Wypaczony odruch normalności?

W normalnych warunkach byłyby to dowód na to, że poczucie własności jest u człowieka czymś naturalnym. Tu jednak to bardziej tęsknota za utraconą własnością wszelaką Czytaj więcej »

 

Nieskuteczna walka z narkotykami

Papież Franciszek po rak kolejny wypowiedział się przeciwko "legalizacji" miękkich narkotyków. "Ze złem nie można iść na kompromis" – stwierdził stanowczo podczas spotkania z międzynarodowymi ekspertami w tej dziedzinie.


Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że również miękkie narkotyki są złem. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że do obowiązków wspólnoty należy ochrona bezpieczeństwa i zdrowia rodziny, zwłaszcza wobec takich zagrożeń jak narkomania. Nie znajdziemy w katechizmie zbyt wiele na ten temat, ale często w praktyce ochrona ta sprowadza się do interwencji państwa. Ale czy jest to jedyny skuteczny sposób na walkę z narkomanią?

Najnowszy raport Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej pokazał jasno, że trwająca od dekady "globalna wojna z narkotykami nie powiodła się, co pociągnęło dewastujące konsekwencje dla społeczeństw i jednostek na całym świecie". Raport wykazał, że "represyjne strategie nie rozwiążą problemu narkotyków oraz że wojna z narkotykami nie została i nie może być wygrana".

Przedstawiciele komisji dochodzą do konkluzji, że rządy powinny rozważyć legalizację marihuany, a więc zajmują stanowisko przeciwne do papieża. Ale czy trzeba było czekać na raport, by dojść do takiego wniosku?

Za legalizacją narkotyków opowiadają się libertarianie, którzy uważają, że władze państwowe nie muszą interweniować, by stłumić to zło zakazem handlu. Nie oznacza to równocześnie, że nie uważają narkotyków za śmiertelne zagrożenie. Warto sięgnąć do austriackiego ekonomisty, Ludwiga von Misesa (+1973), który o narkotykach mówił w kontekście problemu bezpośredniej interwencji rządu w konsumpcję. Podjął ten temat, gdyż jako ekonomista badał wpływ produkcji na zachowanie konsumentów, a nie motywów, którymi konsumenci kierują się przy wyborze konkretnego towaru na rynku.

Mises obawiał się, że państwo, które interweniuje w prywatność obywateli, doprowadzi w rzeczywistości do obalenia wolności jednostek i zacznie kontrolować ich życie w najdrobniejszych szczegółach. Austriacki ekonomista pytał retorycznie, czy opiekę rządu należałoby w takim wypadku ograniczyć wyłącznie do ochrony ciała, czy objąć nią na przykład umysły i dusze przez zakazanie czytania nieodpowiednich książek. Spustoszenie wywołane przez taką ideologię może być na dłuższą metę bardziej zgubne niż szkody wyrządzane zażywaniem narkotyków. Mises zmusza nas do zastanowienia się nie tylko nad tym, czy taka ingerencja jest dobra czy zła, ale także nad tym, czy doprowadzi ona do celów, które państwo próbuje za jej pomocą osiągnąć.

Raport komisji wykazał, że dotychczasowa polityka walki z handlem narkotykami nie doprowadziła do celów, które były wcześniej założone. Pomiędzy rokiem 1998 a 2008 spożycie opiatów na całym świecie wzrosło o 34,5 proc., kokainy o 27 proc., a marihuany o 8,5 proc.

Argumentacja Misesa pozostaje w zgodzie z myślą św. Tomasza z Akwinu, który uważał, że etyczny pułap możliwy do wyegzekwowania przez państwo jest niższy od tego, który oferuje Kościół poprzez swoje nauczanie. Zadaniem państwa nie jest prowadzenie ludzi do świętości, a jedynie do cnoty poprzez zabezpieczanie sprawiedliwego funkcjonowania życia społecznego.

Co należałoby więc zrobić? Czy istnieje inne rozwiązanie? Papież Franciszek w tym samym wystąpieniu wskazał na inne sposoby, które mogą powstrzymać młodych ludzi przed uzależnieniem się od narkotyków. Papież podkreślił potrzebę tworzenie nowych miejsc pracy, możliwości dla  uprawiania sportu i prowadzenia zdrowego życia. Jeżeli papież ma na myśli państwowy interwencjonizm, to nie jest to znowu najlepszy pomysł. Z najnowszych badań Centrum Europejskich Stosunków Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że prorozwojowy efekt funduszy Unii Europejskiej w biedniejszych regionach to tylko mit, gdyż nie tworzą one miejsc pracy ani nie napędzają na stałe regionalnej gospodarki.

W jaki więc sposób walczyć z narkomanią wśród młodzieży? Nie musimy odwoływać się do badań instytucji, które wcześniej miały odmienne zdanie. Kościół od samego początku nauczał, że życie osoby ludzkiej powstaje i rozwija się w rodzinie, a własności prywatna pomaga utrwalić i chronić rodzinę.

Jacob H. Huebert twierdzi, że w XIX w. w Stanach Zjednoczonych aż 0,5% całej ludności stanowiły osoby uzależnione od narkotyków, ale narkomania nie była wtedy kojarzona z przemocą, śmiercią oraz przestępczością tak jak obecnie. Przed I wojną światową w Stanach Zjednoczonych heroinę mogło kupić w aptece nawet niepełnoletnie dziecko. Heroina była stosowana jako składnik syropów na bóle gardła lub kaszel i nikomu to wtedy nie przeszkadzało.

Problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy narkotyki po raz pierwszy zostały zakazane w Stanach Zjednoczonych wraz z uchwaloną w 1914 roku ustawą Harrisona. Dlaczego do tego doszło w tym momencie? Wszystko wskazuje, że nie był to przypadek.

Współczesne państwa nie tylko zbytnio ingerują w sferę rodzinną swoich obywateli, ale to również państwa są odpowiedzialne za narkomanię. Toczone w XIX i XX wieku wojny miały totalitarny charakter, a skala ofiar w ludziach była ogromna. Ponieważ na wojennym froncie trudno było o dobrą opiekę lekarską, stosowano preparaty na bazie opium. W czasie Wojny Secesyjnej rząd federalny przekazał swoim żołnierzom 10 milionów pigułek opium, 8,5 tony preparatów na bazie opium oraz prawie 850 kilogramów morfiny. Doprowadziło to do uzależnienia od opium, które zyskało miano „żołnierskiej choroby” (Jacob Huebert, "Libertarianism today"). Pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia opracowano amfetaminę, nazywaną „narkotykiem walki”, która trafiła do prawie każdej armii świata. Na ogromna skalę była podawana żołnierzom po obu stronach frontu podczas II wojny światowej.

Dlaczego w XIX wieku nie było problemu narkomani? Czym ten wiek różnił się od naszych czasów? Czy ludzie byli inni? Dziewiętnastowieczne państwo  nie interweniowało w życie prywatne obywateli. Nie było państwowej służby zdrowia, edukacji i zasiłków dla bezrobotnych. Ludzie sami sobie radzili, byli przedsiębiorczy i nie liczyli na pomoc państwa. Czy już wtedy wiedzieli, że jest ona nieskuteczna?

Wszystko wskazuje na to, że jedynym skutecznym rozwiązaniem problem narkomanii byłaby liberalizacja dostępu do narkotyków. W tym samy czasie musiałoby jednak nastąpić urynkowienie innych dziedzin gospodarki, a zwłaszcza służby zdrowia, by każdy przed sięgnięciem po narkotyk miał świadomość tego, że nie będzie mógł liczyć na darmową opiekę medyczną. Trudno powiedzieć, czy mniej ludzi byłoby wtedy uzależnionych od narkotyków niż dzisiaj. Z całą pewnością na liberalizacji handlu straciłyby kartele narkotykowe i urzędnicy zajmujący się walką z kartelami, a skorzystali przeciętni obywatele, którzy nie musieliby już więcej finansować z własnej kieszeni nieskutecznej wojny z narkotykami prowadzonej przez rządy.

O. Jacek Gniadek

Foto.: matavuvale.com

Ks. Jacek Gniadek SVD - misjonarz ze Zgromadzenia Słowa Bożego, doktor teologii moralnej, obecnie ewangelizuje w Zambii. Publikuje na stronie www.jacekgniadek.com. Przedruk za pafere.org


16 Responses to Nieskuteczna walka z narkotykami

  1. czes napisał(a):

    Nie rozumiem , skąd zaufanie do wyników „badań” Światowej Komisji itd . Kto finansuje tych urzędników ? Wzrost spożycia narkotyków , jeśli „dane” przytoczone w artykule bierzemy za dobrą monetę, jest spowodowany gigantyczną propagandą na rzecz ich spożywania . W mediach uzależnienie od narkotyków jest przedstawiane jako coś pomiędzy paleniem papierosów , a natrętnym zwyczajem podkręcania wąsa, coś nieszkodliwego , a na pewno łatwego do pozbycia się . Dykusję o legalizacji narkotyków uważam za głęboko niemoralną . Dzisiejsze społeczeństwo jest w zdecydowanej większości pozbawione zdrowego rozsądku. Legalizacja narkotyków nie przyniesie zwiększenia wolności . W sposób niespotykany do tej pory poszerzy sferę marginesu społecznego . Ten margines stanie się być może większością .Nie będę się odnosił do faktu łatwego manipulowania narkotyzującym się powszechnie społeczeństwem . Jestem pewien , że w tak skonstruowanym społeczeństwie prawo de facto przestanie obowiązywać . To będzie łatwym pretesktem do wprowadzenia kontroli jednostki na skalę grubo przekraczająca nasze dzisiejsze zniewolenie.

  2. czes napisał(a):

    Czy nie zdumiewa nas narracja , którą przedstawia nam Hollywood . Na filmach niepiśmienni indianie z Kolumbii przenikają do wszystkich instytucji państwa amerykańskiego i dowolnie manipulują nimi . Science fiction . Te pokoje wypełnione po sufity banknotami , sugestywne prawda ? Stany Zjednoczone są oligarchią rządzona przez banki . To one i tylko one decydują o tym , co się dzieje na amerykańskiej ziemi . To znaczy , że muszą również czerpać zyski z handlu narkotykami . Zresztą , to nie jest dziwne , skoro narkobizmes jest działalnościa najbardzierj dochodową . Jeśli nie one , to ktoś inny tym się zajmie i po pewnym czasie zajmie ich miejsce . Chyba nie mają wyjścia ?

  3. edmund75 napisał(a):

    Jak byłem w Kolumbii, gdzie kokaina dosłownie ,,leży na ulicy” (a jest to jeden z najbardziej uzależniających narkotyków jesli chodzi o narkotyki rozrywkowe) to nie widziałem, żeby miejscowi byli od nich uzależnieni tak jak to ma miejsce na Zachodzie. Delegalizacja narkotyków jest podtrzymywana przez mafie, które czerpią z tego profity. Mafie holenderskie posunęły się do tego, że zaczeły lobbować za delegalizacją iboginy, gdy stwierdziły, że ta roślina zaczęła się cieszyć popularnością w klinikach leczących uzależnionych od kokainy. Delegalizacja nie dość, że nie przynosi żadnych oczekiwanych pozytywnych skutków to sprawia, że ludzie zaczynają pakować w swój organizm znacznie szkodliwsze substytuty powszechnie nazywane dopalaczami. O. Gniadek pisze więc rzeczy oczywiste, że problem z narkomanią powstał dokładnie wtedy kiedy zaczęto walczyć z narkotykami.

  4. czes napisał(a):

    Według wiedzy medycznej najsilniej uzalezniającym narkotykiem jest heroina . W Afganistanie nie byłem , ale z tego , co donoszą media pomimo faktycznego obowiązywania tam prawa muzułmańskiego narkomania jest ogromnym problemem społecznym . Spoleczeństwo boliwijskie i afgańskie jeszcze kieruje się w przeważajacej większości czymś , co nazywam zdrowym rozsądkiem . Publiczna edukacja w tych państwach istnieje w wymiarze symbolicznym . W każdym razie nie ma tak niszczącej siły jak np w Polsce. 90 % społeczeństwa Boliwi i Afganistanu żyje w obiegu gospodarczym w minimalnym stopniu kształtowanym przez państwo , a to oznacza , że ludzie tam żyjący muszą twardo stąpać po ziemi , żeby przeżyć . Tym tłumaczyłbym stosunkowo nieduży odsetek narkotyzujacych się pomimo powszechnej dostepności narkotyków . W dzisiejszej Polsce większość młodych ludzi po wyedukowaniu przez MEN i obróbce medialnej jest funkcjonalnymi idiotami .W najprostszych sytuacjach nie pojmują istnienia łańcucha przyczynow-skutkowego .Oni będą łatwym łupem dla propagandy , która bedzie im wyjaśniać , że znany aktor , piosenkarz , albo sportowiec , narkotyzuje się i osiąga sukcesy, albo nawet, że dzięki narkotykom jest zwycięcą .To , co napisałem o młodych ludziach niestety zaczyna dotyczyc coraz większej liczby dorosłych. Na koniec najważniejsze . Jednej rzeczy nie rozumiem . Dlaczego wolność ma się zacząć od dostepu do narkotyków ? Najpierw niech biurokracja przestanie nas okradać. Zdobądżmy wreszcie własność . Uporządkujmy sądy . Zaprowadżmy rozsądne rządy. Wtedy , jesli jeszcze ktoś będzie miał ochotę , zacznijmy dyskusję o narkotykach . Przecież to jest ostatnia sprawa , która może zajmować się normalny człowiek.

  5. edmund75 napisał(a):

    Przecież na przykładzie Afganistanu – to sam sobie strzelasz do własnej bramki. W Afganistanie rządowa walka z narkotykami jest jeszcze większa niż u nas w Europie. Gdyby heroina i inne opiaty były w pełni legalne to kosztowałyby grosze i mafie nie czerpałyby z tego profitów. Obecnie mafie często dają pierwsze dawki hery za darmo, aby uzależnić dzieciaka i później właśnie na nim zarabiają odpowiednie duże profity.
    Here zawsze będzie spożywał margines społeczeństwa i kultura sama wykształci odpowiednie hamulce, tak jak dzisiaj margines ludzi wącha klej, który jest powszechnie dostepny. Znacznie większe spustoszenie w społeczeństwie czynią narkotyki rozrywkowe takie jak alkohol, marihuana, czy kokaina. Najśmieszniejsze jest to, że najbardziej destruktywnym narkotykiem z tych trzech jest właśnie alkohol!

    Poza tym masz typową mentalność totalisty czyli osoby, która apodyktycznie traktuje rzeczywistość i chce wszystko ustawiać względem swoich subiektywnych porządków. Idąc twoim tokiem rozumowania – powinniśmy zakazać ludziom jezdzić na nartach po górach alpejskich, bo osoba która nie wykaże się tam rozsądkiem – może bardzo łatwo się tam zabić na pierwszym lepszym, bardziej stromym stoku. Idąc dalej: powinniśmy kratować okna, zabraniać jeżdzić samochodom powyżej 30km/h, zakazać pływania w niestrzeżonych zbiornikach wodnych itd. itd. Ta obsesja na punkcie bezpieczeństwa i życia pokazuje tylko, że cywlizacja nasza przestała wierzyć w życie pozagrobowe i doczesność życia stała się otoczona jakimś obsesyjnym kultem. Tworzymy w ten sposób wiezienie a nie społeczeństwo szczęścia i bezpieczeństwa. Skończmy wreszcie z tymi utopiami! Raju na ziemi nigdy nie stworzymy a usilne próby stworzenia świata idealnego i bezbłędnego – przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych.

  6. paweł napisał(a):

    Ależ o. Gniadek pod koniec tekstu pisze wyraźnie, że legalizacja narkotyków musi iść w parze z głębokimi reformami rynkowymi. Nie muszę chyba tłumaczyć o co chodzi komuś, kto wszystkich na około wyzywa od idiotów?

  7. edmund75 napisał(a):

    Moim zdaniem nie jest to konieczne, gdyż legalizacja takiej heroiny może w przeciągu kilku lat sprawić, że odsetek uzależnionych od niej zmaleje, tak jak w Polsce zbiegiem lat zniknęli kompociarze, choć zdobycie odpowiednich roślin z pól makowych to żaden problem (po prostu kultura zidentyfikowała ich z najgorszym marginesem i przestało to być trendy). Wzrosną być może uzależnienia od rozrywkowych narkotyków czyli kokainy, amfetaminy i marihuany, ale znowuż procent uzależnionych będzie się równał do procentu uzależnionych od alkoholu czyli będzie to dotyczyć marginesu społeczeństwa a co bardziej pozytywne – to tańsza kokaina – prawdopodobnie wyparłaby znacznie bardziej destrukcyjną amfetaminę. Oczywiście likwidacja państwa opiekuńczego znacznie zmniejszyłaby procent uzależnionych ale nawet bez owej likwidacji – nie będzie jakiejś większej tragedii jeśli chodzi o odsetek uzależnionych.

  8. czes napisał(a):

    Z niczym sobie w nic nie strzelam . W Afganistanie narkotyki są powszechnie dostępne . „Rząd” kontroluje w najlepszym razie Kabul i okolice. Członkowie rządu najprawdpodobniej sami robią w narkobiznesie. Teraz użyję argumentu ostatecznego , który jest nie do podważenia . Od kiedy na Zachodzie spożycie narkotyków stało się problemem społecznym ? Od wprowadzenia zakazu ich swobodnej sprzedaży ? Nie . Plaga narkomanii zaczęła się szerzyć od połowy lat 60-tych . Jej pojawienie się było w ścisłej korelacji z podważeniem norm moralnych i z propagowaniem używania narkotyków na skalę nieznaną dotąd w historii . Muszę jeszcze odpłacić pięknym za nadobne . Drogi zwolenniku legalizacji narkotyków , zdumiewają mnie twoje emocje towarzyszące dyskusji przecież w marginalnej zupełnie sprawie . Narkotyki dla normalnego człowieka są sprawą dziesięciorzędna , na pewno osoby ostrzegającej przed konsekwencjami zalegalizowania narkotyków nie zacznie on wyzywać od totalistów

  9. Paweł napisał(a):

    Legalizacja narkotyków nie sprawi że zajmą się tym legalnie prywatne przedsiębiorstwa, mafia skutecznie ich do tego zniechęci. Wątpię w spadek cen, zresztą jak spadek cen miałby prowadzić do mniejszej konsumpcji. Jestem przeciwny legalizacji twardych narkotyków. Powszechny dostęp zwiększy a nie zmniejszy problem.

  10. belzebub napisał(a):

    jestem za legalizacją wszystkiego…kto chce niech sobie bierze…ktoś lubi walić w żyłe, niech wali…powali miesiąc jak go stać i amen! Lubisz kokę? Stać Cię na nią- ładuj a nawet ją jedz! Selekcja naturalna. Słabe ogniwa potrzebujące działki z czasem wyginą niczym dinozaury. Dajmy ludziom tego, czego chcą!

  11. iwona napisał(a):

    najprostsze i stare powiedzenie mówi: wolność Tomku w swoim domku. Nikomu, ani Kościołowi, ani Państwu nic do tego, czy się zaćpam na śmierć czy nie.

  12. czes napisał(a):

    Narkomani nie w są w stanie normalnie funkcjonować . Są w przeważającej większości przestępcami . Życie w sąsiedztwie osób uzależninych od narkotyków jest piekłem .Nie jest to nieszkodliwe hobby , do którego nic innym .

  13. edmund75 napisał(a):

    Co ty chłopcze wiesz o narkomanii? Po pierwsze zdecyduj się w końcu gdzie szukasz determinant zwiazanych z narkomanią: czy w rozluźnieniu moralnym czy w prawie? Fakty są takie, że problemu narkomani nie było gdy państwa się nie zajmowały narkotykami! Jest to fakt nie podważalny i twoje usilne próby w zakłamywaniu rzeczywitości tego faktu nie zmienią.
    Po drugie jakbyś troche znał życie i zwiedził troche świata to wiedziałbyś, że tam gdzie dostęp do narkotyków jest łatwiejszy – tam odsetek narkomanów wcale nie wzrasta jesli chodzi o rdzenną ludność (kultura oswaja bo pracuje na instynkcie samozachowawczym)… Poza tym jeśli opowiadasz się za delegalizacją narkotyków to czemu nie wykazujesz konsekwencji i nie chcesz delaglizacji alkoholu (znacznie bardziej destrukcyjny społecznie niż np. marihuana czy kokaina) oraz nie wprowadzasz specjalnych regulacji racjonalizujących zażywanie takich narkotyków jak kawa, czekolada itp. – które używane przez nieracjonalną osobę mogą doprowadzić do śmierci (nadciśnienie, cukrzyca itd.)…

    Poza tym, jak ci wcześniej pisałem – Afganistan jest co najwyżej argumentem za legalizacją narkotyków, gdyż oddanie tego w ręce mafii problem tylko podglebia. Wynika to z prostego faktu, że narkotyki takie jak heroina będące pod ścisłą ochroną są dystrybuowane z reguły przez jednego dilera, któremu zależy, aby uzależnić dzieciaka bo istnieje duże prawdopodobieństwo że dzieciak będzie kupował już tylko od niego…Poza tym uzaleznienie od heroiny w Afganistanie to margines spoleczenstwa a więc znowu uzywasz argumentow z sufitu bądź swoją wiedze czerpiesz z telewizorni…Jak byłem w Indiach to konopie rosly tam na sciezkach turystycznych a palacza marihuany nie widziałem ani jednego! W krajach latynoskich podobnie rzecz sie miała z kokainą, gdzie to turyści w zdecydowanej wiekszosci po nią siegają a miejscowi co najwyżej żują sobie liście koki raz na jakiś czas, a których skutki uboczne są takie jak w przypadku tradycyjnej kawy.

  14. czes napisał(a):

    Drogi Edku, jak każdy rasowy narkoman musisz dojść do alkoholu . Szkoda , że nie użyłeś ulubionego argumentu w twoim środowisku , że alkoholicy są ponurzy,a narkomani weseli. Ja nic o alkoholu nie napisałem . Życzę możliwie szybkiego zaćpania się .

  15. edmund75 napisał(a):

    Rasowy narkoman? Obawiam się, że to może być twoja projekcja natury alkoholowej Haha… Tak się składa, że mnie brzydzą środki psychoaktywne jakiekolwiek by nie były – w młodości próbowałem raz LSD a w Peru żułem kilka razy liście koki i na tym moje doswiadczenia sie skonczyly w latach młodości. Od alkoholu również trzymałem sie z daleka a tym bardziej obrzydzało mnie zawsze pijaństwo (nie mniej niż cpunstwo), natomiast pracując w specyficznym środowisku mam wielu przyjacioł uzależnionych od róznych narkotyków i najbardziej destrukcyjny z narkotyków miękkich jest właśnie alkohol. Te osoby które są uzaleznone od marihuany, co prawda stają z czasem z lekka odrealni ale są cały czas funkcjonalni społecznie w przeciweństwie do rasowych alkoholików. Skutki uboczne uzaleznienia od alkoholu są bardzo podobne do amfetaminy a nawet do heroiny (miałem świetej pamieci kolege, który był kompociarzem i którego stan był bardzo podobny do rasowego alkoholika). Ludzie uzaleznieni od alkoholu czesto tracą kontrolę nad sobą, stając się nad wyraz agresywni a rozbicie własnej rodziny to bardzo prawdopodbna konsekwencja. Dlatego bardzo wybiórczo traktujesz problem szkodliwosci społecznej!
    Krótko mówiać nie masz pojecia o problemie narkomanii i posługujesz się naroslymi stereotypami. Delegalizacja narkotyków doprowadza tylko do sytuacji, że dzieciaki szukają substytutow znacznie bardziej szkodliwszych niż tradycyjne narkotyki a rządy dają asumpt aby mafie mogły jeszcze bardziej powiększyć swój zasieg finansowania… A twoje troskliwe życzenia wyglądają doprawdy karykaturalnie w kontekście twojego rzekomego współczucia wzgledem ludzi, którzy utracili zdolnośc do kontrolowanego zażywania substancji uzależniających…Poza tym ja się nie opowiadam za legalizacją tak jak proponowali to palikociarze, ale za całkowitym odstąpieniem państwa od handlu wszelakimi substancjami. Tylko ten drugi scenariusz jest w stanie odsunąć mafie od zajmowania się rozsiewaniem narkomanii wśród młodzieży…

  16. meladermreviewer napisał(a):

    hello there and thank you for your information –
    I’ve certainly picked up anything new from right here.
    I did however expertise some technical issues using this
    website, as I experienced to reload the site many times previous to I could gget it to
    load correctly. I had been wondering if your web host is OK?
    Not that I am complaining, but slubgish loading instances times
    will often affect your placement in google and can damage your
    qyality score if ads and marketing with Adwords. Anyway
    I’m adding this RSS to my email and could look out forr much more of your respective fascinating content.
    Make sure you update this again soon.

    Feeel free to surf to my page :: meladermreviewer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *