Postęp czy podstęp?

Mężu, otworzysz wino, czy mam poprosić mężczyznę? - spytała ciocia nauczona życiowym doświadczeniem, że do wszystkiego trzeba fachowca Czytaj więcej »

 

Po co katolikowi państwo?

Za kilka dni będą kolejne wybory. Tym razem do Parlamentu Europejskiego. I po raz kolejny w dyskusji przedwyborczej brakuje pytania: Po co katolikowi państwo? Po co Unia Europejska?


Czy świat może nie być podzielony na państwa? Trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, gdyż nawet konferencje episkopatów są powoływane przez papieża na terenie danego kraju. Powstała nawet Komisja Konferencji Biskupów Unii Europejskiej. A jak teraz wygląda konferencja biskupów na Ukrainie bez Krymu? Kto w takim razie ustala granice konferencji? Watykan czy politycy? Wychodzi na to, że ci drudzy.

Powstaje pytanie, czy nie lepiej byłoby przed nazwą, np. Konferencja Episkopatu Polski, dodawać „tymczasowa”? W końcu jest ona tylko po to, aby ułatwić biskupom pracę duszpasterską w granicach danego państwa, które w każdej chwili mogą ulec zmianie. To bardziej odpowiadałoby wizji Kościoła jako łodzi Chrystusowej, która w tym świecie jest miotana falami różnych przeciwieństw. Taka nazwa przypominałaby również wiernym, że Kościół jest widzialnym znakiem zbawienia, nie identyfikuje się z państwem i stoi w opozycji do świata, który swoje cele ogranicza tylko do ziemskiego wymiaru.

Zakładamy, że państwa istnieją. Ale czym jest państwo? Większość ludzi ład i postęp łączy nierozerwalnie z instytucją państwa. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, skąd informacje o  świecie czerpie miliony ludzi, ale w zakonach prawie wszyscy oglądają wieczorne wiadomości. Wskazuje na to układ porządku dnia w domach zakonnych. Wieczorne nabożeństwo jest najczęściej o godzinie 18:30, później wspólna kolacja o 19:00, a po posiłku większość udaje się do salki telewizyjnej na rekreację. Podobnie jest w Zambii. „Ojcze Jacku! Wyłączyć telewizor? A skąd mam dowiedzieć się, co słychać na świecie i w kraju” – mówi do mnie oburzona zambijska siostra, oglądająca program informacyjny na państwowym kanale telewizyjnym. .

Dlaczego nie stawiamy odważnie pytania: Ile państwa w państwie? Domyślam się, dlaczego nie robi tego zdecydowana większość polityków. Nie wiem do końca, dlaczego takich pytań nie stawiają sobie ludzie przed wyborami. Ale chyba wiem, dlaczego o to nie pytają księża i osoby konsekrowane. W seminariach brakuje systematycznych wykładów z historii filozofii politycznej i dlatego liberalna koncepcja państwa (mam tu na myśli klasyczny liberalizm) pozostaje duchowieństwu nieznana i obca, a nawet często wroga.

Ale zajrzyjmy do źródeł. Według Ludwiga von Misesa (†1973), austriackiego ekonomisty i filozofa, społeczeństwo i państwo są najważniejszymi środkami służącymi ludziom do osiągnięcia celów zgodnych z ich potrzebami. Państwo jest zasadniczo instytucją stworzoną w celu kontrolowania, czy obywatele przestrzegają zasad pokojowych stosunków międzyludzkich. Rola państwa polega wyłącznie na ochronie życia, zdrowia, wolności i prywatnej własności przed przemocą i agresją. Państwo musi być tak ukonstytuowane, aby zakres jego praw zostawił jednostce największą możliwą wolność działania. Przez wolność autor „Ludzkiego działania” (Warszawa 2007) rozumie swobodę każdej jednostki do kierowania się własnymi celami i planami, które pozwalają na dobrowolną integrację społeczną poprzez kontrakt i wolną umowę w społeczeństwie opartym na podziale pracy i własności prywatnej.

Nie jest to nic nowego. Podobną koncepcję państwa mamy w katolickiej nauce społecznej. Wypracowała ona zasadę pomocniczości, która broni członków danej społeczności przed próbami totalitarnego kształtowania porządku społecznego. Zasadę tę sformułował Pius XI (†1939) w encyklice „Quadragesimo anno” (1931) jako najważniejsze prawo filozofii społecznej określającej istotę życia społecznego, która polega na poszanowaniu inicjatywy i wolności działania jednostek w stosunku do społeczności, a społeczności mniejszych w stosunku do większych. Ten pozytywny aspekt zasady pomocniczości odnajdujemy w myśli Misesa, który stwierdza, że wolność to sytuacja, w której przymus rządowy nie ogranicza swobody decyzji jednostek.

Widzimy więc, że państwo nie powinno wkraczać w sferę prawa jednostki do wyboru i działania. Z tego powodu własność prywatna jest dla Misesa wartością nienaruszalną, gdyż poza jej granicą rozciąga się jedynie sfera przymusu i przemocy. W granicach własności prywatnej jednostka jest niezależna od państwa. Taka koncepcja państwa jest dowartościowaniem osoby ludzkiej jako podmiotu działania, podobnie jak w przypadku zasady pomocniczości.

Richard J. Neuhaus (†2009 ) trafnie zauważył, że do istoty pomocniczości nie należy przekazywanie funkcji państwowych na niższe poziomy społeczeństwa, gdyż takie działanie opierałoby się na założeniu, że funkcje te w pierwszym rzędzie należą do państwa („Biznes i Ewangelia”, Poznań 1993). Pomoc ta nie może mieć nigdy charakteru permanentnego, lecz doraźny, aby jednostka lub grupa społeczna była w stanie osiągnąć samodzielnie własne cele i wykonać stojące przed nią zadania. Tym najniższym poziomem jest nie tyle jednostka, co rodzina. To tutaj według św. Jana Pawła II (†2005) struktury pośrednie państwa mają swój początek  („Centesimus annus”, 13). Struktury te dostarczają jednostce wolną przestrzeń i chronią ją przed anonimowymi siłami aparatu państwowego, który ma zawsze tendencje do przekształcania ludzi raczej w przedmioty niż podmioty.

Na naszych oczach państwo coraz bardziej interweniuje w prywatność obywateli. Rządy kontrolują już nasze życie. Doprowadzi to w końcu do odebrania wolności jednostkom, a w konsekwencji rodzinom. Jak możemy temu zapobiec? Kiedyś Ronald Reagan (†2004) w przemówieniu na inaugurację swojej prezydentury w 1981 r. powiedział: „Rząd nie jest lekarstwem z tej prostej przyczyny, że to on stanowi problem”. Nie chodzi więc o to, by zamienić rządzących, ale by ograniczyć funkcję rządu. Co możemy zrobić? Rządy mają zawsze tendencje do ograniczania ludzkiej wolności. Zgodnie z zasadą pomocniczości wróćmy do punktu wyjścia.

I have a dream. Pewnego dnia 50 tysięcy księży, zakonników i zakonnic wychodzi w sutannach i habitach na ulice Warszawy z okrzykami: „Nie chcemy ZUS-u. Sami damy sobie radę. Dajcie nam szanse spróbować. Naszym ubezpieczeniem nasi parafianie i wierni”. Wiem. Tego jeszcze nie było w naszych czasach. Ale rzeczywistość nie jest naszym punktem odniesienia. Mamy ją kształtować i zmieniać.

O. Jacek Gniadek SVD
 www.jacekgniadek.com

Przedruk za pafere.org


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *