Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

„Nie kradnij!” – raz jeszcze…

Jestem zupełnie zaskoczony niedawnym listem studentki ekonomii z 18 czerwca 2004
(godz. 09:08). Studenci ekonomii wiedzą, że gospodarowanie zasobami wymaga zawsze systemu własności. Nie można gospodarować zasobami, jeśli nie ma władztwa nad rzeczą.

Natomiast wszelka problematyka złego władztwa nad rzeczą musi być osadzona w jakiś prawach własności.

W przypadku własności prywatnej (uzasadnionej etycznie), nie ma problemów. Każdy właściciel decyduje o swoim bogactwie i realizuje własne preferencje.

Inaczej jest niestety, kiedy nie ma własności prywatnej, a kiedy obowiązują „zalegalizowane kanały kradzieży” zwane „systemem redystrybucji”. Mowa tu oczywiście o wydawaniu tak zwanych „publicznych pieniędzy”. Kiedy kupujemy produkty jakiejś firmy, to akceptujemy jej produkt. To, co robi firma z własnymi pieniędzmi, już nas nie interesuje. Być może nawet interesuje, ale istotna w całym procederze jest dobrowolność transakcji. Podejmujemy świadomą decyzję o tym, jak zagospodarować WŁASNE środki.

Z kanałami redystrybucji jest zupełnie inaczej. Tutaj ludziom ZABIERA się pieniądze. Urzędnicy nie decydują o WŁASNYCH środkach, lecz decydują o własności innych ludzi i przeznaczają ją na urzędniczą konsumpcję, zgodną z ICH własnymi preferencjami. To ten podstawowy problem, który Jan Małek nazywa złamaniem imperatywu ekonomicznego „nie kradnij”.

Mam wrażenie, że autorka ewidentnie się zagalopowała w atakach. Pisze ona: „Brak mi słów. Jak osoby (wydaje misie wykształcone i doświadczone) mogą twierdzić, że u podstaw kryzysów gospodarczych leży złodziejstwo społeczeństwa?”.

Wydaje się, że powinna ponownie przeczytać tekst pana Małka, albo ponowne sformułować swoje zarzuty.

Jakie rodzaje „kradzieży” wymienia Jan Małek? Zasiłki, progresję podatkową, manipulacje pieniężne i zwiększanie wydatków budżetowych. Doprawdy nazwać to „złodziejstwem społeczeństwa” to wielkie nieporozumienie. Autorowi ewidentnie chodziło o zachowanie WŁADZY, a nie społeczeństwa. Autor nie pisał o małych złodziejaszkach, rzezimieszkach, którzy napadają na ludzi i uciekają przed prawem. Pisał o innym, zdecydowanie bardziej niebezpiecznym zjawisku:

„Staje się jasne, że głównym źródłem większości współczesnych problemów ekonomicznych oraz negatywnych zjawisk społecznych, jest uzurpowanie sobie przez ludzi i ich rządy prawa dysponowania i redystrybucji cudzej własności.”

Chodzi zatem ewidentnie o zalegalizowane kanały redystrybucji. O cały aparat rządowy, który służy partykularnym interesom, którego GŁÓWNYM interesem jest realizowanie WŁASNYCH potrzeb.

Autorka listu stwierdziła, że „…Przyczyna kryzysu gospodarczego to przede wszystkim zaniedbania, nagminne zaniedbania i myślenie tylko o własnych interesach przez osoby mające w tym kraju wpływ na ważne decyzje dotyczące gospodarki”. A cóż ma na myśli? Producenci chleba myślą o własnym interesie i wychodzi to nam wszystkim na zdrowie: dostarczają nam chleb. Producenci telefonów myślą o swoich interesach i wychodzi to nam na zdrowie; dostajemy telefony. Producenci butów, tak samo. Producenci napojów, to samo. Gdzie ma być problem? Od kiedy myślenie o własnych interesach jest złe?

Naturalnie problemem jest rząd. Zalegalizowany kanał ekspropriacji własności innych ludzi. Producenci chleba myślą o własnym interesie i szykują nam produkt do kupienia, który dobrowolnie nabędziemy. Gdyby ludzie dobrowolnie płacili podatki, to mogliby mieć pretensje tylko do siebie samych, że wspierają takich, a nie innych ludzi. Jeśli wprowadzimy dobrowolność opodatkowania, to szybko się przekonamy w czym tkwi problem: przymusowym finansowaniu wydatków, których społeczeństwo nie akceptuje. Państwowa władza pobiera pieniądze i wydaje je według własnych poglądów. „Wolno im” i jest to „ich sprawa”. Skoro to już są pieniądze w ich dyspozycji, to nic nam do tego. Problem jest jednak taki, że nie są to ich prawowite pieniądze. Są to pieniądze zabrane innym ludziom, którzy ich nie chcieli dobrowolnie oddać. Żeby zrozumieć te podstawowe rzeczy, trzeba wyraźnie ja na głos powtarzać. Najlepiej od szkoły podstawowej i NIE TYLKO na lekcjach religii. Może wtedy ludzie lepiej by rozumieli zasady tego świata.

Wprowadzenie do życia zasady „nie kradnij” i zastosowanie jej w przypadku rządzących miałoby zbawienne skutki. Kontrola społeczna i swoboda odmowy w partycypacji w negatywnym ładzie społecznym stanowiłaby prawdziwy hamulec na zachowania rządzących. Jeśli jesteśmy zmuszeni do płacenia koniecznie Telekomunikacji Polskiej, dostajemy wysokie ceny i żałosną jakość usług. W sytuacji, gdy otrzymujemy możliwość nie płacenia TP SA. lub ba, uruchomiona jest konkurencja, efekt jest taki, że sytuacja zaczyna się poprawiać (chociaż są z tym straszne problemy na razie). Ten sam mechanizm jest niezbędny w przypadku władzy. Inaczej będą oni „kraść” w znaczeniu dowolnego zabierania ludziom własności.

Studentce ekonomii mogę polecić tylko dzieła wybitnych ekonomistów dotyczących etycznych podstaw ustroju gospodarczego. Warto wymienić tutaj z nazwiska chociażby Cantillona, Bastiata, Rothbarda, czy Hoppego.

Rozumiem, że na polskich uczelniach rzadko porusza się ten wątek, ale nie na polskich zasobach kończy się wiedza dotycząca gospodarki i społeczeństwa…

Mateusz Machaj
(5 lipca 2004)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *