Nadzieja i krytycyzm

Z wielką nadzieją sięgnąłem po książkę Grzegorza Malinowskiego >>Nierówności i wzrost gospodarczy<<, jako że tytuł wielce obiecujący, a tematyka bliska moim zainteresowaniom Czytaj więcej »

 

Naród, który deponuje złoto, chroni narodowy majątek – czyli wojna o pieniądz

Amerykanie odetchnęli z ulgą. Co tam Amerykanie, całemu światu spadł kamień z serca. Dlaczego? Dlatego, że największe mocarstwo świata, a dokładnie jego polityczna elita osiągnęła porozumienie w sprawie zwiększenia limitu zadłużenia.



Nie jestem przekonany czy najbliższa rodzina, np. żona czy dzieci, z fascynacją spoglądałyby na męża czy ojca, który obwieściłby im właśnie, że udało mu się otrzymać kolejny kredyt, po to tylko żeby móc spłacić odsetki od poprzedniego kredytu, nie rokując jednocześnie nadziei na to, że uda mu się znaleźć dobrze płatną pracę, która pomogłaby mu w ogóle uwolnić się od kredytów. Ten kolejny kredyt to już tylko konsekwencja wcześniejszych decyzji, które zasadę „postaw się a zastaw się” wyniosły na piedestał, strącając jednocześnie z niego zdrowy rozsądek, który powinien podpowiadać, że nie należy wydawać więcej niż się zarabia. Ale cóż stało się… To samo jest z Ameryką i całym mnóstwem innych państw, które życie dziś na koszt przyszłych pokoleń uczyniły istotą bytu.

Chiński ekonomista, Song Hongbing, mechanizm powstawania spirali państwowych  długów opisał w wydanej kilka lat temu w Polsce książce „Wojna o pieniądz”. Jak podaje wydawca, Wydawnictwo WEKTORY, książka ta powstała głównie z przeznaczeniem na rynek chiński i służyć miała ostrzeżeniu chińskiego państwa i społeczeństwa przed błędami popełnianymi przez państwa Zachodu, a zwłaszcza przez Amerykę. Hongbing opisuje w swoim bestsellerze, jakie są źródła kryzysów finansowych. Począwszy od przedstawienia historii rodu Rothschildów, który od XVIII wieku aż po dziś dzień dzierży władzę jeśli chodzi o kontrolę większości zjawisk dziejących się na światowych giełdach i wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z przedsięwzięciami finansowymi na szeroką skalę. „Dopóki jestem w stanie kontrolować emisję pieniądza w danym kraju, nie dbam o to, kto w nim stanowi prawo” – miał powiedzieć założyciel potężnej fortuny Mayer Rothschild. Song Hongbing uważa, że prawda tych słów trwa do dziś. W XIX wieku, gdy ważyły się losy bitwy pod Waterloo, Rothschildom udało się, dzięki sprytowi, stać się potężnymi wierzycielami rządu Wielkiej Brytanii (wykorzystując wiedzę niedostępną dla innych graczy giełdowych oraz ich niepewność co do losów bitwy, nabyli za grosze brytyjskie obligacje, podbijając następnie wielokrotnie ich cenę, gdy już wiedza o tym, że Wielka Brytania zwyciężyła pod Waterloo stała się powszechna).

Dziś prym w pomnażaniu długu wiodą Stany Zjednoczone. Chiny zaś to jeden z ich największych wierzycieli. Hongbing stwierdza w swojej książce, że politycy USA w zasadzie przestali się już przejmować tym, że polityką swoją doprowadzają do upadku własną walutę. Nie potrafią już bowiem inaczej żyć, nie potrafią żyć bez zaciągania kolejnych długów, w czym niezwykle pomocna jest amerykańska Rezerwa Federalna, w powstaniu której rodzina Rothschildów tez miała swój udział, a także fakt, iż mimo rosnącej w niewyobrażalnym tempie produkcji dolara, społeczeństwo amerykańskie nie doświadcza inflacji. Hongbing twierdzi, że to dzięki temu, iż pieniądze nie trafiają bezpośrednio na rynek, lecz cały czas krążą w obiegu międzybankowym i lokowane są w funduszach hedgingowych, czyli w ramach tzw. rynku instrumentów pochodnych.

Song Hongbing napisał swoją książkę jeszcze przed kryzysem finansowym 2008 roku, jednak ostrzega w niej, że gdy fundusze te w końcu się załamią, świat finansów czeka katastrofa. Autor „Wojny o pieniądz” miał oczywiście rację, pytanie tylko czy spektakularne bankructwo Lehman Brothers i to co działo się później to już jest ta właśnie katastrofa czy też dopiero przedsmak tego, co dopiero przed nami?

Dzisiejsze problemy Ameryki jednoznacznie wskazują, że elita polityczna tego kraju nie wyciągnęła nauczki z wydarzeń sprzed kilku lat. Kraj nadal zadłuża się w astronomicznym tempie, zaciąga kolejne pożyczki na poczet przyszłych podatków. Czy mając takie zobowiązania możliwe w ogóle będzie obniżenie w najbliższych latach podatków, by ludzie mogli choć trochę odetchnąć? Hongbing pisze w swojej książce: „(…) amerykański rząd od samego początku nie zamierza dokonać spłaty długów. Rząd USA jedynie dokonuje nieustannej wiecznej emisji nowych papierów wartościowych, tak by zastąpić nimi dotychczasowe oraz spłacić wynikłe z nich nagromadzone odsetki”. Błędne koło, z którego – jak się wydaje – nie ma wyjścia.

A jakie rady ma Hongbing dla swoich rodaków? Pisze on: „Naród deponujący walutę nie dorównuje narodowi deponującemu złoto. Patrząc z dłuższej perspektywy czasowej każda zagraniczna waluta zawsze traci wartość w stosunku do złota (…). Jeśli chcemy utrzymać siłę nabywczą już wyprodukowanego przez Chiny gigantycznego majątku, jedyną możliwością jest zmiana systemu rezerw walutowych na system rezerwy złota i srebra”. Hongbing twierdzi, że jedynie ten naród, który deponuje złoto, chroni naprawdę narodowy majątek.

Czyli złoto zamiast dolara? Wszystko wskazuje na to, że Chińczycy chyba słuchają swojego ekonomisty. Według niektórych szacunków kraj zgromadził już około 5 tys. ton złota, choć do końca nikt nie wie, ile jest go naprawdę. Najwidoczniej Chiny przygotowują się na ewentualność upadku największego dotychczas mocarstwa a wraz z nim jego magicznej dotąd waluty – dolara. Czy wsparty na złocie yuan renminbi zdoła przejąć pałeczkę pierwszeństwa i zastąpić to, co Amerykanie, na własne życzenie mogą bezpowrotnie utracić? Wojna o pieniądz trwa…

Paweł Sztąberek

Song Hongbing – „Wojna o pieniądz. Prawdziwe źródła finansowych kryzysów”, Wydawnictwo WEKTORY, Bielany Wrocławskie. Książkę zamówić można na stronie Wydawnictwa WEKTORY…


31 Responses to Naród, który deponuje złoto, chroni narodowy majątek – czyli wojna o pieniądz

  1. Marko napisał(a):

    Kpisz czy o droge pytasz czlowieku? Jakie elity? jakie osiagneli porozumienie? Jak ktos, kto drukuje sam sobie kase moze miec z nia problem? I sie bac, ze jej zabraknie jesli na kazde zawolanie wydrukuje tyle, ile mu fantazja kaze? Czlowieku pojdz na kurs prostej logiki bo sie tragicznie osmieszasz. Czas chyba przestac powaznie traktowac nawet tych, ktorzy ponoc mieli sensowne zamiary a zrobili z siebie blazenade. Wyrazy…

  2. Marko napisał(a):

    Tytanie kapitalizmu, redaktorze Pawle Sztaberek co wy na to?

    Informacja:

    Bank Handlowy w Warszawie zdecydował o przekształceniu systemu dystrybucji – chce zbudować Bankowy Ekosystem Smart, w związku z czym planuje zwolnienia 792 pracowników, podał bank w komunikacie. Łączna kwota rezerwy restrukturyzacyjnej wyniesie do 62,3 mln zł, zaś bank liczy, że działania dotyczące poprawy efektywności wpłyną na obniżenie bazy kosztowej banku o około 100 mln zł rocznie, podano także.

    Komentarz z netu:

    ~Adam : Całe zawodowe życie przepracowałem w bankowości.Zacząłem od pracy w NBP,gdy z NBP zaczęły wyłaniać się banki komercyjne zmuszono wielu pracowników NBP do pracy w nich.Tak też stało się i ze mną.Banki komercyjne zupełnie zaprzepaściły i zniszczyły to wszystko,co wypracował NBP.Np pracownik NBP nie czuł w czasie pracy zagrożenia,bo na sali byli strażnicy.Dzisiaj w bankach komercyjnych nie ma zupełnie strażników,nie są przestrzegane podstawowe zasady obrotu gotówką.Liczy się tylko chore dążenie do osiągania zysku,często wbrew zdrowemu rozsądkowi.Pracownicy banków komercyjnych traktowani są jak śmieci,rano pracownik dostaje wymówienie z pracy i nazajutrz nie ma prawa wstępu do banku.Od roku jestem emerytem ,nie chciałbym dzisiaj pracować w żadnym banku komercyjnym.Rachunek prowadzę w banku spółdzielczym,bo tam jeszcze nadal jest normalnie.Ale boję się i że i tam zawita któregoś dnia głupota

  3. Marko napisał(a):

    Kolejna informacja dnia:

    ” Producent Tyskiego i Lecha z nowym prezesem”

    I jej tekst:

    Andrew Highcock został powołany na stanowisko prezesa Kompanii Piwowarskiej. Zastąpi odchodzącego na emeryturę Roba Pridaya.

    Andrew Highcock obecnie jest prezesem Ursus Breweries w Rumunii. Rozpoczął pracę w grupie SABMiller, do której należy Kompania Piwowarska, w listopadzie 2009 roku. Objął wówczas stanowisko dyrektora generalnego browarów Pivovary Topvar na Słowacji. – Pod jego kierownictwem firma osiągnęła znaczne wzrosty za sprawą innowacji oraz zarządzania przychodami – czytamy w komunikacie spółki.

    Czyli producent tyskiegio i lecha nie jest juz polska firma mimo iz dziala w Polsce. Jest tylko „producentem”. Poza tym w Polsce nie ma oczywiscie polskiego prezesa, ktory potrafilby zarzadzac firma? Polacy nadajecie sie tylko do pracy na tasmie?

    Oczywiscie to tez nie jest kapitalizm?

    Co wy na to Redaktorze, apologeto wolnosci rynkowej? Do czego ona was zaprowadzila, ze we wlasnym kraju zostaliscie tylko parobkami kapitalistow?

  4. Marko napisał(a):

    Redaktorze, kochajacy kapitalizm to wspaniala wiadomosc. Czytajcie!

    ” Połączenie o2 oraz Wirtualnej Polski oznacza powstanie nowego lidera wśród portali internetowych w Polsce, oferującego wszechstronne treści – począwszy od newsów, poprzez informacje sportowe, po rozrywkę i life style, ale również nowoczesne usługi dostępne poprzez aplikacje mobilne czy pocztę e-mail.

    Po fuzji Grupy o2 i Wirtualnej Polski powstanie też druga w ogóle największa siła w polskim internecie (portale nowej grupy zajmą łącznie drugie miejsce w Megapanelu PBI/Gemius pod względem liczby realnych użytkowników), wyprzedzając Facebooka i YouTube, a przegrywając jedynie z Grupą Google.

    – o2 i WP są komplementarne produktowo. Połączenie da nam skalę działalności i śmiałość, jaka jest obecnie niezbędna dla zdynamizowania rozwoju organicznego. Dzięki integracji uzyskamy możliwość zaoferowania klientom i użytkownikom atrakcyjnych treści wideo, ciekawych serwisów tematycznych i aplikacji mobilnych. Liczymy także, że zdwojonym wysiłkiem inwestycyjnym umocnimy pozycję lidera na rynku poczty elektronicznej w Polsce – mówi Jacek Świderski z zarządu Grupy o2.

    Krzysztof Krawczyk, partner zarządzający funduszu Innova Capital uważa, że polski rynek internetowy daje ogromne możliwości konsolidacyjne: – Wierzymy, że dzięki połączeniu o2 i Wirtualnej Polski stworzymy gracza numer jeden w Polsce. Obserwujemy rynek internetowy, nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie. Będziemy szukać kolejnych możliwości akwizycyjnych, również w obszarach wykraczających poza to, co oba portale robiły do tej pory – mówi Krawczyk i dodaje: W tym roku mija osiemnaście lat od powstania Wirtualnej Polski. Połączenie z o2 otwiera zupełnie nowy rozdział w historii serwisu, który już teraz jest numerem jeden pod względem liczby użytkowników kont email. Zamierzamy dobrze wykorzystać ten moment, by osiągnąć tę samą pozycję w następnych kategoriach.

    – Konsolidacja z o2 otwiera nowe perspektywy przed Wirtualną Polską – pierwszym polskim portalem. Łączymy nasze kompetencje i potencjały, produkty oraz możliwości reklamowe – wszystko to jest gwarancją dynamicznego rozwoju Grupy. Wirtualna Polska to lider sektora mobile i komunikacji elektronicznej. Zajmujemy pierwsze miejsce m.in. w tak ważnej dla wydawcy kategorii, jak informacje i publicystyka – mówi z kolei Grzegorz Tomasiak, prezes Wirtualnej Polski.
    Z tego, że Wirtualna Polska ma tak dynamiczne plany rozwoju cieszy się również dotychczasowy właściciel portalu:

    – Zależało nam na tym, by wybrać partnera oferującego nie tylko najlepsze warunki transakcji, ale też gwarantującego rozwój Wirtualnej Polski. Wybraliśmy fundusz private equity Innova Capital, który finansuje przejęcie WP i połączenie jej z Grupą o2. Powstanie firma, która zostanie liderem w segmencie portali horyzontalnych w Polsce. Jestem więc spokojny o przyszłość Wirtualnej Polski – twierdzi Bruno Duthoit, prezes Orange Polska.

    Wirtualna Polska została wystawiona na sprzedaż na początku tego roku”.

    Co nam mowi ten belkot?

    1. Mowi nam, ze powstaje kolejny typowy kapitalistyczny monopol. Gdzie tu wolny rynek?

    2. Kolesie chca zmaksymalizowac zyski, lacza sily

    3. Ile powstanie nowych miejsc pracy poprzez ten monopol? Odp. moze brzemiec tylko tak: ZERO! Co wiecej, w ramach powiekszania zyskow wywala z obu firm wielu ludzi, ktorzy powieksza i tak juz wielka armie bezrobotnych.

    W takim razie jaki jest plus tego kapitalizm Redaktorze? Napiszcie chociaz jeden, bo moze jasnowidzacy sa slepi i nie widza? Moze mecenas Budrevitz pomoze, wielka piewca chinszczyzny i zasuwki za miche ryzu?

  5. krzyś napisał(a):

    Ty już sam ze sobą gadasz…

  6. foxmann napisał(a):

    Marko: [….wystarczy „socjalisto”, reszta jest oczywista….]-socjalisto. Miejsca pracy to rzecz sama dla siebie, tylko to co ma przynosić zysk… tak dobrze słyszysz zysk przebrzydłemu kapitaliście. Alternatywą jest brak pracy, albo życie na koszt innych. Jeśli dwie firmy chcą się połączyć, żeby mieć więcej kasy to ich sprawa, a nie twoja, ani moja. Jeśli będzie źle działający monopol to jest to szansą dla innych obrotnych kapitalistów, aby im zrobić konkurencję, mniejszą, ale lepszą jakościowo. Widać to chociażby jak takiej korporacji Orange Polska odchodzą klienci na rzecz małych operatorów, bo taniej i lepiej. Ale ty wiesz swoje i nic do ciebie nie dociera

  7. Marko napisał(a):

    foxmann raczej zmien sobie nazwe na [……..]. I udaj sie do okulisty bo nie postrzegasz rzeczywistosci. Tyle w odp.

    A teraz kolejny kwiatek z polskiej kapitalistycznej dzialki:

    ” Santander zastanawia się nad przejęciem Banku Gospodarki Żywnościowej – poinformował prezes Santandera Javier Marin, cytowany przez agencję Bloomberga.

    Poinformował, że Santander nie jest zainteresowany przejęciem Commerzbanku.

    Wcześniej UniCredit podał, że chce kupić BGŻ od Rabobanku i złożył już w tej sprawie ofertę.

    Według informacji prasowych bankiem BGŻ zainteresowany mogą być także Credit Agricole, BNP Paribas, ING oraz Getin Noble Bank.

    Od 2011 roku do hiszpańskiej grupy Santander należy Bank Zachodni WBK (obecnie trzeci w Polsce pod względem aktywów, za PKO BP i Pekao). W ubiegłym roku grupa przejęła także Kredyt Bank.”

    To czekamy az ten kiepski monopol sie rozwali i mali rzuca sie do robienia byznesu bo wybije ich godzina.

    Dobrej nocy [………] foxmann – dawno nie widzialem takiej zlepki [……….]. Fox i Mann.

  8. Marko napisał(a):

    A teraz Redaktorze Kochany niech sie Pan mocno trzyma. Ten material cos panu powie, czego pan i inni zamotani w kapitalistyczna utopie nie chcecie znac:

    „Co miliarder, który chce przejąć Czechy, mówi o Polsce? „Nie jem tych waszych gówien” i dalej

    Dlaczego jeszcze warto przyglądać się poczynaniom Babisza? Program partii ANO (po polsku TAK), której lideruje, z jednej strony zaskakuje, z drugiej zjednał sobie poparcie większości czeskich przedsiębiorców oraz sporej części klasy średniej.

    Babisz porównuje Czechy do Sycylii, gdzie rządzi mafia, majątek państwa jest rozkradany, a korupcja nie pozwala przeprowadzeniu niezbędnych reform ekonomicznych i socjalnych. Biznesmen proponuje, żeby zamiast opłacać subwencjami lub łapówkami polityków i ich partie lepiej wprowadzić do parlamentu i rządu menedżerów, takich sprawdzili się w dwustu spółkach jego holdingu agrochemicznego Agrofert.

    Babisz uważa, że państwem trzeba rządzić jak wielką firmą, taka zmiana od razu przyniesie skutki. – Gdyby lepiej rządziło się Czechami można by zaoszczędzić 200 mld koron – twierdzi Babisz.”

    I co pan na to Redaktorze Nieugiety?

  9. krzyś napisał(a):

    już nie tylko z sobą gada ale jeszcze w to mocno wierzy… normalnie Świadek Jehowy.. wypisz wymaluj…

  10. Panie Pawle,
    cytuje Pan książkę Hongbinga, którego nie znam. Ale kilka jego spostrzeżeń jest tak trafnych, że napewno zdaje on sobie sprawę z mechanizmu, kierującego ‘długiem narodowym’.
    Tymczasem pisze Pan: „To samo jest z Ameryką i całym mnóstwem innych państw, które życie dziś na koszt przyszłych pokoleń uczyniły istotą bytu.”
    Otóż nieporozumieniem jest owe „życie ponad stan”. Naród konsumuje tyle, ile zdoła wyprodukować (pomijając handel zagraniczny – ale tu nie istotny. Wszystkie państwa świata są zadłużone, a najwięcej Japonia i Niemcy, które mają dodatni bilans handlowy).
    Rząd, okradając swych obywateli w formie podatków, także nie może nabyć więcej dóbr, niż wyprodukowanych i dostępnych na rynku. Tak więc dług publiczny nie ma nic wspólnego z obiegiem pieniężnym, tzw. M1, niezbędnym dla rozdzielenia wyprodukowanego dochodu narodowego.
    Problem zaczyna się wraz z ekspansją ‘rynku wtórnego’, tworzącego ów fikcyjny dług. Mechanizm jego jest tak skomplikowany, że nawet ekonomiści nie potrafią go zrozumieć. Zaciemnia on istotę rzeczy, a własnie o to chodzi. Ostatnio przeglądałem statystyki Międzynarodowego Funduszu Walutowego, dotyczące zadłużenia poszczególnych państw. Lista ta wymienia ponad 250 różnych ‘instrumentów’ pożyczkowych!
    Nie trzeba zresztą być ekonomistą – wystarczy chłopski rozum. Całkowite zadłużenie państw Świata przekracza wartość dóbr na rynkach światowych. I nikt nie wie, komu te państwa są winne. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że winne są swym obywatelom. Inni przyznają, że nie wiedzą. Mechanizm finansowy ‘długu publicznego’ nie przystaje do żadnego prawidła księgowości. W bilansie wykazuje się dwie pozycje: ‘winien’ i ‘ma’. Tu wiadomo kto winien, ale KTO ma?
    Otóz fizycznie nikt tego nie ma, bo jest to pojęcie najzupełniej fikcyjne. Pański Hongbing słusznie pisze: „.. że to dzięki temu, iż pieniądze nie trafiają bezpośrednio na rynek, lecz cały czas krążą w obiegu międzybankowym i lokowane są w funduszach hedgingowych, czyli w ramach tzw. rynku instrumentów pochodnych.”
    Czyli pieniądze te nie służą dla gromadzenia bogactwa, lecz jedynie dla sprawowania władzy.
    Dysponenci tych funduszy mogą lekką ręką odpisać 200 czy 500 miliardów długów Grecji, jeśli będzie ona grzeczna. Nikt na tym nie straci, bo pieniądze są fikcyjne. Mogą kierować polityką Ameryki, i wszystkich państw zadłużonych. Nie jest to więc problem ekonomiczny, lecz polityczny.

    Fikcyjne są także analizy i komentarze ekonomistów i dziennikarzy, usiłujące ‘poprawić’ sytuację gospodarczą tych nieszczęsnych krajów. Sama istota obowiązującego mechanizmu finansowego nie pozwala na żadne wyjście z sytuacji. Jest to coś podobnego do ‘socjalizmu z ludzką twarzą’. Wiele lat upłynęło, zanim ‘eksperci’ pojęli, że ten rodzaj socjalizmu nie da się oswoić – że trzeba go po prostu wyrzucić na śmietnik.

    Krzysztof E. Wojciechowicz

  11. pawel napisał(a):

    W pewnym sensie ma Pan rację. O ile jednak można w pewnym sensie przyjąć, że dług jest fikcyjny (nie tyle może fikcyjny, ile nie do spłacenia, wiecznie rolowany – czy jak to się tam nazywa) , o tyle obciążenia nakładane na obywateli związane z obsługa tego długu są całkiem realne. Tak samo jak realne są raty kredytów, które spłacać muszą zwykli obywatele w związku z zaciągniętymi pożyczkami, do których bardzo byli zachęcani w ramach akcji kredytowych, często przez banki, które uzyskały wsparcie ze strony państwa (ale to można nazwać długiem prywatnym). Ponieważ wiemy jak jest, że te długi są pewną abstrakcją, pytanie brzmi, czy taki stan trwać może wiecznie, czy też w końcu kiedyś to się skończy? Czy dolar właśnie teraz, na naszych oczach umiera i jego los to kwestia kilku m-cy, czy też ta epopeja trwała będzie jeszcze lata?

  12. Muszę się jednak upierać przy stwierdzeniu, że jest to dług fikcyjny. Co prawda, rachunkowość studiowałem na SGPiS pięćdziesiąt lat temu i nie bardzo lubiłem ten przedmiot, ale ciągle pamiętam jego zasady. Obywatel, powiedzmy Kowalski, może żyć ponad stan, zaciągajac pożyczkę w banku, powiedzmy 100,000 złotych, na samochód, odkurzacz i pralkę. Bank z kolei może udzielić mu tej pożyczki, dysponując wkładami oszczędności panów X,Y,Z, firm Xx,Yy,Zz, etc. Pożyczka ta jednak natychmiast zmniejsza siłę nabywczą wspomnianych wyżej Panów i firm.
    W skali krajowej siła nabywcza pozostaje więc bez zmian – tym bardziej, że nie można nabyć więcej dóbr na rynku, niż ich wyprodukowano. Znów pomijam sprawę importu, gdyż przykład Niemiec, kraju wielce zadłużonego lecz posiadającego dodatni bilans płatniczy, wskazuje iż kraj konsumujący mniejszą część swej produkcji, także obciążony może być owym mitycznym ‘długiem’. Czy powie Pan, że Niemcy także żyją ‘ponad stan’?
    Fikcyjnym jest nie tylko dług publiczny, lecz także metoda obliczania dochodu narodowego.
    Celowym posunięciem było włączenie usług do PKB (GDP), jak Transportu i Handlu, ponieważ są one wymierne ilościowo i służą pomnażaniu dobrobytu. Inna sprawa jest z sektorem Rządowym (ogólnie Community) i Finansowym.
    Udział sektora rządowego w tworzeniu tzw. Value Added szacowany jest jedynie na podstawie wydatków Rządu. Ekonomiści dotąd zastanawiają się nad sposobem określenia jego wartości, lecz doszli do wniosku, że jedynym jego miernikiem może być zadowolenie społeczne.
    W rezultacie Dochód Narodowy na papierze rośnie w miarę zwiększania podatków i długu państwowego. Nawet wtedy, gdy ekonomiczne rezultaty tych wydatków są ujemne!!
    Z kolei, udział sektora Finansowego w tworzeniu dochodu narodowego mierzony jest skalą tzw. ryzyka tranzakcyjnego. We wszystkich prawie krajach udział ten wzrósł w ostatnich kilkudziesięciu latach od około 15% do 35% (także w Polsce!). Sektor finansowy jest oczywiście pożyteczny jako mechanizm podziału dochodu narodowego, lecz i tutaj ekonomiści wskazują, że jego ekspancja odbywa się głównie w dziedzinie rynku tzw. ‘wtórnego’. A rynek ‘wtórny’ to nic innego, jak hazard i spekulacja akcjami i papierami wartościowymi. Według opinii ekonomistów, dla należytego obsłużenia rynku pienieżnego, kredytowego i fiskalnego, sektor finansowy mógłby być zredukowany o połowę.
    Jakie stąd praktyczne wnioski? W kraju, gdzie mieszkam, oficjalny Dochód Narodowy na głowę (w cenach stałych) wzrósł o 15% w latach 1980 – 2012. Zadałem sobie trud obliczenia tego wskaźnika przy wyłączeniu pasożytniczych sektorów: Państwowego i Finansowego.
    W tym ujęciu wskaźnik wskazuje na nieznaczny spadek, o pół procenta w tym samym okresie!
    Wiele jeszcze fikcji odnaleźć można w nowoczesnej ekonomii, jak relacja między wartością a cenami towarów, etc. Ale za długo by o tym pisać.

    Krzysztof E Wojciechowicz

  13. Marko napisał(a):

    Pan Redaktor ma wieczny problem. Nie rozumie gospodarki – to raz. Po drugie – nie rozumie tematu tzw. dlugu – co potwierdza tutaj swoja odp. dla pana KEW (potwierdza zreszta po raz n-ty). Po trzecie – stoi na rozdrozu i miota sie czy przyznac mnie i np. panu KEW racje, bo racje mamy, ale to oznaczaloby przyznac sie przed samym soba, ze ideologia jaka wyznaje to przyslowiowy „szajs” i trzeba sie z nia pozegnac. Tylko co dalej? Na czym sie oprzec i w jakim kierunku pojsc? Guru w stylu JKM jeszcze sie nie pojawil, ktoremu moznaby przytakiwac. Jeszcze go media nie wykreowaly…Panie Redaktorze – rozwiazanie jest proste: idz pan w kierunku realnej gospodarki czyli kaszanki, butow, papieru toaletowego, prezerwatyw czy lokomotyw. Zapomnij pan o drukowanym papierze nazywanym pieniadzem czy zapisem w komputerze. Pcimska gospodarka dziala od 700 lat, przetrwala feudalizm, komunizmo-socjalizm, teraz trwa w kapitalizmie. Bo gsopodarka jest realna a wymienione systemy sa polityczne i musza upasc bo bazuja na matactwie, a jak wiadomo matactwo predzej czy pozniej sie konczy. Dobrze, ze odezwal sie pan KEW bo jest juz ktos wiecej niz tylko jeden „bredzacy” Marko, zwalczany przez kurwinowskie oszolomstwo na wszelkie sposoby. Ps. Ciekawe jak teraz wlaczy sie agentura kurwinowska i pojedzie po panu KEW…

  14. pawel napisał(a):

    Import Niemiec nie wynika z tego, że kraje, które kupują niemieckie produkty są bogate, dysponują własnymi środkami i stać je na kupowanie Mercedesów. Niemcy sami kreują ten import, nabywając obligacje krajów, które potem za pozyskane pieniądze kupują ich towary. Czyli tak naprawdę sami finansują własny import. Poza tym państwo niemieckie wspomaga swój przemysł, np. samochodowy. Tak, uważam, że to życie ponad stan, ponieważ cały ten mechanizm jest sztuczny a za wszystko płaci tak naprawdę niemiecki podatnik, zapewne – póki co – nieświadomy, że jest okradany przez państwo „dla własnego dobra”. Krach w Grecji można traktować jako ostrzeżenie, że ten stan nie będzie trwał wiecznie. Jeśli obywatele Niemiec nie są jednoznaczni w ocenie dalszego finansowania przez siebie bankrutujących państw strefy euro to znaczy, że przynajmniej niektórzy zdają sobie sprawę z tego, że trudno będzie na dłuższą metę utrzymywać swoje własne rodziny oraz rodziny greckie czy włoskie. Dostrzegają ryzyko życia ponad stan. Inna sprawa, że Angela wciąż wygrywa. Jednak to już inna bajka, z dziedziny psychomanipulacji…

    Zgadzam się, że obecne kryzysy to tak naprawdę kryzysy sektorów Finansowego i Państwowego. Ale one niestety żerują na realnej gospodarce. I dotąd dopóki obecna struktura tych sfer nie zostanie obalona, czyli ta pasożytnicza symbioza polityków i bangsterów nie zostanie zmieciona z powierzchni ziemi, długi – jeśli nawet wirtualne – będą ciążyć na naszym życiu, gdyż stanowiły one będą doskonały pretekst do tego, by dalej fiskalnie nas gnębić.

    Pozdrawiam

  15. Marko napisał(a):

    Ewentualny „upadek” dolara Redaktorze nie ma nic wspolnego z tym abstrakcyjnym dlugiem. Pan znow obnaza swoj brak logiki. W innym miejscu daje pan na witrynie material innego autora w w/w temacie, gdzie wyraznie jest napisane, ze „upadek” dolara nie jest w ogole zwiazany z gospodarka bo ta trzyma sie doskonale (mamy nadprodukcje kaszanki i butow oraz masazystow i gabinetow lekarskich) zas dolar jedynie jest „posrednikiem” wymiany towarowej, natomiast moze i bedzie zlikwidowany bo czas pieniadza drukowanego sie konczy, nadchodzi era „pieniadza wirtualnego” (bitcoin), ktory stanie sie „waluta” swiatowa. O tej operacji wiadomo juz od dawna, nawet dzieci w szkole wiedza, a pan nadal nie rozumie…wiekszego dziwaka od pana w zyciu chyba nie uda sie juz spotkac…

  16. Marko napisał(a):

    Zaden niemiecki podatnik nie finansuje tego co pan tutaj opowiada. jak widac ulegl pan bzdurnej propagandzie podobnie jak miliony niekumatych w gospodarce. Przyklad Grecji juz byl walkowany 1000 razy. Liga Oszustow przejela tamtejszy system finansowy na probe przez przejeciem finansow swiatowych. Z zyciem Grekow ponad stan – jak sie to w majstrymowych mediach opowiada – nie ma to nic wspolnego. Grecy maja mocna gospodarke, chociaz pan w to moze nie wierzyc. Niemiecki eksport to gl. pojazdy i czesci do nich (ok. 190 mld w 2012). Gl. rynki eksportowe to Francja, Chiny i USA. Trzy swiatowe potegi gospodarcze. Niech pan nie bredzi, ze tych krajow nie stac na niemiecki import i ze trzeba go tam samemu finansowac przez pozyczki pod zastaw panstwowych obligacji. Niemcy nie eksportuja przeciez za miliardy mercedesow do Mongolii czy Ugandy (chociaz sa coraz blizej, bo dostana w zamian surowce stamtad, ktorymi pohandluja z reszta swiata). Troche sie pan uspokoil z tym wykrzykiwanem o socjalu, co to swiat znokautowal to teraz sie pan chwycil innej brzytwy.

  17. Grzegorz napisał(a):

    Marko, generalnie ty i my (wolnościowcy) zgadzamy się z tym, że obecny pieniądz fiducjarny służy głównie do sprawowania kontroli nad użytkownikami pieniądza przez jego emitenta.
    Nasze rozwiązanie tego problemu to obaleniu monopolu państwa na kreacje pieniądza. Wtedy na rynku sama wyłoni się waluta która najlepiej będzie nadawać się do nośnika wymiany towarów i usług (złoto, bitcoin, …). Pierwotna funkcja pieniądza zostanie przywrócona.
    A jakie jest twoje rozwiązanie? Jeżeli zaczniesz opowiadać o sprawnym „menedżerze”, który będzie dystrybuować wszystkie zasoby gospodarcze sprawiedliwie, wg potrzeb, co doprowadzi do ogólnej miłości, szczęśliwości i pokoju na świecie to TAK, będziemy nazywać cię socjalistą (no dobra, niech będzie – socjalista z ludzką twarzą)

    Pozdrawiam.

  18. Marko napisał(a):

    Pomysl logicznie po co jest panstwo i ludzie w nim zyjacy? zeby byc niewolnikami paru zlodzieji i oszustow jak teraz – kaptalistow, panow zycia i smierci? Czy tez wszyscy maja w nim przyspazac bogactwa po to zeby wszystkim zylo sie lepiej i normalniej? Co to za roznica jak sie kogos nazywa? Chyba wazne jest, zeby dzialalo i to skutecznie. Debilne nazewnictwo wymyslili politrucy z Ligi Oszustow zeby nim straszyc ciemnote, ktora stanowi 80 % swiata. Wystarczy tylko rzucic haslo „komunizm” czy „socjalizm” i juz sie kojarzy wszystkim z ruskimi, pustymi polkami i zamknietymi granicami. Tymczasem to nie byl zaden socjalizm tylko wymyslony stalinizm majacy zdyskredytowac panstwo i przygotowac pole pod kradziez swiatowego majatku w kapitalizmie. Namiastki socjalizmu byly gl. w Niemeczech po wojnie miedzy latami 60 a 90 (klania sie Roepke). Potem nastal neoliberalizm i Niemcy poplynely tak jak Polska. Dyskusja o „wolnym rynku” nie ma sensu bo nie opiera sie na znajomosci gospodarki przez was tylko na szafowaniu paru smiesznymi haslami politycznymi. Co wiesz np. o zatorach platniczych w kapitalizmie? Skad sie biora i jakie maja reperkusje dla malych i srednich firm. Nie rozumiesz tez tematu maksymalizacji zysku i jego zgubnego wplywu na losy kapitalizmu, czego wlasnie doswiadcza obecnie Polska i Niemcy i wiele innych krajow. Podejmij na ten temat dyskuje, chetnie zobacze czy masz pojecie o prawdziwej gospodarce i „wolnym rynku”. Tutaj wasz wolny rynek jawi sie jako cud malina, same korzysci, wszystko cacy..jak po masle. Zabierz glos i powiedz co wiesz w w/w kwestiach. I przy okazji przedstaw swoje doswiadczenia z kapitalizmem – jakie masz wyksztalcenie, ile zbudowales firm, ile utworzyles miejsc pracy, co wniosles dobrego na rynek dla spoleczenstwa w ktorym zyjesz. Czekam na „powalajce” fakty i argumenty.

  19. Grzegorz napisał(a):

    Warto wyjaśnić kwestie semantyczne bo one tylko zaciemniają dyskusję. Oczywiście słowo „socjalista” to jest pewien skrót myślowy, który na pewno nikomu (na tym forum) nie kojarzy się z „ruskimi”. Żeby już tak nie dręczyć tym słowem to podstaw sobie w zamian: „zwolennik systemu, w którym wszyscy produkują bogactwo, które następnie poprzez centralny system jest redystrybuowane wg potrzeb do społeczeństwa”.
    Jesteś zwolennikiem takiego systemu, nieprawdaż?
    Potwierdź i napisz jak chcesz żeby cie nazywać, żeby uniknąć nieporozumień.

  20. Jeśli mówimy o rachunkowości – przykład Niemiec finansujących swój export nabywaniem długów państw importujących, świadczy nie o ich życiu ponad stan, lecz właśnie odwrotnie. I nie ma to nic wspólnego z długiem publicznym. W bilansie Dochodu Narodowego, export dodaje się do jego wartości, a import odejmuje. Jeśli bilans handlowy jest dodatni, Dochód Narodowy wzrasta, i vice versa. Tu się Pan przejęzyczył, mówiąc o finansowaniu przez Niemcy własnego importu. W sposób opisany przez Pana finansują one własny export – a jeśli czynią to na kredyt, to i tak wzrasta ich bilans płatniczy (po stronie aktywów).
    W ogólnym rozrachunku Niemcy produkują więcej, niż konsumują – czy jest to życie narodu ponad stan? A mimo to, ich dług publiczny wynosi 2,160,193,000,000 euro, czyli sięga 81% Dochodu Narodowego. Czy potrzeba bardziej dobitnych argumentów, że dług publiczny nie jest spowodowany ‘życiem ponad stan’, lecz wadliwym systemem finansowym?
    Podobnie wadliwie działa giełda. Już w latach 30-tych Keynes zauważył: “ When the capital development of a country becomes a by-product of the activities of a casino, the job is likely to be ill-done.” Oczywiście, dzisiaj ten ‘kapitał rozwojowy’ kraju jest w jeszcze większym stopniu produktem ubocznym funkcjonowania kasyna gry, czyli giełdy. Spekulacja akcjami, mnożenie opcji pozwalająych na sprzedaż nieposiadanych akcji, które kupi się np. za trzy miesiące, po cenie dzisiejszej lub najdogodniejszej w tym okresie, sprowadza funkcję giełdy do poziomu szulerni. Akcje stają się żetonami bez intrisic value, nie odzwierciedlają rzeczywistej wartości przedsiębiorstwa. A przecież, jak przypomina Keynes, właśnie giełdy powinny pełnić funkcję kierowania kapitału do najbardziej rentownych gałęzi gospodarki. Zamiast tego potęgują choas.
    Dalej Keynes mówi: „żałosny spektakl nowoczesnych rynków inwestycyjnych skłania mnie czasami do konkluzji, że dla naprawienia tego zła należałoby traktować zakup akcji jako permanentny jej związek z właścicielem, podobnie jak małżeństwo, rozwiązywany jedynie przez śmierć lub bardzo ważne przyczyny.”
    Wspominam opinie Keynesa o giełdzie, ponieważ obecnie w podobny sposób działaja wszystkie instytucje finansowe, spekulując nie tylko akcjami, ale i długami publicznymi, aktywami firm ubezpieczeniowych czy emerytalnych.
    Ale stan ten można jedynie krytykować, nikt nie jest w mocy go zmienić. Chyba tylko powszechna rewolucja światowa.
    Krzysztof E Wojciechowicz

  21. Marko napisał(a):

    Skrot „socjalista” jakby nie patrzec ma wszedzie wydzwiek pejoratywny. Bycie „socjalista” jest potwornym przestepstwem, a kazdy kto pod nie podpada to lewak, ktory chce dzielic wszystkim po rowno, nie wazne czy pracuja czy nie. Wg PRL-lowskiej historii „czy sie stoi czy sie lezy – stowka sie nalezy”. I tak wy miloscincy „wolnego rynku” postrzegacie rzeczywistosc. Po pierwsze – nie odp. na pytania, tzn, ze nie masz z realna gospodarka nic do czynienia. Nie znasz sie na temacie. Dlaczego wiec chcesz dyskutowac? Gospodarka to towar i usluga a ty sie bawisz w rzucanie haselek i doktrynerstwo. Co chcesz przez to uzyskac? Ja jestem chirurgiem, ktory zoperowal 1000 pacjentow i znam sie na rzeczy. Nie zoperowales ani jednego chorego a tez chcesz uchodzic za specjaliste. Dam ci rade – zajmij sie lepiej uszczelnieniem okien przed zima. Bedzie z tego jakis pozytek.

  22. Marko napisał(a):

    Ta sama uwaga do Redaktora. Pan Krzysztof wyjasnil panu fachowo temat. Niech sie wiec pan juz nie osmiesza swoja „wiedza” bo bedzie sie pan tylko jeszcze bardziej pograzal. Socjal nie powalil zadnej gospodarki na swiecie, dlug publiczny jak pan widzi Redaktorze to fikcja, gra na niewiedzy takich jak pan i reszty, realnego kryzysu gospodarczego nie ma, jest nadprodukcja towaru i uslug, a z tego sie zyje. Niech sie pan edukuje od tych, co wiedza i tlumacza bo tylko znajmosc faktow moze pana i reszte jeszcze uratowac przed egzekucja ze strony LO.

  23. Grzegorz napisał(a):

    Marko, większość twoich komentarzy dotyczy spraw nazewnictwa. Więc ustalmy najpierw te kwestie jako bazę do dyskusji. Następnie możemy dyskutować o konkretnych zagadnieniach jak np. wspomniana przez ciebie maksymalizacja zysku.
    Tak więc jeszcze raz: jesteś zwolennikiem systemu, w którym wszyscy produkują bogactwo, które następnie poprzez centralny system jest redystrybuowane do społeczeństwa. Napisz jak określić jednym słowem kogoś o takich poglądach (żeby ułatwić sobie dalszą dyskusję) i zakończmy temat nazewnictwa.

  24. Marko napisał(a):

    To zacznij od dyskusji o maksymalizacji zysku. Nie czepiaj sie nazewnictwa. Nazywanie kogos lewakiem czy tepym socjalista bo smieje sie on z bzdury kapitalizmu i mysli o realnej gospodarce to tylko wasza kurwinowska propagandowa sieczka do zwalczania wroga. To kiedy wejdziesz na temat? Traktuj kwestie dystyrbucji na ten moment jako nieistotny. Sam przyjdzie z czasem. Jest na pewno doskonale skuteczny i sensowny. W chu..kiem Stalinem, socjalizmem czy kapitalizmem nie ma nic do rzeczy.

  25. Grzegorz napisał(a):

    Marko, przykro mi, ale nie czytasz poprzednich komentarzy. Ja właśnie nie chcę nazywać cie lewakiem czy tępym socjalistą. Dlatego pytam wprost, jakie poglądy reprezentujesz i jak chcesz, żeby cie nazywać.

    „Traktuj kwestie dystyrbucji na ten moment jako nieistotny. Sam przyjdzie z czasem. Jest na pewno doskonale skuteczny i sensowny.”

    Z jednej strony domagasz się dyskusji o konkretnych problemach (zatory płatnicze, maksymalizacja zysku), a z drugiej piszesz, że istnieje pewien doskonale skuteczny i sensowny system dystrybucji, ale nie będziesz o nim pisał, bo i tak za jakiś czas wszyscy doznają olśnienia. Dostrzegam tu pewną ambiwalentność tej dyskusji…

  26. krzyś napisał(a):

    Uważaj Grzegorz bo zaraz będziesz agentem z Ligi Oszustów,ciekawski się nagle zrobiłeś.Nie czepiaj się nazewnictwa.Zwycięstwem lewaków jest właśnie rozmydlenie pojęć.I tak sprawiedliwość jest zastąpiona sprawiedliwością społeczną socjalizm kapitalizmem. I nie ważne ,że nazwa kapitalizm znaczy całkowicie coś innego. To jest całkowicie nieważne. Dlatego za kryzys z 2008 roku ludzie obarczają kapitalizm nie znając podstawowych pojęć. Jak możemy się porozumieć jak jedni na białe mówią czarne a inni odwrotnie? najważniejsze,ze każdy ma prawo wyborcze. Dlatego główny guru Marko słynny Brodacz z Trewiru mówił: „Wprowadźmy demokrację a socjalizm zawsze zwycięży” a jak nie ma argumentów (czyli zawsze) to stwierdzi:”wasza kurwinowska propagandowa sieczka”.Grzegorz nie zniżaj się do poziomu głupka,bo ani go przekonasz a on pokona cię doświadczeniem. Masz inny lewel,nie rzucaj pereł między wieprze…

  27. System finansowy stał się tak skomplikowany, że i ekonomistom trudno się rozeznać w jego mechaniźmie. Ale jego zasadę można ująć w prostym modelu – tak uczynił kanadyjski dziennikarz Louis Even. Model ten stał się już uniwersalnym wzorcem.
    Pięciu rozbitków (czy osadników) znalazło się na bezludnej wyspie. Zaczęli gospodarować, ale brak im było środka wymiany swych produktów. Wybrany przez nich szef, Paweł, zaproponował że rozdzieli między nich 100 zł w drobnej wartości papierkach, mających służyć za pieniądze. Pomysł dobry, ale powstał problem, że Paweł może sobie dowolnie produkować te papierki – jak go kontrolować?
    Na sąsiedniej wyspie mieszkał pan Bankier. Ten zaproponował, że dostarczy osadnikom te wymienne papierki wzamian za obligacje Pawła na 100 zł. Za tą uprzejmość będzie co rok brał 6% od sumy.
    Osadnicy zauważyli, że w takim układzie po roku, po spłacie procentów zostanie im tylko 94 zł, po dwu latach – 88 zł, itd.
    Pan Bankier uspokoił ich zapewniając, że nie będą musieli oddawać procentu – będzie doliczany do początkowej sumy 100 zł. Tak więc przez lata osadnicy ciągle posiadali 100 zł do wzajemnych rozliczeń, a suma długu u pana Bankiera rosła następująco:

    Suma Dług na Procent
    pożyczona na koniec należny przy Pieniądz
    Rok roku końcu roku w obiegu
    —————————————————
    1 100 zł 106.00 6.00 100 zł
    2 (dalej 112.36 6.36 (dalej
    3 bez 119.10 6.74 bez
    4 zmian) 126.25 7.15 zmian)
    5 133.82 7.57
    10 179.08 10.14
    20 320.71 18.15
    30 574.35 32.51
    40 1028.57 58.22
    50 1842.02 104.26
    60 3298.77 186.72
    70 5907.59 334.39

    Oczywiście, jest to model bardzo uproszczony, bo napewno w pewnym momencie osadnicy zauważyli, że początkowe 100 zł w obiegu pieniężnym przestało wystarczać na wymianę zwiększonej produkcji. Tak więc szef Paweł musiał zapewne co rok wystawiać panu Bankierowi nowe obligacje, aby uzyskać zwiększenie obiegu pieniądza.
    Każdy wpadłby na pomysł, że szef Paweł sam powinien zająć się emisją pieniądza, eleminując lichwiarski procent. Ale utrzymywała się opinia, że Szef nie jest do tego powołany i napewno zacznie drukować za dużo pieniądza, albo za mało. Lepiej, aby się tym zajął pan Bankier – za nędzne 6 procent. Ale też nikt nie pomyślał, o ile wzrośnie te nędzne 6 procent po latach. I że będzie to dług permanentny, niemożliwy do spłacenia.

    I tak dokładnie wygląda dzisiejszy system finansowy na świecie. Rząd nie może emitować swoich pieniędzy, jedynie przez zadłużanie się w bankach. Stąd bierze się ten fikcyjny pieniądz, za który w istocie nic nie można kupić (bo wartość produkcji osadników ciągle wynosi około 100 zł rocznie). Ale pieniądz ten służy sprawowaniu władzy i cała wyspa wraz z osadnikami jest praktycznie własnością pana Bankiera.
    Chyba, żeby się zbuntowali. Jak jednak widać, nikt dokładnie nie wie w jaki sposób jest wyzyskiwany i cierpliwie znosi swą niewolę.

    Krzysztof E Wojciechowicz

  28. pawel napisał(a):

    Być może znosi tę niedolę, bo nie było jeszcze runu na banki na skalę globalną. Jeśli by do tego doszło nie wykluczone, że poleje się krew, jednak być może to jedyny sposób na to, by niewolnicy przejrzeli na oczy. A wówczas, albo nastąpi jakiś odwrót od tej choroby, albo też albo też zamordyzm państwowo-bangsterski pójdzie już pełną parą i do tego bez woalki…

  29. krzyś napisał(a):

    Stary problem – odsetka. We wszystkich religiach była zakazana. W średniowieczu każdego lichwiarza (pożyczającego na procent) chowano za cmentarzem.A teraz cały świat opiera się na pieniądzu dłużnym. Tylko run na banki przywróci wzrok ale wtedy to już będzie krwawa jatka… chyba ,że ktoś wymyśli inny system, może menedżerski ?…

  30. Grzegorz napisał(a):

    W samym fakcie pożyczania na procent nie widzę nie strasznego.
    Przykład:
    Janek ma pomysł na biznes, ale nie ma kapitału na start. Paweł ma kapitał i pożycza Jankowi na procent. Janek rozkręca biznes i przez pewien czas dzieli się z Pawłem zyskiem (spłaca odsetki). Ale po pewnym czasie zaczyna zarabiać już wyłącznie na siebie (spłacił pożyczkę). I Janek i Paweł wyszli korzystnie na tej operacji.
    Problem pojawia się gdy pożyczone pieniądze nie tworzą wartości dodanej (tzw. życie na kredyt), co jest powszechne w dzisiejszym świecie, a z drugiej strony istnieje podmiot mający monopol na pożyczanie pieniędzy. W tym momencie jest to najprostsza droga do stopniowego przepływu bogactwa w kierunku tegoż podmiotu.

  31. krzyś napisał(a):

    Monopol i pożyczanie z powietrza czyli z niczego. Dzisiejsza sytuacja finansowa świata nie popiera oszczędzania bo w wyniku inflacji każdy kto oszczędza w efekcie traci.Problem jest tylko skąd Paweł ma kapitał?
    Bo jeżeli z wcześniej wypracowanych pieniędzy to good. Ale jeżeli nie, to powstaje inflacja i państwa w wyniku zmowy z bankami (socjalizm to czy kapitalizm – sami oceńcie)pobierają tzw. podatek inflacyjny. Pieniądz sam w sobie nie jest zły. To monopol na niego i dodruk bez opamiętania jest zły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *