Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Politycy i mainstreamowi ekonomiści stracili wiarygodność

Informacje z giełdy zwykle poprzedzają dane z gospodarki. W ostatnich dniach jesteśmy świadkami znaczącego załamania się kursów akcji i nerwowych ruchów na rynkach walutowych. Decyzja agencji ratingowej S&P o odebraniu najwyższego poziomu wiarygodności kredytowej USA, była nie do uniknięcia. Musiała nastąpić, jeśli agencja chciała zachować przynajmniej bazową wiarygodność. Wielu niedopuszczanych do mediów obserwatorów podkreśla, że błędem było nie to, że do obniżenia ratingu doszło, a to, że doszło do niego tak późno. W dodatku nadal jest on zawyżony. Ostatnie porozumienie w sprawie podniesienia limitu zadłużenia USA pogłębia problem, a nie go rozwiązuje. Nie podjęto decyzji o żadnych poważnych cięciach budżetowych. Postanowiono za to nadal zadłużać dzieci i wnuki zwykłych Amerykanów. Mimo wszystko obniżenie ratingu jest kubłem zimnej wody na rozgrzane do czerwoności głowy polityków, których wiarygodność zbliża się do „poziomu śmieciowego”.



Politycy próbują zaklinać rzeczywistość. Twierdzą, że sytuacja nie jest tak zła, jakby się mogło wydawać. Taka postawa nie może dziwić. Wszak gra idzie o stołki, których mogą zostać pozbawieni. Wczorajszy uspokajający apel prezydenta USA Baracka Obamy niewiele pomógł. Wręcz pogłębił i tak już olbrzymie spadki na amerykańskiej giełdzie. Inwestorzy zaczęli dostrzegać, że sytuacja gospodarcza nie jest tak różowa, jak było to do tej pory malowane. Wydarzenia te pokazują, że skończył się limit zaufania do polityków nieustannie fałszujących prawdziwy stan gospodarki. Nie tak dawno temu słyszeliśmy, że kryzys się zakończył, że nic nam już nie grozi, że wkroczyliśmy na powolną, ale stabilną ścieżkę wzrostu gospodarczego. Powoli zaczynamy sobie uświadamiać, że były to zwykłe kłamstwa obliczone wyłącznie na najbliższe wybory. Dopiero jednak przyszłość pokaże, jak wielkie były to mrzonki.

Politycy nie są sami. Wtórują im mainstreamowi ekonomiści, których baza teoretyczna została skrojona w latach 30. XX wieku na potrzeby tychże polityków. Wielu z nich już w 2009 roku zakrzyknęło, że recesja dobiegła końca. Trafność ich prognoz jest dużo mniejsza niż trafność uzyskiwana w wyniku rzutu monetą. W mediach polskich ostatnio bryluje pan Ryszard Petru, który chyba stawia tezy na zasadzie „entliczek pentliczek”. W lipcu mieliśmy kojące wręcz przewidywania, że kurs franka szwajcarskiego będzie się osłabiał. Dzisiaj widzimy, jaka jest rzeczywistość. Ale na tym nie koniec. 5 sierpnia we wpisie na swoim blogu pan Ryszard Petru napisał: „(…)Wciąż za absurdalne uważam prognozy przewidujące obniżenie ratingu USA. Jest to największa, najbardziej elastyczna i najbardziej prężna gospodarka na świecie(…)”. Już dzień później agencja S&P ogłosiła obniżenie ratingu. Wiara w te przewidywania, to jak gra w ruletkę. Uda się, albo się nie uda, przy czym zwykle się nie udaje. Pora powiedzieć wprost Panowie! Ponieśliście porażkę!

Najczęstszą próbą polepszenia swojej wiarygodności, stosowaną przez skompromitowane elity polityczne i tuzów keynesistowskich jest to, że nikt nie mógł przewidzieć i nie przewidział nadciągającego kryzysu, że był to szok, coś nagłego. Jest to kolejne kłamstwo pogłębiające jedynie kompromitację tych osób. Są politycy i ekonomiści, którzy trafnie przewidzieli to, co się będzie działo. Jest odnoga ekonomii, która zawsze stawiała sobie za cel dążenie do sprawiedliwości i prawdy. Wydała na świat takich ekonomistów jak Peter Schiff i polityków pokroju Rona Paula. Pierwszy narażając się na śmieszność i całkowitą marginalizację, próbował w 2006 roku ostrzec o nadciągającym załamaniu gospodarczym, które ostatecznie nastąpiło w 2007 roku. Kto się ostatecznie skompromitował mogliśmy, możemy i będziemy mogli nadal obserwować. O bańce na rynku nieruchomości Ron Paul ostrzegał już na cztery lata przed wybuchem kryzysu. Na posiedzeniu Komisji Bankowej 10 września 2003 roku powiedział: „(…)specjalne przywileje nadane Fannie i Freddie zniekształciły rynek nieruchomości, umożliwiając przyciąganie kapitału, którego nie mogłyby przyciągnąć w warunkach wolnorynkowych. Jak każde sztucznie stworzone bańki, boom cen nieruchomości nie może trwać wiecznie. Kiedy ceny nieruchomości spadną, właściciele domów doświadczą trudności z powodu załamania się wartości ich kapitału. Ponadto posiadacze kredytów hipotecznych także poniosą stratę. Te straty będą większe niż mogłyby być, gdyby polityka rządowa aktywnie nie zachęcała do przeinwestowania w rynek nieruchomości”. Jak widzimy, kryzys dało się przewidzieć. Wystarczyło tylko słuchać odpowiednich osób. W Polsce niestety problem jest tym większy, że do debaty publicznej nie dopuszcza się nawet osób z Centrum im. Adama Smitha, o Instytucie Misesa nawet nie wspominając, bo jest jeszcze mniej wygodny dla establishmentu.

Co nas czeka w przyszłości? Scenariusz nie będzie znacząco odbiegał od tego, co opisałem kilka miesięcy temu. Rządzący mają tylko jedną receptę na krach finansów publicznych kolejnych krajów. Kolejna dawka trujących, dodrukowanych z powietrza pieniędzy. Zapewne każdy będąc już małym dzieckiem słyszał, co spowoduje takie beztroskie zachowanie. Teraz wystarczy sobie to przypomnieć, bo politycy oszaleli kompletnie i postawili całą gospodarkę do góry nogami. Zgodnie z przewidywaniami Instytutu Misesa już wkrótce FED ruszy z trzecią turą „luzowania ilościowego”. Sytuacja gospodarcza nie pozostawia złudzeń, że może być inaczej. Już teraz Ben Bernanke w niektórych kręgach doczekał się miana największego fałszerza pieniędzy na świecie. Efektem jego działań może być załamanie się dolara. Obserwując kursy walutowe, warto patrzeć na stosunek ceny złota do danej waluty. To jest tak naprawdę wyznacznik tego, jak bardzo dana waluta osłabia się. Wartość dolara w stosunku do złota w ostatnim czasie była rekordowo niska. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że zbliża się trzecia tura dodruku dolara. W stosunku euro do dolara nie widać takich zjawisk, bo obie waluty są w bardzo poważnych tarapatach. Ostatnio usłyszeliśmy, że EBC także przygotowuje się do podobnych co FED działań w strefie euro, żeby skupować obligacje europejskich bankrutów. To nic innego, jak dodruk euro z powietrza. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja franka szwajcarskiego. Zarówno dolar jak i euro znacząco się w stosunku do niego osłabiają. Podobnie ma się sprawa w stosunku do innych zaufanych walut. Niszczenie dolara i euro przez bankierów centralnych trwa w najlepsze. Duża część inwestorów jest tego świadoma. Kryzys walutowy nadciąga. Może nadejść nagle lub stopniowo. Akompaniamentem będzie bez wątpienia recesja gospodarcza, której przedsmak obserwujemy właśnie na giełdach oraz dalszy kryzys finansów publicznych wynikający z załamania się wzrostu gospodarczego.

Obecny model gospodarczy bankrutuje. Nie sprawdził się. Establishmentowi politycy śmieją się społeczeństwu prosto w twarz, oszukując je przy każdej nadarzającej się okazji. Ekonomiści głównego nurtu kompromitują się jeden po drugim w swoich absurdalnych przewidywaniach. Powoli wyczerpują się wszelkie alternatywy. Pozostaje austriacka szkoła ekonomii, która zna recepty na problemy trawiące świat. Prawdą jest, że recepty te są bardzo niewygodne dla polityków, ale też wymagają wyrozumiałości ze strony społeczeństwa. Problemem Polaków jest to, że nieustannie są proszeni o wyrozumiałość przez zwykłych tchórzy, czego efektem jest brak znaczącej poprawy.

XXI wiek będzie przełomem. Wielu z żyjących współcześnie z pewnością dożyje czasów, w których ujrzymy upadek walut papierowych i zastąpienie ich prawdziwym pieniądzem (a przynajmniej papierkami mającymi pokrycie w prawdziwych dobrach materialnych). Upadek fiducjarnych banknotów ekonomiści „austriaccy” prognozowali już w latach 70. XX wieku. Nastąpi też załamanie modelu państwa opiekuńczego. Alternatywą jest tylko totalitaryzm. W USA już widać siłę, która stara się przynajmniej skierować dyskurs w kierunku wolnorynkowym (choć droga naznaczona jest wieloma porażkami i problemami z lojalnością). W Polsce (ale i w niemal całej Europie!) takiej znaczącej siły niestety nie mamy. Politycy zamiast zająć się prawdziwymi problemami, przejmują funkcje celebrytów. To nie może się dobrze skończyć.

Łukasz Stefaniak


4 Responses to Politycy i mainstreamowi ekonomiści stracili wiarygodność

  1. kontr PiS napisał(a):

    Bardzo mnie ucieszył p.prof.Witold Ostrowski dawny doradca ekonomiczny byłego prezydenta naszego nieszczęsnego kraju Aleksandra „golenia Filipińskiego” Kwaśniewskiego jak oświadczył, że St.Zjed.A.P. są wiarygodne i spłacą swój dług przez dodrukowanie potrzebnych pieniędzy. Naprawdę słyszałem to w radiu i telewizorni. To było powiedziane bardzo poważnie. Piękne.

  2. Łukasz napisał(a):

    Będą z tego poważne problemy z inflacją cen i kryzysem walutowym. Efekty QE2 już w przyszłym roku. Mówiąc poważnie, nieciekawie to wygląda.

  3. Marko napisał(a):

    Pan Stafaniak maluje czarne obrazy pelne histerii. Dlaczego? Na swiecie nie ma zadnego kryzysu gospodarczego ani finansowego – swiat ugina sie od towarow i uslug. Jedyne co mamy to plaska manipulacje polityczna w okreslonym celu: zebrac najwazniejsze „smakolyki” w roznych krajach i opanowac lokalne rynki. To jest jakies 100 osob, ktore realizuje ten cel. I 6 miliardow sie ich boi. W tym Pan Stefaniak. Smiechu warte.

  4. Niezalezny napisał(a):

    Tak samo politycy, jak i ekonomisci z tzw. mainstream nigdy wiarygodnosci nie mieli. Narod zostal juz przeinaczony przez tzw. brain-wash przez tzw. establishment ze sprawdza sie wizja George Orwell w „1984”. Zeby naprawde dobrze zrozumiec co sie dzieje nalezy przeczytac dokladnie ksiazke Carroll Quigley, pt. TRAGEDY and HOPE. Jest tam opisane kto dokladnie rzadzi swiatem.
    http://www.infowars.com
    http://www.ronpaul2012.com
    http://www.wicipolskie.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *