Sery, de Gaulle i Anne

Najmłodsza córka de Gaulle’a, Anne, cierpiała na zespół Downa. W wyniku obrażeń porodowych nigdy nie mogła poprawnie chodzić Czytaj więcej »

 

Okrucieństwo w nowożytnej Europie

Pozwoliłem sobie skorzystać z tytułu rewelacyjnej książki profesora Tazbira. Pomimo bowiem że wydobywszy się z mroków i zabobonów przeszłości, stąpamy pod jedynie słusznym przewodnictwem paneuropejskiej myśli postępowej w stronę świetlanej przeszłości, wciąż cierpimy pod jarzmem okrutnego despotycznego systemu.



Tym razem ostrze zbrodniczej machiny ma oblicze bestii ukrytej dla niepozoru pod płaszczykiem Temidy.

Czcigodni sędziowie z Europejskiego Trybunału Praw Człowieka orzekli ostatnio, że stosowanie kary dożywotniego więzienia bez możliwości wcześniejszego warunkowego zwolnienia jest nieludzkie. Co tam nieludzkie! To bezprzykładne okrucieństwo poniżające i depczące godność człowieka. Po prostu nikt nie może być pozbawiony drugiej szansy.

Jaka to może być ta druga szansa?

Pozytywni bohaterowie tej sprawy to seryjny morderca na tle seksualnym, recydywista zabójca dwóch osób oraz facet, który zabił pięcioosobową rodzinę. Jako że sądownictwo postępowej Europy nie pozwala posłać tych dżentelmenów w podróż bez powrotu pod napięciem piętnastu tysięcy volt, wszyscy dostali karę dożywotniego pozbawienia wolności. Ponadto sądy orzekły, że panowie nie mogą ubiegać się o przedterminowe zwolnienie. Ma to sens – dożywocie, jak sama nazwa wskazuje, kończy bieg wraz z żywotem danego osobnika. Logika języka i logika sali sądowej wreszcie mogły podać sobie ręce.

Tymczasem owi dożywotnicy postanowili poskarżyć się na taki wyrok. Bo nieludzki. I okrutny. Odbiera im możliwość drugiej szansy, a tym samym odbiera nadzieję, depce godność, pozbawia perspektyw. Pozostając jeszcze przy logice, można by się tylko żachnąć. W końcu żaden z tych panów nie dostał odsiadki za jazdę bez pasów bezpieczeństwa, kradzież skrzynki wódki czy pobicie psa. Faceci to rzeźnicy, którzy bez skrupułów zakończyli kilka istnień ludzkich, czego zresztą nie negują. Oni wiedzą, za co siedzą – mają tylko żal do świata, że ich nie przyjąć na łono jako nawróconych grzeszników.

Niestety, logika to bezradne narzędzie, kiedy w grę wchodzi postępowa myśl europejska. Bo jakież to piękne i wzniosłe wyciągnąć pomocną dłoń do drugiego człowieka! Nawet jeśli po tym uścisku ręce będą uwalane krwią. Ale co tam krew! – w końcu nie chodzi o życie żadnego z sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Wracając zatem do pytania – ową drugą szansą jest najpewniej to, aby następnym razem móc poderżnąć komuś gardło i nie dać się złapać. Jako że trening czyni mistrza, można się spodziewać, że przy drugim podejściu nasi bohaterowie nie popełnią tych samych błędów. Więcej nawet – niewydolny system, któremu nie uda się posłać bandytów za kratki, odtrąbi resocjalizacyjny sukces. A jak się w więzieniu jeden z drugim nauczył pisać i czytać, to – kto wie? – może nawet książkę napisze. „Moja walka o lepsze jutro”, po niemiecku „Mein Kampf”.

Jednego tylko nie rozumiem. Skoro ta uciśniona ofiara represyjnego i nieludzkiego systemu wymiaru niesprawiedliwości ma mieć drugą szansę, aby udowodnić własne człowieczeństwo, to jak zapewnić równowagę i dać szansę temu, kogo – w ramach pierwszej szansy – nasz pozytyw uśmiercił? Bo generalnie idea jest słuszna – jak kto zbłądzi, trzeba mu dać się naprawić. Tym bardziej zatem taka szansa należy się ofierze zabójstwa.

Niestety, postępy medycyny nie nadążają za postępami myśli społecznej i prawnej. Na razie wskrzeszanie zmarłych to domena wyłącznie religii (w różnym wydaniu, o czym można było ostatnio przekonać się na zazwyczaj martwym – nomen omen – Stadionie Narodowym w Warszawie). Niemniej, skoro europejskie rządy i sądy osiągnęły już niejaką wprawę w zaklinaniu rzeczywistości, można by oczekiwać w niedalekiej przyszłości rozsądnej inicjatywy ustawodawczej. Przez szacunek dla zmarłych daruję sobie jednak dalsze rozważania. Zwłaszcza że nie mam złudzeń, że nawet największa bzdura nie dorówna pomysłom naszej władzy.

Proste pytanie, jakie należy i można sobie zadać w kontekście orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, brzmi – czy mając takich tuzów myśli prawniczej w gronie tej szacownej instytucji, normalny człowiek może czuć się bezpiecznie? Cóż, proszę odpowiedzieć sobie samemu. Bo jedyne, co na razie wiemy, to to, że jak upierdliwego sąsiada, teściową, nachalnego akwizytora czy inną cholerę potraktujemy siekierą, postępowy system europejskiego wymiaru sprawiedliwości zapewni nam drugą szansę. Sąsiad ma żonę, teść też jeszcze na chodzie, a akwizytor może chociaż chomika hoduje – im też się należy druga szansa. Szansa na wystawienie karty zgonu.

Paweł Budrewicz

Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *