Grzegorz Braun: Prezydent Duda to idiota…

Grzegorz Braun mówi nie tylko o swoim najnowszym, zrealizowanym wyłącznie za prywatne pieniądze, filmie >>Luter i rewolucja protestancka<< Czytaj więcej »

 

Natalia Wiślińska: W polityce najważniejsza jest realizacja idei, a nie to, żeby się komuś przypodobać

Portal Prokapitalizm.pl rozmawia z p. Natalią Wiślińską*, kandydatką Kongresu Nowej Prawicy do Sejmiku województwa lubelskiego w okręgu nr 2 (powiaty: janowski, kraśnicki, lubartowski, lubelski, opolski, puławski, rycki).

Prokapitalizm.pl: Najpierw były kąśliwe uwagi odnośnie szybkiej kariery w strukturach lubelskiego ONR, potem niekiedy bardzo dosadne komentarze odnośnie startu w wyborach samorządowych z list Kongresu Nowej Prawicy, zarzucające nawet karierowiczostwo i bezideowość. W związku z tym ostatnim wyborem dwa pytania: wstąpiła Pani do KNP, czy tylko startuje z ich list? Dlaczego KNP a nie UPR, który wszak współtworzy Ruch Narodowy?

Natalia Wiślińska: Nie wstąpiłam do KNP, w chwili obecnej nie jestem zrzeszona w żadnej partii ani organizacji. Zdecydowałam się na start w wyborach z list Kongresu Nowej Prawicy ponieważ to ugrupowanie jest najbliższe moim poglądom. Dlaczego nie UPR? W mojej ocenie wolnościowa „frakcja” RN nie odgrywa wystarczającej roli. Nie ma pomysłu jak zaistnieć ze swoimi przekonaniami na szerszą skalę. Dodatkowo, niestety UPR zbyt często opiera swój byt na złośliwym atakowaniu Kongresu Nowej Prawicy. Na pewno nie chciałabym firmować swoim nazwiskiem takich działań.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy Pani wyborze. Jak odbiera Pani kontrowersyjne wypowiedzi Janusza Korwina – Mikkego na temat kobiet?

Większość jego wypowiedzi tak chętnie powtarzanych przez media głównego nurtu jest po prostu wyciągnięta z kontekstu i przeinaczona, po to aby przykleić Januszowi Korwin-Mikke tytuł „szowinisty roku”. Na szczęście mam ten zwyczaj, że lubię sięgać do źródeł, co bardzo pomaga w przeciwdziałaniu manipulacji. Śledzę działalność Nowej Prawicy i wypowiedzi Janusza Korwin-Mikke są mi znane „w oryginale”. Niestety część ludzi zadowala się migawkami przygotowanymi przez media, które chętnie wykorzystują każdą okazję aby przedstawić liderów antysystemowych partii w złym świetle. Miałam okazję kilka razy spotkać Janusza Korwin-Mikke i mogę zapewnić, że cechuje się on wielkim szacunkiem dla kobiet. Ponadto wielokrotnie podkreślał, jak cenna i ważna jest rola kobiety.

Czy w tym roku wybierze się Pani na Marsz Niepodległości?

Oczywiście, wybieram się. To będzie mój trzeci Marsz Niepodległości. Już nie mogę się doczekać!

W obu środowiskach – KNP i RN – widać wyraźny podział odnośnie kwestii współpracy. Przeciwnicy podkreślają zarówno różnice programowe w takich kwestiach jak prywatyzacja służby zdrowia, zniesienie przymusu ubezpieczeń społecznych, odebranie edukacji państwu jak i „kolaborację” KNP z Ruchem Autonomii Śląska. Jak Pani zapatruje się na kwestię współpracy RN i KNP?

Wielokrotnie podkreślałam, że współpraca KNP i RN byłaby dobra dla Polski. Nie mówię tu o fuzji, bo wiadomo, że są różnice, których nie da się przeskoczyć. Chodzi o mądrą współpracę, konsultacje, wspólne inicjatywy, szczególnie na szczeblu lokalnym. Oba ugrupowania mają antysystemowy charakter i wielu młodych ludzi wiąże z nimi wielkie nadzieje. Nie chciałabym, aby te oczekiwania zostały zaprzepaszczone, dlatego zawsze będę pracowała na rzecz zbliżenia KNP i RN. Marzy mi się szeroka koalicja ugrupowań prawicowych. Wiem, że zarówno po stronie KNP i RN są osoby, które potrafią rozmawiać o najważniejszych problemach i wspólnie szukać rozwiązań.

Samorządowcy od lat podnoszą kwestię przerzucania na nich kolejnych zadań przez administrację centralną, za czym jednak nie idą nakłady finansowe. Jednocześnie na terenach woj. lubelskiego działają Specjalne Strefy Ekonomiczne. Jakie w związku z tym inicjatywy mogą liczyć na Pani poparcie, jakie sama zamierza Pani podejmować, a jakim będzie się sprzeciwiać?

Chcę zwrócić uwagę na właściwe spożytkowanie kolejnej transzy unijnych środków na lata 2014-2020. Będzie to dofinansowanie między innymi na rozwój przedsiębiorczości, badania, uczelnie wyższe, ochronę środowiska, kulturę czy oświatę, dlatego trzeba nadzorować podział tych środków, tak aby nie opierał się on na „kolesiostwie”. Należy również stale monitorować zasady udzielania dotacji z budżetu województwa, aby trafiały one tam, gdzie mogą być efektywnie wykorzystywane przez dotowanych. Ważne jest odsunięcie od władzy ludzi źle gospodarujących środkami samorządowymi. Niestety obecnie na każdym szczeblu w samorządzie marnotrawi się mnóstwo pieniędzy. Popatrzmy na prace przy budowie basenu olimpijskiego w Lublinie. Niedawno pojawiły się informacje, że ratusz wystąpi do Rady Miasta o zmiany w budżecie, aby dołożyć do jego powstania jeszcze 4–5 milionów złotych, przez co cały koszt budowy basenu wzrośnie do 100 milionów złotych. Uważam również, że nieporozumieniem są wysokie dotacje dla pewnych inicjatyw kulturalnych. Lokalne władze popierają w większości ‘lewackie’ projekty. Z budżetu miasta Lublina finansowany był na przykład Międzynarodowy Festiwal Transeuropa, poświęcony promocji homoseksualizmu. Myślę, że nie warto marnować pieniędzy na tego typu przedsięwzięcia, dlatego takim inicjatywom na pewno będę się sprzeciwiać.

Jakie jest Pani stanowisko w sprawie budżetów obywatelskich? Czy nie powinna ich idea zostać przeniesiona na szczebel wojewódzki?

Uważam, że trzeba wykorzystywać dostępne możliwości do realizacji pożytecznych inicjatyw, a budżet obywatelski jest taką okazją. Inicjatywy i projekty inwestycyjne bezpośrednio zgłaszane przez społeczności lokalne dobrze wpisują się w koncepcję społeczeństwa obywatelskiego, aktywizując mieszkańców. Wydaje mi się, że instytucja budżetu obywatelskiego realizowana na szczeblu miejskim jest bardziej efektywna, niż gdyby była przeniesiona na szczebel wojewódzki. Remont lokalnej drogi, budowa miejsc parkingowych czy remont chodnika to problemy, które najlepiej znane są lokalnej społeczności.

To teraz dwa pytania do Pani jako politologa. Po fali krytyki pod Pani adresem przypomniała Pani myśl Margaret Thatcher: „Podobanie się wszystkim nie jest zajęciem dla polityków”. Obserwując polską scenę polityczną można dojść do dokładnie przeciwnych wniosków.

Zależy, czy chcemy zdobyć popularność wyłącznie na zasadzie marketingowej czy jednak próbować wcielać w życie swoje pomysły i idee. Oczywiście, najłatwiej jest płynąć z prądem i unikać konfliktów, nawet kosztem wyrzeczenia się własnych przekonań i na polskiej scenie politycznej nie brakuje takich osób. Ja jednak jestem przekonana, że droga działania w zgodzie z własnymi przekonaniami, chociaż trudna i momentami bardzo niewdzięczna, pozwala z czystym sumieniem oceniać swoją działalność polityczną. Wspomniane wyżej słowa Margaret Thatcher powinny przyświecać ludziom, którzy chcą coś realnie zmienić, nie oglądając się tylko na poziom popularności swoich decyzji. Poza tym są jeszcze ludzie, którzy cenią szczerość bardziej niż działania obliczone wyłącznie na przypodobanie się ogółowi.

Adam Hoffman** mówił jakiś czas temu o „zachowaniu monopolu na prawicy” przez PiS, ostatnio zaś przestrzegał, że jak PiS nie wygra, to „przyjdą Korwin – Mikke, narodowcy lub jeszcze ktoś inny i skutki tego będą opłakane” (nb. chwilę później mówił o wprowadzeniu podatku obrotowego dla firm). Prof. Zdzisław Krasnodębski***, europoseł PiS niedawno mówił wprost, że „Trudno też zrozumieć, jak człowiek racjonalnie myślący może oddać głos na partie niepoważne i szkodliwe. Kiedyś młodzież głosowała na Palikota, dziś na KNP czy Ruch Narodowy”. Czy rzeczywiście ludzie głosujący na KNP tudzież RN to nieuświadomieni wyborcy PiS – u?

Ta retoryka świadczy o tym, jak bardzo partie głównego nurtu boją się nowych, antysystemowych ugrupowań. Powyższe wypowiedzi pokazują, że obecne elity zaczynają zdawać sobie sprawę z siły i potencjału takich organizacji jak RN czy KNP. Chodzi głównie o strach przed utratą młodego elektoratu, który coraz rzadziej ogląda telewizję i już dostrzega, że istnieje alternatywna, pozasejmowa opozycja. Nazywanie wyborców KNP czy RN elektoratem „od Palikota” ma na celu zdyskredytowanie konkurencyjnych ugrupowań. Paradoksalnie to nie Platforma Obywatelska jest dla PiSu największym zagrożeniem. Te partie w pewnej mierze napędzają sobie nawzajem poparcie opierając się na antagonizmie. To ugrupowania typu KNP/RN stają do walki o dusze młodego pokolenia, dlatego wywołują popłoch wśród partii o ugruntowanej pozycji politycznej. Szkoda, że prawa strona polskiej sceny politycznej nie potrafi przezwyciężyć podziałów i wyrazić chociaż odrobiny dobrej woli w celu stworzenia szerokich ram współpracy. U wyborców rodzi to uzasadnioną podejrzliwość, ze politykom nie chodzi o realizacje konkretnych idei ale o „monopol na prawicowość”. Często spotykam się z taką sytuacją, że ludzie „z zewnątrz” nie rozumieją sporów na prawicy i jest to dla nich powód do absencji wyborczej.

Rozmawiał Michał Nawrocki

Fot.: MarcinIwan.com

*Natalia Wiślińska – politolog, absolwentka bezpieczeństwa wewnętrznego, doktorantka UMCS w Lublinie, studentka prawa, współautor cyklu „Głos Bohatera”, publicystka portalu nowastrategia.org.pl, wmeritum.pl. Wiosną startowała w wyborach do PE z list Ruchu Narodowego, teraz startuje z drugiego miejsca listy Kongresu Nowej Prawicy do Sejmiku województwa lubelskiego w okręgu nr 2 (powiaty: janowski, kraśnicki, lubartowski, lubelski, opolski, puławski, rycki).

Strona Natalii Wiślińskiej na fb: https://www.facebook.com/wislinska.natalia?ref=ts&fref=ts

**Wypowiedzi Adama Hofmana za:  „Do Rzeczy” nr 16/064, 2014 r., "Do Rzeczy" nr 43/091, 2014 r.

***Wypowiedź Zdzisława Krasnodębskiego za: "Do Rzeczy nr 32/080, 2014 r.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *