Braun: To zła historia jest matką złej polityki

To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii Czytaj więcej »

 

O siedmiu błędach ekonomicznych

Skoro ekonomia jest nauką to dlaczego na sześciu ekonomistów każdy ma inną wizję polityki? Przecież nauka kojarzy się z czymś precyzyjnym, ścisłym, jak np. matematyka, chemia czy fizyka.


Tę opinię pewnego komentatora przytacza Lawrence W. Reed w artykule „Siedem błędów ekonomicznych”, którego tłumaczenie znajdujemy na stronie Instytutu Misesa. Autor stwierdza, że ekonomia jest nauką, że istnieją odwieczne prawdy w obszarze ludzkiego współdziałania na rynku i podejmuje się wyjaśnienia, dlaczego opinie ekonomistów w sprawach, wydawałoby się prostych i oczywistych, bywają często odmienne.

Dlaczego jest tak, że jeden ekonomista opowiada się za obniżeniem podatków, drugi natomiast za ich podwyższeniem? Z czego wynika fakt, że jeden chciałby wprowadzenia taryf celnych, inny natomiast całkowitego ich zniesienia? Dlaczego jeden proponuje interwencjonizm państwowy, podczas gdy inny uważa, że rząd całkowicie powinien wycofać się z gospodarki? Reed stwierdza, że ekonomia, choć jest nauką to znacznie jednak różni się od matematyki, chemii czy fizyki. Ekonomia operuje na polu ludzkiego działania, ludzie natomiast to nie zaprogramowane maszyny, lecz istoty bardzo się od siebie różniące, zarówno zdolnościami jak i np. charakterami. Nieodłączna zmienność człowieka rodzić może, według Reeda, rozdźwięk wśród tych, którzy go obserwują i starają się wyciągać z tej obserwacji wnioski. Tym bardziej, że sami ekonomiści też są ludźmi, kierującymi się swoimi systemami wartości i osądami etycznymi.

Lawrence W. Reed opisuje w swoim artykule siedem powodów, dla których wielu ekonomistów może się ze sobą nie zgadzać. Przyczyna to tzw. „zła ekonomia”, a jej rzeczywiste źródła leżą poza tą dziedziną nauki.

Jakie więc błędy wyróżnia Reed? Są to: błąd holistycznych terminów; błąd kompozycji; błąd stwierdzenia, że „pieniądze są bogactwem”; błąd produkcji ze względu na nią samą; błąd „darmowego lunchu”; błąd krótkiego dystansu; błąd ekonomii w oparciu o przymus.

Błąd pierwszy czyli błąd holistycznych terminów polega na niewłaściwym pojmowaniu jakiegoś kolektywu jako żyjącego, oddychającego, myślącego bytu. Tymczasem takie pojęcia jak „społeczeństwo”, „wspólnota”, „naród”, czy „klasa” to twory abstrakcyjne, nienamacalne. Dobry ekonomista – jak zauważa Reed – powinien zdawać sobie sprawę z tego, że namacalna jest tylko osoba. Ona jest jedynym bytem. Gdyby nie było jednostek, nie byłoby społeczeństwa. One są tu podstawą. „Aby ekonomiści uniknęli błędu takich terminów, absolutnie niezbędne jest określenie jego źródeł i wpływu, a nawet przyczyn i skutków. Ten, kto tego nie zrobi, ugrzęźnie w horrendalnych uogólnieniach. Przypisze uznanie albo potępienie do nieistniejących bytów. Zignoruje właśnie te prawdziwe działania (indywidualne działania), jakie mają miejsce w dynamicznym świecie wokół niego” - pisze Reed.

Kolejny błąd, błąd kompozycji, zakłada myślenie, że to, co jest dobre dla jednej jednostki będzie również dobre dla pozostałych. Tymczasem jeśli, przykładowo, kibic chcący lepiej widzieć mecz wstanie z krzesła to oczywiste jest, że dla niego będzie lepiej, jednak tym, którym zasłoni widok, już tak dobrze nie będzie. Jak zauważa Reed, dobry ekonomista nie powinien przykładać zbytniej wagi do szczegółów, ale powinien rozumieć ogólną sytuację, powinien on mieć świadomość całego „obrazka”, nie zaś poszczególnych jego elementów.

Twierdzenie, że pieniądze są bogactwem to kolejny błąd często popełniany przez ekonomistów. Reed przywołuje tu XVII - wiecznych merkantylistów, którzy uważali, że o przewadze jednych państw nad drugimi decyduje np. wielkość zasobów złota oraz srebra. Jak zaznacza autor artykułu, ten błędny pogląd obalił Adam Smith, który powiedział, że o bogactwie decyduje tak naprawdę nie ilość pieniędzy, lecz dobra i usługi znajdujące się w zasięgu ludzkiego działania. Cóż bowiem z pieniędzy, jeśli człowiek nie jest w stanie nic za nie kupić, gdyż nie istnieją dobra i usługi? Reed zauważa, że takie podejście podsycone zostało i utrwalone w ludzkim myśleniu między innymi przez Johna Maynarda Keynesa i politykę ciągłego drukowania pieniędzy. „Dobry ekonomista rozpozna, że tworzenie pieniędzy nie jest drogą na skróty do bogactwa. Jedynie produkcja cennych dóbr i usług na rynku, który odzwierciedla życzenia konsumenta, może złagodzić ubóstwo i rozpropagować powodzenie” - stwierdza Reed.

Kolejny błąd, błąd produkcji ze względu na nią samą, zadaje kłam tezie, że konsumuje się po to, by wciąż można było produkować. Reed stwierdza, że jest całkowicie odwrotnie: produkujemy dlatego, żebyśmy mogli konsumować. Celem nie jest produkcja lecz konsumpcja. „Nie jadę na Acapulco po to, by móc pracować, lecz pracuję po to, bym mógł pojechać na Acapulco” - pisze Leonard W. Reed i dodaje: „Zły ekonomista, który pada ofiarą tego starodawnego błędu, jest jak sławny faraon, który myślał, że budowanie piramid było zdrowe samo w sobie i z siebie; albo polityk, który promuje grabienie liści tam, gdzie nie ma żadnych liści do zgrabienia, tylko po to, by ludzie byli >>zajęci<<”. Zawsze tam, gdzie padają jakieś przedsiębiorstwa pojawiają się ludzie, według których nie wolno dopuścić do upadku. Ale czy podtrzymywanie przy życiu nierentownych fabryk, robienie tego „za wszelką cenę”, ma jakikolwiek sens. Czy nie jest to jedynie odsuwanie w czasie tego, co i tak nieuniknione? Reed przyznaje, że nie brakuje ekonomistów, którzy będą twierdzić, że „trzeba ratować ten przemysł”. Tymczasem dobry ekonomista nie miesza celów ze środkami. Rozumie on, że „produkcja jest ważna tylko dlatego, iż konsumpcja jest jeszcze ważniejsza”.

Błędem wielu ekonomistów jest myślenie, że gospodarcze dobra pozyskiwać można bez ponoszenia żadnych kosztów. Błąd darmowego lunchu to bardzo częsta przypadłość tych ekonomistów, przed którą dawno już przestrzegał chociażby Milton Friedman. Tymczasem – jak zauważa Reed – jeśli kwestia dotyczy ekonomii, nie ma innej opcji: zawsze ktoś płaci! Dobry ekonomista dostrzeże tę podstawową prawdę i uniknie bycia powierzchownym osądzając daną sprawę.

Błąd krótkiego dystansu to – zdaniem Reeda – poniekąd streszczenie wszystkich dotychczasowych błędów. „Niektóre działania wydają się korzystne na krótką metę, jednak na dłuższą metę powodują katastrofę; wymieńmy kilka z nich: nadmierne picie, szybka jazda, wydawanie pieniędzy na oślep oraz drukowanie pieniędzy” - stwierdza Reed. Jednym słowem: ten, kto patrzy na pewne działania jedynie z uwagi na ich szybki rezultat, a nie dostrzega ich dalekosiężnych konsekwencji, jest złym ekonomistą. Dobry potrafi dostrzec długofalowe skutki dziś podejmowanych, na pozór, słusznych decyzji. Dobry ekonomista nie ma „klapek na oczach”.

Czy można zdziałać coś sensownego jeśli czyni się to pod przymusem? Czy Thomas Edison wymyślił żarówkę dlatego, że jakiś centralny planista mu to nakazał? A czy niewolnicy byliby w stanie stworzyć zegarek na miarę najlepszych, szwajcarskich? Jeśli odpowiemy na te pytania zrozumiemy ostatni, z wymienionych przez Reeda, błędów ekonomicznych - błąd ekonomii opartej o przymus. Ludzie osiągają najlepszy postęp wówczas, gdy ze sobą współpracują. Gospodarka oparta o kooperację jest nie tylko najbardziej wydajna i najlepiej służy ludziom, ale także najlepiej sprzyja pokojowi. Można by pomyśleć, że tych oczywistych prawd nikt nie powinien kwestionować. Tymczasem – jak zauważa Reed – jest wielu ekonomistów, którzy nawołują do upaństwowienia przemysłu, kontroli pensji i cen, wysokiego wręcz zahaczającego o konfiskatę opodatkowania, a nawet całkowitego zniesienia własności prywatnej. „Dobry ekonomista rozumie, że jeżeli chcesz, aby piekarz upiekł większy placek, nie bijesz go i nie kradniesz jego mąki” - stwierdza Reed.

Czy wobec faktu, iż znamy już podstawowe błędy w ekonomii, stanowiące przyczynę występującego chaosu myślowego w obszarze tej nauki, sprawy potoczą się lepiej? Lawrence W. Reed zdaje sobie sprawę, że opisane przez niego kwestie nie zadziałają jak czarodziejska różdżka. Ma on przynajmniej nadzieję, że od tej pory wiadome przynajmniej będzie, że poza tą „złą ekonomią” istnieje także „dobra ekonomia”. Im szybciej zdobędziemy wiedzę jak tę „złą ekonomię” rozpoznać, tym lepiej dla ludzi.

Paweł Sztąberek

Artykuł pochodzi ze strony pafere.org...


7 Responses to O siedmiu błędach ekonomicznych

  1. monarchista napisał(a):

    Coś mi się wydaje, że pod tym artem pojawią się bardzo mądre komentarze z wyzwiskami od różnych odmian lewicowych politologów i ekonomistów. Zacznie się nie dyskusja, a wymyślania i inwektywy. Będzie nie o treści, a o…… . Obym się pomylił.

  2. Marko napisał(a):

    „…o bogactwie decyduje tak naprawdę nie ilość pieniędzy, lecz dobra i usługi znajdujące się w zasięgu ludzkiego działania. ”

    Od poczatlu probuje to twardoglowym tutaj wlozyc w mozgowinice a efekte jest taki sam: trollowanie, komunizm, brednie, lewactwo i tak dalej. Pan Redaktor tez twierdzi, ze kasa jest nawazniejsza a nie kaszanka, buty i fryzjer.

  3. Kamila napisał(a):

    „…o bogactwie decyduje tak naprawdę nie ilość pieniędzy, lecz dobra i usługi znajdujące się w zasięgu ludzkiego działania. ”

    Proste jak drut. Tworzymy produkty i usługi, które będą się sprzedawały, czyli musi być na nie zapotrzebowanie. To w czym się płaci nie ma znaczenia.

    To właśnie podstawowa sprawa, która utwierdza mnie w przekonaniu, że dotacje unijne to marnowanie pieniędzy. Tworzy się sztuczny rynek dziwnymi programami -np. budowa mieszkań. Powstają firmy deweloperskie, firmy, które produkują sprzęt dla tych deweloperów i tak dalej. Program rządowy się kończy, firmy padają, zarówno deweloperskie jak i ich podwykonawcy, branże poboczne.

    Wszystko działa chwilowo i jest nietrwałe. Sztuczne podnoszenie „bogactwa” na prosty rzut oka, w w rzeczywistości czas weryfikuje wszystko. Tych firm jak i ich produktów nie potrzebujemy dlatego, że jesteśmy biedni. Nie ma pomocy państwowej, nie ma mieszkań – czyli punkt wyjścia.
    Pozdrawiam

  4. pawel napisał(a):

    @Kamilo
    Oto link do filmu jakie to marnotrawstwo te unijne dotacje. W III RP jest tego bez liku, może ktoś kiedyś zrobi film na ten temat. Póki co o reszcie UE…
    Gdzie się podziały unijne miliony?
    http://prokapitalizm.pl/gdzie-sie-podzialy-unijne-miliony.html

  5. belzebub napisał(a):

    dobrym przykładem jest sztuczne wspomaganie rolnictwa w UE. Po co dawać łożyć kasę komuś lub na coś, co leży i gnije? Przecież rynek prawdopodobnie sam uregulowałby ilość pożądanych towarów. Popyt- podaż. Krótko i na temat.

  6. Kamila napisał(a):

    @pawel
    Dla mnie unia to propagandowa organizacja powołana przez Państwa, ale niestety obsadzono w niej ludzi, w ogóle nieznanych. Nie wybrali ich ludzi, nikt ich nie zna, a to oni rządzą.
    Pomijając to…

    Inwestycje takie jak na tym filmie świetnie obrazują „rozdawnictwo” pieniędzy. Ten kto ma miliony zdefrauduje miliony. Szary Kowalski nie mając grosza przy duszy myśli, że stanie się właścicielem firmy biorąc dotację z Urzędu Pracy. Najgorsze jest to, że przyzna rację takim praktykom bo w końcu „dostał szanse”. Mniejsza z tym, że zmarnował pieniądze.

    Sama wiem, że tylko te ciężko zarobione są wydawane rozsądnie.

    I ostatnia sprawa, która mnie denerwuje to tablice informacyjne przy inwestycjach realizowanych z dopłatami UE. Propaganda Uniokracji jest okropna. Sama jestem z Puław. Obecnie w telewizji promują jakiś film o Unii, właśnie na tle Puław.

    Wszystko o czym mowa w tym filmie jest prawdą – jeśli chodzi o wydane pieniądze. Niestety grube miliony poszły w błoto.
    Stadion chyba z 60 mln zł dla poza ligowego zespołu, Marine (port) za 30 mln po którym nie mogą pływać statki i ten darmowy Internet, który działa tylko przy Urzędzie Miasta… płakać się chce.

  7. ja się trzymam tego co jest w tej piosence „vinnie paz- end of days” wszystko co się dzieje jest z góry ukartowane..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *