Interesuje mnie człowiek, bez względu na narodowość i wyznanie

Rozmowa z Sebastianem Reńcą, autorem powieści \"Miasto umarłych\", która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Prohibita Czytaj więcej »

 

Polska nie może się godzić na zagładę Kresów! (cześć 11)

Kontynuujemy cykl artykułów Rajmunda Pollaka poświęcony historii Kresów pt.: "Polska nie może się godzić na zagładę Kresów". Czytaj część 1; część 2część 3 ; część 4 ; część 5 ; część 6 ; część 7 ; część 8 ; część 9 ; część 10 .

Decydującym o powojennej przyszłości Ziemi Wileńskiej był 1944rok. W styczniu 1944roku koalicja litewsko-niemiecka wysłała zbrojną ekspedycję w celu zniszczenia oddziału AK legendarnego „Szczerbca”, którym był porucznik Gracjan Fróg.

Do strategicznej bitwy doszło 8.stycznia pod Mikuliszkami, gdzie świetnie uzbrojony oddział SS wspomagany przez doborową jednostkę litewskiej Saugumy okrążył partyzantów  AK dowodzonych przez  porucznika Gracjana. Na pomoc bohatersko walczącym żołnierzom „Szczerbca” ruszył z flanki  oddział porucznika „Krzemienia”(Piotr Motylewicz),  pochodzącego z elitarnej jednostki cichociemnych. Polacy pokonali wrogów po krwawej walce. Zabici zostali wszyscy atakujący hitlerowscy oraz ponad dwudziestu policjantów litewskich. Niestety poległ również dowódca oddziału AK „Krzemień”.

W  książce „NA ZEW ZIEMI WILEŃSKIEJ” tę heroiczną śmierć tak opisał naoczny świadek Edmund Banasikowski ps. „Jeż”: [...]” ale zginął także w tej walce wypróbowany mój przyjaciel „wachlarzowiec” z mego odcinka, bohaterski Piotruś-„Krzemień”. W momencie gdy ukląkł nad swym ciężko rannym podchorążym, by udzielić mu pierwszej pomocy, seria karabinu maszynowego przeszyła jego ciało. Zginął jeszcze jeden cichociemny oddając swe życie za Ziemię Wileńską.” [....]

W konsekwencji bitwy pod Mikuliszkami Niemcy nabrali respektu do AK i postanowili użyć w większym stopniu szowinistów litewskich do walki przeciw Polakom. Najbardziej gorliwym sojusznikiem hitlerowców okazał się generał Povilas Plechavićius, którego faszyści mianowali dowódcą tzw. Litewskiego Korpusu Posiłkowego. Utworzono całą dywizję antypolskich Litwinów, która miała być przerzucona z rejonów Kowna na Ziemię Wileńską. Dowódca tutejszej AK pułkownik Aleksander Krzyżanowski ps. „Wilk” próbował mimo wszystko dojść do porozumienia z Plechaviciusem proponując powstrzymanie ataków Litwinów przeciw partyzantom AK. Sztab Plechaviciusa odpowiedział na propozycję rozejmu następującymi żądaniami: "(...)

1. Wyrzeczenia się przez Polaków Wilna
2. Opuszczenia przez oddziały Armii Krajowej terenów przydzielonych Litwie przez Niemców.
3. Polacy zamieszkali na terenie „powiększonej Litwy” mieli wstępować do wojska litewskiego, by u boku Niemców walczyć przeciwko Sowietom”.

Zatem generał Povilas Plechavićius bez żadnych skrupułów zaproponował ordynarną zdradę i kolaborację z hitlerowcami. Dowódca AK Okręgu Wileńskiego pułkownik Krzyżanowski stanowczo odrzucił te zdradzieckie warunki i natychmiast wysłał 5.Brygadę Łupaszki w celu zdobycia broni i żywności od świetnie wyposażonych przez Niemców żołnierzy Korpusu Litewskiego. Podczas rozpoznania bojem okazało się, że uzbrojonych po zęby Litwinów przybyło do Wilna znacznie więcej niż pierwotnie zakładano. Dywizja Plechavićiusa wysłana po hitlerowskim przeszkoleniu w teren przeciwko partyzantom AK dopuszczała się potwornych zbrodni wobec ludności polskiej.

Edmunt Banasikowski tak opisał ich marsz w książce „Na zew Ziemi Wileńskiej”: [...] „towarzyszy mu krwawy terror przed którym ucieka ludność cywilna. Faktycznie marsz  ten znaczony był zgliszczami palonych wsi i trupami ich mieszkańców mordowanych na miejscu za współpracę z naszą partyzantką. Żołnierze Plechavićiusa wręczali postronki polskim  chłopom i kazali im się wieszać przy własnych chatach, które za chwilę stawały w płomieniach. Zdawało się, że jakaś dzicz tatarska nawiedziła nieszczęsną ziemię, niosąc za sobą śmierć i zniszczenie. Ludność polska z tobołami i żywym dobytkiem, opuszczała domy rodzinne, szukając schronienia i opieki między oddziałami Armii Krajowej.[...]”

Armia Krajowa  miała na Ziemi Wileńskiej aż trzech śmiertelnych wrogów, bo oprócz hitlerowców, zbrodni na Polakach dopuszczali się komunistyczni partyzanci rosyjscy i litewscy faszyści generała Plechavićiusa. Pułkownik „Wilk” nakazał okrążenie Litewskiego Korpusu Posiłkowego siłami 3. Brygady „Szczerbca”(Gracjan Fróg), 5. Brygady „Łupaszki” (Zygmunt Szendzielorz),  8 Brygady „Tura” (Witolda Turonka) ,  13. Brygady „Nietoperza” ( Adama Walczaka) oraz  12 Brygady pod dowództwem „Cerbera”(kapitan Hieronim Romanowski) i 9. Brygady AK.

Do ostatecznego rozbicia dywizji prohitlerowskich Litwinów doszło w nocy z 13 na 14maja 1944roku. Najpierw pokonano Litwinów w Murowanej Oszmiance, a zaraz potem już sama 13.Brygada AK uderzyła na Tołminowo. Porucznik Adam Walczak ps. „Nietoperz” tak zrelacjonował przebieg walk majorowi Edmundowi Banasikowskiemu ps. „Jeż” :

„Plutony poderwały się i jak burza wpadły do wsi. Rozległy się strzały alarmowe czujek litewskich. Drużyny jednym skokiem osiągnęły zabudowania Tołminowa. Żołnierze wpadają z granatami do szkoły, gdzie kwaterowali oficerowie litewscy. Zaskoczeni, nie zdążyli wydać jakichkolwiek rozkazów. Pod groźbą polskich automatów, podnosili ręce w górę. Z innych pomieszczeń budynku wychodzili na wpół umundurowani Litwini. Pozbawieni dowódców, nie okazywali chęci walki, poddawali się masowo. W głębi wsi trwała walka. Drugi pluton zaatakował zabudowania wskazane przez przewodnika z konspiracji. Poszły w ruch granaty. Litwini zdezorientowani, wyskakiwali z domów wprost pod lufy  broni partyzantów. Ogłuszeni wybuchami granatów, zastraszeni strzelaniną w całej wsi, przypominali sobie język polski. Poddając się prosili o zaprzestanie ognia. Rozbrojonych przy świetle księżyca grupowano na ulicy. Komendę nad jeńcami objął podchorąży „Stefan”, znający doskonale język i rozkazodawstwo litewskie.  Zachodnia część Tołminowa była w rękach Polaków. Po przeciwnej stronie toczyła się jeszcze walka. Spieszony zwiad konny pod dowództwem „Bończy” natrafił na silny opór bunkrów litewskich. „Nietoperz” uruchomił swój odwód do wsparcia zwiadu.  „Bończa” poderwał się do natarcia ze swym oddziałem, ale w  tym momencie przeszyła go seria z broni maszynowej z bunkra.  „Bończa” pada w kałuży krwi z rozprutym brzuchem. Litwini jeszcze walczą, ale bez wiary w zwycięstwo. Wiedzieli, że czeka ich śmierć, lub poddanie się. Wybrali to drugie. Załoga bunkra skapitulowała. Ciężko rannego „Bończę” – podchorążego kawalerii Bukowskiego- przeniesiono natychmiast na punkt opatrunkowy. Zmarł na rękach dr „Lanceta” nie doczekawszy się przybycia dowódcy brygady.”   

Dywizja zdrajców litewskich pod wodzą Plechavićiusa została kompletnie rozbita przez polskie oddziały AK.

Jednak tym wszystkim Litwinom, którzy się poddali i złożyli broń okazano łaskę. Owszem byli oni upokorzeni, bo kazano im zdjąć faszystowskie mundury i musieli wracać w samej bieliźnie do swych domów, ale dowództwo Armii Krajowej darowało im życie! Gdy uporano się z litewskimi kolaborantami, to nasiliły się znowu podstępne ataki partyzantki sowieckiej na ludność polską!

Do Wilna zbliżała się Armia Czerwona!

Ciąg dalszy nastąpi...

Rajmund Pollak


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *