Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy Czytaj więcej »

 

Politycy na stadion! – a władza w ręce ludzi

"Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało" – tą znaną z piłkarskich stadionów przyśpiewkę można by bez wahania przenieść do politycznego salonu, psutego od ćwierćwiecza przez nasze “elity” – co zawsze, choćby na wszelki wypadek, sugeruję brać w cudzysłów – a już w szczególności od dwóch kadencji przez zdegenerowane rządy Platformy Obywatelskiej.


Ileż to bowiem razy słyszeliśmy od rządzących, że przecież nic się nie stało: że zdarzenie spod Smoleńska wyjaśniane jest właściwie, mimo iż po dziś dzień wrak TU-154 rdzewieje w starej szopie, porastając mchem (swoją drogą, wszyscy wierzący wówczas w dobre zamiary władz Rosji – o czym zapewniali nas na każdym kroku nasi dobrodzieje – muszą mieć teraz, w dobie Putina-Hitlera, koszmarny dysonans poznawczy); że nacjonalizacja OFE to przecież żadna kradzież wypracowanych należności, tylko ratunek przyszłych emerytów przed chciwymi funduszami… że żadnej afery taśmowej nie było, a jedynym przewinieniem podsłuchanych polityków było to, że brzydko się wyrażali. Prezes NBP udzielał przecież Bartłomiejowi Sienkiewiczowi “wykładu” i o żadnym podżeganiu do złamania konstytucji – a konkretnie zapisu mówiącego o zakazie finansowania deficytu budżetowego dodrukiem – nie było naturalnie mowy. Naturalnie.

Teraz oczywiście również nic się nie stało – o czym w płomiennych przemowach zapewnili nas i prezydent Komorowski, i premierowa Kopacz. No bo przecież awaria całego systemu zliczającego głosy i trwające tydzień liczenie, podczas którego doszło do ataków hakerskich i wielu kompromitacji – jak choćby ta ze Szczecina, gdzie wybory na prezydenta “wygrał” ktoś, kto w ogóle o to stanowisko się nie ubiegał – nie są niczym wielkim… ot, codzienność. Codziennością najwyraźniej jest również niespotykanie wysoki wynik PSL-u, którego nie da się wytłumaczyć w żaden logiczny sposób, a który jakimś dziwnym trafem pokrywa się z równie niewytłumaczalnym odsetkiem głosów nieważnych – sięgającym w niektórych regionach nawet 40%. Codzienność, no jasne! Zatem śpiewają nam z mównic koalicyjni politycy: “nic się nie stało, Polacy nic się nie stało…” – niech idą na stadion, tam niech wrzeszczą. “Kopacz dla kopaczy!” hasłem na antyrządowe protesty.

A owo “święto demokracji” – jak nazywają je z nieskrywaną dumą mądre głowy w telewizji – te mające faktyczny wpływ na losy kraju, a nie będąc jedynie wyścigiem kanalii po ciepłe synekury – choć to oczywiście również – zbliżają się nieubłaganie. Warto się zastanowić już dziś, na kogo oddamy swój głos, jeśli chcemy w owym “święcie” uczestniczyć. Największa partia opozycyjna z jednej strony domaga się bowiem powtórki całej szopki, z drugiej pryncypialnie odcina się od protestów organizowanych w wielu częściach kraju – podobnie, i z podobnych powodów, jak odcina się od pewnego czasu od Marszu Niepodległości. Widać wyraźnie, że jedyną zmianą jakiej domaga się PiS, jest zamiana ról w naszej politycznej rzeczywistości, tak by z opozycji stała się partią rządzącą, a obecna koalicja rządząca – opozycją. Jest to oczywiście racjonalne z punktu widzenia partyjnego, lecz Polsce nie przyniesie żadnej korzyści. No, może taką, że przez pierwsze miesiące nowi dobrodzieje będą bardziej powściągliwi w swoich matactwach niż rozzuchwaleni ośmioma latami rządów członkowie Platforma Obywatelska. Marna to jednak korzyść!

Polsce nie potrzebna jest bowiem zmiana ekipy rządzącej, Polsce potrzebna jest zmiana systemowa. Rozbicie układów, układzików i innych ciężarów przygniatających od dwudziestu pięciu lat nasz kraj nie dokona się poprzez samą zmianę prezydenta, premiera i rządu. Rozbicie tego głazu uciskającego polskie społeczeństwo jest możliwe wyłącznie poprzez przywrócenie obywatelom władzy nad owocami własnej pracy – której zostali pozbawieni na przestrzeni mijającego ćwierćwiecza. Tylko radykalne ograniczenie kompetencji państwa ukróci nadużycia, machlojki i usunie całą zgniliznę. Jak mawia pan Stanisław Michalkiewicz: “słońce świeci, pory roku zmieniają się z zadziwiającą regularnością – a to wszystko dzieje się bez pomocy rządu”... musimy nauczyć się myśleć w taki sposób! Bo rząd nie potrafi rozwiązać żadnego naszego problemu, rząd sam w sobie jest problemem, jak słusznie zauważył Ronald Reagan. Po co nam 17 ministerstw, w których rozmywa się odpowiedzialność i kiedy przyjdzie co do czego, nie sposób ustalić winnych zaniedbań. Po co nam armia urzędników (tylko w samej Warszawie mamy 400 radnych; w województwie Śląskim na 3,7 mln mieszkańców przypada ich 2,7 tys – podczas gdy w  o ś m i o m i l i o n o w y m  Nowym Jorku radnych jest zaledwie 51), którzy nie wytwarzają żadnego dobra – marnując jedynie wypracowane w pocie czoła bogactwo na skalę masową? 47 tysięcy radnych kosztuje nas rocznie 1,1 miliarda złotych, a przecież są oni jedynie niewielkim wycinkiem zbiurokratyzowanego aparatu państwowego III RP.

Marnotrawstwo i koszty utrzymywania tej urzędniczej armii, to nie jedyny problem. Gdy raz pozwoliliśmy, by politycy, urzędy i urzędnicy decydowali o naszych sprawach – w naturalny sposób będą poszerzać zakres nadanych im kompetencji na inne dziedziny, sięgając swą karzącą ręką coraz głębiej w nasze życie. I w taki właśnie sposób decydują: kiedy nasze dzieci mają rozpocząć edukację; czego mają się uczyć; co jeść… decydują o tym, w jaki sposób mamy prowadzić swoje interesy; od kogo kupować i za ile; w jaki sposób się ubezpieczać – decydują praktycznie o wszystkim. Zgnilizna doszła już tak daleko, że nie sposób odnaleźć choćby jednej dziedziny wolnej od rządowej regulacji. Co gorsza, ogromne uprawnienia całej machiny państwowej sprawiły, że mający służyć społeczeństwu wybrańcy narodu w żywe oczy kpią z woli swoich mocodawców – bo w istocie, jesteśmy ich mocodawcami – będąc przy tym coraz bardziej bezczelnymi, że wspomnę choćby wyrzucenie do kosza miliona podpisów w sprawie sześciolatków. Doszło do tego, że obywatele zostali zaprzęgnięci do pracy, rwąc bawełnę dla swych panów-biurokratów! 83% dochodu – tyle według Centrum im. Adama Smitha rząd zabiera przeciętnej polskiej rodzinie każdego roku pod postacią podatków i wszelkich “danin”. Nastąpiło zatem kompletne odwrócenie ról: obywatele pracują na utrzymanie biurokratycznej machiny, która żyje własnym życiem. Trzeba wreszcie wyciąć ten pasożytniczy organizm!

Rząd nie jest bowiem remedium na niesprawiedliwość wynikającą z ludzkiej natury, jak twierdził Thomas Hobbes – to bujda! W tej roli się nie sprawdził, trzeba to jasno powiedzieć! Trzeba wrócić do myśli Johna Locke’a, który w prosty sposób określił zadania rządów i instytucji państwa: “całym celem rządu jest tworzenie prawa dla regulacji i ochrony własności oraz dla obrony wspólnoty przed agresją zewnętrzną, wszystko to zaś – jedynie dla dobra publicznego.” Tak więc, trzeba traktować rząd – państwo, aparat władzy – jak zło konieczne i dbać, by zajmował się wyłącznie swoimi skromnymi sprawami, wynikającymi z powyższego zdania. I aby ich nie powiększył choćby o jotę! Resztę ludzie załatwią już sami, jeśli tylko nie będzie się ich pozbawiać owoców pracy przesadnymi obciążeniami fiskalnymi, jak ma to miejsce dzisiaj.

W taki właśnie sposób władza przejdzie z powrotem w ręce ludzi, którzy codziennymi wyborami i wzajemnymi umowami będą decydować o swoim losie, o losie swych rodzin, lokalnych wspólnot, a przez nie – całego kraju. Decydować naprawdę, bez zbędnych pośredników wybieranych raz na kilka lat.

Jakub Bijan


3 Responses to Politycy na stadion! – a władza w ręce ludzi

  1. Maciej Dybowski napisał(a):

    „Platforma….”, „Platformą….” jednak pamiętajmy, że w rządzie jest koalicjant – PSL. I to ta partia od 25 lat praktycznie jest u władzy, może z każdym, byle u koryta, zawsze i wszędzie. W tych wyborach to PSL jest zwycięzcą.

  2. Piotr Korzeniowski napisał(a):

    Nie zawsze PSL była u korytka. Samoobrona potrafiła raz wskoczyć na jej miejsce i zaistnieć w egzotycznym sojuszu z PiS-em i LPR-em.

  3. Maciej Dybowski napisał(a):

    I co PSL jak, i „Samoobrona” i inne partie i partyjki koalicyjne i opozycyjne nie mają za kołnierzykiem żadnych afer? Żadnych? Nawet w regionach, powiatach i lokalnie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *