Wpływy mniejszości żydowskiej w Polsce na przestrzeni wieków – Michalkiewicz, Płużański, Żebrowski

Dlaczego niektórzy żydzi nie lubią Polaków, co kryje się za nazwą Zakonu Synów Przymierza, jak żydzi realizują swoje cele w RP Czytaj więcej »

 

Marek Papała – W pętli hipotez

Śledztwo w sprawie zabójstwa byłego komendanta policji Marka Papały można zaliczyć do najdłużej trwającego postępowania w całej historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Przesłuchano w nim setki osób, sprawdzono dziesiątki hipotez, a w wyjaśnienie sprawy zaangażowano niespotykane wcześniej środki. Jednak do tej pory nie skazano prawomocnie zabójcy komendanta. Nie stwierdzono także motywu, jakim się kierował.



Marek Papała 25 czerwca 1998 r. miał napięty program dnia. Najpierw przez kilka godzin szlifował angielski przed wyjazdem do Brukseli, gdzie miał objąć stanowisko oficera łącznikowego. Spotkał się też z ludźmi, którym wiele zawdzięczał w swojej karierze. Przerwał jednak wizytę, ponieważ spieszył się odebrać z Dworca Centralnego mamę, która przyjeżdżała do niego w odwiedziny z Pruchnika, niewielkiej miejscowości pod Jarosławiem. Tymczasem pociąg się spóźniał. Marek Papała postanowił więc pojechać do domu i wrócić na dworzec, gdy pociąg będzie się już zbliżać do Warszawy. Auto zaparkował pod blokiem. W tym samym momencie podszedł do niego mężczyzna w wieku ok. 20-22 lat, który przez chwilę rozmawiał z byłym szefem policji. Gdy Papała odwrócił głowę, z bliskiej odległości padł strzał.

Zdeformowany pocisk utkwił w oparciu fotela. Znalazła go policja podczas oględzin samochodu. Podobnie jak zdeformowany odcisk palca znajdujący się na szybie auta. Po latach okazało się, że odcisk należy do Igora M., ps. Patyk – złodzieja samochodów, który na zlecenie gangu pruszkowskiego kradł luksusowe pojazdy. Po rozbiciu tej grupy przestępczej przez policję „Patyk” został świadkiem koronnym. W kwietniu 2012 r. postawiono mu zarzut zabójstwa generała Marka Papały.

Informacja o śmierci byłego szefa policji została natychmiast podana przez media. Do dziś można znaleźć w Internecie zdjęcia z miejsca zbrodni, na których widać rozświetlony mocnymi reflektorami, ogrodzony policyjną taśmą teren pilnowany przez policyjnych funkcjonariuszy. I bordowe daewoo espero.

Policja szybko ustaliła, że Marek Papała tuż przed śmiercią był na przyjęciu imieninowym u Janiny i Józefa Sasinów, na którym znajdowali się także Hipolit Starszak z żoną oraz polonijny biznesmen Edward Mazur.

Gospodarze to byli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie MSW PRL. Janina i Józef Sasinowie swoje kariery zaczynali w Szczecinie. Józef Sasin, absolwent Kursu Oficerów Śledczych Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Czerwińsku, trafił do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie, gdzie został oficerem operacyjnym. W WUBP w Szczecinie jako pielęgniarka pracowała Janina Sasin. Po kilku latach została funkcjonariuszem wydziału C (zajmował się on prowadzeniem ewidencji operacyjnej – w jego zasobach były m.in, szczegółowe dane tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa) Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Szczecinie, a w 1970 r. razem z mężem trafiła do MSW. Józef Sasin został inspektorem Departamentu III MSW, w którym zajmował się tzw. ochroną gospodarki, co w rzeczywistości sprowadzało się do inwigilacji, m.in. w zakładach przemysłowych. Od 1981 do 1989 r. pełnił funkcję szefa tego departamentu.

Hipolit Starszak, który przybył na imieniny Janiny Sasin wraz z żoną, to także były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, jeden z najbardziej zaufanych funkcjonariuszy generała Czesława Kiszczaka. Nazwisko Starszaka pojawia się w najgłośniejszych sprawach politycznych lat 70. i 80., które dotyczą opozycji demokratycznej.

„Podejmowane przedsięwzięcia nacechowane były rzeczowością i poczuciem odpowiedzialności, a w miarę potrzeby dużym osobistym zaangażowaniem w realizację podjętych czynności” – pisał w opinii służbowej w kwietniu 1984 r. generał Kiszczak, minister spraw wewnętrznych. Było to tuż przed objęciem przez Starszaka stanowiska zastępcy prokuratora generalnego. Powierzenie mu takiej funkcji było wyrazem najwyższego zaufania. Nadzorował najważniejsze prokuratorskie śledztwa prowadzone m.in. wspólnie z Biurem Śledczym MSW, którego do niedawna był przecież szefem. To pod jego nadzorem toczyło się śledztwo w sprawie zamordowanego przez funkcjonariuszy SB księdza Jerzego Popiełuszki. Mocodawcy esbeków nigdy nie znaleźli się na ławie oskarżonych. To za kadencji zastępcy prokuratora generalnego Hipolita Starszaka nie wyjaśniono, kto przyczynił się do śmierci walczących o wolność i wiarę księży: Stefana Niedzielaka, Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca. Ich zabójców nigdy nie znaleziono, a śledztwa – jak głosi powszechna opinia – były tuszowane.

Hipolit Starszak ze stanowiska zastępcy prokuratora generalnego został odwołany w końcu 1990 r. Kilka miesięcy później, w lutym 1991 r. Starszak został dyrektorem w spółce URMA – wydawcy pierwszego polskiego „brukowca”, tygodnika „Nie”, którego redaktorem naczelnym był Jerzy Urban, rzecznik rządu stworzonego w latach 80. przez juntę Wojciecha Jaruzelskiego.

Edward Mazur, który także znalazł się na tamtym przyjęciu imieninowym, był ojcem chrzestnym syna Sasinów, Jacka, oraz ich sąsiadem z czasów PRL. Wynajmował wówczas od firmy Dipservice apartament w „zatoce czerwonych świń” przy ulicy Wiktorii Wiedeńskiej w Wilanowie. Obok niego miał apartament Władimir Ałganow, sowiecki dyplomata, a w rzeczywistości szpieg, absolwent sowieckiej Szkoły Oficerów Wywiadu, funkcjonariusz KGB. W latach 70. mieszkającym w USA Mazurem interesował się Zarząd II Sztabu Generalnego, ale ostatecznie nie doszło do zwerbowania polonijnego biznesmena na agenta wojskowego wywiadu. Z dokumentów Zarządu II wynika, że wywiad wojskowy nie był zainteresowany przejęciem od MSW (cywilnych służb specjalnych PRL) kontaktu z Edwardem Mazurem.

Dokumenty, do których dotarł Sławomir Cenckiewicz (cytuje je w „Długim ramieniu Moskwy”) są jedyną poszlaką, która wskazuje na ewentualną współpracę Edwarda Mazura ze służbami specjalnymi PRL. W zachowanych w IPN dokumentach, które zostały odnalezione po zamówionej przeze mnie kwerendzie – nie ma żadnego, który potwierdzałby współpracę Edwarda Mazura z SB, MSW, zarządem II Sztabu Generalnego lub WSW. Są natomiast dokumenty jednoznacznie wskazujące na to, że bezpieka interesowała się przedsięwzięciami gospodarczymi Mazura w Polsce. W latach 70. i 80. Mazur prowadził w Polsce działalność handlową. Nazwisko polonijnego biznesmena wielokrotnie pojawia się w kontekście afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) – przez jego firmy przepływały pieniądze Funduszu, które nigdy nie zostały odzyskane. Wspólnikami Mazura w interesach z FOZZ byli m.in. Andrzej Kuna i Aleksander Żagiel oraz Jeremiasz Barański – polonijni biznesmeni, mieszkający w Wiedniu, którzy byli związani z służbami specjalnymi PRL i sowieckimi służbami specjalnymi.

Edward Mazur był wspólnikiem Zbigniewa Komorowskiego, byłego posła Polskiego Stronnictwa Ludowego, w spółce Bakoma. Łączyły ich także inne przedsięwzięcia. W 1991 r. razem z rosyjską firmą Avtoexport założyli spółkę Abexim, która mieściła się na eksterytorialnych terenach rosyjskich w Warszawie. Firma zajmowała się m.in. serwisowaniem samochodów należących do WSI. Gdy Mazur wyjeżdżał z Polski, nad jego interesami w kraju czuwał Józef Sasin.

Grupa policjantów i prokuratorów szukająca zabójców Marka Papały skupiła się na kręgu najbliższych znajomych byłego szefa policji. Sprawdzali jego związki z Romanem Kurnikiem – ostatnim szefem Departamentu Kadr Służby Bezpieczeństwa, w latach 90. zastępcą komendanta głównego, Marka Papały. Według nieoficjalnych informacji, zaprzyjaźniony z najważniejszymi politykami SLD i z funkcjonariuszami służb specjalnych PRL, Roman Kurnik stał za nominacją Papały na stanowisko komendanta głównego policji. Był z Papałą bardzo zaprzyjaźniony. Namówił go na inwestycję w Chotomowie w gminie Jabłonna. Powstawało tam zamknięte osiedle domów jednorodzinnych, których właścicielami byli wysocy rangą policjanci, funkcjonariusze MSW i służb specjalnych PRL oraz prokuratorzy. Na tym samym osiedlu mieli wykupione działki bossowie gangu wołomińskiego, bracia Niewiadomscy: Henryk, ps. Dziad, oraz Wiesław, ps. Wariat.

Według ustaleń policji byli oni inicjatorami całego przedsięwzięcia. Możliwość jego realizacji zaistniała dzięki decyzjom podjętym przez zaprzyjaźnionego z braćmi Niewiadomskimi ówczesnego burmistrza gminy Jabłonna, Jerzego Łubę.

Roman Kurnik był jedną z pierwszych osób, które przyjechały na miejsce zabójstwa Papały.

W trakcie śledztwa policjanci zdobyli informacje, które odsłoniły uwikłanie służb specjalnych PRL w związki z mafią.

Okazało się, że byli funkcjonariusze prowadzili interesy m.in. z Nikodemem Skotarczakiem, ps. Nikoś, trójmiejskim gangsterem (został zastrzelony w Gdyni dwa miesiące przed zabójstwem Marka Papały). Według ustaleń policji to właśnie „Nikoś” miał pomagać Edwardowi Mazurowi w znalezieniu płatnych zabójców, którzy wykonaliby wyrok na byłym szefie policji. W tym celu w kwietniu 1998 r. doszło do spotkania w gdańskim hotelu Marina Edwarda Mazura, Nikodema Skotarczaka i Andrzeja Z., ps. Słowik, jednego z szefów gangu pruszkowskiego, i Artura Zirajewskiego, ps. Iwan.

Kilka tygodni później „Słowik” podczas spotkania w Hotelu Gołębiewskich w Mikołajkach mówił swojemu wspólnikowi z pruszkowskiego gangu Zygmuntowi R., ps. Bolo, że Edward Mazur zlecił mu zabójstwo Papały.

Policjanci ustalili, że informacje na temat śmierci byłego szefa policji może mieć Mieczysław Zapiór, ps. Pancernik. Nie doszło jednak do jego przesłuchania – utonął podczas nurkowania w Egipcie, a jego ciała nie odnaleziono. (Zob. więcej nt. Mieczysława Zapióra w rozdziale 1).

Przełomowym momentem okazały się zeznania Artura Zirajewskiego. „Iwan” potwierdził, że to Edward Mazur był zleceniodawcą zabójstwa generała.

27 lutego 2002 r. Edward Mazur został zatrzymany na wniosek warszawskiej prokuratury, która prowadziła śledztwo. Niemal natychmiast złożył zażalenie, w którym prosił o poinformowanie o tym zdarzeniu Hipolita Starszaka. Nieoczekiwanie przed upływem 48 godzin okresu aresztowania Edward Mazur został zwolniony. Bez przesłuchania i bez postawienia zarzutów. Trzy godziny po opuszczeniu prokuratury biznesmen pojawił się na przyjęciu w restauracji Belvedere w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Organizatorami przyjęcia byli m.in. Roman Kurnik i ówczesny wiceszef UOP Zdzisław Skorża. Wśród gości znajdowała się czołówka polityków SLD, m.in. szef MSWiA Krzysztof Janik, wiceminister MSWiA Zbigniew Sobotka, wysocy funkcjonariusze policji i wymiaru sprawiedliwości. Kilkanaście godzin później Edward Mazur wyjechał z kraju.

W styczniu 2005 r. prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów Mazurowi. Ujawnił to w jednej z audycji radiowych ówczesny zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik. Informacja rozeszła się błyskawicznie. Poszukiwany wyjechał wówczas z Kanady do Stanów Zjednoczonych.

21 października 2006 r. FBI – pod zarzutem podżegania do zabójstwa komendanta polskiej policji Marka Papały – zatrzymało Edwarda Mazura w jego domu w Glenview, na zamożnym przedmieściu Chicago. 15 listopada 2006 r. chicagowski sąd orzekł, że Mazur nie może wyjść z więzienia za wpłaceniem kaucji. 20 lipca 2007 r. sędzia Arlander Keys odrzucił wniosek o ekstradycję Edwarda Mazura. Uznał zeznania złożone przed polska prokuraturą za niewiarygodne. Jednym ze świadków obrony na procesie ekstradycyjnym Mazura był pułkownik Ryszard Bieszyński, były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, a po 1990 r. UOP i ABW. Bieszyński w 2012 r. został skazany za bezprawne zatrzymanie prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego w lutym 2002 r., tuż po objęciu rządów przez SLD.

W trakcie śledztwa okazało się, że zainteresowany śmiercią generała Papały był także Jeremiasz Barański, ps. Baranina – współdziałał w organizowaniu zamachu na byłego szefa policji i miał zapewnić jego stałą obserwację. To zadanie przypadło podwładnemu „Baraniny” Rafałowi Kanigowskiemu, który przez wiele miesięcy nie spuszczał Papały z oka. Jaka była rola Kanigowskiego w egzekucji generała? Nie wiadomo, ponieważ został zastrzelony we wrześniu 1998 r., trzy miesiące po zabójstwie byłego szefa policji. Co ciekawe, informacja o jego roli w zbrodni była znana policji zaraz po śmierci Papały, ale do prokuratury dotarła sześć lat później. Ujawnił to Rafał Pasztelański na portalu tvp.info: „Niespełna trzy tygodnie po zabójstwie gen. Marka Papały do oficera dyżurnego mokotowskiej policji zadzwonił anonimowy mężczyzna. Informator powiedział, że w zabójstwo generała Papały zamieszani są Rafał Kanigowski, ps. Gruby vel Pułkownik, oraz Marcin P. Policjant sporządził notatkę i przekazał do Komendy Głównej Policji. Te niezmiernie ważne informacje jednak w tajemniczy sposób zaginęły na długie sześć lat. Dopiero w 2004 r. austriacki policjant, zdziwiony, zapytał prokuratorów, dlaczego nie wykorzystują wiedzy Marcina P., który był kierowcą Kanigowskiego. P. zeznawał w Wiedniu w sprawie działalności Jeremiasza Barańskiego, ps. Baranina vel Tato, wiedeńskiego bossa prowadzącego mroczne interesy w Europie i Ameryce. Kanigowski był jego warszawskim rezydentem. Prokuratorzy zaczęli szukać P. i tak natrafili na »zagubioną« notatkę” – napisał Rafał Pasztelański.

Nietrudno się domyślić, że „zagubienie” notatki przez policję spowodowało niepowetowane straty w śledztwie.

W 2009 r. prokuratura oskarżyła Andrzeja Z., ps. Słowik, o nakła­nianie Artura Zirajewskiego do zabójstwa Marka Papały za 40 tysięcy dolarów. Z kolei Ryszard Bogucki został oskarżony o nakłanianie za 30 tysięcy dolarów Zbigniewa G. do zabójstwa generała. W 2007 r. Bogucki został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na 25 lat więzienia za zabójstwo szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja Kolikowskiego, ps. Pershing.

Na początku stycznia 2010 r., miesiąc przed rozpoczęciem procesu obydwu gangsterów i miesiąc przed złożeniem zeznań przed sądem w więziennym szpitalu w Gdańsku, zmarł Artur Zirajewski. Z ustaleń policji wynikało, że w dzień przed Bożym Narodzeniem „Iwan” dostał gryps, po którym spalił notatki, napisał list do żony i 28 grudnia zatruł się lekami nasennymi. Według opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej przyczyną śmierci był zator płucny. Lekarze stwierdzili także zapalenie płuc. Badania toksykologiczne wykazały, że Zirajewski, oprócz przepisanych mu leków, przyjął też leki przeznaczone dla siedzącego z nim w celi współwięźnia, które zawierały substancję zmniejszającą krzepliwość krwi. Zdaniem śledczych Zirajewski przedawkował leki nasenne i usypiające po to, by uciec z aresztu śledczego. Miało to nastąpić po przeniesieniu go do szpitala zewnętrznego.

W taką hipotezę nie uwierzyli policjanci i prokuratorzy zajmujący się sprawą zabójstwa Marka Papały. Ci, którzy byli u niego w więzieniu kilkanaście dni przed śmiercią, mówili, że był w doskonałym nastroju, snuł plany na przyszłość i chciał złożyć wniosek o przedterminowe zwolnienie.

15 lutego 2010 r. na procesie Andrzeja Z. i Ryszarda Boguckiego odczytano zeznania nieżyjącego świadka – Artura Zirajewskiego. Wynika z nich, że marcu lub kwietniu 1998 r. spotkał się w hotelu Marina w Gdańsku m.in. z Nikodemem Tomaszem Nowosadem, Jackiem Haronem i Kazimierzem Hedbergiem (poszukiwanym w Niemczech i Szwecji za handel narkotykami). Podczas tego spotkania mówili oni o morderstwie wysokiego rangą oficera policji z Warszawy. Ofiara nie była podawana z imienia.

Zirajewski spotkał się później z Ukraińcem Siergiejem Senkiwem, byłym żołnierzem Specnazu w Afganistanie, członkiem gangu płatnych zabójców. Powiedział on „Iwanowi”, że Nowosad zaproponował mu morderstwo policjanta o randze generała, co później potwierdził sam Nowosad. Za zabójstwo generała Papały Senkiw miał dostać 40 tysięcy dolarów.

Kolejne spotkanie Zirajewskiego i Skotarczaka miało miejsce w kwietniu 1998 r. w apartamencie hotelowym „Nikosia” w jednym z gdańskich hoteli. Był tam również Ryszard Bogucki, który – jak to określi Skotarczak – „znał sprawę”. Potem Skotarczak i Zirajewski pojechali do hotelu Marina. Po drodze „Nikoś” powiedział „Iwanowi”, że na spotkaniu będzie obecny „Słowik” z Warszawy i biznesmen o nazwisku Mazur. Rozmowa w hotelu trwała około godziny. Przez większość czasu – według zeznań Zirajewskiego – miał mówić Mazur. Zapytał „Iwana”, „czy zabije dużego psa z Warszawy” i powiedział, że „tego psa trzeba pozbyć się jak najszybciej, bo się wycofał” i „trzeba to załatwić jak najszybciej, bo ma wyjechać za granicę”.

Rozmówcy mieli czekać na sygnał od „człowieka z MSW” i mówili, że chodzi o jakiś „układ interesów”. Zirajewski wywnioskował, że „układ” dotyczy przemytu narkotyków, ponieważ podczas rozmowy Mazur, Skotarczak i „Słowik” rozmawiali właśnie o przemycie narkotyków.

Kilka dni po tej rozmowie Zirajewski i Skotarczak pojechali do Warszawy. Na parkingu przed hotelem Mariott „Iwan” zobaczył trzech mężczyzn. Jednym z nich był Mazur. Zirajewski nie brał udziału w spotkaniu, ale przywitał się z mężczyznami, którzy przedstawili się jako Józef i Jacek. Skotarczak opisał ich później Zirajewskiemu jako partnerów Mazura, obydwaj o nazwisku „Susin albo jakimś podobnym”. Zirajewski usłyszał tylko część rozmowy, która miała związek z przemytem narkotyków przez wschodnią granicę.

29 kwietnia 1998 r. Artur Zirajewski został aresztowany. Prokuratura zarzuciła mu porwanie i zamordowanie gdańskiego biznesmena Piotra S. Zirajewski był zleceniodawcą  i organizatorem tej zbrodni, w której brał udział także Siergiej Sienkiw.

Pierwsze zeznania w sprawie śmierci generała Marka Papały Artur Zirajewski złożył 6 kwietnia 1999 r. Potwierdził wówczas identyfikację Edwarda Mazura i Andrzeja Z., ps. Słowik (śledczy pokazali mu zdjęcia). Po zatrzymaniu Józefa i Jacka Sasinów przez gdański oddział Centralnego Biura Śledczego Zirajewski rozpoznał ich podczas okazania bezbłędnie jako uczestników spotkania z „Nikosiem” i Mazurem na parkingu przed warszawskim hotelem Mariott. Z odczytanych zeznań wynika również, że Nikodem Skotarczak miał mówić Zirajewskiemu, że Mazur finansował działalność ekipy Leszka Millera z przemytu narkotyków.

Zirajewski w zeznaniach z 2007 r. – jak stwierdził: „ z obawy o własne życie” – ujawnił szczegóły spotkania, do którego doszło w 1997 r. w Gdańsku u konsula Grecji. Miało ono dotyczyć przemytu narkotyków i jego uczestnikami mieli być Leszek Miller, Mazur, Skotarczak i gangster Ricardo Fanchini, czyli Marian Kozina (w 2009 r. został skazany na 10 lat więzienia i dodatkowo cztery lata dozoru kuratorskiego, przepadek 30 milionów dolarów oraz 40 nieruchomości. Wcześniej gangster był ścigany przez prokuratury 11 krajów. Według szacunków nowojorskich śledczych oraz agentów DEA Fanchini, razem z rosyjskimi wspólnikami, zarobili na narkobiznesie nawet 300 milionów dolarów).

„Iwan” prosił śledczych, by możliwie długo nie ujawniali tego zeznania. Później miał pretensje, że informacja o tym, co mówił, wyciekła do prasy. Oceniał, że może to negatywnie wpłynąć na jego bezpieczeństwo.

Zeznania Zirajewskiego nie są jedynymi, które pogrążają Edwarda Mazura.

Pod koniec 2009 r. – po 11 latach śledztwa prowadzonego przez warszawską prokuraturę i policjantów z Centralnego Biura Śledczego – sprawę przekazano do prowadzenia Prokuraturze Apelacyjnej w Łodzi. Do wyjaśnienia zbrodni został powołany specjalny zespół prokuratorów, a komendant główny policji stworzył nową, 7-osobową grupę śledczą, w skład której weszli funkcjonariusze biura kryminalnego, CBŚ i biura wywiadu kryminalnego KGP, którego szefem został Marek Dyjasz, przed laty naczelnik wydziału zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Inspektor Dyjasz nadzorował m.in. sprawę zabójstwa byłego ministra sportu Jacka Dębskiego (został zastrzelony na zlecenie Jeremiasza Barańskiego). Jednym z podwładnych Dyjasza był Sławomir O. (pierwowzór policjanta „Despero” z serialu telewizyjnego „Pitbull”), który – już po odejściu z policji – został aresztowany i skazany za współpracę z gangiem pruszkowskim. Byłego policjanta pogrążył świadek koronny Piotr K., ps. Broda, który jednocześnie wskazywał na powiązania Sławomira O. z zabójstwem Marka Papały. Według Piotra K. policjant woził dwóch Rosjan, którzy mieli jeździć za Papałą – byli między innymi w Chotomowie, gdzie generał miał działkę. Mieli też śledzić byłego komendanta głównego w Warszawie. Wersja udziału Rosjan w zabójstwie generała nie została potwierdzona.

Nowy zespół śledczy ustalił w 2012 r., że generał Papała zginął przypadkowo, ponieważ złodzieje chcieli ukraść jego samochód. Taką właśnie wersję miał podać policji Robert P., świadek pozyskany z gangu, w którym działał „Patyk”. Okazuje się jednak, że jest to tylko jedna z wersji badanych przez grupę śledczą, powołaną trzy lata temu do wyjaśnienia zabójstwa generała. Bo o tym, że generał nie zginął przypadkowo, świadczą zarówno samo zabójstwo (strzał w głowę z bliskiej odległości), jak i sposób działania grupy, w której byli Igor M. (zmienił nazwisko – wcześniej nazywał się Igor Ł.) oraz Mariusz M. Razem z nimi w związku ze sprawą zabójstwa Marka Papały zostali areszto­wani Tomasz W. oraz bracia Robert i Dariusz J., przywódcy samochodowego gangu.

W latach 90. mafia pruszkowska była niepodzielnym hegemonem świata przestępczego. Przez jej struktury opanowane zostały wszystkie najważniejsze odcinki nielegalnego „biznesu” – od drobnych haraczy, poprzez kradzieże samochodów, aż po międzynarodowy przemyt narkotyków.

Igor M., ps. Patyk, działał w gangu braci J. – „zawodowych” złodziei samochodów – który funkcjonował pod ochroną „Pruszkowa”. W praktyce oznaczało to regularne płacenie haraczu, jak również kradzieże aut na zlecenie mafii pruszkowskiej. Były to najczęściej luksusowe samochody, które następnie przemycano za wschodnią granicę. Jak się później okazało, grupa ukradła blisko 500 luksusowych aut o łącznej wartości ok. 50 mln zł.

W czerwcu 2000 r. ówczesny minister sprawiedliwości i zarazem prokurator generalny Lech Kaczyński podpisał zgodę na operację specjalną Centralnego Biura Śledczego KGP, której celem było zatrzymanie i aresztowanie przywódców „Pruszkowa”. Miesiąc później czołowi gangsterzy byli już w areszcie; przez następne tygodnie wpadali kolejni, a wśród nich znalazł się „Patyk”.
„Patyk” został zatrzymany w związku ze śledztwem katowickiej prokuratury w sprawie związków przestępczych policji i urzędników samorządowych z gangiem pruszkowskim. To na podstawie zeznań „Patyka” do aresztu trafili stołeczni policjanci i pracownicy miejskich wydziałów komunikacji, którzy później zostali skazani.

Igor M. uzyskał status świadka koronnego, a jego zeznania okazały się niezwykle cenne nie tylko w procesie dotyczącym korupcji, ale także w procesie przywódców „Pruszkowa”. W trakcie współpracy „Patyka” ze śledczymi okazało się, że był on wieczorem 25 czerwca 1998 r. w momencie zabójstwa Marka Papały na miejscu zbrodni – na samochodzie Marka Papały znaleziono fragment odcisku palca Igora M., a jego telefon komórkowy logował się do stacji w pobliżu miejsca zabójstwa.

Mężczyzna twierdził, że próbował ukraść inny samochód, ale nie zdążył, bo spłoszyli go zamachowcy. Zeznał, że widział trzech mężczyzn – Ryszarda Boguckiego, Ryszarda Niemczyka (obydwaj skazani za zabójstwo gangstera Andrzeja K., ps. Pershing) oraz nieżyjącego już byłego zapaśnika Krzysztofa W. To właśnie m.in. na podstawie zeznań Igora M. oskarżeni o zabójstwo generała zostali Bogucki i Andrzej Z., jeden z szefów Pruszkowa, a ich proces właśnie się toczy. Co ciekawe, analizy kryminalistyczne potwierdziły, że sposób oddania strzału wskazuje na to, że sprawca działał z premedytacją i przewidywał, że odda strzał z bliska. Wersja przypadkowego zabójstwa była sprawdzana zaraz po morderstwie generała, ale w trakcie śledztwa została odrzucona. Mimo postawienia zarzutów Igorowi M., na Edwardzie Mazurze nadal ciąży zarzut nakłaniania do zabójstwa byłego szefa polskiej policji.

Z biogramu generała Marka Papały zamieszczonego na oficjalnej stronie Komendy Głównej Policji: „Zginął w zamachu w dniu 25 czerwca 1998”.

Dorota Kania

Tekst jest fragmentem książki Doroty Kani „Cień tajnych służb”, wydanej nakładem Wydawnictwa M. Publikujemy go za zgodą wydawcy, dziękując za jego udostępnienie. Książkę zamówić można w księgarni Wydawnictwa M…

Czytaj wywiad z autorką książki, Dorotą Kanią…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *