Michalkiewicz kontra Płużański – w sprawie reparacji wojennych

W sprawie reparacji wojennych niektórym endorfiny za bardzo uderzyły do głowy - stwierdził St. Michalkiewicz podczas spotkania w Bełchatowie w dniu 23 września br. Czytaj więcej »

 

Oświecenie, liberalizm i pomieszanie z poplątaniem

Studiując uważnie tak zwaną „prawicową prasę” nie trudno oprzeć się wrażeniu, że pomimo rozlicznych dzielących poszczególne ugrupowania „prawicowe” różnic, jest kilka takich obszarów, w których przemawia ona jednym głosem. Najczęściej wówczas, gdy chodzi o „wspólnego wroga”. Takowy oczywiście istnieje, jednakże rzecz w tym, żeby go prawidłowo identyfikować.



Ujmując słowo „prawicowa” w cudzysłów chcę przez to zaznaczyć, że mam poważne wątpliwości co do „prawicowości” takiego czy innego podmiotu politycznego Jeśli bowiem zapytamy, co jest wyznacznikiem owej „prawicowości”, otrzymamy odpowiedzi wzajemnie się wykluczające, przy czym każda ze stron będzie twierdzić, że jej interpretacja jest „jedynie słuszna”.

Czy wyznacznikiem owej prawicowości miałby być patriotyzm, stosunek do katolicyzmu i tradycyjnej moralności przy jednoczesnym na wskroś lewicowym podejściu do kwestii gospodarczych czy też stosunek do kwestii własności, wolności i wolnego rynku jakże często pozostawiający na uboczu kwestie religijne, patriotyczne czy moralne ? Sądzę, że najwyższy już czas precyzyjnie ustalić pojęcia i umożliwić tak zwanemu prostemu człowiekowi zorientowanie się w całej sytuacji.

W licznych felietonach zamieszczanych na łamach co niektórych uważanych (i określających się jako takie) za „prawicowe” czasopism raz po raz pojawia się wróg identyfikowany jako „liberalizm”, przy czym zupełnie miesza się pojęcia, wprowadzając tym samym zamęt w umysły ludzi, którzy tak wytresowani już na samo hasło „liberalizm” reagują agresją, kojarząc je z tym wszystkim, co wiąże się z wrogim stosunkiem do religii, zwłaszcza chrześcijaństwa, ateizmem, wyuzdaniem obyczajowym czy polityczną poprawnością.

Jakby i tego było jeszcze mało, hasło „liberalizm” raz po raz pojawia się w sąsiedztwie takich haseł, jak „postmodernizm” i „ideologia oświeceniowa”. Istne materii pomieszanie. Zamęt dodatkowo powiększa określanie liberałów mianem prawicy oraz samookreślanie się tychże mianem prawicy.

Najzabawniejsze jednak jest to, że podział lewica-prawica jest podziałem czysto technicznym, określonym przez miejsce zajmowane przez poszczególne frakcje podczas posiedzeń francuskiej izby rewolucyjnej mającej rozstrzygnąć los monarchii i biednego króla Ludwika XVI.

Tymczasem – jak wkrótce się przekonamy – ludzie zwani w wiekach XVIII i XIX liberałami byli jak najdalsi od wielu spraw i zjawisk, do których przylepia się dziś etykietkę liberalizmu. Aby całą kwestię dokładnie wyjaśnić, zobaczmy wpierw, skąd się ów (prawdziwy, oryginalny) liberalizm wziął.

Od razu przy tym zaznaczam, że mam na myśli LIBERALIZM FILOZOFICZNY, nie GOSPODARCZY, bo to inna bajka. W swych początkach był on nieodłącznie kojarzony ze światopoglądem oświeceniowym, wiec warto by zaraz na wstępie wyjaśnić, na czym tak naprawdę opierał się ów światopogląd, zwłaszcza że wiele z obecnych dziś idei (na przykład antyklerykalizm, ateizm, deizm, agnostycyzm czy wrogość wobec chrześcijaństwa) w nim właśnie ma swoje korzenie.

Zaraz na wstępie należy wyjaśnić, że w wieku XVIII i XIX mianem liberałów określano głosicieli idei wolnościowych, a więc głównie:

1. Przeciwników reżimów autorytarnych (wszelkie formy absolutyzmu)
2. Zwolenników monarchii konstytucyjnej (parlamentarnej).
3. Przeciwników monarchii, zwolenników ustroju republikańskiego.
4. Ludzi opowiadających się za zniesieniem przywilejów stanowych (Byli wśród nich także przedstawiciele stanów uprzywilejowanych, czyli szlachta, arystokraci czy duchowni!)
5. Przeciwników niewolnictwa
6. Ludzi walczących o wolność słowa, stowarzyszeń i druku, przeciwników cenzury (królewskiej i kościelnej)
7. Zwolenników wolności religijnej

Warto przy tym zauważyć, że wyznawca światopoglądu oświeceniowego nie musiał wcale być liberałem na polu polityki. Przykładem są choćby tacy „oświeceni despoci” jak caryca Katarzyna II, król Prus Fryderyk II czy cesarz Józef II, natomiast tym, co z reguły łączyło wyznawców światopoglądu oświeceniowego była niechęć, czy wręcz nienawiść do katolicyzmu i Kościoła rzymskokatolickiego oraz przynależność do lóż wolnomularskich.

Światopogląd oświeceniowy

Religia

Bóg (wbrew temu, co sądzi wielu ludzi, myśliciele Oświecenia w znakomitej większości przyjmowali istnienie Boga!), jako Najwyższa Inteligencja, stworzył świat niczym genialny architekt (stąd też nazywany bywa -zwłaszcza w kręgach wolnomularskich – „Wielkim Architektem” czy „Wielkim Budownikiem”) bądź zegarmistrz. Stworzony przez Niego świat został zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach, wprawiony w ruch i…pozostawiony samemu sobie.

Tak właśnie w skrócie przedstawia się światopogląd deistyczny. Jako Absolut, czyli Byt Najdoskonalszy, Bóg stworzył świat doskonałym, który to świat od momentu wprawienia go w ruch funkcjonuje samodzielnie w oparciu o prawa nadane mu przez Stwórcę,. Owe prawa są zaś tak doskonałe, że sam Stwórca nie może już niczego zmienić. Z tego rodzaju postawy wynikają następujące konsekwencje:

1. Świat, jako twór Najwyższego Rozumu jest na wskroś racjonalny i aby go poznać wystarczy znać prawa rządzące występującymi w nim procesami. To, czego nie wiemy dziś ze względu na niedostatek wiedzy bądź niedoskonałość narzędzi badawczych, będziemy wiedzieli jutro, a zatem jest to tylko kwestia czasu (optymizm poznawczy). Nie dysponując odpowiednią wiedzą oraz/bądź odpowiednimi instrumentami badawczymi, ludzie próbowali „wyjaśniać” świat za pomocą mitów bądź religii, odwołując się przy tym do „sił nadprzyrodzonych”, którym przypisywali możliwość bezpośredniej ingerencji w zachodzące w przyrodzie zjawiska, nie wiedząc, że wszystko, co dokonuje się w świecie, kierowane jest prawami ustanowionymi przez Stwórcę i Pierwszego Poruszyciela, które to prawa (zwane „prawami natury”) są wieczne i niezmienne. Prawda, że brzmi to zupełnie współcześnie?

2. Bóg – Stwórca (Genialny Architekt, Zegarmistrz, Budownik) nie ingeruje w to, co dzieje się w stworzonym przez Niego świecie (deizm) . Nie ingeruje w „prawa natury”, dzieje ludzkości czy losy jednostek, czyli nie istnieje coś, co ludzie nazywają Opatrznością. Z tego wynikają kolejne konsekwencje:

a/ Skoro Bóg nie ingeruje w sprawy stworzonego przez siebie świata, nie ma najmniejszego sensu o cokolwiek Go prosić, a zatem modlitwa do Niego skierowana jest aktem bezsensownym. Immanuel Kant powiedział, że człowiek wykształcony przyłapany na modlitwie powinien się wstydzić, ponieważ dokonał „aktu autoalienacji”. Stąd też wszelkie kościelne ceremonie pozbawione są jakiegokolwiek sensu i stanowią, jak to później określił Karol Marks, „opium dla ludu”.

b/ Religia to nic innego jak przednaukowy stosunek człowieka do świata natury. Tak zwane „święte księgi” to nic innego jak zapis doświadczeń człowieka bądź zbiorowości w zetknięciu z NIEZNANYM. Ponieważ „prawa natury” są niewzruszalne, wszelkie wzmianki o tak zwanych cudach, występujące w literaturze religijnej (wskrzeszenia zmarłych, chodzenie po wodzie, rozmnażanie chleba, zamiana wody w wino itp.) są mitami. A zatem należy przeprowadzić badania tekstów świętych (lingwistyczne, literackie, historyczne itp.) w celu oczyszczenia tychże tekstów z mitów (tak zwana „demitologizacja” Pisma św.)

Tak „oczyszczone” Pismo św. stanie się zasadniczo kodeksem etycznym ( Dekalog i inne teksty odnoszące się do postępowania człowieka, jak choćby Kazanie na Górze) a sama religia zredukowana do moralności. Ponieważ nie istnieje nic takiego jak sfera nadprzyrodzona, zasadniczym zadaniem religii jest podtrzymywanie – jak to wówczas nazywano- „moralności publicznej”, z tym, że ludzie wykształceni nie potrzebują. religii by prowadzić porządne życie. Wyraźnie formułuje to mieszkający w Badenii polski filozof okresu Romantyzmu Bronisław Trentowski (mason najwyższych stopni) w swym olbrzymim traktacie zatytułowanym Chowanna, czyli system pedagogiki narodowej, gdzie pisze, że religia „katechizmowa” jest dla kobiet, służby i prostego ludu, zaś chłopcom wystarczy filozofia religii.

Instytucje religijne (Kościoły, zgromadzenia zakonne)

Radykalni myśliciele oświeceniowi uważali instytucje kościelne za główną podporę monarchii, gdzie kapłani ze swej strony utwierdzali lud w przekonaniu o boskim pochodzeniu władzy i za pomocą strachu przed karami wiecznymi utrzymywali ludy w posłuszeństwie władzy, a ta ze swej strony odwdzięczała się służąc tak zwanym „świeckim ramieniem”. Ów „sojusz tronu i ołtarza” był zatem ich zdaniem główną przeszkodą stojącą na drodze wolności ludów i pełnego szczęścia. Powstawało całe mnóstwo traktatów ów spisek książąt i kapłanów „demaskujących”. W Polsce takim traktatem był Ród ludzki autorstwa… księdza (deisty) Stanisława Staszica, który umierając nie życzył sobie kapłana i miał ponoć oświadczyć, że skoro za chwilę stanie przed Panem, to nie ma potrzeby teraz rozmawiać z Jego sługą.

Odrzucając religię objawioną, istnienie Opatrzności Bożej, sfery nadprzyrodzonej i sakramentów, „oświeceni” ze szczególnym zacięciem walczyli o likwidacje zakonów kontemplacyjnych, widząc w nich „gniazda zabobonu” a samych mnichów i mniszki uważając za zgraję darmozjadów.

W całej Europie krążyły zjadliwe satyry i ordynarne paszkwile wyszydzające życie zakonne i oskarżające zakonników o wszelkie możliwe bezeceństwa. Cesarz-mason Józef II przeprowadził zakrojoną na szeroką skalę (także na ziemiach polskich, które Austria zagarnęła w I rozbiorze) akcję likwidacji zakonów, zwaną „reformami józefińskimi”. Sporą część budynków poklasztornych zamieniono na wiezienia. Na razie pozostawiono zgromadzenia zajmujące się prowadzeniem szpitali, przytułków, sierocińców czy szkół.

Moralność

Odrzucając religię objawioną, „oświeceni” nie odrzucali bynajmniej zawartych w niej treści moralnych, powszechnie uznając Dekalog i Kazanie na Górze. za podstawę wszelakich kodeksów etycznych. Wyraźne odniesienia do Biblii zawierają dokumenty założycielskie Stanów Zjednoczonych Ameryki, choć jak wiadomo, „Ojcowie Założyciele” byli w znakomitej większości masonami.

Wbrew temu, co często słyszy się w kręgach tzw. „prawicy”, myśliciele oświeceniowi propagowali surową moralność. Jakiekolwiek dewiacje czy zboczenia oceniane były tak, jak na to zasługują a ich propagatorów i zwolenników traktowano jak osobniki niespełna rozumu i częstokroć umieszczano w więzieniach (jak na przykład słynnego markiza de Sade). Propagowanie rozwiązłości NIE MA NIC WSPÓLNEGO z liberalizmem, bowiem tego typu postawy określano mianem LIBERTYNIZMU. Niby podobnie brzmi, ale zupełnie co innego znaczy. Powtórzmy raz jeszcze: kojarzenie LIBERTYNIZMU z liberalizmem wynika z niedouczenia, bowiem ten pierwszy, choć często się do niego odwoływał, nie ma nic wspólnego ze światopoglądem oświeceniowym.

Fałszywa antropologia i społeczne utopie

„Oświeceni” twierdzili, że człowiek rodzi się jako istota doskonała, nie obarczona żadnym mrocznym dziedzictwem w postaci takich czy innych skłonności. Rodzi się jako tabula rasa i będzie takim, na jakiego zostanie wychowany. Przyczyną zła w człowieku nie jest naturalna skłonność będąca rezultatem jakiegoś grzechu pierworodnego, lecz zły wpływ otoczenia (rodziny, społeczeństwa).

W tym miejscu warto zauważyć stały element wszystkich utopii społecznych: skoro społeczeństwo czy rodzina nie pasują do wydumanego przez „oświeconych” ideału, należy STWORZYĆ NOWE SPOŁECZEŃSTWO czy NOWĄ RODZINĘ. Czyż z takimi właśnie próbami nie mamy do czynienia od czasów niesławnej „Rewolucji Francuskiej” ? Czyż na przykładzie rozlicznych prób tworzenia nowego człowieka i nowego społeczeństwa nie widzimy wyraźnie, że dla wszystkich tych „dobroczyńców i miłośników ludzkości” (wszelakich Robespierrów, Leninów, Trockich, Stalinów, Mao, Pol Potów, Castro, „CHE” Ho i innych) nie liczą się ani setki milionów ofiar ani morze cierpień poddanych ich eksperymentowi (bynajmniej nie dobrowolnie!) ludzkich „królików doświadczalnych”?

Warto o tym wszystkim pamiętać, bo oświeceniowa utopia społeczna bynajmniej nie umarła: ona nieustannie przepoczwarza się, przyjmując postać na przykład Unii Europejskiej, koncepcji „rządu światowego”. „wspólnej waluty” czy „europejczyka” zamiast Polaka, Niemca czy Francuza.

Pod wpływem Woltera i Rousseau mnożą się opowiastki o „dobrym dzikusie”, który dopiero w kontakcie z zepsutym otoczeniem pozbywa się „wrodzonej moralności” i uczy rzeczy złych. Ową naiwną wiarę w „dobroć natury” zburzył dopiero Karol Darwin, pokazując, że natura wcale nie jest taka niewinna; że w naturze toczy się nieustanna i okrutna walka o przeżycie.

Wolterowskie „powiastki filozoficzne” stały się wzorem dla wielu innych literatów, jak chociażby nasz książę biskup Ignacy Krasicki, którego Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki to charakterystyczny dla literatury tego kręgu przykład „smrodku dydaktycznego”. Gdybyśmy uważnie przestudiowali treść artykułów publikowanych w czasopiśmie Monitor, od razu odkrylibyśmy źródła inspiracji ich autorów.

Skoro człowiek jest takim, jakim kształtuje go otoczenie, należy stworzyć warunki, w których możliwym będzie takie wychowanie przyszłych pokoleń, które zaowocuje wcieleniem zasad oświeceniowych w życie narodów i państw. Ponieważ oświeceniowa utopia zakładała, że człowiek zły = człowiek pozbawiony oświaty, zaczęły powstawać różnorakie instytucje, mające za zadanie UJEDNOLICENIE metod i programów nauczania oraz poddanie oświaty pod ścisły nadzór państwa, a tak naprawdę elity inicjowanej w lożach wolnomularskich.

Aby móc zrealizować swe szaleńcze (a jak pokazują dzieje – w praktyce zbrodnicze) koncepcje, „oświeceni” dążą do zapewnienia sobie monopolu na wychowanie młodzieży. Komisja Edukacji Narodowej była dziełem wolnomularzy, którzy też zajmowali w niej główne stanowiska. Stąd też nieustające działania mające na celu zdyskredytowanie szkolnictwa niepaństwowego, zwłaszcza szkół prowadzonych przez duchowieństwo.

Tylko człowiek złej woli, naiwny bądź niedouczony może twierdzić, że jest rzeczą przypadku, iż na czele Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w utworzonym po Kongresie Wiedeńskim Królestwie Polskim stał Stanisław Kostka Potocki – mason najwyższych stopni, autor antyklerykalnej książki Podróż do Ciemnogrodu. W czasach nam współczesnych, gdy szkolnictwo niemalże w całości znalazło się pod kontrolą państwa, dochodzi do tego dążenie do opanowania wszelkich nośników informacji i zamienienie ich w propagandowe tuby „postępu” i narzędzia służące praniu mózgów.

Zapędy w kierunku tworzenia „nowego człowieka” i „nowego społeczeństwa” bynajmniej nie ustały. Co istotne, przybrały na intensywności i wykorzystują coraz to subtelniejsze metody. Jedną z nich jest nieustanna manipulacja słowami i pojęciami, które co rusz zmieniają znaczenie, powodując zapaść semantyczną. Ponieważ człowiek myśli SŁOWAMI, zmiana ich znaczenia automatycznie owocuje zmianą świadomości.. I słysząc słowa takie, jak „tolerancja”, „faszyzm” czy „skrajna prawica” nie wolno nam o tym zapominać.

W czasach nam współczesnych „podpieranie się” światopoglądem oświeceniowym to domena nielicznych. Tak zwani „ludzie oświecenia” byli z reguły ludźmi doskonale wykształconymi klasycznie, znającymi języki obce światowcami. Język oraz argumenty przez nich wykorzystywane byłyby dziś dla miażdżącej większości ludzi niezrozumiałe.

Dlatego też nie ma co dziś mówić o jakimś „światopoglądzie oświeceniowym”, którym kieruje się garstka ludzi naprawdę wykształconych. Dla całej reszty spreparowano „wersję dla ubogich” złożoną z myśli i cytatów wyrwanych z oryginalnych kontekstów, wymieszanych z psychoanalizą, marksizmem, przewrotnie interpretowanym darwinizmem i ateizmem MARGINESU myśli oświeceniowej.

Widzimy więc, jak ważną rzeczą jest rzetelna informacja i precyzyjne ustalanie pojęć. Dlatego tez właśnie rządzącym zależy na tym, by ludzie pozbawieni byli jednego i drugiego. W mętnej wodzie łatwiej łowić ryby.

Jan Przybył


5 Responses to Oświecenie, liberalizm i pomieszanie z poplątaniem

  1. !!!!!!! napisał(a):

    Dla podniesienia ciśnienia co niektórym zaślepionym fanom francuszczyzny, a tak w ogóle ciekawe czy to prawda, czy może winiarze innych krajów sfinansowali „badania” dla pognębienia francuskich konkurentów: http://finanse.wp.pl/kat,1033705,title,Francuskie-wina-zawieraja-pestycydy,wid,16020855,wiadomosc.html Dziękuję za uwagę i dobrego wieczoru każdemu.

  2. pawel napisał(a):

    Proszę nie siać paniki. Właśnie spożywam „francuza” 🙂

    A poza tym zachęcam do komentarzy na temat powyższego artykułu

  3. Marko napisał(a):

    Teraz wiadomo co odbiera panu Redaktorze zdrowa logike i jasnosc umyslu. Skazony francuz.

  4. Marko napisał(a):

    „W tym miejscu warto zauważyć stały element wszystkich utopii społecznych: skoro społeczeństwo czy rodzina nie pasują do wydumanego przez „oświeconych” ideału, należy STWORZYĆ NOWE SPOŁECZEŃSTWO czy NOWĄ RODZINĘ. Czyż z takimi właśnie próbami nie mamy do czynienia od czasów niesławnej „Rewolucji Francuskiej” ? Czyż na przykładzie rozlicznych prób tworzenia nowego człowieka i nowego społeczeństwa nie widzimy wyraźnie, że dla wszystkich tych „dobroczyńców i miłośników ludzkości” (wszelakich Robespierrów, Leninów, Trockich, Stalinów, Mao, Pol Potów, Castro, „CHE” Ho i innych) nie liczą się ani setki milionów ofiar ani morze cierpień poddanych ich eksperymentowi (bynajmniej nie dobrowolnie!) ludzkich „królików doświadczalnych”?

    Autor przyjal zle zalozenie. Wymienieni tutaj Oszusci z LO nie zamierzali tworzyc nowego spoleczenstwa ani nowej rodziny, oni dzialali na zlecenie LO, ktore wspomnianymi probami chcialo „wybic z glowy” obywatelom wszelkie proby oderwania sie spod panowania zgrai sprytnych cwaniakow przygotowujacych swiat na kolejne etapy poddanstwa. Przeciez nikt, kto rozsadnie mysli nie wierzy w to, ze jakis Lenin (Oszust LO), Marx (Oszust LO), Mao Cienki (Oszust LO), Castro(wany) (Oszust LO) czy inny mierny aktorzyna typu „Hitlera” czy „Ukochanego Przywodcy Koreii Pln” chcial budowac spoleczenstwo nowego typu. Prosty przyklad to celowa kompromitacja „ideii komuniu i socjalizmu” z czasow Stalina przeprowadzona droga podzialu Europy przez tzw. „II wojne swiatowa”. Ten pseudo socjalizm i pseudo komunizm czyli stalinizm pustych polek i dziadostwa mial przekonac miliony ciemonty w tzw. Europie Wschodniej, ze to droga do nikad, i polozyc podwaliny pod bezproblemowe wprowadzenie na wielka skale kapitalizmu czyli okradzenia z majatku wszelkich spoleczenstw za ich zgoda. Czyz nie lecieliscie wy naiwni po 1989 na te wedke? Na lep bogactwa i szczescia? Oczywiscie, ze tak. I co macie dzisiaj? Nic. Jestescie biedakami i tania sila robocza, ktora jest potrzebna korporacjom kapitalistycznym do przezycia. I nadal bredzicie, ze socjalizm byl „beeeeeeeeeee”. Tylko co to byla za socjalizm Stalina-oszusta? Problem budowy nowego spoleczenstwa jest mozliwy tylko jesli odbedzie sie oddolnie, przez swiadomych budowniczych czyli okreslona mase a nie droga sterowania go przez podstawionych myslicieli dzialajacych na zlecenie Ligi Oszustow. A z tym mamy wlasnie od czynienia od tysiecy lat.

  5. Marko napisał(a):

    I jeszcze jedno: wielosc fiolozofii i pomyslow na swiat i sterowanie nimo ma jedynie sklocic spoleczenstwa, ktore nigdy nie beda w stanie dojsc do konsensusu by pojsc jedna droga. Jednak bystry obserwator zauwazy jedna rzecz: Liga Ozsustow idzie od wiekow jednym i tym samym torem, nie ma tam wielosci idei i dyskusji o tym jaki powinien byc byt. I jakze jest skuteczna. Dla LO oczywiscie, nie dla was poddanych (praniu mozgow). Jaki wniosek z tego? Redaktor nie bedzie wiedzial bo ma problemy z logika po pociaganiu francuza, ale moze ktos inny wpadnie na proste rozwiazanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *