Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Nie jestem keynesistą

W odpowiedzi na artykuł p. Piotra Ptaka …

… Po raz kolejny muszę Pana rozczarować, gdyż nigdy nie uważałem się za keynesistę. Głęboko wierzę, iż każda cena jest ceną czyszczącą rynek (merket clearing price), a to chyba wystarczy, by nie móc zaszeregować moich poglądów w ten sposób. Najbliższa mojemu podejściu jest nowa ekonomia klasyczna, zwłaszcza Thomas J. Sargent i Robert E. Lucas, Jr. W zasadzie mógłbym w tym miejscu zakończyć odpowiedź, niemniej jednak winien Czytelnikom jestem kilka wyjaśnień.

1. Mój komentarz do artykułu Pana Machaja nie był niczym innym, jak próbą zwrócenia uwagi Autorowi na znaczne nieścisłości, które znalazłem w Jego tekście. Sądzę więc, że samo zaakcentowanie rozróżnienia zmian oczekiwanych i nieoczekiwanych powinno było wystarczyć. Poza tym nie zająłem się łatwością konstatacji, a tezą Pana Machaja, która niestety nie uwzględniała takiego rozróżnienia.

2. Trudno się nie zgodzić z Pańskim stwierdzeniem, że „nie ma jednej teorii funkcjonowania pieniądza na rynku”. Problem w tym, że w wielu wypadkach jednak wspólne są dla nich wnioski. Przykład? Endogeniczna natura podaży pieniądza w małej gospodarce otwartej. Jednak nie pisałem tu o wielu teoriach, lecz o jednej, konkretnej, stanowiącej – jak to określił Christopher Sims – fundament współczesnej teorii ekonomii (jeśli nie dla obu paradygmatów, to przynajmniej dla wywodzącego się z neoklasycyzmu). Dlatego też nie bardzo rozumiem tą część Pańskich zarzutów.

3. Podejrzewam, że źle zinterpretował Pan moje podejście. Nie mam zamiaru krytykować szkoły austriackiej, lecz podejście LIBERAŁA (a takim jest i Pan Machaj, i ja) beztrosko pomijającego zagadnienie niepewności cenowej. Jeśli stoi Pan na stanowisku przeciwnym do nowoklasycznego (szczerze mówiąc po przeczytaniu Pańskiej odpowiedzi trudno mi jednoznacznie stwierdzić na jakim Pan stanowisku stoi, abstrahując od stanowiska sprzecznego z moim), to proponuję rozwinąć ten wątek. Zaś o cyklu koniunkturalnym trudno mi cokolwiek pisać z tej prostej przyczyny, iż gospodarka jest dla mnie jednym wielkim układem stochastycznym, cykliczność zaś oznacza determinizm.

4. Czy badał Pan wpływ wielkości rządowych papierów dłużnych w aktywach krajowych polskich banków na zmianę poziomu stóp oprocentowania depozytów i kredytów? Wraz z moimi współpracownikami badaliśmy ten polski fenomen stosując analizę kointegracji i SVAR. Można było się spodziewać, że stopy procentowe będą determinowane (w sensie Grangera) przez udział tych papierów w aktywach, tymczasem wyniki były przeciwne do oczekiwań. Wystarczy? Jeśli nie – służę tekstem, który mogę przesłać na życzenie zainteresowanych Czytelników.

5. Cały mój zapał dydaktyczny, który – jak przyznam – nie jest wielki, staram się wykorzystać w jednym celu. Student 3. roku, a z takimi mam największy kontakt, obciążony jest zastraszającą liczbą godzin spędzonych na analizach modelu IS-LM, skuteczności polityki fiskalnej i temu podobnych spuścizn po syntezie neoklasycznej. Staram się pokazać, że nie jest to jedyna dopuszczalna i poprawna (politycznie…) forma postrzegania życia gospodarczego. Dlatego też po raz kolejny muszę Pana rozczarować: mam nadzieję, że wystarczy mi „zapału i energii” by tłumaczyć, iż „postkeynesizm jest do bani”. (Nota bene w mojej bądź co bądź krótkiej karierze dydaktycznej nie spotkałem jeszcze obciążonej spuścizną szkoły austriackiej młodzieży).

Jacek Wallusch

PS. Powód, dla którego moja wypowiedź została opatrzona tytułem Neokeynesizm bardziej liberalny, jest mi nieznany; tytuł taki może jednak faktycznie sugerować, że jestem keynesistą. W imieniu osoby odpowiedzialnej za ów tytuł przepraszam wszystkich rozczarowanych…

(14 kwietnia 2003)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *