Inflacja – komu służy, komu szkodzi?

Utraty siły nabywczej pieniądza często nie dostrzegamy. Zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną przewrotnej medialnej propagandy Czytaj więcej »

 

Odczarować kapitalizm

Nie zagłębiając się w polityczne aspekty niedawnego sukcesu wyborczego Kongresu Nowej Prawicy, postanowiłem poruszyć temat aktualny ­ wydaje się, że niezmiennie, od lat. Temat ten przy okazji przekroczenia progu wyborczego przez partię Janusza Korwin-­Mikkego będzie coraz bardziej widoczny, a dla osób określających się mianem ­ szeroko ujmując ­ leseferystów, coraz bardziej palący.


Mowa oczywiście o kapitalizmie ­ a właściwie jego krzywym zwierciadle. I nie mam tu bynajmniej na myśli wszechobecnego etatyzmu, który dla celów politycznych nazywany   jest dziś kapitalizmem, bo choć ta dziwna hybryda mocno uciska niemal każdego, kto   identyfikuje się z ideałami klasycznych liberałów, to w żadnym wypadku nie może ona dziwić w świecie, w którym na głowie postawiono tak podstawowe pojęcia, jak "prawica" i "lewica". Mówiąc o kapitalizmie i jego krzywym zwierciadle mam raczej na myśli absurdalne i oderwane od rzeczywistości wyobrażenia na temat jego pierwotnej formy ­ systemu gospodarczego opartego na własności i wolności (niektórzy mówią, że w kolejności odwrotnej).
 
O ile bowiem pojęcie "liberalizm" zostało dziś zawłaszczone przez różne, mniej lub bardziej dziwne, ugrupowania, których program polityczny sprowadza się w zasadzie do wolności seksualnej ­ przez co dzisiejsi "wolnościowcy" muszą do słowa "liberał" dodawać najróżniejsze przedrostki, jak: "klasyczny"­liberał bądź "neo"­liberał, a nawet sam ten zwrot ewoluował i w wielu kręgach został zastąpiony przez termin: "libertarianin" ­ o tyle definicja kapitalizmu pozostała praktycznie niezmieniona, mimo to jego odbicie zniekształcono do granic możliwości. Zaczęto dzielić wspomniany system ekonomiczny na kapitalizm "współczesny", "dziewiętnastowieczny", "dwudziestowieczny" ­ wymyślono kapitalizm "dziki" a nawet "krwiożerczy". A przecież kapitalizm może być najwyżej systemem skutecznym, bądź nieskutecznym, i na tym powinna się zaczynać i kończyć jego ocena. Nikt przecież nie personifikuje chociażby demokracji ­ nikt nie określa jej mianem "głupiej" bądź "mądrej". Pojawia się, naturalnie, krytyka tego ustroju politycznego, ale sprowadza się ona właśnie do zarzutów pod względem skuteczności sprawowania władzy w państwach demokratycznych ­ a epitety, jeżeli już się pojawiają, to pod adresem sprawującej władzę większości, a nie pod adresem demokracji jako takiej. Z kapitalizmem jest inaczej, i jest to pierwszy mit z jakim będziemy się coraz częściej spotykać ­ bo partia Korwin-­Mikkego nie akceptuje rozwiązań pośrednich, za co jest, i będzie, krytykowana ­ a wszyscy liberałowie będą obrywać rykoszetem.  
 
Uosabianie kapitalizmu to jednak najmniej dokuczliwa przypadłość odwiecznych adwersarzy tego systemu, i można ją racjonalnie wytłumaczyć pozostałościami po marksistowskiej rewolucji, która do góry nogami wywróciła wiele całkowicie neutralnych dotąd pojęć, nadając im charakter pejoratywny. Bardziej rozpowszechnionym mitem, wynikającym z owej marksistowsko­-leninowskiej personifikacji, jest natomiast łączenie kapitalizmu z poziomem życia i "ciężką dolą robotników" w czasie, w którym system ten w czystej postaci funkcjonował. Jest to bardzo powszechne twierdzenie, wygłaszane nawet nie tyle przez osoby krytykujące kapitalizm, co przez osoby mające o nim blade pojęcie. Bo skoro w dziewiętnastowiecznej Ameryce robotnicy byli wyzyskiwani, pracując często po szesnaście godzin na dobę, to powrót do nieskrępowanego wolnego rynku przynieść musi ze sobą powrót do tych "straszliwych czasów" ­ mówią. Tak, jakby system gospodarczy połączony był jakimś stałym linkiem z   poziomem rozwoju cywilizacji, w którym był stosowany. Wynikałoby z tego, że z nadejściem tego "krwiożerczego" kapitalizmu ludzkość odrzuci nagle wydajne maszyny napędzane energią elektryczną i uchwyci w dłoń kilofy; że rolnicy zrezygnują z kombajnów i ciągników, i powrócą do uprawy ziemi przy pomocy koni i ręcznych pługów; że mieszczanie porzucą samochody i przesiądą się na karoce i dyliżansy; i w końcu, że ci "krwiożerczy kapitaliści" przestaną inwestować w nowe technologie ­ co na dobrą sprawę czynią od początku istnienia kapitalizmu, a dzięki czemu właśnie jesteśmy dziś o kilka kresek na linii rozwoju przemysłowego dalej ­ a zaczną coraz bardziej eksploatować biednych pracowników. Jest to oczywiście nonsens, jednak powtarzany i powtarzany wrył się już w podświadomość wielu ludzi tak bardzo, że nawet nie są oni świadomi, jak wielkim absurdem jest owa argumentacja "przeciw wolnemu rynkowi". Bo na podobnej zasadzie można by było przecież "krytykować" chociażby wprowadzenie rządów monarchicznych: wraz z którymi powinna powrócić pańszczyzna i ucisk chłopów. Kiedy jednak spojrzymy na państwa w których ten system sprawowania rządów nadal funkcjonuje z łatwością dostrzeżemy, że nic takiego nie ma w nich przecież miejsca. Nie jest bowiem winą monarchii, że pełnia jej rozkwitu przypadła, w dużej mierze, na okres w którym dominowała gospodarka folwarczno­pańszczyźniana, tak jak nie jest winą kapitalizmu, że największy okres jego rozwoju przypadł na czasy rewolucji przemysłowej ­ choć trzeba sobie zadać pytanie, czy wspomniana rewolucja przemysłowa ­ i wynikający z niej postęp ­ mogłaby w ogóle mieć miejsce w systemie ekonomicznym innym, niż kapitalizm!
 
Bieda, czy trudne warunki życia panujące za czasów rewolucji kapitalistycznej wynikały z  niewielkiej akumulacji bogactwa ­ bo ludzie dopiero zaczynali je wytwarzać, na niespotykaną wcześniej skalę ­ oraz z małej wydajności pracy. Wystarczy bowiem spojrzeć, jak mało efektywne było rolnictwo w wieku dziewiętnastym, a jak efektywne jest dzisiaj ­ a zrozumie się, skąd w tamtych czasach brał się głód czy niedożywienie. Można porównać, jak prymitywna była medycyna dwa stulecia temu, a jak zaawansowana jest dzisiaj ­ zrozumiemy, co było powodem wysokiej umieralności noworodków w tamtym okresie. Natomiast zestawiając wpływ przemysłu na życie ludzi sprzed dwóch setek lat ze stanem obecnym i tym, jak bardzo ułatwia nam on życie dzisiaj, szybko dostrzeżemy, dlaczego kiedyś żyło się ciężej ­ bo rzeczywiście: kiedyś    żyło się ciężej. Jest zatem wielce niestosownym obwiniać kapitalizm o wszystkie krzywdy ówczesnego świata, tym bardziej, że był on w wielu przypadkach lekarstwem na wspomniane dolegliwości ­ pozwalał ludziom polepszać swój byt! W jednej ze swoich książek wybitny przedstawiciel Austriackiej Szkoły Ekonomii, Ludwig von Mises, celnie punktuje powszechną krytykę kapitalizmu ­ i trudno o trafniejsze podsumowanie owego tematu:
 
"Sławne stare opowiadania, powtarzane setki razy, że fabryki zatrudniały kobiety i dzieci, żyjące wcześniej, przed podjęciem pracy w fabrykach, w dostatecznych warunkach, są jednym z  największych fałszerstw w historii. Matki, które pracowały w fabrykach nie miały co do garnka włożyć; one nie opuszczały swoich domów i ich kuchni udając się do fabryk, one poszły do fabryk, ponieważ nie miały kuchni, a jeśli je miały, to nie miały w nich czego przyrządzać. Dzieci nie przychodziły do fabryk z wygodnych ochronek. One głodowały i umierały. I całe to gadanie o nie­-do­wypowiedzenia okropnościach wczesnego kapitalizmu można obalić przez tylko jedną statystykę: dokładnie w tych latach, w których brytyjski kapitalizm się rozwijał, ściśle w wieku nazwanym Rewolucją Przemysłową w Anglii, w latach od 1760 r. do 1810 r. ludność w Anglii podwoiła się, co oznacza, że setki lub tysiące dzieci – które byłyby umarły w poprzednich czasach – przeżyły i rosły."  
 
Kolejną naroślą uciskającą współczesne wyobrażenia o kapitalizmie jest jego wyimaginowane połączenie z monarchią. Jest to szczególnie widoczne w naszym kraju, gdzie środowiska skupione wokół charyzmatycznego polityka w muszce krytykując demokrację, głośno zachwalają zalety monarchii dziedzicznej. Nie twierdzę zresztą, że nie mają w kilku aspektach racji, jednak fakt, że konserwatywno-­liberalny prąd myślowy wywodzi się w naszym kraju w zasadzie wyłącznie ze środowisk bliskich Korwinowi, takie błędne łączenie liberalizmu gospodarczego z monarchią jest w Polsce bardzo częste. A przecież jedno do drugiego ma się, jak przysłowiowy piernik do wiatraka. Bo istniał przecież kapitalizm "brytyjski", gdzie głową państwa był monarcha. Ale istniał również i kapitalizm "amerykański", a przecież ten kraj jest republiką. W dzisiejszych Chinach ­ mimo że o czystym kapitalizmie nie ma tam mowy ­ gdzie rynek jest stosunkowo mało skrępowany (w porównaniu z krajami Europy) władzę sprawuje partia... zwana nawet komunistyczną. Tak więc błędem jest zrównywanie kapitalizmu z monarchią ­ bądź jakimkolwiek innym ustrojem politycznym. Rzecz jasna takie połączenie w historii występowało i może wystąpić, ale jedno w żadnym wypadku nie wynika z drugiego.
 
Bo kapitalizm, to wyłącznie system gospodarczy. Tylko i aż. Jego ponowne wprowadzenie w pierwotnej formie ani nie przemieni świata w raj na ziemi, ani nie zdegraduje go do rangi czeluści piekielnych. Pozwoli natomiast bogacić się ­ każdemu wedle zdolności. Oczywiście w czasach "równości społecznej", wychwalanej przez dyplomowanych, ekonomicznych marksistów jest to nie do pomyślenia ­ lecz to, że coś się komuś w głowie nie mieści (a ludziom różne rzeczy się w głowach nie mieszczą) ani nie oznacza, że jest to niewłaściwe, ani tym bardziej, że jest niesprawiedliwe. Bo, jak słusznie zauważa prof. Gwiazdowski: wystarczy zapytać dzieci z klas I­III, czy jeśli ktoś się lepiej nauczy, to powinien dostać lepszą ocenę ­ czy może sprawiedliwą. Nie trzeba dopowiadać nic więcej. Wiadomym było od dawna, że niektóre kierunki nauki potrafią człowieka uwstecznić ­ no ale żeby aż tak? Mniejsza jednak o to, bo teraz, kiedy Mikke będzie wygłaszał swoje przemowy w  Europarlamencie, "krwiożerczy kapitalizm" znajdzie się w centrum uwagi. I musimy być gotowi, by umiejętnie obalać związane z nim mity ­ te powyższe a także inne, których wszystkich wymienić nie sposób... przynajmniej jeśli nie zamierza się napisać sporych rozmiarów książki.

Jakub Bijan


2 Responses to Odczarować kapitalizm

  1. burak napisał(a):

    Porównanie ze szkołą jest super. Nie znam takiej szkoły w której, jeśli ktoś się dobrze nauczy to dostaje 4 a kto lepiej – ten 100 lub 500. Chyba jednak dzieciom to by się nie spodobało. Nie mówiąc już o tym, że zwykle za tych „lepszych” – „uczą się” inni.

  2. brat dwóch pedłów napisał(a):

    Dla przypomnienia i dla uczulenia cyklistów, rowerzystów, kolarzy i innych dzieci dwóch pedałów o ich obowiązkach na ulicy, szosie i drogach (nie jesteście sami, są inni uczestnicy ruchu drogowego): http://www.epiotrkow.pl/news/Co-powinien-wiedziec-bezpieczny-rowerzysta,18780
    Przepisy obowiązują wszystkich na ulicy czy szosie. Jeżeli takie komunikaty są już w internecie, to znaczy, że policja i S.M. będzie ścigać i wlepiać mandaty wszystkim, pieszym i rowerzystom i kierowcom, kasy brakuje w państwowych i gminnych budżetach. Tylko przypominam i ostrzegam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *