Interesuje mnie człowiek, bez względu na narodowość i wyznanie

Rozmowa z Sebastianem Reńcą, autorem powieści \"Miasto umarłych\", która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Prohibita Czytaj więcej »

 

Polska dla Polaków

Nie byłem w tym roku na Marszu Niepodległości. Nigdy nie brałem w nim udziału. I nie dlatego, że z Lusaki byłoby za daleko, ale trochę inaczej rozumiem patriotyzm. Prawdziwy patriota to ten, kto chroni swój naród nawet przed własnym rządem (E.P. Abbey +1989) i to bez względu na to, kto wygrywa wybory.


Z organizatorami marszu nie było mi do końca po drodze, ale nie widzę równocześnie niczego niewłaściwego w haśle narodowców „Polska dla Polaków”. To, że ktoś nie chce mieszkać razem z Niemcami lub muzułmanami, nie oznacza jeszcze, że nie chce z nimi handlować na odległość. Może jest i prawdą, że dzięki imigracji wzrosłyby dochody, ale dobrobyt i bogactwo to pojęcia subiektywne. H.H. Hoppe trafnie zauważa, że to dobrowolność kontaktów umożliwia ludziom odmiennych ras, narodów, języków, religii czy kultur nawiązanie pokojowych relacji, a co a tym idzie wolny handel (Demokracja,- bóg, który zawiódł, Warszawa 2006).

Dobrowolność kontaktów jest tu istotna i dlatego jeszcze bardziej nie po drodze jest mi z tymi, którzy są przeciwko organizatorom Marszu Niepodległości. Myślałem, że argumenty na rzecz wolnego handlu wydają się od czasów D. Ricarda (+1823) logicznie niepodważalne. Ze świeczką jednak szukać w Polsce partii politycznej, która nie popierałby polityki państwowego protekcjonizmu. Trudno mówić o wolności, jeżeli nie mogę według mojego uznania wymieniać własnych produktów z dowolnymi partnerami poza granicami mojego kraju. Współczesnych ruchów imigracyjnych też nie można utożsamiać z wolnością, gdyż są one wymuszone przez państwowy interwencjonizm, który hojnie obdarza imigrantów prawem do zasiłku integracyjnego.

J. H. de Soto, współczesny hiszpański ekonomista i przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii, taki system nazywa niehumanitarnym, ponieważ uniemożliwia człowiekowi wolne dążenie do wyznaczonych celów przy pomocy środków, które są według niego najwłaściwsze i dostępne. System, który oparty jest na instytucjonalnej agresji wobec wolności korzystania z funkcji przedsiębiorczej, jest definiowany przez hiszpańskiego ekonomistę jako socjalizm.

Pius XI przyznał, że socjalizmu nie można pogodzić z chrześcijaństwem (Quadragesimo anno, nr 120). Szymon Hołownia wczoraj napisał, że katolik nie może być nacjonalistą i wznosić okrzyków „Polska dla Polaków”.  Dlaczego?

Według niego prawdziwy chrześcijanin powinien być jak Dobry Samarytanin (Łk 10, 25-37). A co on takiego uczynił? W Ewangelii według św. Łukasza czytamy, że pomógł pewnemu rannemu człowiekowi. Opatrzył go, zawiózł go do gospody i dał właścicielowi gospody dwa denary z własnej kieszeni, by ten zaopiekował się rannym do momentu, aż wyzdrowieje. Dobry Samarytanin nie został z rannym. Poszedł własną drogą. Podejrzewam, że poseł Robert Winnicki i Krzysztof Bosak, przywódcy Ruchu Narodowego, zrobiliby to samo. Nielegalnemu imigrantowi rannemu na terenie Polski udzieliliby pierwszej pomocy i na swój koszt odwieźliby go do granicy. Czy taki zachowanie nie byłoby chrześcijańskie?  

Kiedyś wszystko było łatwiejsze. Święta Rodzina wyemigrowała do Egiptu. Później wróciła. Jezus przeżył wiele lat bez zasiłku. Doświadczył tego, co to znaczy żyć na emigracji. Ale lepiej nie myśleć, co by było, gdyby była przymusowa integracja.

Św. Paweł mówił, że nie ma już Greka ani Żyda (Kol 3,11). Wszystko się zgadza. Ale ten „mur wrogości” został zburzony w nas i między nami przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa (Ef 2,14).  Sztucznie i politycznie wymuszona integracja wszystkich kultur i ras wymieszanych razem jak w kotle nie sprawi, że będziemy nagle żyć w pokoju. Wizja Izajasza mówi, że „na końcu czasów (…) góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną” (Iz 2,2), ale każdy zachowa swoją niepowtarzalną tożsamość. Wielokulturowości nie jest więc celem chrześcijaństwa i nie jest również jego pochodną.

„Nie ma już Greka” – taki okrzyk byłbym w stanie wznieść na ulicy w Atenach. Europa jest tak potracona, że na niczym już jej nie zależy. „Nie ma już Żyda” – wypowiedzenie tych słów w żydowskiej dzielnicy Jerozolimy nawet szeptem wymagałoby nie lada odwagi.

O. Jacek Gniadek SVD

O. Jacek Gniadek SVD - misjonarz ze Zgromadzenia Słowa Bożego, doktor teologii moralnej, obecnie ewangelizuje w Zambii. Publikuje na stronie www.jacekgniadek.com .


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *