Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

O pewnym upartym Amerykaninie

Zazwyczaj urzędnicza buta pozostaje bezkarna. Dzieje się tak dlatego, że konsekwencje spadają na bogu ducha winnych podatników. Tym razem stało się inaczej. Ale po kolei...

Marvin Heemeyer (ur. 28 X 1951 r.) w Granby w stanie Kolorado prowadził zakład instalujący i naprawiający tłumiki samochodowe. Dobry fachowiec, lubiany w swojej małej ojczyźnie. Szanowany zarówno przez przyjaciół, jak i wrogów.

W 2001 r. władze miasta zmieniły plany zagospodarowania przestrzennego w taki sposób, że planowana budowa cementowni odcinała jedyną drogę dojazdową do zakładu Heemeyera, skazując go na bankructwo, jednocześnie zaś zajmowana przezeń działka stałaby się bezwartościowa. Zabiegi Heemeyera o pozostawienie drogi dojazdowej jak również składane apelacje nie przyniosły spodziewanych efektów, podobnie jak podjęta przezeń próba wytyczenia i samodzielnego wybudowania nowej drogi dojazdowej. Jakby tego było mało Ratusz za pośrednictwem lokalnych mediów jawnie krytykował postawę Marvina.

Ostatecznie Heemeyer zdecydował się wybudować drogę na własny koszt. W tym celu zakupił buldożer Komatsu D335A i złożył odpowiedni wniosek. Bez skutku. Wkrótce odcięto mu kanalizację, zaś nowe podłączenie do systemu oznaczało przeprowadzenie rur przez teren należący do cementowni. Jednocześnie posypały się mandaty za różne wykroczenia, w tym za brak kanalizacji.

buldozer_heemeyer
Killdozer

Dalsze petycje do władz i mediów okazały się bezskuteczne. Heemeyer spasował, wydzierżawił grunt firmie wywożącej śmieci i w ciągu pół roku miał się wynieść z posesji. Zamiast jednak zająć się sprzątaniem, by w oznaczonym terminie zgasić światło, Marvin przeprowadził tuning swego buldożera. Zainstalował klimatyzację i różne urządzenia, pozwalające na wielogodzinne przebywanie w pojeździe. Oprócz tego kamery, broń (karabin Barrett M82, karabin Ruger AC556, pistolet Kel - Tec P11 i rewolwer typu magnum), wreszcie pancerze zewnętrzne osiągające miejscami 30 cm grubości stali i betonu.

4 czerwca 2004 r. Heemeyer wyjechał swoim Killdozerem „na miasto”. Przez ścianę swego dawnego warsztatu wjechał do fabryki cementu, którą zrównał z ziemią. Następnie odwiedził Ratusz, lokalną gazetę, dom burmistrza i inne budynki publiczne. Łącznie 13.

Biuro lokalnej gazety
Biuro lokalnej gazety

Ani policja, ani SWAT nie były w stanie zatrzymać Killdozera, mimo użycia broni długiej, granatów a nawet broni przeciwpancernej. Podjęta przez właściciela cementowni próba zatrzymania Heemeyera ładowarką, strzały w silnik oraz usiłowanie zerwania gąsienicy zakończyły się fiaskiem. Po kilku strzałach ostrzegawczych z Killdozera Code Docheff uciekł w popłochu a ładowarka została zepchnięta z drogi. Podobny los spotkał wysłane przez władze dwie zgarniarki. Jedna została zepchnięta na bok, druga natomiast zablokowała Heemeyerowi drogę wyjazdu, gdy wjechał do sklepu Gambles.

Awaria chłodnicy oraz zapadnięcie jednej z gąsienic w piwnicy sklepu zakończyły rajd Killdozera. Marvin Heemeyer popełnił samobójstwo. Konstrukcja włazu, gdzie sama dobrze wpasowana w pancerz pokrywa ważyła 910 kg, zalanego olejem (trudniej uchwycić) jak i pozostawione przez Heemeyera nagrania wskazują na samobójczy charakter jego działań.

Wbrew obawom policji Killdozer nie był zaminowany, o czym przekonano się dopiero po wycięciu palnikiem dziury w pancerzu. Wtedy też przekonano się, że Heemeyer wcale źle nie strzelał, a tylko nie chciał zabijać policjantów, co mógł przy zainstalowanych systemach bez trudu zrobić. Straty spowodowane przejazdem Heemeyera oszacowano na 7 milionów dolarów.

buldozer_heemeyer_2
Killdozer

Życzeniem rodziny miejsce pochówku Heemeyera pozostało nieznane opinii publicznej. Potępiony przez lokalne władze i media Marvin Heemeyer stał się dla wielu bohaterem i symbolem oporu wobec władzy. 19 IV 2005 r. urzędnicy ogłosili, że Killdozer zostanie rozebrany na części i rozwieziony po różnych złomowiskach, żeby utrudnić zwolennikom Heemeyera zbieranie pamiątek.

Urzędnicy (i nie tylko) nader chętnie zapominają, że ludzie nie są ich bezmyślnymi niewolnikami. Marvin Heemeyer przypomniał wszystkim stare porzekadło: nie czyń drugiemu, co tobie nie miło. Bo reelekcja może się okazać twoim najmniejszym zmartwieniem.

Opracował: Michał Nawrocki
Foto: http://www.tcnj.edu , http://www.cracked.com

W necie jest również kilka filmów z przejazdu Killdozera.


3 Responses to O pewnym upartym Amerykaninie

  1. kamil napisał(a):

    Widziałem cały dokument! Niesamowity gość! Gdybym był przedstawicielem władz, to wolałbym go mieć żywego, nawet jeśli groziłoby mu dożywocie. Nakazałbym mu pracę nad całą serią bojowych killdozerów ku chwale obronności państwa!

    Tak samo jest z obawami nt. ogólnego dostępu do broni – że jeśli byłaby wszędzie dostępna, to rozpoczęłyby się masakry w szkołach, jako zemsty tłamszonych uczniów. A nie lepiej byłoby być miłym? No nie.

  2. Gwiazda Piołun napisał(a):

    Chwała bohaterowi! Jego sława nigdy nie zginie, a bojownicy o wolność od biurokracji będą maszerowali dumnie pod sztandarem jego imienia.

  3. hub_lan napisał(a):

    chwała mu a urzędniczym bandytom śmierć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *