Szwajcarzy zdecydowali o obniżce VAT, który i tak jest tam bardzo niski

Szwajcaria rządzi się swoimi prawami. Instytucja referendum, nieznana w takiej skali w innych krajach, pozwala obywatelom rzeczywiście współdecydować o tym, jakie prawo jest tam stanowione Czytaj więcej »

 

Polska zniewolona czy tylko z ograniczoną wolnością?

Aby odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule tej pracy należałoby zacząć od dokładnego zdefiniowania pojęć w nim zawartych. Zniewolenie wydaje się dziś na pierwszy rzut oka czymś bardzo odległym i niedotykającym naszych czasów. Przecież wokół politycy, publicyści, celebryci i artyści zapewniają nas, że żyjemy w najlepszym momencie historii, a zniewolenie już minęło.



Teraz cieszymy się wolnością, niektórzy wręcz stwierdzili, że obserwujemy „koniec historii”. Co prawda do tego ostatniego terminu już mało kto się przyznaje, ale twierdzenie, że żyjemy w zniewoleniu jest dziś brane za jedną z cech składowych poglądów nazywanych „niepoprawnymi politycznie”. Osoby o takich poglądach często mają wiele racji, ale równie często idą zbyt daleko w swoich dywagacjach. Jak jest tym razem?

Czym jest zniewolenie? Przede wszystkim trzeba odróżnić zniewolenie od absolutnej wolności. Ta druga jest niemożliwa w świecie cywilizowanym, a ktoś, kto chciałbym absolutnej wolności, najpewniej mówi o jakimś innym, rajskim świecie, w którym ludzie są idealni, albo jest przeciwnikiem naszej cywilizacji i kultury, która się z nią wiążę. Kultura polega na ograniczaniu wolności w imię wyższych wartości. Tak więc wolność absolutna jest niemożliwa, bowiem w razie jej występowania musielibyśmy choćby godzić się na uznawanie morderstw za coś dopuszczalnego. Tak od tysięcy lat nie jest, nikt nie cieszy się wolnością absolutną, bo nie może mordować (oczywiście dosłownie może, ale czekają go za to konsekwencje), więc mówienie o wolności bez żadnych ograniczeń jest błędem. Warto wspomnieć, że tematem rozważań ma być zniewolenie gospodarcze, ale to nie zmienia zasadniczej logiki wywodu: tak samo, jak ogólnie rozumiana wolność, tak i wolność gospodarcza, musi podlegać pewnym ograniczeniom. Choćby nie można handlować niewolnikami, czy oferować usługę mordowania ludzi; obie te formy „pracy” można uznać za działalność gospodarczą. Tak więc również w kwestii gospodarki nie można mówić o pełnej wolności Wiemy już, czym zniewolenie nie jest, więc czym jest? Granica jest zapewne cienka i każdy człowiek inaczej ją zdefiniuje. Coś, co dla jednego jest zniewoleniem, dla drugiego już może być dopuszczalną ingerencją w wolność w imię wspomnianych już wyższych wartości. Stąd też odpowiadając na tytułowe pytanie, należałoby się zastanowić czysto subiektywnie: czy moim zdaniem jesteśmy na drodze do zniewolenia i przede wszystkim – gdzie przebiega granica, od której można ingerować w wolność?

Odpowiedzi na to pytanie może być dużo, jednak wydaje mi się, że jedyną, która wychodzi z respektowania praw jednostek i ich prawa do życia po swojemu, jest stara zasada „wolność mojej pięści jest ograniczona bliskością twojego nosa”. Zasada ta mówi nam, że możemy żyć po swojemu, ale powinniśmy szanować wolność innych. Każde działanie ludzkie jest dozwolone, jeżeli nie narusza sfery wolności innych ludzi. Takie podejście wydaje się rozsądne, bo daje maksymalne pole do samorealizacji jednostkom, nie tłamsi ich, a jednocześnie zapewnia ład społeczny i przeciwdziała działaniom jednostek, które chciałyby zabierać wolność innym. Biorąc tę liberalną zasadę za miarę zniewolenia, będziemy mogli zobaczyć, czy Polacy są zniewoleni i w jakim stopniu.

W dzisiejszej Europie zasady tej nikt nie stosuje, pojawia się ona tylko w internetowych dyskusjach, czasem wygłosi ją jakiś znany wolnorynkowiec, ale zwykle jest to głos wołającego na puszczy. Unia Europejska codziennie tworzy nowe regulacje, które ograniczają wolność gospodarczą i nie służą ochronie wolności innych. Przepisy unijne opisują dokładnie parametry produktów, które mogą być produkowane, ustalają kwoty i zabraniają sprzedaży produktów innych, niż te na które zgodzą się rządzący. Jest to kierunek w stronę ograniczania wolności w złym kierunku – handel na rynku powinien być wolny i jeśli obie strony transakcji się na nią godzą, to jest ona korzystna dla obu stron, bo odwrotnie wartościują wymieniane dobra, stąd dobrowolna wymiana jest zawsze korzystna. W dzisiejszej Polsce, czy szerzej Unii Europejskiej, dobrowolne wymiany są tłamszone przez setki przepisów, które nie ograniczają wolności gospodarczej tak, jak pisałem wcześniej: w celu ochrony wolności innych. Dziś zwykle służą grupom interesu, które potrafiły wylobbować odpowiednie przepisy. Tutaj warto przywołać Bastiata: widać wyprodukowane, zgodne z przepisami unijnymi produkty, ale nie widać setek innych produktów, które mogłyby powstać i być sprzedane, gdyby ceny ściśle regulowanych towarów były niższe, a także gdyby produktów było więcej.

Ta sytuacja powtarza się nie tylko wśród przedmiotów, którymi handluje się na rynku, ale też wśród podmiotów, które na tym rynku działają. W Polsce, gdzie mamy najwięcej regulowanych zawodów w całej Unii Europejskiej, potencjał wzrostu, gdyby usunięto zbędne przepisy, również jest największy. Potencjał ten jest jednak marnowany, bo dostęp do setek zawodów blokują przepisy, które powstają w interesie osób i firm, które już są na rynku i bronią się przed dostępem innych do niego. Co widać, a czego nie widać? Wiemy, co widzimy, ale wiele osób nie widzi tego, że gdyby otworzyć zawody regulowane, to ceny byłyby niższe, a konkurencja wymusiłaby lepszą jakość usług. Nie wspominając już o niemoralności zabraniania komuś świadczenia jakichś usług, gdy ktoś inny chce z nich skorzystać.

Wiemy już, że dzisiejsze prawodawstwo nie stosuje klasycznie liberalnej zasady regulacji tylko w imię ochrony wolności innych. Czy jednak można ten stan nazwać zniewoleniem? Sądzę, że to kwestia indywidualna. Być może zamiast używania tak mocnego słowa, powinniśmy bardziej ważyć słowa, aby podnosić postulat większej wolności gospodarczej, żeby bardziej docierać do wrażliwych na takie mocne słowa, ale być może „zniewolenie” to dobry termin na określenie dzisiejszej sytuacji w gospodarce Polski. To kwestia podejścia i indywidualnego odbierania regulacji państwowych. Przede wszystkim trzeba mieć na uwadze meritum problemu, czyli rosnący udział niepotrzebnych przepisów w naszym życiu. Czy to już zniewolenie? Moim zdaniem nie, ale na pewno znaczne ograniczenie wolności, które nie służy nikomu, poza korzystającymi z rządowych przepisów.

Marcin Surowski

Foto.: experimentaltheology.blogspot.com

Artykuł nadesłany na Konkurs PROKAPA „Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia?”. W konkursie wygrać można książkę Fryderyka Augusta von Hayek’a „Nadużycie rozumu”. Konkurs zakończony został z 9 na 10 maja 2013 roku o północy. Wyniki ogłoszone zostaną do 15 czerwca 2013 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *