej brak torpedowałby wzrost gospodarczy.

    Z tymi menedżerami zarządzającymi państwem to ja widzę również problem. Wcześniej czy później będą musieli zastąpić ich inni menedżerowie i cały cyrk zacznie się od nowa. Trzeba całkowicie pozbawić państwo wpływu na gospodarkę. Fed udało się utworzyć wyłącznie dlatego, że państwo miało coraz większy wpływ na gospodarkę. Jeżeli by go nie miało, to lobbing grupy bankierów byłby nieskuteczny.

  19. Marko napisał(a):

    Nie panstwo mialo coraz wiekszy wplyw na gospodarke bo panstwo to twor prawny i sam nie funkcjonuje lecz ludzie, ktorzy zawladneli strukturami gospodarczymi i panstwowymi. Haslo: pozbawic panstwo wyplywu na gospodarke to bzdura. Pozbawic wplywu na gospodarke mozna tylko ludzi. Takim antidotum moga byc zatrudniani menedzerowie, nie skupieni w zadnym tworze typu partia czy klub. Ich zadanie to sprawne zarzadzanie poszczegolnymi obszarami gospodarczymi, oczywiscie pod kontrola. Tak jak dobra firma ma zarzad rozliczany przez rade nadzorcza i zgromadzenie wspolnikow. Tylko komus, kto nigdy nie byl w realnych strukturach gospodarki trudno sobie wyobrazic takie rozwiazanie…prawda?

  20. kamil napisał(a):

    panie Marko, czemu? liberal niemalowany wlasnie szablonuje gospodarke pod wymagania i zyczenia przedsiebiorcow dopoki te zyczenia nie zawieraja chec szkodzenia i odnoszenia korzysci kosztem innych przedsiebiorcow i konsumentow. liberal bedzie dazyl do ekonomicznego zarzadzania jako polityk, prosze przeczytac „nowozelandzki cud gospodarczy”. Premier NZ, nawrocony na wolny rynek socjalista, przekonal topowych przedsiebiorcow do pokierowania nieruchawymi firmami panstwowymi z dobrym efektem. Sie pan nie martwi – ekonom teorie tworzy uprzednio zbierajac EMPIRYCZNE przeslanki, czyli korzystajac z doswiadczen pionierow, menadzerow, inwestorow… studiuje sie tylko te teorie, ktore faktycznie maja odbicie w rzeczywistosci.

  21. Łukasz napisał(a):

    „Nie panstwo mialo coraz wiekszy wplyw na gospodarke bo panstwo to twor prawny i sam nie funkcjonuje lecz ludzie, ktorzy zawladneli strukturami gospodarczymi i panstwowymi.”

    Można dojść ostatecznie do takiego wniosku. Przecież państwem zarządzają ludzie.

    „Haslo: pozbawic panstwo wyplywu na gospodarke to bzdura. Pozbawic wplywu na gospodarke mozna tylko ludzi.”

    Odpowiednie obwarowania konstytucyjne mogłyby zapobiec wpływowi ludzi na gospodarkę za pomocą mechanizmów politycznych.

    „Takim antidotum moga byc zatrudniani menedzerowie, nie skupieni w zadnym tworze typu partia czy klub.”

    Proszę mi powiedzieć, co niby tacy menedżerowie mieliby dokładnie robić? Gospodarka doskonale poradzi sobie bez żadnego sterowania na szczeblu krajowym. Menedżerom zostawmy sektor prywatny. Sektor publiczny powinien składać się wyłącznie z wojska, policji, sądownictwa i skromnej administracji, która zarządzałaby tymi sferami (pięć ministerstw). Trudno mi sobie wyobrazić np. politykę zagraniczną prowadzoną przez menedżera, a nie polityka. W przypadku ministerstwa finansów takowy mógłby być jednak mile widziany.

  22. kamil napisał(a):

    @ Marko

    Szanowny Panie, po raz kolejny pokazuje Pan, ze jest Pan imbecylem, w dodaktu nie tylko ekonomicznym, ale i historycznym ignorantem. Nic sie za parytetu zlota nie dzialo, za wyjatkiem utyskiwan politykow. a policje mamy od poczatku swiata. Ta policja zawodzila w ch** razy wiecej niz parytet zlota, jesli ten w ogole zawiodl kogos poza politykierami.

  23. Marko napisał(a):

    Kamilu, jestes pan nie tylko idiota ale tez analfabeta, ktory nie potrafi czytac i rozumiec prostych tekstow. Ale to tak na marginesie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *