Ubezpieczenia emerytalne – oto, za co jeszcze można podziwiać Szwajcarię

Szwajcarię można podziwiać za wiele rzeczy, szczególnie w porównaniu z jej rozrzutnymi sąsiadami Czytaj więcej »

 

Paweł Sztąberek: Politycy „walczą z bezrobociem” …

Trudna sytuacja ekonomiczna Polski nie wzięła się z księżyca. To skutek od lat prowadzonej polityki (bynajmniej nie liberalnej!). Niestety, żyjemy nadal w państwie, w którym decydujący głos w sprawach gospodarczych należy do polityków. To oni opracowują ustawy, przegłosowują je w sejmie, a następnie wcielają w życie. Również – niestety, gros tych ustaw ma bezpośredni wpływ na życie gospodarcze naszego kraju.

Ksiądz Rober A. Sirico, prezes amerykańskiej Fundacji Lorda Actona, zadał kiedyś bardzo ważne pytanie: dlaczego niemalże wszyscy oburzają się, gdy ktoś chce cenzurować sztukę, wpływać na teksty autorów piosenek, czy dzieła pisarzy, natomiast nikt jakoś nie protestuje, gdy politycy czynią podobne ingerencje w sferę handlu bądź produkcji? Dlaczego jedne ingerencje spotykają się z potępieniem, inne natomiast są przez większość akceptowane, a nawet popierane? Jest to pytanie naprawdę fundamentalne, a odpowiedź na nie, choćby nawet najsensowniej i najprościej wyłożona, nadal – niestety – nie może przebić się do wielu umysłów.

Tymczasem to właśnie nagminnie zdarzające się rządowe ingerencje w gospodarkę są jedną z kluczowych przyczyn kryzysu. Najbliższe miesiące raczej nie wróżą poprawy sytuacji, mimo że niemal wszyscy politycy, od „prawicy” do „lewicy”, chcą np. „tworzyć miejsca pracy”. Ale cóż oznacza sformułowanie – „tworzyć miejsca pracy”? Brzmi to mniej więcej tak, jakby w naszym kraju miał się pojawić nagle jakiś czarodziej, który magiczną różdżką sprawi, że przedsiębiorcy z dnia na dzień zatrudnią, ot tak sobie, np. milion osób. Tak w ekonomii jednak nie ma! Ekonomia rządzi się bowiem całkiem realnymi liczbami. Przedsiębiorca, by zatrudnić pracownika musi mieć przynajmniej odrobinę nadziei na to, że mu się to – mówiąc wprost – opłaci. Któż z Państwa przyjmowałby do pracy ludzi, z góry wiedząc, że przyniesie to wyłącznie straty? Można oczywiście rządowym rozporządzeniem bądź ustawą wprowadzić przymus zatrudniania, ale wówczas rodzi się pytanie: kto będzie za to płacił?

Gros polityków nie docenia – niestety – roli, jaką w ekonomii odgrywają liczby i ludzka pomysłowość. Im wydaje się, że wystarczy przyjąć kolejną ustawę, powołać nowy urząd, stworzyć zespół ekspertów itp., aby wszystko szło, jak po maśle. I dotąd, dopóki to naiwne przekonanie cechować będzie tych, co kierują państwem, na poprawę nie ma co liczyć.

Paweł Sztąberek


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *