Sery, de Gaulle i Anne

Najmłodsza córka de Gaulle’a, Anne, cierpiała na zespół Downa. W wyniku obrażeń porodowych nigdy nie mogła poprawnie chodzić Czytaj więcej »

 

Konserwatysta o interwencjonizmie państwowym

Chaos terminologiczny w dużym stopniu utrudnia zrozumienie zagadnienia. W wielu przypadkach, dyskurs byłby efektywniejszy, gdyby pierwej wyjaśniono znaczenie poszczególnych terminów, które są przedmiotem rozprawy.

Kapitalizm to po prostu forma społecznego współdziałania, która oparta jest na prywatnej własności środków produkcji.

Termin konserwatyzm ma dwa znaczenia – które, niestety, są bardzo często ze sobą mylone, co owocuje szeregiem nieporozumień.

W pierwszym znaczeniu mówimy o konserwatyzmie, jako zachowaniu cechującym się oporem w stosunku do zmian. Ale jest to opór wobec gwałtownych, nieprzemyślanych, eksperymentalnych, rewolucyjnych przeobrażeń społeczno-politycznych. Zmiany powinny być naturalne, ostrożne, w poszanowaniu Tradycji.

Drugie znaczenie konserwatyzmu, to akceptacja pewnych konkretnych zasad – tym pojęciem będę się posługiwał.

Zasadnicze znaczenie ma odpowiedź na pytanie: o rolę, funkcje i zaangażowanie państwa w sektor gospodarczy i status własności prywatnej. Jak bardzo i czy w ogóle powinno interweniować w rynek. W związku z tym, jakie powinno być stanowisko konserwatysty?

Aksjologia konserwatywna bardzo często przeciwstawiana jest kapitalizmowi, podnoszone jest, iż na organach państwowych spoczywa obowiązek opieki nad swoimi obywatelami. Świadczenia usług socjalnych, zapewnienia płacy minimalnej, zasiłków, różnorakich form redystrybucji et cetera. Głoszona jest teza, iż kluczowe sektory muszą być kontrolowane przez państwo, i w żadnym wypadku nie można doprowadzić do prywatyzacji tychże dziedzin. Konieczna jest ich ochrona i nadzór urzędniczy. Twierdzi się, iż państwo musi interweniować tam, gdzie rynek sobie nie radzi.

I tu pozwolę sobie na małą dygresję, z związku z głoszonymi opiniami, jakoby to obecne systemy ekonomiczne były przykładem dzikiego kapitalizmu.

Pogłoski o swobodnej gospodarce rynkowej, są mocno przesadzone. Jest to system prokrustowy, arbitralnie ograniczany, takie praktyki eufemicznie nazywa się korygowaniem bądź uzupełnianiem mechanizmów rynkowych, a wszystko – naturalnie – dla dobra wspólnego. Pomijając już pytanie o to, jakaż to wiedza tajemna pozwala rządzącym, wpływać na system rynkowy, warto zastanowić się, jaka winna być rola Państwa w gospodarce z punktu widzenia konserwatysty.

Truizmem jest przypominanie o wolnej woli w kontekście aksjologii konserwatywnej, ale istotne są konsekwencje, jakie z tego wynikają, a te są ważkie. Wolność wyboru, to aspekt nie tylko polityczny, ale również gospodarczy. Możliwość podejmowania indywidualnych decyzji ekonomicznych oraz indywidualna własność – która jest naturalnym uprawnieniem – to integralne elementy wolności. Oczywiście, wolność nie jest absolutyzowana, wręcz przeciwnie, ograniczona jest wewnętrznym systemem wartości i odpowiedzialnością za swoje uczynki.

Konserwatyzm stoi na straży własności prywatnej. Osoba, posiadająca własność musi łączyć w sobie wiele cech i umiejętności: przedsiębiorczość, pracowitość, rzetelność, uczciwość. Bez nich daleko nie zajedzie.

Dla konserwatysty, istnienie własności prywatnej jest gwarantem ładu i spokoju społecznego. Kolektywizm jest systemem, przeciwko któremu zachowawcy stanowczą oponują, jako zaprzeczeniu podstawowych wartości. Państwo nie powinno konkurować z obywatelem, nie powinno mu przeszkadzać w prowadzeniu działalności. Zatem własność prywatna, swoboda gospodarcza posiada prymat.

Supremacja państwowa w pewnych sferach gospodarki ma być gwarantem, że nie będą one miejscem nieuczciwej konkurencji, zdominowanym przez jedną firmę, zarabiającą krocie dzięki takiej pozycji rynkowej.

Tylko, że monopole powstają z nadania urzędowego, nie są one cechą immanentną gospodarki rynkowej. To akt prawny może spowodować wyjątkowe uprzywilejowanie danego podmiotu. Krytykowanie kapitalizmu za kreowanie monopoli jest grubym nieporozumieniem, a wyznaczenie Państwa, jako stróża, który ma dbać o odmonopolizowanie rynku, jest groteskowe, gdyż to państwo jest inicjatorem. I jak tu mówić o zapewnieniu uczciwej konkurencji, swobodzie gospodarczej?

Ważnym elementem kapitalizmu jest podział pracy. Specjalizacja jest efektywna, ale sprawiedliwa, ponieważ ludzie zajmują się tym, na czym się znają, co potrafią robić. Jest to sytuacja korzysta zarówno dla jednostki, jak i dla ogółu społeczeństwa. Różnorodność jest naturalnym stanem. Każdy z nas ma inne zdolności, uwarunkowania fizyczne i intelektualne, różnimy się aparycją i stałością charakteru, i to jest jak najbardziej normalne. Złem jest „równanie możliwości”, państwo nie chce dostrzegać tych różnić, które przekładają się na rozwój społeczeństwa, a dekretami, próbuje zmaterializować chore wizje „równości”.

Polityka państwa jest samonakręcająca się. Jedna interwencja, nie dość, że nie rozwiązuje zaistniałego problemu, to jeszcze powoduje kolejne. Ustawowe regulacje, mające skorygować błędy rynku powodują zmiany nie tylko w danym sektorze, ale w innych, które z nim współpracują, co ma znaczenie dla całej branży, ale przede wszystkim dla społeczeństwa – które w zamierzeniach rządu miało być beneficjentem tej ingerencji. To, co może zrobić społeczność lokalna par excellence – powinno należeć właśnie do niej, a nie leżeć w gestii urzędników centralnych.

Rządy pod płaszczykiem troski o najuboższych, wyciągają ze społeczeństwa ogromne fundusze, które nie trafiają do najuboższych. Nie jest to ani sprawiedliwe, ani słuszne moralne, ani w końcu efektywne.

Bezprawiem jest pozbawianie jednej grupy bogactwa, ażeby obdarować inną grupę. Niemoralnym jest zagarnięcie owoców pracy, ludzi, którzy włożyli ogrom wysiłku w wypracowanie majątku, wykazali się kreatywnością, wytrwałością, sumiennością, po to, żeby nagrodzić bumelanctwo i nieróbstwo. Zapaść semantyczna wyzuwa z solidarności cechę dobrowolności, a bierze się to z instrumentalnego wykorzystywania jej przez Państwo, tzn. regulowania poprzez ustawy zachowań solidarnych czy braterskich.

Decydenci są na tyle sprytni, że działalność (prywatna) charytatywna krępowana jest bezmyślnymi przepisami, które de facto uniemożliwiają jej działalność albo zasadniczo ograniczają. Ale to już wystarczy, żeby rządzący pochylili się nad niedolą ubogich – jednocześnie smagając bogaczy za brak empatii – i poczęli wprowadzać programy walki z pauperyzacją, jako jedyni zdolni do takiego czynu.

Konserwatysta jest (powinien być) kapitalistą, jest to naturalna konsekwencja przyjęcia aksjologii konserwatywnej. Koncepcja decentralizowanego, ograniczonego rządu oraz wolnego rynku, nie implikuje odrzucenia Tradycji. Silne państwo, to państwo ograniczone, pełniące rolę służebną wobec obywateli, skoncentrowane tylko na wykonywaniu podstawowych zadań, nie wkraczające w sferę gospodarczą, w której organizują się obywatele.

Celem Państwa nie może być prowadzenie polityki gospodarczej – w tym sensie, że będzie ona współzawodnictwem ze społeczeństwem. Obywatele muszą mieć zapewnioną uczciwą konkurencję, możliwość działania w transparentnym systemie i pewność, że gdy zostanie naruszone prawo, nastąpi rychła reakcja organów państwowa.

Państwo winno pełnić wyłącznie rolę pomocniczą (subsydiarną), z tym, że oddelegowaną w dół hierarchii publicznej. Funkcje państwa sprowadzają się do obronności, bezpieczeństwa, ochrony zdrowia, życia, – jest to stan postulatywny, który nie jest możliwy od osiągnięcia ad hoc. Wówczas funkcjonowanie instytucji państwowych będzie skuteczne i pożyteczne dla obywateli.

Wojciech Łapiński
(2 stycznia 2006)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *