Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne Czytaj więcej »

 

Nie daje, kto nie ma

Jak wiadomo rząd codziennie traci miliardy złotych tylko dlatego, że podatki są takie, jakie są, a nie wyższe. I choć politycy udają, że nie słyszeli o krzywej Laffera, to jakimś szóstym zmysłem wyczuwają, że dalsze podnoszenie podatków może się negatywnie przełożyć na słupki sondażowe a nawet wyniki przy urnach. Chcąc nie chcąc stosują więc różne sztuczki prawne i semantyczne, byle tylko korytko było pełne.



Na przykład promując wpisanie do ordynacji podatkowej klauzuli o unikaniu opodatkowania, za co wziął się wiceminister finansów Janusz Cichoń (link) w ramach „uszczelniania systemu podatkowego”. „Klauzula nie jest walką z optymalizacją opodatkowania, z wykorzystywaniem ulg i zwolnień podatkowych. Chodzi o ograniczenie działań głównie dużych korporacji, najczęściej międzynarodowych, które przygotowują sztuczne konstrukcje służące jedynie obniżeniu opodatkowania, niemające nic wspólnego z realnym biznesem” – twierdzi pan Cichoń i zastrzega, że nie będzie ona służyć ściganiu zwykłych podatników.

Jest mi wszystko jedno, czy p. Cichoń kpi, czy o drogę pyta, bo zwyczajnie nie wierzę w ani jedno jego słowo. Raz, że owa klauzula ma służyć ściganiu unikania bądź obniżania podatków przy użyciu legalnych środków, czyli wprowadzenia zasady „co nie jest zabronione to jest zakazane”. Nie ma to nic wspólnego z oszustwami podatkowymi, o których p. wiceminister mówi. Dwa, że to podatnik urzędowi będzie musiał udowodnić, że nie złamał przepisów a nie odwrotnie, co w sytuacji, gdy urzędy skarbowe mogą wydawać indywidualne interpretacje przepisów wydaje się mało realne. Trzy, że wątpię, iż w przepisach znajdą się zapisy ograniczające działanie klauzuli jedynie do „dużych międzynarodowych korporacji”. Z prostego powodu – każdy taki zapis zostanie podważony przez Trybunał Konstytucyjny jak sprzeczny z zasadą równości wobec prawa tak istotnej dla (nomen omen) państwa prawa, jakim Polska pod rządami PO – PSL jednak ponoć jest. No i trzy – te międzynarodowe korporacje działają na podstawie porozumień międzynarodowych, w tym tych wypisanych na sztandarach tak kochanej przez PO Unii Europejskiej – o swobodzie przepływu ludzi, kapitału i usług.

Wprowadzenie owej klauzuli, wbrew wszelkim zapewnieniom polityków, przyniesie jeden skutek – pełny feudalizm gospodarczy kliki polityczno – towarzysko – biznesowej.

Dajmy jednak na to, że wierzę p. Cichoniowi i jego kolegom z rządu, że na sercu faktycznie leży im dobro Polski i jej finansów. W takim wypadku dyskusję należałoby zacząć od diagnozy, dlaczego problemem jest unikanie opodatkowania? Odpowiedź jest banalnie prosta.

Po pierwsze – bo jest taka możliwość i nie wzięła się ona znikąd. Zamiast więc kombinować i wprowadzać jakieś specustawy, logicznym krokiem byłoby zlikwidowanie tych możliwości. I nie trzeba nawet renegocjować wszystkich umów międzynarodowych – wystarczy wprowadzić jeden podatek od obrotu. Dla wszystkich – sklepikarzy, międzynarodowych korporacji, banków. Przy czym konieczne jest odebranie skarbówce możliwości indywidualnej interpretacji przepisów oraz wyzbycie się złudzeń w stosunku do zagranicznych inwestorów, hołubionych różnymi preferencyjnymi warunkami – oni i tak z definicji będą wyprowadzać zyski za granicę.

Po drugie – bo to się najwyraźniej opłaca, skąd prosty wniosek, że podatki w III RP są na poziomie, przy którym bardziej opłaca się ryzykować, niż płacić. Żeby nie być gołosłownym – samorządowcy z Wiązownicy na Podkarpaciu zdecydowali się zlikwidować część lokalnych podatków a resztę obniżyć do połowy kwoty ustalonej w ustawie (link). Rezultat? Początkowo wpływy budżetu się obniżyły, ale z czasem wzrosły (między innymi – ściągalność), nadto przyciągnęły przedsiębiorców, co zapewne przełożyło się na poziom bezrobocia.

Tu zaraz posypią się krytyczne komentarze polityków, że przecież muszą inwestować, rozwijać itd. No i wzorem szwedzkim, gdzie 6 na 10 ankietowanych jest przeciwnych kolejnej obniżce podatków, bo będzie to mieć wpływ „na pogorszenie oferty i jakości państwa opiekuńczego” (link). Z kolei szwedzki rząd uważa, że dzięki temu posunięciu powstanie 13 tysięcy nowych miejsc pracy. To ja mam proste pytanie – czy dla państwa opiekuńczego lepiej będzie, jak 13 tysięcy ludzi będzie płacić niższe podatki, czy lepiej, jak będzie siedziało na zasiłkach?

Bo brutalna prawda jest taka, że z pustego i Salomon nie naleje, że nie daje, kto nie ma. Więc może czas na odrobinę realizmu?

Michał Nawrocki


One Response to Nie daje, kto nie ma

  1. Marko napisał(a):

    Podatek nie tworzy zadnej wartosci dodanej. Zeby wybudowac np. stadion albo szkole nie trzeba podatku, trzeba know how czyli robotnika z kwalifikacjami oraz sprzet i material do budowy. Dlatego jest wszystko jedno czy bedzie 13 tys. Szwedow pracowalo czy bedzie na zasilkach. Oni nic nie tworza ani ich podatki nie sa do niczego przydatne. Czas poznac gospodarke Panie Michale. Pan nadal wierzy, ze jak placi podatek to wspiera gospodarke. Nic z tych rzeczy! To ze Pana okradaja sciagajac tzw. podatek przyczynia sie jedynia z zmniejszeniw panskiej sily nabywczej czyli jest Pan delikatnie mowiac likwidowany jako konkurent do bogactwa przez Lige Oszustow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *