Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Najlepsza książka o rynku

Henry Hazlitt słusznie sugerował, że winę za stan obecny - jakikolwiek by on nie był - należy przypisać nam wszystkim. Jeśli chodzi o zjawiska natury ekonomicznej z całą pewnością rację miał też Henry Ford stwierdzając, że: "Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewolucja".


I rzeczywiście. Obserwując szeroko pojęte życie polityczne, społeczne oraz gospodarcze wydaje się, że obywatele (w tym my sami) przestali badać zjawiska, przyglądać się im, a przez to zrzekli się niejako odpowiedzialności za kierunek rozwoju wydarzeń. Jaki ma mieć bowiem wpływ postawa Kowalskiego, który - w uzasadniony w pewien sposób - stoi na stanowisku "Nie głosuję i w ogóle mnie oni [politycy] nie interesują. Muszę skupić się na zarabianiu, aby wyżywić rodzinę i zapłacić rachunki". Obojętność ta jest jednak brzemienną w skutki ignorancją. Jeśli nie zostanie wyrugana to ten sam sposób myślenia przejdzie na kolejne pokolenia i nic absolutnie się nie zmieni. Postawa ta wynika z niechęci do intelektualnego wysiłku i owocuje nierozumieniem prostych zjawisk oraz prawidłowości. Ale społeczeństwo, które choć oficjalnie demokratyczne to mimo to jest w gruncie rzeczy zhierarchizowane. Jako całość nie działa dzięki "górze" lecz "fundamentowi". A fundamentem jest nie kto inny jak Kowalski, Malinowski, itd.

Gdyby ów fundament - szerokie rzesze Kowalskich, Malinowskich, itd. - nagle uświadomił sobie, na czym polegają podstawowe zjawiska ekonomiczne, jak odróżnić zakłamaną retorykę polityczną od słów, które mają jakość, jakie są konsekwencje określonych działań polityków, itp., czy rzeczywiście system utrzymałby status quo?

Czy gdyby ludzie rozumieli konsekwencję zwiększania podaży papierowego pieniądza wciąż biernie akceptowaliby jego stosowanie?

Czy gdyby znali historię środków płatniczych (nie jest to skomplikowana i wbrew pozorom czasochłonna wiedza) oraz cechy prawdziwego pieniądza wciąż wierzyliby w systemy fiducjarne?

Czy gdyby wiedzieli, że "litość" polityka wobec tych co mają "gorzej" jest tylko i wyłącznie socjalistycznym chwytem, który służy rozdawaniu ryb (czyt. zdobywaniu głosów), a nie wędek to wciąż płaciliby bez sprzeciwu tak wysokie podatki (czyt. sponsorowali darmozjadów)?

Na te tematy można napisać całą rozprawę. Temat rzeka.

Nie ma się też co łudzić i żywić przekonanie, że mamy sprawczość wprowadzenia wyraźnie odczuwalnych zmian w ciągu kilku lub kilkunastu lat. To marzenie ściętej głowy. Ale od czegoś trzeba zacząć, aby następne pokolenie miało od nas lepiej, a nie gorzej.

Arabski poeta Khalil Gibran powiedział ponoć swego czasu, że "Pragnienie jest połową życia, obojętność jest połową śmierci". Gdyby odnieść to do intelektu i przyjrzeć się umysłowej obojętności nie może dziwić, że homo politicus oraz banksterzy szaleją w najlepsze kosztem Kowalskich. Punktem wyjścia do jakiejkolwiek zmiany jest myślenie. Proces ten - choć obiektywnie potrafi być bolesny - potrafi przynieść wiele dobrego. Będący swoistego rodzaju życiem wewnętrznym, wymaga czegoś co dawniej zwano strawą*. Tak jak ciało potrzebuje dobrego pokarmu, aby było silne i zdrowe, tak umysł potrzebuje takiego materiału, który wprawi w ruch neurony. Tutaj bowiem zaczyna się rozumienie. A z rozumienia zaczyna się zmiana.

Dziś w ramach polecenia strawy umysłowej polecam książkę, na którą natknąłem się w trakcie niedzielnego spaceru po warszawskim Nowym Świecie. Dlaczego tą a nie inną? Po pierwsze dlatego, że jest śmiesznie tania i za tą samą kwotę w okolicy można kupić piwo lub kawę. Wybór prosty: napój lub książka.

Po drugie, autor znany mi z innych pozycji poświęconych Ludwigowi von Misesowi. Książka - choć jeszcze całej nie przeczytałem - ewidentnie nawiązuje do myślenia Austriackiej Szkoły Ekonomicznej, aczkolwiek nie mówi o tym wprost. Jest więc pozycją, której materiał opiera się na czymś co określam myśleniem zdroworozsądkowym.

butler_oklPo trzecie, choć nie jest taka, jak mówi o niej tytuł, to mimo wszystko jest bardzo dobra. Warto się z nią zapoznać i we własnym zakresie przemyśleć to co w niej zostało napisane. Relacja ceny do jakości fenomenalna.

Po czwarte, można zrobić z niej ciekawy upominek. Jest napisana prosto i przystępnie. Nie trzeba Omnibusa, aby docenił taki prezent.

Więcej nie piszę. Z polecenia książki nie mam żadnych profitów, a sama księgarnia nic nie wie na temat tego wpisu. Pozycję można nabyć w księgarni Dedalus. Sama zaś książka to "Najlepsza książka o rynku" autorstwa Eamonna Butlera.

Łukasz Chojnacki

Autor jest właścicielem Mazowieckiej Mennicy Inwestycyjnej. Prowadzi własnego bloga... 

 * Pojęcia strawy umysłowej jest całkowicie bagatelizowane przez różne środowiska naukowe i nas samych. Nie czyniąc rozróżnienia na to co dla naszego umysłu ma jakość i co nie ma jakości żywimy się wszelkiej maści papką, która zabija w nas refleksję. Nie rozróżniamy pomiędzy asocjacjami a refleksją opartą na kwestionowaniu i porównaniu. Te ostatnie czynią bowiem myślenie.

Coś przeciwnego, a więc uruchamiającego bezrefleksyjne kojarzenie i odtwarzanie obrazów i słów w głowie jest wszechobecne w naszym codziennym życiu. Są to żenujące programy typu reality show, idiotyczne teledyski muzyczne, ociekające przemocą gry komputerowe, niskiego poziomu beletrystyka, itd. Mają one przepotężny wpływ na to co myślimy i mówimy. Jesteśmy w pewien sposób ich pochodną. Bodźce pochodzące z zewnątrz uruchamiają w nas automatyczne procesy, z których późniejszych efektów nie zdajemy sobie sprawy. Nie obserwujemy bowiem bezpośrednio naszych procesów neuronalnych. A tam właśnie wszystko się rozgrywa i przejawia w myślach oraz czynach. Nie widząc bezpośredniego związku przyczynowo skutkowego pomiędzy głupim i szkodliwym bodźcem a jego późniejszą tragiczną konsekwencją nie interweniujemy u zalążka tragedii. Taką tragedią jest m.in. przemoc i agresja. Jest to też brak refleksji i zanik umiejętności analizowania.

Do myślenia dać też może przy tej okazji powiedzenie "Myśleć znaczy wiedzieć przed".

Istnieją proste, domowe niemalże metody na sprawdzenie wielkiej szkodliwości tego o czym napisałem powyżej. Niestety wymagające pewnej dozy wysiłku, stąd pewnie nieszczególnie popularne wśród nas obywateli.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *