Szwajcarzy zdecydowali o obniżce VAT, który i tak jest tam bardzo niski

Szwajcaria rządzi się swoimi prawami. Instytucja referendum, nieznana w takiej skali w innych krajach, pozwala obywatelom rzeczywiście współdecydować o tym, jakie prawo jest tam stanowione Czytaj więcej »

 

Polityka, ekonomia i kompleksy

Trzynastego grudnia, roku obecnego, wszedł w życie sześciopak, planu unijnego… Oficjalnie unijny „sześciopak” to „przepisy wzmacniające dyscyplinę finansową, które mają uchronić Unię Europejską przed kolejnymi kryzysami w przyszłości”. Ciekawe założenie, gdyż potwierdza, że tzw. kryzys w swej istocie jest efektem kupowania głosów wyborców przez polityków za pożyczone pod zastaw ich (tj. podatników) pracy pieniądze. Pieniądze rzecz jasna pożyczone w bankach i instytucjach finansowych, które w przypadku niewypłacalności dłużnika „pójdą z torbami”. Szkopuł w tym, że na spłatę trzeba coraz więcej, więc rosną podatki a z nimi karleje gospodarka. Zapobieżeniu „nieszczęściu” niewypłacalności rządów służyły kolejne baillouty np. Grecji.


Zgodnie z założeniami „sześciopaku” kraje eurolandu łamiące zasady z Maastricht będą musiały płacić kary i dostosowywać się do wytycznych brukselskich biurokratów. Innymi słowy – jak jakiś rząd nie radzi sobie z finansami, to podatnicy dostaną po kieszeni płacąc nałożone kary, co niewątpliwie wpłynie ożywczo na sytuację gospodarczą. Nie bardzo wiadomo za to, co się stanie w przypadku, gdy wykonywanie zaleceń „Brukseli” spowoduje wzrost zadłużenia i deficytu.

Unijny „sześciopak” dotyczy, na szczęście, wyłącznie krajów strefy euro. Tymczasem jeden z „architektów” wspólnej waluty, Jacques Delors, potwierdził niedawno wyśmiewane dotąd zastrzeżenia przeciwników Euro. Stwierdził, że euro „było wadliwe od samego stworzenia. Winą obarcza jednak nie siebie, a europejskich polityków, którzy doprowadzili walutę do upadku”. Teraz ci sami politycy stają na uszach, by „ratować” wspólną walutę, co raczej przesądza jej los. W wypowiedzi J. Delores’a warto jednak zwrócić uwagę na potwierdzenie innego, dotąd wyśmiewanego twierdzenia – że euro jest w istocie projektem stricte politycznym, środkiem do pozbawienia państw strefy suwerenności gospodarczej i ekonomicznej. „86-letni Delors, przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 1985-95 wskazał w szczególności na brak centralnego ośrodka koordynującego politykę budżetową…”. I dalej „Brytyjczycy, którzy mieli zastrzeżenia do euro, wskazując, że wspólna waluta nie może funkcjonować, bo nie stoi za nią żadne państwo, mieli przekonujący argument”.

Wprawdzie Polska nie znajduje się w strefie euro, ale co to szkodzi? Po wypowiedziach ministra Sikorskiego R. o potrzebie „zrzeczenia suwerenności na rzecz UE” (czytaj Niemiec), które zyskały akceptację Kremla (rosyjski „kontrowersyjny” dziennikarz: „Rosja graniczy z Niemcami, a Polska to tylko „cieśnina” między tymi krajami […] Rosja w regionie może prowadzić dialog wyłącznie z Niemcami”) i Berlina (Angela Merkel „My też bardzo chcemy, aby Polska była w strefie euro”) zaangażowanie rządu Tuska / polskiego podatnika w „ratowanie” wspólnej waluty nie jest zaskoczeniem. Co prawda odbywa się poprzez MFW, ale jak zapewnia minister Rostowski V. polski „bank centralny cały czas inwestuje w obligacje skarbowe krajów strefy euro, obligacje USA czy MFW”.

Tymczasem politycy z Europy Środkowej i Wschodniej niedotknięci kompleksami i mniej łasi na poklepywanie po plecach sprzeciwiają się przymuszaniu ich do ratowania wspólnej waluty. „Uważają za wielką niesprawiedliwość to, że są proszeni o ofiary na rzecz krajów, które wciąż cieszą się znacznie większym bogactwem, nawet mimo nagromadzonego olbrzymiego długu publicznego”. Bułgarski Minister Spraw Zagranicznych Nikołaj Mładenow stwierdził wprost, że „Bułgaria nie spowodowała kryzysu w strefie euro i nie wyprowadzi tej strefy z kryzysu”. Sprzeciwiają się również Czesi, Słowacy i Litwini. Kontestatorzy z Europy Środkowej i Wschodniej podnoszą, że „mimo lat gospodarczego rozwoju, poziom życia w Europie Środkowej i Wschodniej jest nadal dużo niższy niż na Zachodzie”.

Cóż, ale jako się rzekło, oni najwyraźniej nie mają kompleksów. Pewnej „opiniotwórczej gazety” widać też…

Michał Nawrocki

Fot.: internet


One Response to Polityka, ekonomia i kompleksy

  1. paweł napisał(a):

    Cały czas, za wszystkie błędy polityków płacić mają podatnicy, a ci politycy wciąż przy sterze brną w kolejne błędy… Naprawdę, poczuję wielką ulgę, gdy ferajnę w składzie: Tusk, Sikorski, Rostowski, Sarkozy, Merkel, Zapatero, Barroso, Lewandowski, Belka and consortes, zobaczę kiedyś za kratami ciężkiego więzienia. Wyroki, nie jak z Chirakiem – w zawieszeniu, ale lata bezwzględnego więzienia i ciężkich robót…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *