Sexed – przepis na deprawację

Ta kampania, wbrew niegroźnym pozorom, jest bardzo dobrze przemyślana, nastawiona na całkowite zdeprawowanie młodych ludzi Czytaj więcej »

 

Podatki i ceny – jak to w końcu jest?

Cały artykuł Pana Mateusza Machaja Raz jeszcze o podatkach ma polemiczny wydźwięk (tak sugerowałoby samo rozpatrywanie tekstu w punktach), jednak w istocie ma tu miejsce spór w dużej mierze semantyczny… Z małym, choć znaczącym, wyjątkiem.

Pan Krzysztof Kurdyła podkreśla w swoim tekście Podatki a ceny szczególnie znane zjawisko wykluczania przedsięwzięć z rynku spowodowane nadmiernymi obciążeniami fiskalnymi, którego to Pan Mateusz wcale nie podważa. Punktu pierwszego polemiki nie komentuję, bowiem dopiero w punkcie drugim jej autor przechodzi do sedna, zauważając, że koszty nie zmieniają ceny „bezpośrednio”, a wpływają jedynie na podaż danego dobra, zwiększywszy uprzednio jego koszt. Zdaje się on polemizować nie ze stwierdzeniem, że koszt nie zmienia ceny, lecz z tym, w jakiej kolejności to robi. Podkreśla to w punkcie trzecim, kładąc znów szczególny nacisk na konsekwencję podatek->koszty->podaż->cena.

Co zaskakujące, w punkcie czwartym dezawuuje rolę podatku w wielkości płacy pracownika, stawiając pytanie „a kto mówi, że pracodawcy zwiększają się koszty o 50%?”, jakby nie biorąc pod uwagę, że na rynku pracowniczym również mamy do czynienia ze zjawiskiem podaży i popytu, bowiem i tu za mniejszą (obciętą przez fiskusa) pensję będzie chciało pracować mniej osób, w związku z czym pracodawca będzie musiał w naturalny sposób zwiększyć ich płace, dostosowując je do poziomu podatków (przy czym należy podkreślić, że nie ma liniowej relacji między wysokością podatku a wysokością wynikłego z niego pośrednio wzrostu pensji).

W punkcie ostatnim jednakże raz jeszcze potwierdza, że nie ma sporu odnoszącego się do faktu zmiany cen poprzez zmianę podatków, czyniąc punkt czwarty albo zamierzoną prowokacją, albo (jednak!) dowodem braku konsekwencji w postrzeganiu rzeczy różnych, ale nie rozłącznych, jak rynku dóbr przeznaczonych dla konsumentów, i rynku dóbr pośrednich, w tym przypadku rynku pracowniczego.

Mamy tu zatem do czynienia z odrobinę ślepym sporem, w którym Pan Krzysztof nie dostrzega, że w gruncie rzeczy nie zaprzecza tezom głoszonym przez swojego kontrdyskutanta, który zarazem sprawia wrażenie niezgadzającego się z własnym twierdzeniem, że podatki wliczane są w koszty przedsięwzięć. Obaj sami sobie wbijają niepotrzebne bramki.

Chciałbym na koniec wytknąć Panu Mateuszowi jego lekko mechanicystyczne spojrzenie na osobę pracodawcy: Moim zdaniem kompletnie pominął On czynniki psychologiczne (z gatunku reakcji panicznych sprzedawcy, czy wiary konsumenta w rolę podatków w cenie) i zwyczajne antycypowanie konsekwencji wzrostu podatków, karygodnie odzierając ekonomię z jej ludzkiego wymiaru, a cenę z woli sprzedawcy.

Jan Lewiński
(11 sierpnia 2003)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *