Wypaczony odruch normalności?

W normalnych warunkach byłyby to dowód na to, że poczucie własności jest u człowieka czymś naturalnym. Tu jednak to bardziej tęsknota za utraconą własnością wszelaką Czytaj więcej »

 

Niewolnicy na plantacji

W ostatnich tygodniach posmakowaliśmy trochę kiełbasy wyborczej. Jeden socjalista ma dla nas biliony, drugi tylko siedem stów, ale za to regularnie miesiąc w miesiąc, a rządzący bolszewicy oferują optymizm i wyłącznie udane inwestycje państwowe.


Skąd ci faceci wezmą na to wszystko forsę? Od nas, bo od kogo? Każda złotówka, jaką wydaje rząd, została wypracowana przez ludzi, a następnie im odebrana – po to, aby rzucić obywatelom jałmużnę, tak jak się rzuca grosze dziadowi od kościołem. Sytuacja dziada pod kościołem jest o tyle lepsza, że on dzięki jałmużnie zyskuje, bo nie ma nic – my na naszą jałmużnę musimy ciężko zapracować.

Bowiem tym, co władza konsekwentnie od lat nam odbiera, jest wolność ekonomiczna. Wolność ekonomiczna, czyli możliwość zarabiania pieniędzy i wydawania ich wedle własnego upodobania. Kto pracuje na minimalnej krajowej i brakuje mu czterech-pięciu stów, aby stanąć na nogi, powinien wiedzieć, że on te czterysta-pięćset złotych zarabia. Tyle że z prawie dwóch tysięcy złotych, jakie wydaje na niego pracodawca, około siedemset pięćdziesiąt zabiera rząd. Razem dziewięć tysięcy rocznie! Ile z tego rząd odda potem w formie ulg? Kilkaset złotych? Naprawdę, dziad pod kościołem jest w lepszej sytuacji.

Wolność, zwłaszcza ekonomiczna, nie jest tylko hasłem – wystarczy uświadomić sobie, że przeciwieństwem wolności jest niewola. Jesteśmy albo ludźmi wolnymi, albo niewolnikami. Różnica jest taka, że współczesny system niewoli jest bardziej subtelny niż ten na plantacji bawełny w XIX wieku. Teraz zamiast ekonoma, który wali nahajką po łbie, jest aparat skarbowy i minister finansów, którzy walą nas po kieszeni. Niezmiennie od kilkunastu lat ta sama klika marnuje naszą ciężką pracę, wydając nasze pieniądze w takim tempie, że rok w rok musimy oddawać ich coraz więcej.

Dwadzieścia pięć lat temu wprowadzono w Polsce wolny rynek. Po dwóch-trzech latach zaczęto go ograniczać, a od czasu rządów bolszewików z AWSu i UW – w ogóle zakwestionowano. Praktycznie od PRLu odróżnia nas obecnie wolność słowa i własność prywatna jako podstawa prowadzenia działalności gospodarczej. Kiedy władza ludowa uniemożliwi wykorzystywanie własności prywatnej w celu prowadzenia biznesu, trzeba będzie albo dokonać rewolucji, albo wyjechać.

Wiem, że emigracja jest łatwiejsza, a rewolucja ryzykowna. Dlatego proponuję zacząć od działań miękkich – dajmy szansę demokracji 🙂 Na początek słuchajmy uważnie tych wszystkich sprawiedliwych, solidarnych i obywatelskich bolszewików oraz tych spod znaku zielonego jabłuszka, zastanawiając się, co kryje się za ich obietnicami rozdawnictwa. Z reguły kryje się odbieranie nam naszych pieniędzy.

Przez następne dwa lata czeka nas festiwal kiełbasy wyborczej. Ale to nie jest kiełbasa, tylko kiepska pasztetowa, a ten, kto nam ją rzuca, kupił te ochłapy za nasze pieniądze. W 2014r. proszę pamiętać, że to my karmimy tych darmozjadów. I już najwyższa pora odstawić ich od żłoba. Nie jesteśmy ich niewolnikami.

Paweł Budrewicz

Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *