Szwajcarzy zdecydowali o obniżce VAT, który i tak jest tam bardzo niski

Szwajcaria rządzi się swoimi prawami. Instytucja referendum, nieznana w takiej skali w innych krajach, pozwala obywatelom rzeczywiście współdecydować o tym, jakie prawo jest tam stanowione Czytaj więcej »

 

Niemiecka pułapka

Publikujemy ocenę książki red. Piotra Zychowicza „Pakt Robbentrop – Beck” autorstwa Magdaleny Ziętek. Zachęcamy do polemiki innych Autorów oraz Czytelników. Czy autor książki rzeczywiście działa, świadomie lub nie, na zamówienie bieżącej niemieckiej polityki historycznej?

Od kilkunastu dni w księgarniach dostępna jest książka Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki”. Autor stara się w niej udowodnić, że  w 1939 Polska powinna była pójść na „bolesne prestiżowe ustępstwa” i zawrzeć przejściowy sojusz z Niemcami.



Zdaniem Zychowicza można było w ten sposób uniknąć brutalnej niemieckiej okupacji, jak również i sowieckiej. Teza nie jest oryginalna, bo prezentowana była m.in. przez Pawła Wieczorkiewicza, który pisał o wspólnej paradzie zwycięstwa na placu Czerwonym w Moskwie, przyjmowanej przez Hitlera i Rydza-Śmigłego. Wieczorkiewicz był zdania, że w takim wypadku nie doszłoby do zagłady Żydów, którzy byliby wysiedleni z Europy, a nie wymordowani. Po śmierci Hitlera system natomiast złagodniałby. Także Andrzej Piskozub uważa, że Polska powinna była stanąć u boku Hitlera. Piskozub, podobnie jak Piotr Zychowicz, widzi siebie jako kontynuatora linii politycznej reprezentowanej przez Władysława Studnickiego, który był politycznym germanofilem. Niedawno ukazał się również artykuł Krzysztofa Kłopotowskiego pt. „Człowiek stulecia i jego cień” (Rzeczpospolita, w PlusMinus z 11 – 12 sierpnia 2012, pełna elektroniczna wersja tekstu: http://wpolityce.pl/artykuly/34184-czlowiek-stulecia-i-jego-cien-ciagle-malo-wiemy-do-czego-zdolny-byl-churchill), którego autor idzie jeszcze dalej, gdyż czyni Polskę i Anglię współodpowiedzialnymi za wybuch II Wojny Światowej. Kłopotowski powołuje się na książkę Patricka Buchanana „Churchill, Hitler and the Unnecessary War”, której autor twierdzi, że to Churchill wydał Hitlerowi „niepotrzebną wojnę”.  Kłopotowski tak przedstawia stanowisko Patricka Buchanana:

„Czy należało inaczej rozegrać konflikt europejski w 1939 roku? Tak sądzi Patrick Buchanan. Wprawdzie nie jest on uczonym historykiem, ale za to praktykiem polityki, doradcą trzech prezydentów, trzykrotnie ubiegał się o nominację w wyborach do Białego Domu. Nad jego tezami warto się zastanowić i dopiero potem – przyjąć lub odrzucić. Czy Gdańsk był wart wojny? – pyta Buchanan. – I czy była jej warta Polska, skoro kraju nie można było ocalić? Gdyby Wielka Brytania nie dała Polsce gwarancji bezpieczeństwa i nie wypowiedziała wojny III Rzeszy, to Zachodnia Europa mogłaby całkiem walk uniknąć, gdyż Hitler uważał za wroga ZSRR, zaś Anglię za naturalnego sojusznika. (…) Premier Chamberlain także sądził, że w pokojowy sposób Gdańsk powinien wrócić do Rzeszy, gdyż tego chciała ogromna większość mieszkańców. Jednak 5 maja szef polskiego MSZ Józef Beck odrzucił w Sejmie te żądania ponieważ „honor” nie pozwolił ulec. (…)  W ostatniej godzinie przed katastrofą, Polacy odrzucili 30 sierpnia ultimatum III Rzeszy wierząc w honor Anglików. Jednak „gdyby nie było gwarancji wojennych, to Polska izolowana i bez przyjaciół musiałaby ustąpić w sprawie Gdańska i uniknąć sześć milionów zabitych” pisze Buchanan. (…) Gdyby Polska przyjęła żądania niemieckie w 1939 roku, to Armia Czerwona, wyniszczona przez czystkę wyższych oficerów, mogłaby załamać się pod uderzeniem Wermachtu, który ruszyłby na ZSRR a nie na Francję. Komunizm mógłby zniknąć w 1940 roku zamiast żyć jeszcze 50 lat mordując dziesiątki milionów ludzi więcej w Rosji, Chinach, Korei, Wietnamie i na Kubie. Wojna Hitlera i Stalina mogła być jedyną w Europie wojną lat 1940-tych. I – także zdaniem Buchanana – Polska powinna wziąć udział w wyprawie na ZSRR u boku III Rzeszy”.

Książka Zychowicza rzekomo ma być obiektywną analizą geopolityczną, która ma rozprawić się z mitami, które zagnieździły się w umysłach Polaków.  Jego zdaniem, „Spokojna, pozbawiona emocji analiza naszej sytuacji geopolitycznej w końcu lat 30. prowadzi do wniosków bardzo nieprzyjemnych dla naszej wrażliwości historycznej” (link do tekstu poniżej). Podobnie Piskozub stawia sobie za cel „wyprostowanie polskiej historii z pierwszej połowy XX wieku, poprzez oczyszczenie jej z mitów, zakłamań i tendencyjnych przemilczeń” (piszę na ten temat w tekście „Białe plamy w historiografii polskiej”). Także Kłopotowski uważa, że negatywny stosunek społeczeństwa do idei sojuszu polsko-hitlerowskiego jest wyłącznie dziełem propagandy: „Dominująca część obecnej elity kraju została osadzona bezpośrednio przez Armię Czerwoną a pośrednio wychowana przez taką propagandę”.

Czy rzeczywiście jednak autorzy Ci wyłącznie „walczą z propagandą”, nie ulegając przy tym żadnym mitom? Mam co do tego poważne wątpliwości.

Przyjrzyjmy się bliżej tezom prezentowanym przez Zychowicza w wywiadzie na temat jego książki, przeprowadzonym przez Michała Karnowskiego dla portalu www.wpolityce.pl (25.08.2012, http://wpolityce.pl/wydarzenia/34789-czy-polska-powinna-byla-w-1939-roku-isc-z-hitlerem-michal-karnowski-rozmawia-z-piotrem-zychowiczem-autorem-glosnej-ksiazki-pakt-ribbentrop-beck).  Główna teza Zychowicza jest taka, że w pierwszej fazie wojny Polska powinna była bić bolszewików z Niemcami, a następnie, gdy Związek Sowiecki już się załamał, dokonać odwrócenia sojuszy i bić Niemców razem z demokracjami zachodnimi. Zychowicz, podobnie jak Buchanan, przyjmuje za pewnik zwycięstwo demokracji zachodnich nad Hitlerem.  Ale czy rzeczywiście zwycięstwo aliantów nad Hitlerem było takie pewne? Zacznijmy od początku.

Zychowicz stwierdza, że sam Hitler miał plan pokonania Związku Radzieckiego przy pomocy Polaków:

„Fakty przeczą bowiem temu, co od lat wbija nam się do głowy. Jakkolwiek by to fatalnie nie zabrzmiało Hitler w latach 1933 — 1939 darzył Polaków olbrzymim szacunkiem. „Dajcie mi polską piechotę, a zdobędę cały świat! ” — powtarzał. Uważał nas za naród antykomunistów i dzielnych żołnierzy. Jego idolem był Józef Piłsudski. Stosunek Hitlera do Polski zmienił się w kwietniu 1939 roku, gdy Beck ostatecznie odrzucił jego awanse i zawarł pakt z Anglią. Wtedy Hitler wpadł w szał. Krzyczał, że „uwarzy nam diabelski koktajl”. Polaków, którzy pokrzyżowali mu jego misterne plany, znienawidził wówczas całą duszą (Oczywiście jeżeli ten człowiek miał duszę). Straszliwa brutalność i bezwzględność niemieckiej okupacji Polski była więc efektem… zawiedzionej miłości. Wracając do pańskiego pytania: wszystkie zachowane niemieckie dokumenty i relacje z epoki, świadczą, że oferta składana Polsce była poważna i szczera. Nie była to żadna pułapka. Hitler naprawdę chciał mieć Polskę u swojego boku podczas II wojny światowej”.

Z cytowanego fragmentu jasno wynika, że zdaniem Zychowicza Polacy poprzez swoją niechęć do Hitlera pokrzyżowali mu szlachetne plany. Zychowicz mówi dalej:

„Właśnie zdając sobie sprawę ze słabego potencjału surowcowego Niemiec, Heinz Guderian opracował strategię Blitzkriegu. Czyli błyskawicznego uderzenia, które od razu powalało przeciwnika. Wbrew powszechnej opinii Niemcy nie przegrały wojny z Sowietami pod Stalingradem w lutym 1943 roku. Oni ją przegrali późną jesienią 1941 roku, gdy nie udało się „z marszu” zająć Moskwy. To była decydująca bitwa tej wojny. Nie ma większych wątpliwości — szczegóły w mojej książce — że udział 40 polskich dywizji w operacji „Barbarossa” doprowadziłby do zdobycia sowieckiej stolicy już w roku 1941. To byłby koniec Sowietów i koniec komunizmu”.

Ze słów Zychowicza wynika więc, że to my ponosimy główną odpowiedzialność za to, że Związek Radziecki nie upadł. Można jednak postawić sobie pytanie, co by się stało, gdyby upadł. Prawdopodobnie pozycja Hitlera umocniłaby się tak bardzo, że zachodnie demokracje nie byłyby w stanie go pokonać, jak to przyjmują Zychowicz i Buchanan. Hitler bynajmniej nie ruszył na wojnę ze Stalinem z powodów ideologicznych, tylko dlatego, że po pierwsze chciał sobie zapewnić dostęp do rosyjskich surowców, a po drugie chciał stworzyć blok kontynentalny pod swoim przywództwem. Jak pisze np. Rainer Zietelmann w biografii Hitlera „Adolf Hitler. Eine politische Biographie” (Musterschmidt, Göttingen 1989), blok ten miał być przeciwwagą dla USA. Poprzez dostęp do rosyjskich surowców nie tylko Niemcy ale i cała Europa miały uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych i innych państw trzecich. Ideałem Hitlera był stworzenie europejskiej autarkii (od Lizbony po Władywostok). Gdyby więc  Polska stanęła u boku Hitlera, jak chcą tego Zychowicz, Buchanan i inni, Hitler być może mógłby zrealizować swój plan. Czy po zdobyciu Moskwy przez Hitlera, Europejczycy stanęliby do walki przeciwko Niemcom? Przypomnijmy, że ideologia Hitlera cieszyła się dużą sympatią wśród europejskich konserwatystów, i to nie tylko ze względu na jego antykomunizm, ale także antyliberalizm i antydemokratyzm. Niewykluczone, że Hitler w celu umocnienia swojego reżimu posłużyłby się żywym w Europie antyamerykanizmem. Tym bardziej, że jak  słusznie stwierdza Zychowicz: „Przed wybuchem II wojny światowej ofiary Hitlera liczono bowiem dopiero na setki. W roku 1939, gdy proponował nam przymierze, Hitler był jeszcze normalnym europejskim politykiem, przyjmowanym na salonach i traktowanym przez inne państwa jak partner”. Idea stworzenia wspólnego bloku kontynentalnego w opozycji do USA i amerykańskiego „dekadentyzmu” mogłaby znaleźć wśród europejskich elit wielu zwolenników. Tym bardziej, że większość członków europejskiego ruchu oporu rekrutowała się ze środowisk komunistyczno-socjalistycznych. Prawdopodobnie po upadku Związku Radzieckiego antyfaszystowski ruch oporu po prostu by się załamał. Jednym słowem, szanse na to, że projekt ustanowienia  „tysiącletniej III Rzeszy” zostałby wdrożony w życie, są całkiem spore. A Polska prawdopodobnie odegrałaby kluczową rolę we wznoszeniu imperium Hitlera. Nie dziwi więc, że Hitler tak bardzo na nas się zdenerwował… Nie sądzę jednak, że wynikało to z „zawiedzionej miłości”,  jak tego chce Zychowicz. Diabelski plan się nie powiódł, a Hitler wpadł w furię, jak każdy socjopata, który nie dostał tego, czego chce.

Należy sobie zadać pytanie, jak wyglądałby reżim Hitlera, a przede wszystkim, jakie miejsce zajęłaby w nim Polska. Wydaje się, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Hitler rozpoczął swój podbój Europy z pobudek … altruistycznych (w jego przekonaniu oczywiście). Hitler miał przed oczami wizję Nowej Europy, w której chciał zaprowadzić prawdziwy porządek. Narodowego socjalizmu nie da się w żaden sposób zrozumieć bez niemieckiej koncepcji europejskiego Neuordnung (czyli „uporządkowania” Europy na nowo).

Centralną kwestią dla Hitlera była sprawa stworzenia nowego europejskiego porządku gospodarczego. Przypomnijmy, Europa miała stać się przeciwwagą dla USA, a to wymagało stworzenia nowej europejskiej przestrzeni gospodarczej. I tak, już we wrześniu 1939 powstało w Dreźnie Stowarzyszenie Europejskiego Planowania oraz Gospodarki Wielkoprzestrzennej (Gesellschaft für europäische Wirtschaftsplanung und Großraumwirtschaft e.V.). Celem stowarzyszenia było prowadzenie badań mających na celu stworzenie nowego systemu gospodarczego w Europie (warto wspomnieć, że w radzie naukowej instytutu zasiadał sam Carl Schmitt). Nie wchodząc w szczegóły, publikacje wydane przez instytut przedstawiały pomysły na europejską integrację gospodarczą. Także inne instytucje zajmowały się kwestią utworzenia europejskiej przestrzeni gospodarczej. Na początku 1942 r. w Berlinie została wygłoszona seria referatów, których przedmiotem był projekt utworzenia Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Odczyty zostały opublikowane w tym samym roku w książce pt. „Europäische Wirtschaftsgemeinschaft” (Europejska Wspólnota Gospodarcza). Jak czytamy na samym początku wprowadzenia do książki, napisanego przez prof. Heinricha Hunke, wysoko postawionego urzędnika NSDAP:

„Na przełomie lat 1939-40 większa część Europy znajdowała się świadomie albo nieświadomie w niewoli angielskiego pojmowania ekonomii. W przeciągu ostatnich lat, zostało ono jednak politycznie, militarnie oraz gospodarczo wymiecione z państw kontynentalnej Europy”.

Hunke dalej stwierdzał, że to właśnie dzięki dojściu NSDAP do władzy Europa przebudziła się i zaczęła zajmować się kwestią „europejskiego pytania”. Hunke wskazał na Kongres Europejski, który odbył się w listopadzie 1932 r. w Rzymie, podczas którego Alfred Rosenberg przedstawił „imponujący pokaz myśli”, czyli swój referat pod znamiennym tytułem „Kryzys i odrodzenie Europy”. Hunke przedstawił, jakie są najbardziej palące problemy związane ze stworzeniem nowego europejskiego porządku gospodarczego. Pod koniec wprowadzenia padają znamienne słowa:

„Tak więc od 1940 r. znajdujemy się w fazie bezprzykładnego przewrotu gospodarczo-politycznego. Problemy, przed którymi stoimy, są trudne, ale do rozwiązania. Rozwiązanie ich przyniesie Europie pokój, a przez to wielką epokę wspólnego budowania, a co opłaca się walczyć”.

Wśród referentów znajdował się prominent NSDAP Walther Funk, pełniący funkcję Ministra Gospodarki oraz Prezydenta Banku Rzeszy. Tytuł jego przemówienia brzmiał następująco: „Das wirtschaftliche Gesicht des neuen Europas” (Gospodarcza twarz nowej Europy). Wystąpienie Funka było swego rodzaju manifestem zapowiadającym stworzenie nowego europejskiego systemu gospodarczego, dzięki któremu w Europie wreszcie zapanuje prawdzie „socjalny porządek życia” (soziale Lebensordnung). Funk podkreślał,  że europejczycy potrzebują woli do „europejskiej pracy wspólnotowej”:

„To oznacza nieustanne staranie się o to, by rozumieć wielkie cele i nadchodzące zadania, jak również, by się odpowiednio na nie nastawić. To oznacza także konieczność odpowiedniego podporządkowania swoich interesów europejskiej wspólnocie; to jest najwyższy cel, którego wymagamy od państw europejskich, i który chcemy zrealizować. W poszczególnych przypadkach może powstać konieczność poniesienia ofiary, w ogólnym rozrachunku wszystkiego narody odniosą z tego korzyść”.

Czy naziści byliby w stanie w latach czterdziestych ubiegłego wieku dokonać integracji europejskiej pod swoimi auspicjami? Po upadku Związku Radzieckiego prawdopodobnie tak.

Jak natomiast wyglądał plan zagospodarowania Europy Wschodniej? Po przegranej I Wojnie Światowej  wielu niemieckich naukowców w ramach tak zwanego „Ostforschung” (Ost-wschód, Forschung-badania, nauka) postanowiło udowodnić, że Europa Wschodnia to tereny o germańskich korzeniach, które należą się Niemcom. Część naukowców próbowała wykazać, że języki słowiańskie wywodzą się z germańskich, inni, że Słowianie nie stworzyli w ogóle żadnej kultury, tylko wszystko co mają, zawdzięczają Germanom. Ostforschung zyskało politycznie na znaczeniu po dojściu NSDAP do władzy. Po rozpoczęciu wojny, plan germanizacji Europy Wschodniej mógł już zostać wprowadzony w życie. Jak wynika z pracy pod redakcją Isabel Heinemann i Patricka Wagnera „Nauka – Planowanie – Wypędzenie. Koncepcje tworzenia nowego porządku oraz polityka przesiedleń w 20. wieku” (Wissenschaft – Planung – Vertreibung. Neuordnungskonzepte und Umsiedlungspolitik im 20. Jahrhundert, Stuttgart 2006), już na początku wojny Konrad Meyer, autor późniejszego Generalnego Planu Wschód, przystąpił do opracowywania planu „przestrzennego zagospodarowania” podbitych terytoriów. W 1940 opublikował artykuł, w którym twierdził, że narodowy socjalizm przyniósł ze sobą zwycięstwo „nowego myślenia w kategoriach porządku” (neues Ordnungsdenken). Meyer miał przy tym na myśli, że rządy narodowego socjalizmu przyniosą możliwość stworzenia nowego porządku agrarnego i demograficznego w Europie. W szczególności zajmowała go kwestia „uporządkowania” Europy Wschodniej, co konkretnie miało oznaczać germanizację tych terenów. Nie wchodząc w szczegóły, Konrad Meyer przewidywał likwidację albo zniewolenie wielu milionów Słowian. Przełożony Meyera, Heinrich Himmler, po zapoznaniu się z „Generalnym Planem Wschód” polecił mu opracowanie kolejnego „planu zagospodarowania przestrzennego”, tym razem dla całej Europy.  Warto dodać, że Meyer został przed Trybunałem Norymberskim oskarżony m.in. o morderstwa, porywanie dzieci, przymusowe aborcje i kradzież mienia. Został jednak wybroniony przez swojego adwokata, który twierdził, że plany Meyera nigdy nie zostały wdrożone w życie, a gdyby nawet zostały, to przyniosłyby znaczące podwyższenie standardu życia mieszkańców dotkniętych wojną terenów… Po wojnie Meyer kontynuował swoją pracę naukową, w szczególności interesowana go kwestia ochrony środowiska, zrównoważonego rozwoju oraz … europejskiej polityki regionalnej. Warto wspomnieć, że Generalny Plan Wschód przewidywał obniżanie płodności Polaków poprzez wprowadzenie aborcji, ograniczenie dostępu do służby zdrowia,  ucisk gospodarczy, planowe wysyłanie żonatych Polaków i zamężnych Polek do pracy przymusowej do Niemiec, sterylizację. Warto też przypomnieć, że na terenie Polski po raz pierwszy wprowadzono pełną dopuszczalność aborcji 9 marca 1943 r., kiedy to hitlerowski okupant wydał rozporządzenie zezwalające Polkom na nieograniczone żadnymi sankcjami zabijanie nienarodzonych dzieci.

Czytając wywiad z Piotrem Zychowiczem można by odnieść wrażenie, że niemieckiego rasizmu nigdy nie było! Przecież Hitler rzekomo nas szanował.  Nawet bardzo. Oczywiście, można zadać pytanie, czy gdyby Polska stanęła o boku Hitlera, Generalny Plan Wschód rzeczywiście by nie powstał? Obawiam się, że Polska po wypełnieniu swojego zadania, jakim było dostarczenie mięsa armatniego do wojny z ZSRR, stała by się przedmiotem tak samo brutalnej polityki, jak to miało miejsce pod niemiecką okupacją. Moi zdaniem Zychowicz popełnia poważne nadużycie, twierdząc, że zbrodnie popełnione na Polakach były wynikiem wyłącznie „zawiedzionej miłości”. Trudno o większą nadinterpretację kokietowania Polaków przez Hitlera, które miało miejsce w latach 30. Każdy, kto choć raz poważniej zajmował się sprawą Ostforschung, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jakie zamiary Niemcy miały wobec Europy Wschodniej.

Podsumowując tę część rozważań, należy stwierdzić, że w przypadku, gdyby Hitler pokonał Związek Radziecki, walka z nim stałaby się sprawą niezwykle trudną. Hitler dysponował bowiem świetnie zorganizowaną organizacją państwową, zdyscyplinowaną armią, wsparciem ze strony niemieckich naukowców, inżynierów, przedsiębiorców, bankierów.  Jego państwo było dużo lepiej zorganizowane niż większość, jeśli nie wszystkie ówczesne państwa. Zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim sprawiłoby, że przywiązanie Niemców do swojego Führera zostałoby przypieczętowane na amen. A Hitler przystąpiłby do porządkowania Europy zgodnie ze swoją wizją europejskiego Neuordnung.  Czy jego plany spotkałyby się z większym oporem ze strony innych państw? Obawiam się, że nie.

Przyjmijmy jednak, że po pokonaniu Związku Radzieckiego przez Niemcy i Polskę, zawiązałaby się koalicja zachodnich demokracji przeciwko Hitlerowi. Polska przystąpiłaby do niej, przez co stałaby się „koniem trojańskim Ameryki”. Czy rzeczywiście można przypuszczać, że Hitler by do tego dopuścił? Czyż nie wydaje się, że bardziej prawdopodobnym scenariuszem byłby taki, że w przypadku objawów  jakiegokolwiek nieposłuszeństwa Hitler z Polską zrobiłby to, co zrobił z Warszawą po powstaniu warszawskim? Przecież po pokonaniu Związku Radzieckiego Polska znalazłaby się w środku imperium, a więc radykalne spacyfikowanie jej nie byłoby dla Hitlera żadnym problemem. Można się także zastanowić, czy polscy żołnierze – ci którzy przeżyliby wojnę ze Związkiem Radzieckim – byliby w stanie wydostać się z hitlerowskiego imperium, żeby wesprzeć aliantów. Czy też, zdaniem Zychowicza, mieliby rozpocząć wojnę partyzancką przeciwko Niemcom? Nie na tyłach wroga, ale w samym środku jego imperium. Szczerze powiedziawszy, pomysł zdrady Hitlera w przypadku Polski, która położona jest dokładnie między Niemcami i Rosją, a nie na peryferiach Europy, uważam za wyjątkowo nieodpowiedzialny. Bo taka „zdrada” ściągnęłaby na nas jeszcze większą furię Hitlera niż to, co faktycznie miało miejsce.

Warto jeszcze krótko wspomnieć o kwestii żydowskiej. Zdaniem Zychowicza: „W Polsce zginęło tylu Żydów dlatego, że znaleźliśmy się pod całkowitą okupacją i Niemcy mogli u nas robić co tylko chcieli”. Czytając te słowa, odnoszę wrażenie, iż Zychowicz chyba zapomniał, że w Polsce mieszkała największa ilość Żydów i właśnie przez to sytuacja Polski znacząco różniła się od innych państw europejskich. Możemy oczywiście spekulować, czy po upadku Związku Radzieckiego Żydzi zostaliby przetransportowani w głąb Rosji, czy też Niemcy zdecydowaliby się jednak na Endlösung. Obawiam się, że po wypełnieniu swojego zadania Polacy i Żydzi (którzy w wizji Zychowicza walczyliby w polskiej armii przy boku Hitlera) mimo wszystko staliby się ofiarami brutalnych represji. Natomiast twierdzenie, że Polacy, gdyby stanęli po stronie Hitlera, uratowaliby Żydów, jest najwyższym szczytem przewrotności. Przewrotności godnej samego Lucyfera!

Powyższe rozważania miały na celu przybliżenie nas do problemu kluczowego dla stanowiska prezentowanego przez Zychowicza, Piskozuba i innych. Zychowicz słusznie twierdzi, że:

„Słynny historyk Golo Mann pisał, że z obserwacji trzech ostatnich stuleci można wyciągnąć wniosek, iż w geopolityce Europy Środkowej występują tylko trzy powtarzające się scenariusze: Polska z Rosją przeciwko Niemcom, Niemcy z Polską przeciwko Rosji albo Niemcy i Rosja przeciwko Polsce. Przykro mi, ale innej możliwości nie ma”.

Te trzy konstelacje znajdują odbicie w trzech polskich koncepcjach geopolitycznych: Piłsudskiego (z Niemcami przeciwko Rosji), Dmowskiego (z Rosją przeciwko Niemcom) oraz „prozachodniej” (z USA albo Wielką Brytanią przeciwko Niemcom i Rosji). Zychowicz nie ma żadnych wątpliwości co do tego, która koncepcja jest słuszna:

„Już w 1914 roku Józef Piłsudski mówił, że najlepiej dla Polski byłoby gdyby „zwycięstwo poszło ze Wschodu na Zachód”. Czyli gdyby najpierw Niemcy pokonali Rosję, a potem sami przegrali z aliantami zachodnimi. Komendant w latach 1914 – 1918 starał się prowadzić działania zmierzającą do realizacji właśnie tego scenariusza. Teza mojej książki jest więc prosta: Józef Beck podczas II wojny światowej powinien był powtórzyć politykę swojego mistrza z czasu I wojny światowej”.

Jednym słowem, zdaniem Zychowicza Józef Beck: „Sprzeniewierzył się tym samym przestrogom Józefa Piłsudskiego. „My na dwa fronty wojny prowadzić nie możemy — powtarzał Marszałek swoim generałom. — Więc ja was wojny na dwa fronty uczyć nie będę. Wojna na dwa fronty to znaczy ginąć tu na Placu Saskim z szablami w dłoni w obronie honoru narodowego”. Na sprawę można popatrzyć także inaczej: Beck sprzeniewierzył się także przestrogom Dmowskiego. Do tego wątku jeszcze powrócę.

Na razie pozostańmy przy koncepcji Piłsudskiego, którego Zychowicz nazywa „mistrzem”.  „Mistrz Piłsudski” był wieloletnim współpracownikiem austriackiej i niemieckiej agentury, o czym pisze Ryszard Świątek w książce „Lodowa ściana”. Piłsudski grał dokładnie w tej samej drużynie co Lenin i inni rewolucjoniści, gdyż ich wspólnym celem było zniszczenie carskiej Rosji poprzez prowadzenie działalności dywersyjnej. Ostatecznie to Lenin okazał się dla Niemców ważniejszym współpracownikiem, co zostało dokładnie opisane przez  Elisabeth Heresch w książce  pt. „Sprzedana Rewolucja. Jak Niemcy Finansowały Lenina”. Zdaniem autorki, Niemcy wspierali bolszewików do samego końca, bez tego wsparcia rewolucja nie miała szans powodzenia. Także Piłsudski został do samego końca wierny swojej antyrosyjskiej strategii. W 1919 r. nie udzielił pomocy generałowi Antonowi Denikinowi, dowódcy głównej części armii „białej” Rosji, przez co prawdopodobnie także przyczynił się do zwycięstwa bolszewików. Piłsudski nie wszedł wtedy w „egzotyczny sojusz” z Anglikami i nie pomógł białej armii, o co apelowała angielska dyplomacja. Czy Piłsudski mógł obronić Europę i świat przed komunizmem? Nie będę spekulować na ten temat, chciałabym tylko zwrócić uwagę na pewien ciekawy dokument. Chodzi o telegram z 2 kwietnia 1935r. wysłany przez ambasadora Wielkiej Brytanii w Polsce, sir Howarda Kennarda, do Londynu. W telegramie tym Kennerd informuje swoich przełożonych o przebiegu rozmowy, którą odbył z Marszałkiem. Między innymi pisze, że nawiązanie kontaktu z Piłsudskim było utrudnione, gdyż często wypowiadał się w niezrozumiały sposób, a słysząc  pytania dotyczące bieżącej sytuacji politycznej, kierował rozmowę na inne tory. Oto fragment depeszy:

„Main political theme, so far as it could be disentangled, was that he had his pact with Germany & Russia, that latter country’s policy was always very difficult to fathom, that other nations often misunderstood it & that Mr. Lloyd George in particular was a crowning example of these errors of judgment. As an instance of this, he referred to Mr. L-G s support of Denikin. The Marshal had always known that Denikin never had a chance but Mr. L-G. had sadly miscalculated the situation. The Marshal appeared to wish that Britain should occupy herself  with her colonies & not follow L-G’s bad example. What, for instance, he asked, was the political situation in Jamaica? I retorted that if Europe were only as little important as Jamaica we should not have to worry. (…) I told him for our part we wished for nothing better than to leave Europe to her own troubles, but that our experience was that those troubles had an unhappy knack of involving our own country. The Marshal did not dissent”.

Czytając te słowa, można odnieść wrażenie, że Piłsudski sam przed sobą próbował usprawiedliwić swoją ówczesną decyzję. Jak było naprawdę, tego się nigdy nie dowiemy… (telegram przypadkowo znalazłam na neonazistowskiej stronie http://reichsarchiv.com. Zgodnie z informacją umieszczoną na stronie, dokument wszedł w posiadanie Niemców po zajęciu przez nich Warszawy. Link do dokumentu: http://reichsarchiv.com/Buecher/01_Bis_1945/A/Auswaertiges-Amt-Weissbuch-3.php).

Podsumowując powyższe rozważania, można by stwierdzić, że polsko-niemiecka współpraca przeciwko Rosji przyniosła światu komunizm. W tym miejscu powtórzę swoją wcześniejszą tezę, że polsko-niemiecka współpraca przeciwko Związkowi Radzieckiemu przyniosłaby światu panowanie hitleryzmu. Z obu tych stwierdzeń wynika też jasne przesłanie na przyszłość, o czym piszę na końcu tekstu. A na razie podejmijmy wspomniany już wątek koncepcji Dmowskiego.

Czy Polska powinna była wtedy wejść w sojusz ze Związkiem Radzieckim przeciwko Hitlerowi? Pozwolę sobie na pewną psychologiczną dywagację. Domyślam się, że pytanie to wywołało u wielu Czytelników uczucie awersji. Hitlera jeszcze można by jakoś przełknąć, ale Stalina?!  W tekście „W tym szaleństwie jest metoda” Bohdan Piętka pisze, że w 1939 roku był w Polsce człowiek, który całkiem poważnie rozważał możliwość sojuszu z ZSRR przeciw Niemcom. „Tym człowiekiem nie była bynajmniej Wanda Wasilewska, ale podpułkownik dyplomowany Stefan Mossor. (…)W marcu 1939 roku ppłk S. Mossor złożył szefowi Sztabu Głównego „raport o położeniu strategicznym”, w którym uważał za konieczne „przygotowanie baz dla lotnictwa radzieckiego w rejonie Brześcia i przewidzenie przemarszu sił radzieckich przede wszystkim przez północną Polskę do uderzenia na Prusy Wschodnie”. Jedynym rezultatem tego raportu było usunięcie ppłk. S. Mossora z Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych” (http://konserwatyzm.pl/artykul/5145/pietka-w-tym-szalenstwie-jest-metoda). O tym, że taki sojusz był nie tylko możliwy, ale także leżał w naszym interesie pisze Konrad Rękas w tekście „Nierealizm magiczny” (http://konserwatyzm.pl/artykul/5158/nierealizm-magiczny). Przeciwnicy takiej opcji chętnie podkreślają, że Stalin zamierzał podbić całą Europę i dlatego nie należało wspierać go w realizowaniu jego wizji (tak jak by Hitler nie zamierzał podbić całej Europy…).  A czyż nie należało po pokonaniu Hitlera u boku Stalina wejść w sojusz z zachodnimi demokracjami i wspólnie pokonać Stalina? Czyż nie jest przypadkiem tak, że zarówno zachodnie demokracje, jak i Hitler najbardziej bały się takiego właśnie scenariusza? Dla Zachodu oznaczałoby to bowiem, że Związek Radziecki znalazłby się w Zachodniej Europie, i to właśnie tam toczone byłyby najcięższe walki. Przede wszystkim w tym wypadku Niemcy znalazłyby się w oku cyklonu, a nie Polska, jak to się faktycznie stało. Główny front wszelkich zmagań wojennych przechodziłby właśnie przez Niemcy, gdyż na terenie tego kraju miałaby miejsce konfrontacja sowiecko-hitlerowska, a następnie wyzwalanie Niemiec spod sowieckiej okupacji. Piekło, które zostało zgotowane nam, zostałoby zgotowane Niemcom. Komu zależało na tym, żeby Niemcom coś takiego właśnie zostało oszczędzone? Mimo że w gruncie rzeczy na to zasłużyli. Bo bez ich Realpolitik nie byłoby Związku Radzieckiego, a bez ich naiwności nie byłoby Hitlera (to, że Zachód został oszczędzony przed takim rozwojem wypadków, może wynikało z tego, że nie zdobyłby się na prawdziwe bohaterstwo i nie przystąpiłby do walki na śmierć i życie. A to rzeczywiście mogłoby mieć tragiczne skutki. Może więc rację ma Jan Engelgard, który twierdzi, że musimy bronić Józefa Becka? http://sol.myslpolska.pl/2012/09/musimy-bronic-jozefa-becka/)

Koncepcja współpracy ze Związkiem Radzieckim może u wielu czytelników wywoływać opór ze względu na moralny aspekt takiej polityki. Przyjrzyjmy się bliżej tej kwestii. Sam Zychowicz nie widzi żadnego problemu w zawieraniu sojuszy ze zbrodniczymi reżimami:

„Niestety wielu Polaków uważa, że wojny są jakimś zbiorowym patriotycznym całopaleniem, w ramach którego co kilka pokoleń należy się dać wymordować. Że bez męczeństwa i masowych rzezi Polacy przestaną istnieć jako naród. Że wojny są jakimiś narodowymi rewolucjami. Dla mnie jako osoby o konserwatywnym światopoglądzie, takie podejście jest nie do przyjęcia. Wojnę — według mnie — prowadzi się po to aby ją wygrać. Prowadzi się ją po to aby zdobywać terytoria, a nie je tracić. Aby chronić swoich obywateli przed cierpieniami, a nie aby ich na cierpienia narażać. Innymi słowy: wojnę toczy się nie dla honoru, jak to mówił Józef Beck, ale po to aby realizować własny interes narodowy.” Oraz: „W takich sytuacjach duchową tradycję należy odłożyć na półkę. Trzeba prowadzić Realpolitik”.

Zychowicz odwołuje się tutaj do formuły „realizmu politycznego”,  która ostatnio cieszy się sporą popularnością wśród wielu polskich konserwatystów. Czy jest to jedyna formuła realizmu politycznego? Czy Polska rzeczywiście musiała i musi wybierać między moralnością pozbawioną skuteczności a amoralną skutecznością?

Idea pruskiej Realpolitik wywodzi się z luterańsko-machiavellistycznej koncepcji polityki, która każe politykom „duchową tradycję odłożyć na półkę”. Koncepcja ta jest jak najbardziej do przyjęcia dla pruskiego konserwatysty, ale nie katolika. Niestety, w Polsce pokutuje inna tradycja, która także jest na bakier z katolicką koncepcją rozumu praktycznego. Chodzi o przekonanie, że każde działania musi być „moralnie czyste”, co oznacza, że należy odrzucić wszelką formę współpracy z „nieczystymi” moralnie politykami. Koncepcja ta jest na bakier z katolicyzmem, gdyż – w przeciwieństwie do katolicyzmu – jej podstawą jest przekonanie o dobrej naturze człowieka. Np. jakobini wierzyli w możliwość ustanowienia moralnie czystej polityki poprzez zmianę systemu politycznego i fizyczną likwidację ludzi „popsutych” przez stary system. Podobne założenia przyjmował Marks. Natomiast z zgodnie z wiarą katolicką człowiek jest obarczony grzechem pierworodnym i nie jest istotą „czystą”. Etyka katolicka nakłada na swoich wiernych obowiązek doskonalenia się moralnego. Katolik jednak żyje w świecie, który nie jest „moralnie czysty” i musi współpracować z różnymi ludźmi.

Żeby lepiej wyjaśnić ten problem, wystarczy przywołać postać prymasa Wyszyńskiego. Wyszyński „układał się” z komunistycznym reżimem, przez co ochronił polski Kościół przed zagładą. Jednakże nigdy nie podejmował działań moralnie złych, czyli takich, które są sprzeczne z Dekalogiem.  Warto wspomnieć, żę prymas Wyszyński nigdy nie reprezentował ideologii radykalnego antykomunizmu; on zabiegał o uratowanie tego, co w tamtej sytuacji można było uratować.

Konserwatyzm ma więc wiele twarzy, Realpolitik natomiast tylko jedną. Formuła konserwatyzmu, której zwolennikiem jest Zychowicz, prowadzi do dechrystianizacji polityki. Myślę, że fascynacja pruską Realpolitik, która daje się zaobserwować w „obozie germanofilskim”, wynika z pewnego oszołomienia skutecznością niemieckiej polityki. Polscy germanofile też by chcieli prowadzić taką politykę. Jeśli nie samodzielnie, to przynajmniej u boku Niemców…

Wracając do kwestii ewentualnego sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Nie uważam, że taki sojusz sam przez się musiał być moralnie zły. Jeśli w jego ramach  Polska zachowałaby swoją ideologiczną niezależność  i nie musiała uprawiać apologetyki reżimu Stalina, nie uważam, aby taki układ był moralnie zły. Tak jak nie uważam, aby polityka, którą prowadził prymas Wyszyński, była moralnie zła.

Na zakończenie należy stwierdzić, że interpretacja historii forsowana przez Zychowicza, Piskozuba i Kłopotowskiego służy konkretnemu politycznemu celowi. Najdobitniej wyraził to Kłopotowski, który tak odpowiada na postawione przez siebie pytanie, co robić z Niemcami?:

„Minister Radosław Sikorski uchylił się na półpublicznym spotkaniu od odpowiedzi, jak postąpiłby na miejscu Becka w 1939 roku: czy wierzyłby w gwarancje brytyjskie, czy może przyjął żądania niemieckie i poprowadził Polskę z Hitlerem na Moskwę? Dziś polityk nie może publicznie przyznać, że lepiej popełnić zbrodnię na cudzym narodzie, niż na własnym. Ale musi grać między Niemcami a Rosją. W przemówieniu berlińskim Sikorski wezwał więc Niemcy do przywództwa w Europie. Nauczony skutkami „niepotrzebnej wojny”, przerażony Smoleńskiem, chyba doszedł z premierem Donaldem Tuskiem do wniosku, że od „honoru” ważniejsza jest ochrona materialnej substancji narodu. Patriotyczna prawica nie zostawiła na nich za to suchej nitki, choć słychać tu było całkiem patriotyczny podtekst „ratujcie nas przed Moskwą!” Niemcy są dominującym narodem kontynentu i trzeba się z tym pogodzić”.

Nic dodać nic ująć, program jest jasny, a przyszłość zdeterminowana. Tak jak chcieli tego nazistowscy darwiniści społeczni, Niemcy są „skazane na zwycięstwo”. Z Rosją przeciwko Niemcom i budowanej przez nich Unii Europejskiej? A fuj.. W celu utwierdzania  Polaków  w przekonaniu o słuszności proniemieckiego kursu celowo podtrzymywana jest legenda „mistrza Piłsudskiego” (z przemilczeniem jego agenturalnej przeszłości i sprawy Denikina oczywiście), dezawuowanie Dmowskiego i endecji,  straszenie Rosją, podtrzymywanie ideologii antykomunizmu i mitu „Solidarności”.

A konflikt między Niemcami i Rosją na tle ideologicznym staje się coraz bardziej realny. Niemcy wpadły w pułapkę swojej własnej polityki, uprawianej pod sztandarami niesienia ludzkości demokracji i praw człowieka. Po odstawieniu show z Julią Tymoszenką w roli głównej, niemieckim politykom nie wypada dłużej milczeć  w kwestii „standardów demokratycznych” w Rosji. Zapoczątkowana przez Franka-Waltere Steinmeiera polityka „Zbliżenia się poprzez powiązanie” („Annäherung durch Verflechtung”) okazała się być jednym wielkim niewypałem. Putin chętnie „zbliża” się z Niemcami w kwestii współpracy gospodarczej i wojskowej, ale na tym jego fascynacja Niemcami się kończy.

Wspólne orędzie polskiego Kościoła katolickiego i Cerkwi jest więc krokiem w dobrym kierunku. Polska powinna wydostać się z niemieckiej strefy wpływów, gdyż to Niemcy i budowana przez nie Unia Europejska stały się głównym nośnikiem rewolucji społeczno-obyczajowej. Patrząc na ostatnie dwadzieścia lat miłościwie panującej nam demokracji, można stwierdzić, że uczyniła ona większe spustoszenie niż hitleryzm i komunizm razem wzięte. Owszem, mamy markety z pełnymi półkami, nowoczesne domki jednorodzinne i odremontowane fasady (za unijne pieniądze). Tyle, że zadłużenie kraju i jego mieszkańców rośnie w zastraszającym tempie, co oznacza postępującą utratę suwerenności. Państwo polskie staje się zwykłą atrapą, a społeczeństwo zmienia się w amorficzną masę, w której „wybić” może się tylko to, co niskie, podłe i prymitywne.  I dokładnie przed tym ostrzegali Polaków zwolennicy endenckiej tradycji, którzy nie ulegli ideologii antykomunizmu, przez co przez „polskich patriotów” i antykomunistów odżegnywani są od wszelkiej czci.

Sojusz z Rosją wydaje się więc lepszym rozwiązaniem niż z Niemcami, czy też USA. Należy oczywiście zachować pełną świadomość CYWILIZACYJNEJ ODMIENNOŚCI POLSKI I ROSJI. W Rosji panuje system, który jest swoistą mieszanką cywilizacji bizantyńskiej i turańskiej w nowym, mafijnym wydaniu. Także między Kościołem katolickim a prawosławiem istnieje wiele różnic, o których nie można zapomnieć. Należy jednak powiedzieć, że Niemcy i kontrolowana przez nie UE już prawie zupełnie odcięły się od chrześcijańskich korzeni, czego polska prawica zupełnie nie dostrzega! (wizja uczestniczenia w niemieckim dobrobycie dla wielu polskich katolików jest bardziej interesująca niż panująca w tym kraju ideologia). A symbolem ideologicznych podstaw polsko-niemieckiej współpracy może być otwarcie tegorocznego Przystanku Woodstock przez prezydentów Polski i Niemiec…

Jednym słowem, obóz proniemiecki robi wszystko, by w najbliższym starciu Polska stanęła po stronie Niemiec (ewentualnie także USA) i wyznawanej przez nie ideologii demokracji i praw człowieka. Katastrofa smoleńska odgrywa tutaj ważną rolę. Pomszczenie ofiar Smoleńska będzie dla wielu „patriotów” usprawiedliwieniem tego, że staną w jednym rzędzie z niemieckimi organizacjami lewackimi i ruszą na krucjatę przeciwko Rosji. Jak niegdyś Piłsudski z Leninem. To dlatego zarówno niemieckie, jak i amerykańskie fundacje krzewiły i nadal krzewią w Polsce ideologię antykomunizmu: dla wielu Polaków antykomunizm stał się synonimem prawicowości. A antykomunizm to właśnie demokracja i prawa człowieka… Niestety, książka Zychowicza przyczyni się do utrwalenia tej właśnie propagandy.

P.S. Życzę sobie, aby nastały czasy, kiedy Polacy i Niemcy będą wspólnie budować Nową Europę. Warunkiem tego jednak jest odwrócenie się Niemców od ich chorobliwej antyłacińskości. Polska może być wielka tylko w cywilizacji łacińskiej. A ta jest przez Niemców sukcesywnie niszczona.

Magdalena Ziętek


3 Responses to Niemiecka pułapka

  1. Marko napisał(a):

    Najbardziej chory i bzdurny material ostatnich 30 lat! Najprymitywniejsza propaganda od czasow Goebelsa. Wstyd, ze cos takiego ukazuje sie na tej witrynie! Co slowo to klamstwo i szczucie.

  2. Bolek napisał(a):

    Dlaczego niektórzy sądzą, że hitlerowscy rasiści nagle by zapałali miłością do Polaków, których uważali za podludzi?

  3. Bobola napisał(a):

    Polityke wasalnej zaleznosci od Niemiec wlasnie realizujemy. Nie prowadzi to do pomyslnosci gospodarczej gdyz nie po to sie ma kolonie, zeby do nich dokladac. Nie jest to takze droga do wzmocnienia panstwa. Zlikwidowano juz polska kulture i szkolnictwo na rzecz indoktrynacji prounijnej, w likwidacji sa Polskie Sily Zbrojne a wiekszosc przedsiebiorstw i bankow jest w rekach obcych. Polska jest rzadzona przez niemiecka agenture, ktora zwiazala swoje kariery z uczestnictwem w UE i sluzy obcemu panu podobnie jak to bylo z nomenklatura PRLu. Rozwiazanie polityczne proponowane w ksiazce pana Z. jest fikcja. II RP byla panstwem polskim rzadzonym przez Polakow i w interesie Polakow. Nie po to odzyskali oni niepodleglosc aby znowu stac sie wasalem jednego ze swoich najwiekszych wrogow (http://bobolowisko.blogspot.com/2012/09/filatelistyka-czasow-wyjatkowych.html ).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *