Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Naszym hasłem: Pro veritate, contra vanitatem

Coraz częstsze pojawianie się w mediach tematu dotyczącego rzekomej polskiej współodpowiedzialności za Holokaust nie może być zwykłym przypadkiem albo wynikiem spontanicznych działań poszczególnych dziennikarzy.

Światowa opinia publiczna krok po kroku „uświadamiana” jest w kwestii polskiego antysemityzmu, czego kolejnym etapem prawdopodobnie będzie forsowanie nowej wykładni terminu „polskie obozy koncentracyjne” (czyli nie tylko jako oznaczenia geograficznego). Przyglądając się różnym działaniom dotyczących przypisania Polakom współodpowiedzialności za Holokaust, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy tutaj do czynienia ze starannie opracowaną strategią. Strategią, realizowaną z prawdziwie żelazną konsekwencją.

Przyczyn i założeń akcji, której celem jest przerzucenie części odpowiedzialności za Holokaust na Polaków, nie da się wytłumaczyć wyłącznie na jednym poziomie analizy. Mamy tutaj bowiem do czynienia ze zjawiskiem dość złożonym. Pierwsza płaszczyzna analizy na pewno dotyczy rozpoznania interesów konkretnych państw i grup interesu, którym zależy na tym, by Polaków obciążyć taką odpowiedzialnością. Druga płaszczyzna natomiast dotyczy kwestii stosowanych technik manipulacji:  w końcu wielu dziennikarzy, którzy piszą na te tematy, rzeczywiście wierzy w to, co pisze. Sprawa ma jednak jeszcze głębszy wymiar. Konkretnie chodzi tutaj o wojnę cywilizacyjną, której jesteśmy uczestnikami. A ta kwestia znowu ściśle powiązana jest ze sprawą zupełnie fundamentalną, bo dotyczącą  metafizyczno-religijnego aspektu tejże wojny. I dopiero na tym poziomie analizy cel przerzucania na nas – przynajmniej częściowej – odpowiedzialności za Holokaust może w pełni zostać rozpoznany.

Opracowanie skutecznej strategii obronnej przed działaniami przeciwnika musi zostać poprzedzone analizą obejmującą wszystkie wymiary całego przedsięwzięcia „polskie obozy koncentracyjne”. Jeden z możliwych kierunków działania zakreśliłam w tekście „Kto pod nami dołki kopie, wpadnie w nie sam…” . Przedstawiona przeze mnie strategia sprowadza się do tego, by przypomnieć światu rozwój niemieckiej (anty)kultury, z której to bezpośrednio wyrastał Holokaust. Jak również kultury polskiej, która w znacznym stopniu znajdowała się pod wpływem katolicyzmu i która zaowocowała postawami zgoła odmiennymi, niż to miało miejsce w przypadku„ucywilizowanych Niemców”. Dlaczego taka właśnie strategia? Rozwój niemieckiej (anty)kultury był częścią ogólniejszej tendencji rozwojowej, która rozpoczęła się we wczesnej nowożytności, a która aktualnie dochodzi do swojego punktu kulminacyjnego. Konkretnie chodzi o pewną formę cywilizacyjną, która na naszych oczach chce sobie podporządkować – najlepiej – całą ludzkość. Rozwój niemieckiej (anty)kultury ściśle powiązany jest z tą cywilizacją. Co oznacza, że to właśnie tej ostatniej musi zostać przypisana odpowiedzialność za Holokaust. Warunkiem dalszej ekspansji owej cywilizacji jednakże jest „podrzucenie” Holokaustu polskiemu społeczeństwu, które w wyższym stopniu niż inne państwa europejskie pozostawało pod wpływem cywilizacji łacińskiej (w czasie, kiedy Holokaust miał miejsce). Obarczenie nas odpowiedzialnością za zbrodnie popełnione przez innych ma być po prostu ciosem śmiertelnym zadanym światu łacińskiemu.

O jaką cywilizację konkretnie chodzi? Jej pełen opis nie jest możliwy do przeprowadzenia w ramach tego tekstu. Na pewno jest ona jakąś specyficzną mieszanką tego, co Feliks Koneczny oznaczył mianem cywilizacji bizantyńskiej oraz cywilizacji żydowskiej. Nie jestem jednak do końca pewna, czy jej pełna rekonstrukcja może zostać przeprowadzona wyłącznie za pomocą kategorii wypracowanych przez Konecznego. Z bardzo prostego powodu: cywilizacje, które badał Koneczny, były wynikiem ewolucyjnego i spontanicznego rozwoju, natomiast forma cywilizacyjna, o którą tutaj się rozchodzi, jest w gruncie rzeczy sztucznym tworem. To konstrukt ludzkiego (czy tylko ludzkiego?) umysłu, który jest siłą narzucany ludzkości. Sprawa musi być przedmiotem osobnej analizy. W tym tekście chciałabym poruszyć tylko te aspekty zagadnienia, które są istotne z punktu widzenia  wypracowania przez nas skutecznej strategii obrony przed pomówieniami o współodpowiedzialność za Holokaust.

Jak wyżej wspomniałam, korzeni tej cywilizacji należy szukać we wczesnej nowożytności. Jej literacki opis znajdziemy w powieści Franciszka Bacona  pt. „Nowa Atlantyda”. Przedstawia ona idealne państwo, w którym panuje prawdziwa szczęśliwość. Państwo to bowiem uporało się z tym wszystkim, co w chrześcijaństwie uważane jest za skutek grzechu pierworodnego, czyli biedą, chorobą, anarchią, przemocą, moralnym złem. To raj na ziemi, ale raj bez Boga, zbudowany wyłącznie przez człowieka siłami jego własnego rozumu. W jaki sposób, zdaniem Bacona, człowiek sam może się wyzwolić ze skutków grzechu pierworodnego? Za pomocą techniki, nauki i organizacji państwowej. Powieść Bacona przedstawia program, który sukcesywnie będzie realizowany przez całą nowożytność. Aż do dnia dzisiejszego. I być może kryzysy toczące „cywilizowany świat” są niczym innym jak oznaką tego, że cywilizacja ta podzieli los Atlantydy…

Cywilizacja, która mozolnie budowana jest przez całą nowożytność, odrzuciła katolicyzm z jego nauką o prawie naturalnym. Cywilizacja ta w międzyczasie w pełni „wyemancypowała” się spod władzy Kościoła, katolickiej teologii i filozofii. Jednym z przejawów tego procesu było odrzucenie katolickiej nauki o konieczności podporządkowania polityki zasadom moralności. Nowa cywilizacja przyjęła inną zasadę działania: skuteczność przed moralnością. Cywilizacja ta odrzuciła także inny ideał, który jest fundamentem cywilizacji łacińskiej: prawdę, jako wartość samą w sobie. To nie kto inny jak Bacon uznał, że wiedza to władza, i w związku z tym przypisał jej wartość wyłącznie utylitarną. Bezinteresowne poszukiwanie prawdy przestało być głównym celem nauki: nauka miała stanąć w służbie budowy Nowej Cywilizacji. I stanęła.

Natomiast ideał cywilizacji łacińskiej najpełniej został wyrażony w koncepcji prawego rozumu (orthós logos) św. Tomasza z Akwinu. Za Arystotelesem wskazał on na to, że ludzkie poznanie może być nakierowane na cele teoretyczne (theoria), praktyczne (praksis) i wytwórcze (poiesis). Wszystkie te dziedziny działania rozumu znajdują odpowiednio uzewnętrznienie w trzech dziedzinach kultury. Są to nauka, etyka (indywidualna, ekonomika, polityka) oraz sztuka i technika. W każdej tej dziedzinie, jeśli rozum chce działać prawidłowo, musi kierować się odpowiednią zasadą działania. Tomasz z Akwinu wyróżnił więc potrójną dziedzinę działalności prawego rozumu: usprawniony prawdą [prawy] rozum teoretyczny, usprawniony prawdą o dobru [prawy] rozum praktyczny oraz usprawniony prawdą o pięknie [prawy] rozum wytwórczy. Wszystkie trzy dziedziny są też ściśle powiązane ze sobą. I tak na przykład rozum wytwórczy korzysta z praw odkrywanych przez rozum teoretyczny;  jednocześnie musi być podporządkowany rozumowi praktycznemu, tak aby jego wytwory nie stały w sprzeczności z tym, co dobre.

Nowożytność zrywa z koncepcją prawego rozumu. Zamiast tego filozofia nowożytna rozwija swoją własną koncepcję rozumu, który jest swoistą syntezą rozumu teoretycznego i wytwórczego. Rozum praktyczny natomiast zostaje wyeliminowany z gry. Nowożytność  stoi pod znakiem wytwarzania: nie tylko przedmiotów materialnych, ale całej rzeczywistości. Wytwarzane są społeczeństwa (inżynieria społeczna), wytwarzane są państwa (na podstawie różnych ideologicznych programów), coraz w większym stopniu wytwarzana jest przyroda (dzięki genetyce), w przyszłości wytwarzany  ma być i człowiek (jego ciało). Ale to nie wszystko: w nowożytności wytwarzany także jest duch, czyli subiektywne formy świadomości. W celu kształtowania świadomości mas ludzkich, wytwarzana musi być „prawda”. Tak, prawda także stała się przedmiotem działalności wytwórczej. Co łączy wszystkie te obszary – w gruncie rzeczy – produkcji? Podporządkowanie ich zasadzie technicznej skuteczności.

Nowa Cywilizacja zrywa więc z ideałem obiektywnej prawdy, której człowiek powinien poszukiwać i której powinien się podporządkować z szacunku dla niej samej. Nowa Cywilizacja zrywa także z ideałem obiektywnego dobra, które powinno być urzeczywistniane tu na Ziemi, przez ludzi, we wszystkich podejmowanych przez nich działaniach. Nowa Cywilizacja odrzuciła też ideał obiektywnego piękna, któremu powinna być podporządkowana działalność wytwórcza człowieka. Zamiast tego człowiek stał się konstruktorem i stwórcą otaczającego go świata i samego siebie. Zamiast odkrywać to, co prawdziwe, dobre i piękne, człowiek zaczął wymyślać rzeczywistość od nowa. Tak, aby dopasować ją do swoich własnych preferencji. Rozum człowieka przestał być prawy. Zamiast tego, został zdeprawowany.

Nowa Cywilizacja została zbudowana na ludzkiej pysze. Człowiek uwierzył w to, że sam może zbudować sobie raj. Łacińskie słowo vanitas oznacza próżność, marność, czczość, nicość, złudę. Ono najlepiej opisuje stan ducha mieszkańców Nowej Cywilizacji, czyli wszechobecną próżność, której skutkiem jest nicość. Nicość jest nieunikniona, bo prawdziwy byt zakorzeniony jest w tym, co prawdziwe, dobre i piękne.

Vanitas jest najtrafniejszym określeniem dla stanu tej niemieckiej kultury, która została zbudowana na gruzach cywilizacji łacińskiej. To narcyzm w czystej postaci. Jego skutkiem było niszczenie wszystkiego, co sprzeciwiało się budowaniu idealnego porządku zaprojektowanego przez niemieckich półbogów:

„Na kartach swojej książki Rosenberg pisał: „Kościoły wszystkich wyznań ogłosiły: Wiara kształtuje człowieka… Jednakże Nordycko-Europejska Religia – świadomie lub też nie – ogłasza: to człowiek kształtuje swoją wiarę, lub precyzyjniej: człowiek określa rodzaj i zawartość wyznawanej przez siebie wiary [pogr. G.K.]”. Główny ideolog narodowego socjalizmu zgłosił ponadto postulat utworzenia w Niemczech „Kościoła ludowego” (Volkskirche), który przede wszystkim miał stać na straży honoru narodowego i niemieckiego chrześcijaństwa. Także postać Jezusa została swoiście przez Rosenberga zreinterpretowana: „Jezus jawi się nam dzisiaj jako świadomy siebie mistrz. (…) Dla germańskich ludów liczy się Jego życie, a nie Jego śmierć, gloryfikowana przez rasy alpejskie i śródziemnomorskie. Radykalny antropocentryzm, fascynacja okultyzmem i gnozą, postulat „ludowego Kościoła”” – wszystko to w jakiś szczególny sposób zbliża narodowy socjalizm do współczesnego New Age’u, postmodernistycznego bałaganu myślowego, współczesnych naprawiaczy Kościoła (jakże podobnie do postulatu Volkskirche brzmi wezwanie współczesnych „reformatorów” Kościoła z Austrii: „Wir sind die Kirche „– My [lud] jesteśmy Kościołem)” (Grzegorz Kucharczyk, „Swastyka przeciw Krzyżowi”).

W cytowanych wyżej słowach Rosenberga pobrzmiewa opisany przez Konecznego bizantynizm. Prawda i moralność nie stoją ponad niemieckim państwem albo niemieckim narodem, wręcz przeciwnie, to państwo i naród wytwarzają swoją własną prawdę i swoją własną moralność. A ostatecznym celem niemieckiego państwa było (i moim zdaniem ciągle jest) zdobycie nieograniczonej władzy. Czyli zupełnie tak, jak tego chciał Bacon: żądza władzy to ważny element składowy nowożytnego programu. Bez żądzy władzy nie da się zrozumieć pruskiego bizantynizmu, bez którego z kolei nie da się zrozumieć Holokaustu.

Budowniczy Nowej Cywilizacji nie chcą przyznać się do tego, że Holokaust jest ich dzieckiem. Dlatego też próbują podrzucić go społeczeństwu, które w porównaniu z wieloma innymi społeczeństwami, w dużo mniejszym stopniu przejęło nowożytne ideały. Co w jakim sensie czyni nas też bezbronnymi w stosunku do perfidnych metod stosowanych przez przeciwnika. My ciągle wierzymy w ludzką prawość i nie rozumiemy, jak działa polityka oparta wyłącznie na cynicznej skuteczności.

Bronimy się przed niesłusznymi zarzutami o współudział w Holokauście, bo bliski nam jest ideał prawdy. Nie chcemy „wybielać” własnej historii. Chcemy, żeby była ona przedmiotem rzetelnych naukowych badań. Tak, aby każdy pojedynczy przypadek współdziałania Polaków z Niemcami został należycie wyjaśniony, czyli przy zachowaniu odpowiednich standardów naukowości. Bronimy się przed instrumentalizacją Holokaustu do celów czysto politycznych. Jednym słowem, walczymy o to, by nasza własna przeszłość nie stała się historią (opowieścią) wymyśloną i narzuconą nam przez tych, którzy mają jakiś interes w tym, żeby była ona właśnie taka, a nie inna. Chcemy, aby nasza historia miała pokrycie w rzeczywistości, czyli żeby była prawdziwa.

W sprawie „polskich obozów koncentracyjnych” mamy więc do czynienia ze zderzeniem dwóch cywilizacji: łacińskiej oraz Nowej Cywilizacji. Cywilizacja łacińska odwołuje się do ideału prawdy (veritas), fundamentem Nowej Cywilizacji jest vanitas. Sprawa „polskich obozów koncentracyjnych” to wielkie przedsięwzięcie propagandowe, które ma na celu przerzucenie odpowiedzialności za Holokaust na przedstawicieli narodu, który sam prawie doszczętnie został zniszczony przez tą cywilizację. To kolejna odsłona tej samej historii: Nowa Cywilizacja może bowiem zatryumfować wyłącznie na gruzach świata łacińskiego.

Po raz kolejny stajemy do samotnej walki przeciwko potęgującej się deprawacji ludzkiego ducha. Niestety, sami jej nie wygramy. Dlatego też czym prędzej musimy zrozumieć, że nie chodzi tutaj tylko o Polskę, ale o przyszłość całej ludzkości. Szukajmy sojuszników wśród tych członków innych narodów, którzy tak jak my przywiązani są do ideału cywilizacji łacińskiej. A hasłem naszej walki niech będzie: Pro veritate, contra vanitatem!

Magdalena Ziętek

Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl


3 Responses to Naszym hasłem: Pro veritate, contra vanitatem

  1. bobola napisał(a):

    Nie da sie ukryc, ze Narod Polski zawsze odbieral negatywnie obecnosc imigracji zydowskiej na jego terenie. Wiekszosc, jesli nie wszyscy, znani pisarze polscy (np Reymont, Rodziewiczowna, Mickiewicz, Dabrowska) umiescila w swoich dzielach przyklady negatywnego wplywu zydostwa na bieg wydarzen w tych dzielach sfabularyzowanych. Nie byli oni zreszta wyjatkiem bo negatywne postacie zydowskie pojawiaja sie czesto w literaturze zachodniej. Niemcy swoim programem ostatecznego rozwiazania faktycznie wyrzadzili Polsce wielka przysluge usuwajac nadmiar agresywnej gospodarczo i kulturowo imigracji zydowskiej. Sami Polacy nigdy by sie na to nie zdecydowali miedzy innymi dlatego, ze byli ograniczeni wymaganiami kultury chrzescijanskiej. Ta Niemcy najpierw zdegradowali przez przejscie na protestantyzm a potem, za czsow III Rzeszy, zupelnie porzucili na rzecz powrotu do poganstwa.
    Terytorialnie zas wiekszosc obozow zaglady (wlaczjac Lodz czy Oswiecim) byla polozona na terenie wlaczonym do Wielkiej Rzeszy a wiec formalnie do rdzennych Niemiec.

  2. Ahab napisał(a):

    @bobla: owszem nie można mówić o „Polskich obozach koncentracyjnych” bo Polski wtedy nie było ,ale mylisz się nazywając te tereny rdzennie niemieckimi.
    Nie potrzeba badań genetycznych ,żeby zadać sobie pytanie co robi najważniejsza świątynia Sławiańska wewnątrz dzisiejszych niemiec. Ale mamy badania genetyczne i prawda jest taka ,że jeżeli mielibyśmy się trzymać etnicznego podziału ziem to Polska powinna zgarnąć całe wschodnie niemcy.

  3. bobola napisał(a):

    @ahab
    Mowie o administracyjnym podziale terytorium bylej II RP za czasow III Rzeszy. W tym czasie etnicznie polskim terytorium byla Generalna Gubernia. Zachodnie wojewodstwa zostaly wlaczone do Rzeszy jako tereny etnicznie niemieckie a Kresy stanowily dystrykty (Ost i Ukraina) znajdujace sie pod administracja niemiecka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *