Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Państwo biurokratyczne naszym wrogiem

Trudno czasem powstrzymać się od wrażenia, że to co dzieje się na współczesnej scenie politycznej przypomina bardziej rozgrywki międzymafijne aniżeli zabieganie ideowych ludzi o dobro wspólne. Działalność polityczna nie ma dziś na celu szukania najlepszych pomysłów, które służyłyby Polsce, lecz knucie, co by jeszcze dla własnego interesu można z tej Polski wyszarpać.



Niedawne wydarzenia na Dolnym Śląsku, a konkretnie wybory tamtejszego lidera partii rządzącej pokazały to najdobitniej. Te wybory to nie była walka, w której starły się pomysły na Polskę, lecz starli się ze sobą tzw. lokalni partyjni baronowie, a celem ich starcia były nie koncepcje na rozwój kraju, ale to, kto będzie miał większy wpływ na obsadzanie intratnych synekur i – ogólnie mówiąc – kto będzie „pociągał za sznurki”. Obiecywanie, w zamian za oddanie głosu na konkretnego kandydata, posad w spółce, w której udziały ma Skarb Państwa po raz kolejny pokazało patologię systemu, gdzie państwo miesza się do gospodarki. Trudno powstrzymać się od tezy – nienowej zresztą – że spółki z udziałem Skarbu Państwa utrzymywane są tak naprawdę tylko po to, by politycy mieli czym dzielić gdy zajdzie taka potrzeba, ot na przykład, gdy trzeba będzie ratować skórę i by jeszcze utrzymać się przy przysłowiowym korycie. Czy ma to coś wspólnego z zabieganiem o dobro wspólne?

Współczesna scena polityczna wyalienowała się z normalnego życia, to tak jakby był to odrębny świat, w którym obowiązują inne reguły, inne obyczaje, inne prawo. Ponieważ na utrzymanie tego „odrębnego świata” nadal zrzucają się podatnicy, politycy przypominają zwykłych gangsterów, którzy bezlitośnie łupią tych, którzy do ich świata nie przynależą. Cele polityków dawno już rozminęły się z celami przeciętnych ludzi, którzy każdego dnia dwoją się i troją żeby tylko zarobić na życie. Wielu z nich nadal wierzy, że dla Polski warto pracować i dla niej się poświęcać. Nie da się tego niestety powiedzieć o sporej części klasy politycznej. Dobro wspólne zastąpione zostało „troską” o to, by zadowolić urzędników z Brukseli, albo żeby powiódł się proceder dalszego zadłużania obywateli czyli żeby był zbyt na rządowe obligacje, ze sprzedaży których spłacać się będzie odsetki od wcześniejszych długów.

Tak jak scena polityczna przypominać zaczyna przestrzeń, na której ścierają się różne mafie, tak całe państwo bardziej dziś zaczyna przypominać łupieżczy gang, aniżeli nocnego stróża, który chroni praw i obywatelskich wolności.

Konstytucja Stanów Zjednoczonych powstała głównie po to, by chronić obywatela wolnego kraju przed zakusami władzy państwowej. Chodziło o to, by rząd nie czynił więcej, aniżeli czynić powinien, tzn. by zbytnio nie ingerował w sprawy obywateli: w ich życie prywatne, rodzinne, w działalność gospodarczą, zawierane umowy itp. Rząd zobligowany był natomiast do decydowania o polityce zagranicznej, do łożenia na policję, wojsko i wymiar sprawiedliwości. Nikt nie upoważniał władzy do tego, by za rodziców wychowywała dzieci, by budowała dla nich szkoły, by brała na swoje utrzymanie niezaradne rodziny, czy żeby podjęła się kierowania biznesem.

Dziś sprawa wygląda inaczej – również niestety w Stanach Zjednoczonych. W dzisiejszych czasach państwo, poza policją, wymiarem sprawiedliwości, polityką zagraniczną i wojskiem, ma własne szkoły, własne szpitale, przytułki dla bezdomnych, biura pracy, domy dziecka, przedsiębiorstwa, telewizję; wspiera harcerzy, piłkarzy, filmowców, reżyserów, anonimowych alkoholików itp. oraz decyduje, co wolno ludziom, a czego nie. Funkcje państwa rozrosły się ponad miarę jaką niegdyś dla niego przewidziano, ot, chociażby właśnie w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Dzisiejsze państwo stało się niewyobrażalnie zbiurokratyzowanym molochem.

By utrzymać przy życiu ten olbrzymi mechanizm, jakim jest współczesne państwo istnieć musi rozbudowany aparat przymusu, który zajmie się egzekucją haraczy nałożonych na obywateli. Im większy moloch, tym podatki muszą być wyższe, a służby skarbowe rozbudowane i bezwzględne. Rząd Portugalii poinformował niedawno, że jeszcze do końca tego roku zatrudnionych zostanie dodatkowo ponad 1000 kontrolerów skarbowych. Wszystko po to, by skuteczniej zwalczać „szarą strefę” i zwiększać wpływy do budżetu. Nikt nie przejmuje się tym, że im większy budżet państwa, tym cieńsze portfele obywateli. Tu najbardziej nasuwa się skojarzenie współczesnego państwa z mafią. Mafia też musi z czegoś żyć. Też posiada rozbudowaną strukturę, którą musi wyżywić. Podobnie jak ministrowie, także i bossowie mafii jeżdżą luksusowymi samochodami, tak jak politycy, również i oni lubią stroić się w najmodniejsze i najdroższe ciuchy, podobnie jak rządzący, starają się oni błyszczeć elokwencją i kulturą. Zarówno jedni jak i drudzy udzielają się charytatywnie.

Dlaczego państwo zwalcza mafię, a przynajmniej stara się stwarzać takie pozory? Dlatego, że mafia stanowi dla niego konkurencję. Jako związek zbrojny przypomina wojsko lub policję, jako struktura decyzyjna przypominać może rząd. W istotę działania mafii wpisana jest również kara. Gdy ktoś zawiedzie jej zaufanie wylatuje z „rodziny”. Podobnie w świecie polityki: jeśli jakiś działacz okaże się nielojalny wobec swojego szefa, raczej nie znajdzie się już na liście kandydatów do sejmu czy rady miasta. Ostatnie bitwy między partyjnymi kacykami na Dolnym Śląsku jak żywo przypominają mafijne porachunki.

Państwo stało się podobne do mafii właśnie w momencie, gdy zaczęło zajmować się rzeczami, którymi zajmować powinni się wyłącznie obywatele. Pobierając coraz większe haracze na swoje utrzymanie od coraz bardziej ubożejących podatników, czyni ono z nich niewolników, którzy już wkrótce zaszyją się w swoich domach, z lękiem wyczekując wizyty funkcjonariusza skarbowego, inspektora ZUS-u, pracownika Państwowej Inspekcji Pracy, Sanepidu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Głównego Urzędu Statystycznego, CBŚ, CBA itp.

Gdy mówimy „mafia”, to mniej więcej wiemy, o co chodzi. Gdy mówimy „państwo” to właściwie nie wiadomo, czy chodzi jeszcze o państwo czy już o mafię? Albert Nock, jednej ze swoich, napisanych w pierwszej połowie XX wieku, książek nadał tytuł „Państwo twój wróg”. Obserwując to, co się wokół nas teraz dzieje i co nas jeszcze czeka, trudno nie przyznać Nockowi racji.

Paweł Sztąberek

 Za pafere.org


6 Responses to Państwo biurokratyczne naszym wrogiem

  1. Marko napisał(a):

    …………Działalność polityczna nie ma dziś na celu szukania najlepszych pomysłów, które służyłyby Polsce, lecz knucie, co by jeszcze dla własnego interesu można z tej Polski wyszarpać…

    Widzi pan to jest wlasnie efekt wolnego rynku. Tego nadal nie potrafi pan ani cala tu kurwinowska zgraja pojac. Po etapie Zdunskiej Woli i 100 hurtowniach gaci na 1 km2, zostalo juz tylko 2-3 rekinow rynkowych, ale nie maja juz przyrostow zysku (w czasach Zdunskiej Woli mieli przebitke 200-500 %) bo rynek sie nasycil (jada na marzach 1-2 %) i wtedy koroporacja gaciarzy musi zaczac knuc, zeby cos od ludzi wyszaprac co zapokoi ich wieczny glod kasy (zona juz nie chce miec mercedesa tylko ferrari i apartament na Maczu Picu). Rekin (czyt. kapitalizm) jest zatem wiecznie nienazarty (czytaj zona kapitalisty i jego bachory). W 1989 wpuszczono rekina do PRL bis i was pozera, jak sie rezejrzec to juz niewiele mu pozostalo do pozarcia miedzy Odra i Bugiem…co dalej?

  2. Grzegorz napisał(a):

    Przypominam rozwiązania Marko:

    1) Wyrzucić polityków, wstawić „sprawnych menedżerów”, którzy to nie jedną firmę prowadzili i znają się na biznesie (oczywiście byliby to sami altruiści i ludzie honoru brzydzący się kumoterstwem i cwaniactwem; taka narodowa elita, wyższa kasta – chciałoby się rzec)

    2) Zlikwidować pieniądz. Nie będzie potrzebny ponieważ „sprawni menedżerowie” wyznaczą nam zadania na każdy dzień. Jednemu przypadnie jeżdżenie taksówką, ktoś inny będzie kelnerem w restauracji.

    3) Na koniec dnia (miesiąca) „sprawni menedżerowie” przydzielą karnety na jedzenie, ubrania, jeżdżenie taksówką, korzystanie z restauracji. Oczywiście każdemu wg potrzeb.

    I tak będziemy sobie żyć w dostatku, korzystając z owoców naszej wspólnej kolektywistycznej pracy, bez wstrętnej pogoni za zyskiem, spokojnie, z dnia na dzień. Raj na Ziemii !!!

  3. pytający napisał(a):

    A cz zysk nie znaczy zapłata za pracę?

  4. Marko napisał(a):

    pytajacy – ty jak widac jestes w temacie gospodarki w zlobku. Powtarzasz to pytanie co raz bo tak ci wklepali na jakims kursie kurwinowskim. Gdybys chociaz w 1% wiedzial co to jest kapitalizm nie osmieszalbys sie.

  5. Marko napisał(a):

    Redaktorze czy moze ban zabanowac tych dwoch kurwinowskich agenturalnych glupokow nie majacych merytorycznie nic do powiedzenia? Czy tez pan wspiera tez glupote i ciemnote?

  6. pytający napisał(a):

    Czemu jesteś taki agresywny?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *