Czy państwo powinno uwolnić ludzi od biedy?

Jedną z cech ludzkiej natury jest pragnienie posiadania więcej w zakresie rzeczy materialnych, intelektualnych i duchowych. Im więcej człowiek rozumie tym bardziej staje się dociekliwy Czytaj więcej »

 

Podejrzany pogrom Polaków w meczu z Chorwacją

W szkole podstawowej i w szkole średniej grywałem w szczypiorniaka i uczestniczyłem również w międzyszkolnych zawodach. Aby strzelić 37 bramek w ciągu 60 minut gry to trzeba mieć albo bardzo słabego przeciwnika, albo drużynę, która debiutuje w rozgrywkach i jeszcze nie bardzo umie poruszać się po boisku.


Piłka ręczna to przede wszystkim technika i taktyka, dlatego pokonanie nawet słabeuszy lub średniaków jest możliwe w określonych proporcjach, to znaczy różnicą od 3 do 9 bramek. Różnica 10 bramek to już jest pogrom, a kilkanaście trafień różnicy rzadko się spotyka nawet na poziomie drużyn ze szkół podstawowych!

Na poziomie ćwierćfinałów Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej nie ma już ani słabeuszy ani średniaków, a zatem przegrane różnicą 14 bramek należą do tak wielkiej rzadkości, że określa się je mianem sensacji.

Jednak różnica między zawodami na poziomie międzyszkolnym i ME jest zasadnicza w zupełnie innej kwestii. Otóż nie prowadzi się zakładów bukmacherskich na ogromne kwoty z typowaniem kto przejdzie do półfinału. Jeżeli Chorwacja miała się spotkać z pogromcami mistrzów świata i potrzebowała wygrać 11 bramkami, aby przejść do półfinału, to postawienie na Chorwację stosunkowo niewielkich pieniędzy skutkowało gigantyczną wygraną. W praktyce, nawet gdyby pogromcy Francji podawali piłkę tylko między sobą, to Chorwaci nie zdążyliby strzelić 37 bramek w ciągu 60 minut. Jednak, gdy Chorwaci tak często dostawali "prezenty" od przeciwników w postaci gubionych lub wręcz podanych piłek, to ich kontry mogły dostarczać nawet 3 bramek w ciągu 2 minut.

Wróćmy jednak do taktyki.

Jeżeli drużynie wystarczy remis, lub przegrana 3 bramkami, to od początku meczu należy szanować piłkę, dokładnie ją między sobą podawać, natomiast strzały na bramkę oddawać z możliwie dogodnej pozycji, a nie biegać bez sensu wokół obrony przeciwnika i strzelać na wiwat. W piłce ręcznej jest bardzo łatwo markować błędy "przypadkowe". Wystarczy w momencie strzału celować w bramkarza, w słupek lub w poprzeczkę i wtedy każdy kibic myśli, że mamy pecha.

Grałem w piłkę ręczną i wiem dobrze, że precyzja strzału oddanego ręką z 6 lub 7 metrów jest w zasadzie 90%, to znaczy na 10 strzałów można się  pomylić waląc w słupek lub w poprzeczkę tylko raz, natomiast bramkarz przy starciu ze skaczącym w powietrze zawodnikiem ma szanse najwyżej 20%, to znaczy na 10 strzałów może obronić 2! W dniu 27 stycznia 2016 roku widziałem na meczu z Chorwacją więcej słupków i poprzeczek w jednym meczu, aniżeli we wszystkich dotychczas rozegranych na ME przez pogromców Francji spotkaniach!

Innym sposobem podłożenia się drużynie przeciwnej jest markowanie obrony. Szczypiorniak jest grą kontaktową, gdzie dochodzi czasem do bezpośredniej walki wręcz, a 27 stycznia 2016 roku, to walczyli jak lwy tylko Chorwaci, bo ich przeciwnicy... na zbyt wiele im pozwolili.

Moim zdaniem Prokuratura w Krakowie powinna starannie zbadać, czy w dniu 27 stycznia 2016 roku nie doszło do korupcji na Mistrzostwach Europy w Piłce Ręcznej, bo przegrać mecz 14 bramkami wymagało doprawdy zbyt wielu zbiegów okoliczności.

Rajmund Pollak

Foto.: wychowaniefizyczne.net

Od redakcji: Powyższy artykuł odzwierciedla jedynie prywatne poglądy jego autora.


2 Responses to Podejrzany pogrom Polaków w meczu z Chorwacją

  1. żdżeledz napisał(a):

    Panie Pollak mnie to co innego zastanawia. Większość sportowych związków, klubów i reprezentacji jest finansowana przez firmy będące własnością publiczną, czy to samorządową czy państwową. Podobnie było za Pierwszej Komuny, gdy sport był amatorski, oczywiście „AMATORSKI” i zawodnicy byli na etatach w fabrykach, kopalniach, stoczniach, hutach itd. Obecnie jest trochę inaczej firmy publiczne nie zatrudniają fikcyjnie sportowców na etatach, lecz sponsorują lub są mecenatami, jako działanie reklamowe, marketingowe i politycznej propagandy (polityk pokazuje się jako działacz sportowy, który załatwił u prezesa firmy, którego uprzednio doprowadził na to stanowisko, sponsoring klubu czy dyscypliny sportowej, tak to w Polsce funkcjonuje) sportowych związków, klubów czy reprezentacji. I tu jest zdziwienie i zastanowienie – czy ci sportowcy wiedzą, że dostają forsę, która powoduje podrożenie usług i produktów firm publicznych oraz obniżenie zarobków i nagród pracowników w tych firmach zatrudnionych; czy zdają sobie sprawę, że biorą udział w oszustwie i kradzieży, czy mają świadomość, że powinni przykładać się do treningów i zawodów, gdyż inni na ich utrzymanie, na ich zawodową sportową zabawę pracują? Oglądając różne zawody, na różnych szczeblach rozgrywek, w różnych dyscyplinach sportu mam wrażenie, graniczące z pewnością, że ci wszyscy sportowcy nie mają wiedzy i świadomości w czym uczestniczą, mają stosunek amoralny, przecież TO TYLKO SPORT i może się tam wszystko zdarzyć, przegrana również! Lecz tych polskich przegranych w porównaniu ze sportowymi „potęgami” innych krajów i narodów JEST zbyt dużo. Mam przekonanie, że sportowcy w innych krajach, z innych narodów są bardziej patriotyczni i bardziej świadomi swojej roli w życiu społecznym własnych państw i wśród rodaków. Oczywiście nie mam na to dowodów, bo należałoby tu przeprowadzić szerokie porównawcze naukowe badania w różnych krajach i dyscyplinach: socjologiczne, psychologiczne, politologiczne, historyczne i zarazem ekonomiczne i kryminalne. Powraca pytanie KTO i JAK ma finansować sport i inne dziedziny społecznego życia: sztukę, naukę i kulturę; po socjalistycznemu jak do tej pory czy inaczej, dobrowolnie i prywatnie? I to by było na tyle.

  2. Logik napisał(a):

    Logika nakazuje poprzec spostrzezenia autora. To bylo cos kulawego, pytanie czy nakazali tak politycy czy byla to gra interesow kapitalistow ktorzy mieli na tym zarobic wymierny „koks”. Wolny rynek jak widac umozliwia i jedno i drugie. Wielki sport w kapitalizmie sluzy do prania wielkiej kasy i trzymania agresywnych mas na smyczy. Wycisniety przez kapitaliste-fabrykanta robol poszedlby na ulice strajkowac ale zanim sie nad tym zastanowi pojdzie drzec jape na stadion i tam da upust swojej beznadziejnej doli robotniczej. Tacy Wlosi czy latynosi dla przykladu – bieda u nich straszna ale walczyc o lepsze jutro nie pojda. Za to wylaza na ulice i niszcza mienie wokolo i piora sie z „wrogimi kibicami” rywalizujacej druzyny. Tak sport kanalizuje robotnicze masy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *