Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Polityczny analfabetyzm

W pierwotnym zamyśle chciałem pisać o czymś zupełnie innym, wszak dzieje się ostatnio sporo, zwłaszcza za naszą wschodnią granicą - zatem tematów do opisania jest całe mnóstwo. Zważywszy jednak na fakt, że za klawiaturą zastał mnie pierwszy marca, trudno mi było powstrzymać się od chwili refleksji i zadumy.

W rocznicę zamordowania kierownictwa IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, w dniu pamięci Żołnierzy Niezłomnych, trudno bowiem pisać o wesołych pląsach Radosława Sikorskiego na Ukrainie; o barwnych i kolorowych raportach GUS-u pokazujących, jak dobrze nam się już w Polsce żyje; czy komicznych przepychankach naszych dobrodziejów z ulicy Wiejskiej - mających zamaskować ich nieudolność przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego. To wszystko oczywiście ważne i warte choćby powierzchownego potraktowania piórem - ale nie teraz, nie dzisiaj.

Dziś bowiem pragnę pochylić się nad rdzeniem obecnej sytuacji Państwa Polskiego, którą najdelikatniej można określić jako niewesołą. I rzeczywiście - wesoło nie jest. Biuro statystyczne Unii Europejskiej jeszcze w grudniu ubiegłego roku przygotowało raport “szkód społecznych wyrządzonych przez kryzys” - tak jakby kryzys był jakąś bliżej niekreśloną, całkowicie oderwaną od działań rządów sytuacją: jak erupcje wulkanów bądź fale tsunami - z którego wynika, że w naszym kraju zagrożonych ubóstwem jest 26,7% obywateli. Rośnie także rozwarstwienie, a ponad połowa Polaków (54%) nie ma żadnych oszczędności - nie to, żeby w całej Unii sytuacja była lepsza. Pisząc o rdzeniu obecnej sytuacji mam na myśli najważniejszą przyczynę staczania się naszego kraju po równi pochyłej ku nieuniknionemu bankructwu - bo takiego finiszu, przy obecnej polityce rządu, należy się prędzej czy później spodziewać. I nie mam tutaj na myśli odkrywczego stwierdzenia, że “rząd źle rządzi” - jakim w zeszłym roku uraczył nas, w przypływie myśli głębokiej, Jarosław Kaczyński. Nie mam nawet na myśli Obrad okrągłego stołu, podczas których jedni zaufani generała Kiszczaka dogadali się z drugimi w sprawie sposobu funkcjonowania III RP. Mało tego. Nie chodzi mi nawet o uwłaszczoną nomenklaturę, która dzięki Ustawie Wilczka przejęła najważniejsze gospodarcze obszary funkcjonowania Państwa na własność. Bo to wszystko choć szalenie istotne - nie jest sednem dzisiejszej sytuacji. Bo sedno leży głębiej - sedno leży w każdym z nas.

Przyczynę beznadziejnej teraźniejszości widzę w zaniku dyskusji publicznej wśród Polaków. Coś, co jeszcze kilkanaście lat temu było normą, jest już po latach telewizyjnej indoktrynacji archaizmem. Pamiętam jak w dzieciństwie chodziłem z rodzicami na różne rodzinne uroczystości - tu imieniny u cioci, tam urodziny u wujka. I choć z kuzynami i bratem zawsze potrafiliśmy znaleźć sobie zajęcie z dala od stołu dla dorosłych, to przypominając sobie te sceny, zawsze, nierozerwalnie, przypominam sobie równocześnie dyskusje polityczne zgromadzonych dorosłych. Dziś przy wódce o polityce się już nie rozmawia - ani przy żadnym innym trunku. W zasadzie nie rozmawia się o polityce wcale, a jeśli już, to są to wzajemnie przekrzykiwania - co z założenia z dyskusją ma niewiele wspólnego. Wśród młodszego pokolenia nie jest wcale lepiej, w kręgach “młodych, wykształconych, z wielkich miast” polityka to temat tabu - coś splamionego, niegodnego uwagi, obciachowego wręcz. “Interesujesz się polityką? - co z tobą nie tak? Przecież politycy to banda złodziei, PO rządzi źle, ale przecież ktoś rządzić musi… lepsi oni niż PiS!” W zasadzie cała dyskusja nad polityką została sprowadzona do przepychanek pomiędzy zwolennikami Platformy Obywatelskiej ze zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości - tak, jakby to, na jaką partię ktoś oddaje swój wyborczy głos było istotą sprawy. Polacy dali sobie wmówić ten sztucznie wytworzony podział jako jedyny obowiązujący nie bacząc, że w tle tej całej hucpy umykają sprawy ważne - sprawy Polski.

A żeby zaradzić złej sytuacji, najpierw należy przecież poznać jej przyczyny. Jak zatem uzdrawiać państwo, kiedy nie zdajemy sobie sprawy z trapiącej je choroby? I jak dojść jej przyczyn, kiedy nie potrafimy już ze sobą rozmawiać? Z zatrwożeniem stwierdzam, że większość znanych mi osób nie ma żadnych poglądów politycznych - oczywiście, gdyby ich wprost zapytać, to każdy mądry, każdy zna się na ekonomii i polityce zagranicznej. Gdyby jednak poprosić któregoś o wyjaśnienie tak podstawowej sprawy, jak różnicy pomiędzy poglądami prawicowymi a lewicowymi, to zdecydowana większość albo nie miałaby nic do powiedzenia, albo zaczęłaby rzucać banałami zasłyszanymi w telewizji - że prawica to PiS, że lewica to SLD. Jakaś głębsza analiza, to już zadanie zbyt trudne. Podobnie z przypadkowymi zagadnieniami politycznymi: Kaczyński - oszołom/patriota; gender - zagrożenie dla rodziny/postępowa nauka; traktat lizboński - druga Targowica/pomoc Europy… oczywiście poszczególna odpowiedź zależałaby od preferowanych mediów, ale gdyby drążyć temat dalej, to konkretnego uzasadnienia owych “poglądów” nie sposób otrzymać. Ludzie zadowalają się prostymi i przyjemnymi hasełkami, które pasują do ich świata, a wszystko co wykracza poza utarte schematy myślowe jest z góry odrzucane, jako coś niewartego zainteresowania.

Oczywiście można zrzucać winę - i w dużej mierze będzie to prawda - na nieobiektywne media głównego nurtu; na szkoły, które uczą wszystkiego poza samodzielnym myśleniem; na okrągłostołowe porozumienie, które przypieczętowało polityczne losy naszego kraju. To wszystko będzie do pewnego stopnia prawdą - utrudnieniem w zrozumieniu obecnego położenia Polski. Ale nie jest to wytłumaczenie kompletne. Dość często bowiem uczestniczę w pobliskich spotkaniach politycznych, gdzie zaproszeni prelegenci wygłaszają przygotowane przemowy - po czym zgromadzeni słuchacze zadają pytania, dyskutują. I mimo iż w sporej części ludzie spotykający się na takich debatach mają w wielu sprawach odmienne poglądy od moich, często podając zupełnie odwrotne “lekarstwa” na zaistniała sytuację - to jednak z nimi, pomimo różnic, można o sprawach kraju porozmawiać. Często bardzo konstruktywnie. Skoro zatem te kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkaset (w zależności od miejscowości) osób potrafi poświęcić dwie godziny swojego prywatnego czasu na dyskusję o polityce; skoro pomimo obowiązków dnia codziennego są w stanie wygospodarować piętnaście minut na przejrzenie gazet i internetu po to tylko, by sprawdzić usłyszane w radiu rewelacje - jest to znak, że da się to zrobić.

Ale jak “statystyczny Polak” ma zdobyć potrzebną wiedzę, kiedy “statystyczny Polak” nie czyta? Nie to, żeby nie potrafił - od szkoły pewnie nie zapomniał jak odróżnić “a” od “b”. “Statystyczny Polak” (według badań aż sześćdziesiąt procent Polaków w ogóle nie czyta książek, żadnych) nie czyta tekstów dłuższych niż jedna strona A4 - niedługo dojdzie do tego, że przeczytanie tweeta mającego 140 znaków będzie szczytem czytelnictwa w naszym kraju. Jak rzeczowo wyjaśnić, przykładowo, na jednej stronie A4 pozytywy i zagrożenia płynące z sytuacji na Ukrainie? Jak, nawet pobieżnie, wyjaśnić paradoks dzisiejszego systemu emerytalnego, by nie przekroczyć tych dwóch i pół tysiąca znaków?

To jest prawdziwe nieszczęście trapiące nasz kraj. Całkowity polityczny analfabetyzm, całkowite polityczne zobojętnienie - blokujące jakiekolwiek rozsądne ruchy polityczne, nie oparte na “dać”, “należy się”, “państwo musi”, a na konkretnych rozwiązaniach. Bez zrozumienia funkcjonowania podstawowych mechanizmów politycznych nie ma możliwości przywrócenia Polsce prawidłowego kierunku rozwoju. Można, co najwyżej, zmieniać marionetki będące chwilowo u władzy, lecz będzie to ciągle zmiana powierzchowna - jedne kukły zastąpimy drugimi, ale ręka wprawiająca je w ruch pozostanie ta sama. Lecz żeby owe mechanizmy zrozumieć, trzeba się tematem zainteresować. Trzeba chcieć.

I nie mam tu, w dużej mierze, pretensji do pokolenia moich rodziców - oni po części byli skazani na Michnika i “Gazetę Wyborczą” - i choć jest to tłumaczenie nieco na wyrost, to nie można porównywać rzeczywistości lat osiemdziesiątych czy nawet dziewięćdziesiątych, do cyfrowego początku nowego millenium. Właśnie dlatego mam pretensje do swojego pokolenia - za brak zainteresowania, przy tak dużych możliwościach (w internecie w przeciągu sekund można przecież dotrzeć do niemal każdej informacji, i to z kilku źródeł!). Obchodząc Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych powinniśmy się zatem wstydzić, że ci Dzielni Patrioci byli w stanie kilkadziesiąt lat temu poświęcić najwyższą cenę za dobro Ojczyzny, umrzeć z okrzykiem “Niech żyje Polska” na ustach - a my, dziś, przy tak dużym komforcie życia, nie potrafimy dać Ojczyźnie choćby dwóch godzin tygodniowo, by przyjrzeć się bliżej sprawom kraju. Naszego kraju.

Jakub Bijan

Foto.: elisabethhubert.com


2 Responses to Polityczny analfabetyzm

  1. królik napisał(a):

    Bardzo trafne spostrzeżenia. W Polsce nie istnieje konstruktywna rozmowa o polityce. Jednak nie ma co się dziwić, bo w naszym kraju nie ma polityki a jedynie demagogia. Młodzi nie zagłębiają się głębiej, bo dla nich istnieje jedynie PO i PIS.

  2. Marko napisał(a):

    A o czym ma Polak rozmawiac skoro wszyscy mysla w ten sam sposob bo ich mysli zostaly uksztaltowane przez lata prania mozgow w mediach, szkolach, wiecach, uniwersytetach, wierze w zachodnie wzorce itd itd? Nawet na tej witrynie trudno z kimkolwiek dyskutowac sensownie. Istnieje wylacznie komuna, trolle, Korea Polnoca i jako przeciwwaga Jasio z Mucha, kapitalizm i tzw. (nie)wolny rynek. Pomiedzy nie ma nic. A jak wyjsc z dna skoro komuna do d….y a kapitalizm jeszcze gorszy. I dlaczego zawsze musi w tym wszystkim byc polityka prawa czy lewa skoro to wlasnie polityka jest prawdziwa kula u nogi kazdego spolecznstwa i trzyma go w ryzwach za twarz. Dopiero opuszczenie Matrixa moze Polsce i swiat pomoc. Najpierw nalezy jednak Matrixa poznac, uwierzyc w jego gre bo bez tego nie da sie zmienic rzeczywistosci. Material ma sens ale zle stawia teze i prowadzi na manowce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *