Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne Czytaj więcej »

 

Kukiz mówi, JOWita zaprzecza

Nie wypowiadam się jako Demokrata ani Republikanin.
Wypowiadam się
jako ofiara amerykańskiej tak zwanej demokracji.
I ja i wy, nie widzieliśmy nigdy demokracji; widzieliśmy obłudę.

Malcolm X

Jednym z głównych postulatów Pawła Kukiza, które zaprowadziły go na szczyty swojej politycznej popularności, jest walka z porozumieniem magdalenkowym i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, które to zdaniem muzyka pozwolą na totalne przeobrażenie obecnego systemu politycznego w naszym kraju. Jest to postulat o tyle dziwny, bo niestety nie znajdujący potwierdzenia w praktyce, a przynajmniej nie w takim stopniu w jakim chciałby ów muzyk.

Każdy kto zetknął się z tematyką wyborczą od strony metodycznej wie, że praktyka JOW-ów nie potwierdza założeń jakich usilnie z uporem maniaka oczekuje Paweł Kukiz. Efektywność takiej ordynacji wyborczej budzi szereg wątpliwości i kontrowersji, na szczęście jednak może zostać ona zweryfikowana empirycznie za sprawą analizy wyborów w państwach w których jest obecnie stosowana.

Przykłady państw, w których zastosowanie mają jednomandatowe okręgi wyborczej pokazują jak złudna i krucha jest to idea. W rezultacie doprowadza ona w większości państw (Kanada, UK czy Stany Zjednoczone) do zabetonowania sceny politycznej i zarezerwowania jej dla dwóch, góra trzech, partii. A przecież zawłaszczenie władzy przez jedno, dwa lub trzy ugrupowania nie jest celem o jakim marzy Paweł Kukiz i zwolennicy JOW-ów. Niezależnie od szczerych intencji czy też pobożnych życzeń Pawła Kukiza co do zmiany ordynacji wyborczej, przyjrzyjmy się jak to działa od strony praktycznej.

Do analizy niech posłużą nam niedawne wybory do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii, gdzie głosuje się właśnie w ramach jednomandatowych okręgów wyborczych. Za sprawą obowiązującej tam ordynacji wyborczej do zgarnięcia w Izbie Gmin jest 650 mandatów.

Ostateczne wyniki z UK przedstawiają się następująco:

wybory_wlkbryt

Partii Farage’a w ogóle nie widać na załączonym powyżej wykresie, zyskuje jedynie przy niskim poparciu społecznym Szkocka Partia Narodowa. Jedna partia to zdecydowanie za mało aby ideę JOW-ów wybronić.

tabela1tabela1

Konserwatyści pod wodzą Davida Camerona zdobyli samodzielną większość w Izbie Gmin, ich wielki triumf jest poniekąd porażką małych partii i może dowodzić tego, że jednomandatowe okręgi wyborcze sprzyjają jedynie dużym ugrupowaniom.

Największym przegranym tych wyborów jest eurosceptyczna partia Nigela Farage’a UKIP, która pomimo 12%-owego poparcia uzyskała tylko 1 mandat. Sam Nigel Farage pozostał bez mandatu i w rezultacie zapowiedział ustąpienie z przewodzenia partii. Zaskoczeniem i poniekąd argumentem na rzecz JOW-ów może być wynik Szkockiej Partii Narodowej, która uzyskała 56 mandatów przy blisko 5% poparciu. To przypadek jednorazowy, w ogólnym podsumowaniu tych wyborów tak kolorowo już nie jest. Wyniki przemawiają za umocnieniem się jedynie dużych partii, które od dawna odgrywają czołową rolę w Wielkiej Brytanii. Zaskakujący wynik szkockich nacjonalistów ratuje ideę JOW-ów, ale nie uzasadnia ich wyższości nad metodą proporcjonalną, a to należałoby wykazać aby móc w ogóle rozmawiać o zmianie ordynacji. Argument za JOW-ami jest dość słaby biorąc pod uwagę mnogość partii oraz to, że Konserwatyści uzyskali samodzielną większość w Izbie Gmin. Zadaniem JOW-ów ma być przecież rozdrobnienie sceny politycznej i wprowadzenie do parlamentu środowisk, które nie będą skażone zasiedzeniem, które sprzyja deprawacji. Biorąc pod uwagę wynik z ordynacji większościowej oraz fakt, że w praktyce zaprzecza ona teoretycznym rozważaniom Pawła Kukiza, zerknijmy jak wyglądałby rozkład sił gdybyśmy zastosowali ordynację proporcjonalną używając metody D’Hondta. Metoda D’Hondta obowiązuje m.in. w Polsce, Hiszpanii, Finlandii. Wzór na wyliczenie jest stosunkowo prosty:


Wi = Lc/Ln
gdzie Wi – to wielkość ilorazu, Lc- ilość głosów oddanych na określoną frakcję oraz Ln czyli liczby naturalne większe bądź równe 1.
Przeliczając zatem głosy otrzymane w ordynacji większościowej i wrzucając je do metody D’Hondta otrzymalibyśmy następujący wynik:

wybory2_wlkbryt

W podziale na ilość uzyskanych mandatów sytuacja wyglądałaby następująco:

tabela2

Pogrubienie wyniku UKIPu i SPN nieprzypadkowe, ponieważ ordynacja proporcjonalna zwiększyłaby udział partii Farage’a, ale zmniejszyłaby ilość mandatów szkockim nacjonalistom. Jaki wyciągnąć wniosek? Można oprzeć się tutaj na procentowym poparciu danych partii. Większe poparcie UKIPu zgodnie z logiką winno pociągać za sobą większą ilość uzyskanych mandatów. Szkoci, których poparcie stanowi niecałe 5% musieliby więc zadowolić się niższą liczbą mandatów. Przy wszystkich negatywnych cechach ordynacji proporcjonalnej wydaje się ona w tej sytuacji nieco bardziej sprawiedliwa. Minusem tego rodzaju ordynacji mogą być listy partyjne, bo w istocie trzeba przecież oddać swój głos na kandydata wystawionego przez prezesa lub partyjny zarząd. Drugim problemem może być próg wyborczy, który jak pokazuje praktyka skutecznie blokuje możliwość dostania się do parlamentu małych partii i ugrupowań o skromnych strukturach organizacyjnych. Gdyby jednak jakiś obrońca JOW-ów zaprotestował w tym momencie, to do naszej analizy wyników z Wielkiej Brytanii, na potrzeby niniejszego tekstu możemy przyjąć jakiś próg wyborczy i zobaczyć jak kształtowałyby się pozycje partyjne po ustawieniu takiej poprzeczki. Zastosujmy próg wyborczy na poziomie 3,5% przy ordynacji proporcjonalnej, a otrzymamy rezultat następujący:

tabela3

W zasadzie z parlamentu wylatuje Zjednoczona Partia Demokratyczna (DUP), PC, SF i pozostałe planktonowe ugrupowania. Zyskują Konserwatyści i Laburzyści, a także UKIP, szkoccy nacjonaliści i Zieloni. Ustanowiony więc próg wyborczy może pośrednio zwiększać szanse partii mniejszych oczywiście jedynie w ramach rozdysponowania większej ilości mandatów, a mogą być one niezbędne w przypadku późniejszego głosowania nad ustawami. W sytuacji kiedy mamy taki rozkład sił, niezbędna może być koalicja partii rządzącej, która w wyniku nieuzyskania większości musi iść na kompromisy. To daje realne podstawy do tego aby uznać metodę proporcjonalną za bardziej wartościową, oczywiście z punktu widzenia zwolennika demokracji, przynajmniej jeśli chodzi o zabezpieczenie decyzyjności politycznej wydaje się być bardziej efektywna. Krańcowym rozwiązaniem może być zmniejszenie progu wyborczego (który sugeruje np. Marian Kowalski z Ruchu Narodowego) przy pozostawieniu ordynacji proporcjonalnej. Obniżenie progu do 2% czy 3% mogłoby zmienić skład i jakość urzędującego sejmu. Z drugiej zaś strony taki wysyp partii Polska już przerabiała w swojej historii.

Co do jednomandatowych okręgów wyborczych to rezultatów ich zastosowania nie musimy w zasadzie szukać w innych krajach, ich praktykę możemy obserwować w polskim senacie, który niemalże w całości zdominowany jest przez dualizm partyjny PO- PiS. Demokracja nie jest systemem idealnym i trzeba się z tym pogodzić. Zastosowanie JOW-ów mogłoby sprawdzić się jedynie w małym skupisku ludności np. na wsi lub w jakiejś wiosce. Jeśli już redukujemy ordynację wyborczą do tak malej jednostki administracyjnej to trzeba przyznać, że w takim wypadku lepszym rozwiązaniem od JOW-ów jest demokracja bezpośrednia lub demokracja uczestnicząca, która ma na tym polu zdecydowanie lepsze osiągnięcia. Praktykę demokracji bezpośredniej można przeanalizować na przykładzie brazylijskiego miasta Porto Alegre, w którym zastosowano wolnościowy municypalizm Murray’a Bookchina. Trudno jednoznacznie przewidzieć efekty i skutki wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w Polsce. Biorąc jednak pod uwagę obecny układ sił w naszym kraju oraz sytuację w izbie wyższej tj. senacie, nie zawaham się stwierdzenia, że mogłyby one jedynie umocnić i przypieczętować dotychczasową partiokrację. Oczywiście wybory w Wielkiej Brytanii nie mogą posłużyć nam za ostateczny wyrok skazujący JOW-y na zapomnienie, ale powinny być też ostrzeżeniem bo dostarczają nam wniosków jak można przy dobrych intencjach, zaszkodzić jeszcze bardziej. 

Karol Mazur


3 Responses to Kukiz mówi, JOWita zaprzecza

  1. DarekUSA napisał(a):

    TO BŁĘDNY TOK ROZUMOWANIA!! JOWy nie mają na celu reprezentowanie małych partii! JOWY mają 2 główne cele, z których pierwszy jest zupełnie odwrotnie rozumiany przez większość antysystemowców. Głównym zadaniem JOWów jest MOCNY MANDAT a nie dopuszczanie małych partii do parlamentu. Tzn. Efekt ma być taki: „winner takes all” – czyli zwycięzca uzyskuje więksość w parlamencie z automatu. MA TO UMOŻLIWIĆ ZWYCIĘSKIEJ PARTII REALIZACJĘ SWOJEGO PROGRAMU NIESKAŻONĄ USTĘPSTWAMI NA RZECZ KOALICJANTÓW. Pozwala to na jasne rozliczenie z obietnic przy następnych wyborach i unicestwienie tłumaczeń typu: „nie mogliśmy spełnić obietnic bo nie rządziliśmy sami tylko z koalicjantem i on nam to uniemożliwił… Bla bla bla” tak jak to jest teraz w reprezentacji proporcjonalnej, która skutkuje permanentnym „suchostojem” – paraliżem władzy. Innymi słowy, skoro już ktoś wygrał to powinien mieć nieskrępowaną możliwość realizacji obietnic. I tu od razu nie zgodzę się z argumentem, że nie powinni mieć władzy absolutnej. Nie mają – jest jeszcze prezydent. Poza tym – i tu zaczyna działać drugi główny cel JOWów: posłowie zasiadający w parlamencie ZOSTALI OSOBIŚCIE WYBRANI PRZEZ WYBORCÓW A NIE PREZESA PARTII (co ma miejsce teraz w ordynacjii proporcjonalnej). SKORO JUŻ ICH WYBRALIŚMY TO ZAUFAJMY IM I DAJMY SILNY MANDAT DO RZĄDZENIA NIEROZWODNIONY USTĘPSTWAMI NA RZECZ KOALICJANTÓW. Jednak trzeba wprowadzić kilka zabezpieczeń uniemożliwiających zabetonowanie parlamentu przez 2 duże partie, np. poprzez ORDYNACJĘ MIESZANĄ: zwycięzca dostaje 50% mandatów + jakaś liczba mandatów wynikająca z algorytmu, a reszta partii dzieli się pozostałymi mandatami proporcjonalnie do liczby głosów przy czym próg wyborczy wynosi np. 1%. Dodatkowo, obywatele mogą zarządzić obligatoryjne referendum o skrócenie kadencji na podstawie np. 1 mln podpisów i bez minimum frekwecyjnego. Co Wy na to?

  2. Sceptissimus napisał(a):

    Z zabezpieczeniami w demokracjach, to trochę tak jak z zabezpieczeniami przed kradzieżą.
    Osobiście pamiętam jeszcze zamierzchłe czasy, kiedy w Polsce nie kradziono samochodów, ustępowano miejsca starszym w środkach komunikacji (i nie tylko), przepuszczano przodem kobiety. Standarty te niedościgały wprawdzie np. szweckich, ale w porównaniu z dzisiaj w Polsce obowiązującymi –
    były prawdziwie egzotyczne.
    Wspominam o tym dlatego by uświadomić, że żadne zabezpieczenia prawne nie są w stanie ułożyć życia społeczeństwu, które jest tak zdemoralizowanym, że przebywanie w ciepełku rozkładającego się państwa sprawia mu niekłamaną przyjemność.
    Jedynym skutecznym lekarstwem na wszelkie zło w państwie polskim jest odrodzenie społeczne. To proces długotrwały, rozłożony na pokolenia i wymagający sanitarnych cięć bez znieczulenia.
    Polacy w swojej historii niejednokrotnie dowiedli, że jak tylko zechcą to potrafią sp….ć najwznioślejszą ideę, zmarnować każdą szansę, dać po kostkach każdemu kto tylko w zbożnym celu wychyli się ponad piany szum.
    Pieprzenie w obecnej sytuacji o JOW-ach, to przywoływanie kulisów dzikiego zachodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *