Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Kościół domem liberała i etatysty

Prawdopodobnie niektóre fragmenty ostatniej adhortacji papieża Franciszka staną się wodą na młyn zwolenników komunitaryzmu i różnych mniej wolnorynkowych frakcji w Kościele.



Powstały setki książek i artykułów na temat związków religii i ekonomii oraz poszukujących systemu ekonomicznego zgodnego z wolą Boga. W pewnym sensie efektem tych poszukiwań jest katolicka nauka społeczna. Jednak nie znajdziemy tam opisu tego „złotego środka”, a jedynie metody na wykluczenie pewnych skrajności: komunizmu z jednej strony i anarchokapitalizmu z drugiej. Pole wyboru pozostaje niezmiernie szerokie, więc w zależności od poglądów aktualnych hierarchów kościelnych oraz ogółu wiernych preferencje dryfują raz w jedną, raz w drugą stronę. Jednak czy poszukiwanie katolickiego modelu gospodarki ma sens? Czy powoływanie się na naukę Kościoła w debacie o bankach centralnych, standardzie złota bądź rynkach kapitałowych jest w czymkolwiek pomocne?

Kościół katolicki jest wspólnotą ludzi o podobnych przekonaniach religijnych, etycznych i moralnych. Ukoronowaniem tych przekonań są prawdy wiary. Na ich podstawie katolik określa, jak powinien postępować i co jest w życiu dobre, a co złe. Oprócz prawd wiary istotnym elementem katolicyzmu są różnego rodzaju obrzędy i uzasadniające je sakramenty. Na czele Kościoła stoi papież.

Jak napisałem wyżej, Kościół jest wspólnotą. Każda wspólnota zbudowana jest z poszczególnych ludzi. Wszyscy oni mogą mieć w wielu sprawach zupełnie różne poglądy. Tak samo jest we wspólnocie zwanej rodziną. Są tam pewne wspólne przekonania (oczywiście mówimy o zdrowej rodzinie), takie jak szacunek do rodziców, troska o dzieci, ale matka i ojciec mogą w wyborach do parlamentu głosować na innych polityków. Każdy z nich może mieć inne zdanie na temat przeczytanej właśnie gazety bądź książki. Czy możemy w takim razie mówić o konfrontacji neoliberalizmu z katolicyzmem bądź keynesizmu z katolicyzmem? Chyba nie, tak samo jak nie da się rozstrzygnąć konfrontacji firmy Microsoft z katolicyzmem bądź rodziny Kowalskich z katolicyzmem. W takiej relacji zawsze pozostaje jednostka, a nie wspólnota, ponieważ wspólnota to nie to samo, co kolektyw czy sekta, gdzie poglądy na wszystkie sprawy są niemal identyczne.

Każdy katolik, od Papieża zaczynając, a na Kowalskim kończąc, wyznaje prawdy wiary, natomiast w innych sprawach ma różne poglądy. Jeśli jakiś hierarcha kościelny wypowiada się na tematy niezwiązane z prawdami wiary bądź obrządkiem, nie są one wiążące dla katolika, lecz są jedynie poglądami tego człowieka na pewien temat. Inny katolik może mieć w tej sprawie zupełnie inne zdanie. Dobrym przykładem może tu być polemika kardynała Petera Turksona z księdzem Robertem Sirico na temat istnienia światowego banku centralnego i odrzucenia „apriorycznej ekonomii”. Poglądy społeczno-gospodarcze mają zawsze poszczególni członkowie Kościoła, a nie Kościół jako instytucja. Nie trzeba się spowiadać z decyzji gospodarczych ani stosować pod rygorem grzechu do poszczególnych wypowiedzi hierarchów Kościoła, łącznie z papieżem, o ile nie dotyczą one prawd wiary. Katolik może być zarówno socjaldemokratą, jak i liberałem. Kościół jest wspólnotą ludzi akcentującą doktrynę katolicyzmu. Tę wspólnotę ustanawia coś zupełnie innego niż pogląd na progresję podatkową bądź bank centralny. Tworzenie jedynego i słusznego katolickiego poglądu na gospodarkę, politykę, kulturę rozbija tę wspólnotę i świadczy o zupełnym niezrozumieniu celu, dla którego powstał Kościół katolicki.

Marek Steinhoff-Traczewski

Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Artykuł ukazał się na portalu jagiellonski24.pl. Przedruk na PROKAPIE za zgodą Autora


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *