Wpływy mniejszości żydowskiej w Polsce na przestrzeni wieków – Michalkiewicz, Płużański, Żebrowski

Dlaczego niektórzy żydzi nie lubią Polaków, co kryje się za nazwą Zakonu Synów Przymierza, jak żydzi realizują swoje cele w RP Czytaj więcej »

 

Mam w domu ketonal

Jakiś czas temu dentysta wyrywał mi ząb. Trudna sztuka. Namęczyliśmy się obaj straszliwie, a po godzinie zostałem z dziurą w dziąśle, rachunkiem na sto złotych, dwudniowym zwolnieniem lekarskim i receptą na ketonal.



Z takim zębem to skaranie boskie. Boli przed wyrwaniem, boli w trakcie, boli też po. „Po” to raczej boli wspomnienie wizyty i samo dziąsło, a nie ząb, ale co mi z tego? Boli i tyle. Boli, to cierpię. Ale na cierpienie jest metoda – ketonal. Skorzystałem – nie będę narzekał, pomogło. Z opakowania trzydziestu sztuk zużyłem może dwie, może trzy tabletki. Potem przeczytałem ulotkę – powiało grozą, ale na wywołanie wymiotów już było za późno. Nic to – jakoś przeżyłem.

Po co ja to wszystko piszę?

Bo gdyby mi pan doktor nie przepisał ketonalu, co zresztą uczynił na moją wyraźną prośbę, to nie mógłbym pójść ot, tak do apteki i kupić choćby jedną pastylkę tego leku. Nawet jakbym rozdziawił gębę i rzężąc zapluł krwią sprzedawczynię, nie dostałbym nawet pół tabletki. Bo to na receptę. Tylko lekarz wie, kiedy można wziąć i po co. Wyłącznie fachowa wiedza medyczna jest w stanie ocenić mój poziom bólu (deklarowany przeze mnie!) i zapisać odpowiedni środek przeciwbólowy. Gdyby nie lekarz, to nie jestem pewien, czy w ogóle by mnie bolało.

Ząb już mnie nie boli (bo go nie ma), dziąsło też nie (bo się rana zagoiła). A ja mam w domu ketonal. Prawie całe opakowanie. Nielegalnie! Bo przecież już mnie nie boli – przyczyna zastosowania tego środka odpadła. Powinienem był wyrzucić do śmietnika. Nie! Stop! To też nielegalne. Powinienem był wrócić do apteki (na przykład tej, w której ów ketonal kupiłem) i wyrzucić opakowanie do specjalnie na to przeznaczonego pojemnika. Bo inaczej nie wiadomo, co by się stało. Taki ketonal mógłby dostać się do śmietnika, a tam mógłby zaatakować inne śmieci albo – kto wie? – może nawet śmieciarza albo sąsiada wyrzucającego odpadki.

A jednak nie wyrzuciłem. Mam w domu. Bo pomyślałem, że może jak co mnie kiedy zaboli, to sobie zaaplikuję. Albo poczęstuję gościa. Boli nóżka? To może dam ketonalek? I herbatkę do popicia. Albo mógłbym otruć psa sąsiadów. Tyle że psa nie mają. Ale gdyby kupili i byłby to wredny pies, co to wyje po nocach i szcza w windzie, to ketonal by się przydał. W końcu dosis sola – tylko dawka czyni truciznę. Choć otruć się można czymkolwiek, na przykład solą kuchenną (to akurat bardzo silna trucizna z uwagi na „trzymanie wody”) albo gorzałą (też mocna substancja trująca) albo zwykłą aspiryną (może doprowadzić do skrajnego obniżenia ciśnienia krwi i zapaści). Ale gdzie im tam do ketonalu!? To prawdziwy farmakologiczny morderca. A jeszcze jak się przeterminuje, to ho ho! Największego siłacza położy.

I cały czas nie mogę zrozumieć, dlaczego rząd pozwala mi kupić trzydzieści tabletek substancji, która jest tak groźna, że może przepisać ją tylko lekarz, skoro potrzebuję zaledwie dwóch-trzech pastylek. Żeby to jeszcze na sztuki sprzedawali, jak kiedyś papierosy, to bym rozumiał. Też nie do końca, bo jeśli mi odbije i zjem wszystkie trzy tabletki na raz, to też może mnie spotkać nieszczęście. Skąd oni w tym rządzie wiedzą, że jestem na tyle mądry, żeby nie zjeść całego opakowania na raz, a zarazem jestem tak głupi, że nie mogę bez zgody władzy lekarskiej kupić dwóch tabletek? Więcej nawet – jako człowiek nowych czasów, czyli cierpiący na alergię wziewną na różnej maści pyłki, faszeruję się pigułami na katar. Dokładnie rzecz biorąc to lek przeciwhistaminowy, loratadinum. I tu też kłopot. Mogę kupić bez recepty opakowanie zawierające dziesięć sztuk, ale takiego po trzydzieści już nie. Skąd ten rząd wie, że nie przejdę się do trzech różnych aptek i w każdej nie kupię po jednym opakowaniu po dziesięć sztuk?

Zresztą, zostawmy pigularzy i ich piguły. Sto metrów od domu jest spożywczy, gdzie mogę kupić wódkę. Obok apteka, gdzie sprzedadzą mi strzykawkę i igłę. Jak wstrzyknę sobie całe pół litra, to nie ma szans – nie przeżyję. Dla pewności ściągnę jeszcze z baku pół litra benzyny i też sobie wstrzyknę. I kupię dziesięć opakowań aspiryny – razem sto sztuk. Aspirynę połknę, bo nie chce mi się jej rozpuszczać. Myślę, że to wystarczy. Nie ma co – w zasięgu stu metrów mam źródło zaopatrzenia w skuteczne trucizny. I aż dziw, że jeszcze żyję, prawda?

Tymczasem mój cudowny rząd uważa, że nie może pozwolić mi na kupno całej masy substancji chemicznych, które są dopuszczone do obrotu, ponieważ są to substancje… no, przecież nie szkodliwe, inaczej byłyby chyba zakazane. Cóż, są to substancje, które mogą powodować… hm, zmiany fizjologii? Wszystko zmienia fizjologię – proponuję zjeść plastik-burgera z pewnej sieci trash-foodowej, żeby się o tym przekonać. Co jest zatem takiego szczególnego w niektórych substancjach, że muszę mieć zgodę jakiejś władzy, aby te substancje zażywać? Przecież śmiertelną truciznę, jaką są papierosy, mogę kupić na rogu każdej ulicy. I nie dość, że od fajek można dostać raka, to można się też tak banalnie poparzyć.

Nie istnieje żaden racjonalny powód, dla którego dorosły człowiek nie mógłby kupić dowolnej substancji, w tym psychoaktywnej, a następnie zużyć jej, także w ilościach zagrażających życiu. Czy te dwadzieścia kilka tabletek ketonalu, jakie mi zostały, stało się mniej niebezpieczne tylko dlatego że zostały kupione „legalnie”? Rząd pozwala mi kupić ketonal, ale kiedy go kupię, przestaje się interesować, co z nim robię. Czy zatem rząd dba o mnie, czy przeciwnie – daje mi pozwolenie, abym się zabił albo co najmniej uszkodził? A w jednym i drugim przypadku – po co rząd to robi? Jaką niesamowitą wartość osiąga reglamentując niektóre substancje?

Dlaczego to takie ważne? Jak nietrudno odgadnąć, ten post nie jest o ketonalu. Ani o benzynie czy papierosach. Ten post jest o wolności. Jest o tym, że mimo iż w każdej chwili mam kilkanaście sposobności, aby uszkodzić lub zabić siebie albo kogoś innego, jednak tego nie robię. Nie dlatego że mi nie wolno (kto mi zabroni?), ale dlatego że nie chcę. Rząd jednak nie ufa mi i utrzymuje cały rozbudowany aparat administracji tylko po to, aby uchronić mnie przede mną samym. I po co? Chyba tylko po to, aby zdzierać ze mnie podatek służący utrzymaniu tego systemu ochrony. Błędne koło.

Chyba tylko dzięki temu mam w domu prawie całe opakowanie ketonalu. Za zgodą rządu stanowię zatem śmiertelne niebezpieczeństwo dla wszystkich wokoło. Trzeba to natychmiast powstrzymać! Tylko kogo aresztować? Mnie? Dentystę? Aptekarza?

Paweł Budrewicz

Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl


15 Responses to Mam w domu ketonal

  1. k napisał(a):

    Bardzo dobry tekst. A co do tego ketonalu to przychodzi mi na myśl jeden powód zakazywania takich substancji. Działania profilaktyczne przeciwko narkomanom i różnego rodzaju lekomanom, bo jeżeli od ketonalu można wejść w jakiś stan „narkotyczny” to państwo próbuje przeciwdziałać temu. Od aspiryny widocznie nie można, a od ketonalu można. Więc nie wiem czy przykład taki dobry.

  2. Marko napisał(a):

    Zupełnie nieswiadomie opisal pan formule dzialania – nielogiczna jak wiekszosc tego co sie w tym ustroju dzieje – kapitalizmu. Otoz dostal pan cale opakowanie bo kapitalista w ramach zysku i jego maksymalizacji policzyl, ze tylko duze serie i duza ilosc w opakowaniu daja mu jego ukochna czyli MAMONE. Tu ma pan odp. na ten nonsens. Nonsensem nie jest sprzedaz przez apteke, bo ona tez na tym zarabia tylko sposob myslenia i dzialania kapitalizmu. Oto jakis chytry grubas z cygarem w zebach i szklana wyskacza dal panu swiadomie zabojcza bron. Niech pan z niej skorzysta i zakatrupi tego, kto pana uzbroil. Niech pana dziala, poki nie jest jeszcze za pozno! Ten tluscioch z cygarem i wyskaczem przeciez codziennie te butle smierciosne rozsyla po calym swiecie, zeby wymorodwac niewinnych ludzi. Niech pan ratuje ludzkosc. Pan pewnie wie jako mecenas, ze zaniechanie jest karalne!

  3. Paweł Budrewicz napisał(a):

    Nie – od ketonalu nie można wejść w stan „narkotyczny”.
    Skoro nasza kochana władzunia tak o nas dba, to dlaczego papierosy są legalne i bez recepty?

  4. piowel napisał(a):

    Marko, a Ty po ilu ketonalach jesteś? Czy może coś mocniejszego?!?

  5. krzyś napisał(a):

    A cukier też podobno szkodliwy – zakazać,tłuszcz też cholesterol i w ogóle,jajka nigdy w życiu przecież dawno udowodniono ,że są szkodliwe -zakazać spożywania jajek pod groźbą 3 lat więzienia ,chodzenie na szpilkach też może doprowadzić do uszkodzeń stopy (przecież drogi takie dziurawe) a później trzeba refundować różnego rodzaju zabiegi rehabilitacyjne – zakazać chodzenia w szpilkach,wszystkich producentów szpilek powsadzać do więzień,przecież oni z premedytacją kochając swoją MAMONĘ robiąc krzywdę tym niewinnym,nieświadomym niewiastom które jeżeli miałyby taką wiedzę z pewnością nigdy by tych nieszczęsnych szpilek nie kupiły a tak … w imieniu kobiet zakazać sprzedaży szpilek… oczywiście dla ich dobra… Marko tak dla naszego dobra jakby ktoś wprowadził zakaz publikowania Twoich bzdur to też byłbyś za tym?

  6. Marko napisał(a):

    Zacznijmy od twoich bzdur – i ich banowania. Produkcja takich typow tez powinna byc zakazana. Mam nadzieje, ze jestes juz w takim wieku, ze rodzice skonczyli z reprodukcja i nie beda uszczesliwiac swiata kolejna seria owiec dla kapitalistow.

  7. krzyś napisał(a):

    przecież konsument nie moze mieć wyboru,menedżer powinien powinien jak żyć czyż nie

  8. krzyś napisał(a):

    … a dlaczego powinna być zakazana,bo nie odpowiada twojej ideologii? Faszyzm kolego Marko .W ten właśnie sposób rodził się faszyzm.To znaczy ktoś nagle wie lepiej jak inni mają żyć.Zastanów się następnym razem zanim znów palniesz jakąś lewacką błyskotliwością…

  9. eutanazja napisał(a):

    Czyli jak jest tyle różnych łatwo dostępnych środków uśmiercających to nie jest potrzebna ustawa tak zwanej eutanazji czyli samobójstwa wspomaganego każdy jeżeli tylko będzie miał dosyć tego świata to może z różnych substancji i technik skorzystać i opuścić ten obmierzły padół?

  10. Famil Krydlewicz napisał(a):

    „Autor jest radcą prawnym i ekspertem”, a przemyślenia ma jak nastolatek. Złośliwi (?) mówią, że gimnazja to bastiony korwinizmu, ale jak widać po tej karykaturze felietonu gimnazjum to stan umysłu

  11. Halleth napisał(a):

    Duzo gorsze jest to, zuzyl Pan 10% opakowania, a pozostalych 90% ani Pan ani apteka nie moze odsprzedac. Takze wyprodukowany towar jest marnotrawiony.

  12. Marko napisał(a):

    Takie sa realia kapitalizmu, ale nawet „radca prawny i eskpert” tego ni w zab nie pojmuje. Akurat w jego przypadku to raczej nie jest stan umyslu tylko zimne wyrachowanie. On i my znamy powody…

  13. Halleth napisał(a):

    W utopijnym kapitalizmie, ktorego podstawa jest wlasnosc prywatna, ten lek moglby zostac sprzedany dalej, poniewaz wlasciciel mialby prawo dowolnie nim dysponowac. Teraz mamy jakis „kapitalizm realny”, ktory ma z kapitalizmem jeszcze mniej wspolnego, niz „socjalizm realny” z socjalizmem.

  14. Marko napisał(a):

    Teraz jest kapitalizm korporacyjny. Ani on utopijny, ani realny. Zlodziejski. Lek nie moze byc sprzedany dowolnie bo w magazynie u kapitalisty lezy kolejna wyprodukowana partia i musi byc sprzedana, zeby byl zysk i mamona w kasie. To jest ABC kapitalizmu. Kapitalizm cechuje sie dwoma idiotyzmami: produkcja bez potrzeby na polke (70 % towaru nigdy nie zostanie sprzedana, albo sie go wyrzuci na smietnik albo odda komus za grosze albo bedzie stal latami na polce) i wciskaniem ludziom rzeczy niepotrzebnych jak ta butla lekarstwa. Zysk na pierwszym miejscu, wzrost obrotow i takie inne debilstwa. Proste, ale za skomplikowane dla otumanionej masy aby to zrozumiala.

  15. Marko napisał(a):

    W zwzazku z powyzszym pytanie dla tytanow kapitalizmu: dlaczego sieci marketow powiedzmy Kaufland w PRL bis maja 90 do 120 dni termin platnosci dla dostawcow towaru? I dlaczego placa im grosze na granicy oplacalnosci? Nie ma nagrody za prawidlowa odp, ale warto sprobowac. Kto wie dlaczego tak jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *