USA i Rosja kontra Chiny? Polska w roli dywersanta

Możliwe, że swobodna ręka Moskwy na Ukrainie to kwestia czasu i kolejnych spotkań, a wtedy siłą rzeczy pojawi się pytanie o wiarygodność amerykańskich gwarancji dla Polski Czytaj więcej »

 

Polskę zawdzięczamy nie tylko tym, którzy dla niej ginęli, ale i tym, którzy dla niej pracowali

Jeśli o Izraelu mówi się start-up nation, to o Błażeju Stolarskim można powiedzieć start-up man. Oczywiście na miarę możliwości człowieka, który do szkoły poszedł w wieku 30 lat, wiek temu.


Że Polska staje się światową potęgą w wytwarzaniu ziemiopłodów, premier Mateusz Morawiecki obwieścił światu 13 stycznia 2018 roku w zakładach Mlekovita w Wysokiem Mazowieckim. Gdyby szef rządu składał to oświadczenie sto lat temu, na miejsce wystąpienia wybrałby gospodarstwo Błażeja Stolarskiego w Sługocicach pod Łodzią.

Nie mam w tym względzie wątpliwości po przeczytaniu zaskakującej, wnikliwie udokumentowanej książki Pawła Perzyny „Błażej Stolarski 1880–1939. Biografia społecznika, działacza gospodarczego i polityka”.

Autor uświadamia nam, jakby z niedowierzaniem, że we wsi oddalonej „35 km od Łodzi żył i pracował – w jednej osobie – były członek Tymczasowej Rady Stanu, minister bez teki w rządzie lubelskim Ignacego Daszyńskiego i minister rolnictwa w gabinecie Jędrzeja Moraczewskiego, poseł na Sejm RP w latach 1919-1930, wicemarszałek Senatu RP w latach 1939-1939, prezes Zarządu Głównego i klubu parlamentarnego PSL »Wyzwolenie«, wieloletni wiceprezes organizacji skupiającej kółka rolnicze, a także twórca i realizator przedsięwzięć społeczno-gospodarczych i oświatowych na terenie gminy Będków i powiatu brzezińskiego”.

Człowiek, który na dobrą sprawę sam nauczył się czytać, łaknął wiedzy i swoimi dokonaniami zadziwia nawet dziś. Który był bezustannie ciekawy nowych rozwiązań i odkryć, który mówił o sobie: „twórca i organizator czynu postępu i dobra ogólnego”.

Na konferencji „Niepodległość cyfrowa. Polska myśl technologiczna, czyli od pomysłu do sukcesu”, która odbyła się 2 marca 2018 roku w Toruniu, premier Morawiecki zachęcał przedsiębiorców do odwagi, by nie zniechęcali się np. brakiem kapitału.

– Potrzebny jest odwieczny polski romantyzm, mierz siły na zamiary – wskazywał. Nawiązując do słów Józefa Piłsudskiego chwalił romantyzm celów i pozytywizm środków.

Kimś takim, jak wynika z książki, był właśnie Błażej Stolarski. Sięgał, gdzie wzrok nie sięga, poza granice map, ale twardo stąpał po ziemi. Wyróżniała go silna osobowość, duża wiedza, upór i wytrwałość, zamiłowanie do samokształcenia, do wprowadzania nowych sposobów uprawy i nawożenia, hodowli, organizacji pracy. Współtworzył pierwsze na ziemiach polskich kółka rolnicze i zastępy ochotniczej straży pożarnej.

Z pobudzającego do czynu dzieła Pawła Perzyny można wysnuć wniosek, że gdyby ktoś opisywał gospodarstwo Błażeja Stolarskiego w Sługocicach dziś, w sprawozdaniu zapewne roiłoby się od słów takich jak technologie przełomu, innowacje, automaty, pojazdy autonomiczne, układy cyfrowe optymalizujące procesy logistyczne, e-obejście, iZagroda, a nawet elektromobilność.

Od komitetu zagonkowego do Białego Domu

Błażej Stolarski był gospodarzem, orędownikiem niepodległości i budowniczym społeczności. Przejawiał ogromną wrażliwość na dobro wspólne. Jeśli sprawami małych ojczyzn mieliby się zajmować nie tylko sami obywatele, ale i jakiś urząd, jakieś nasze Heimatministerium, jak w Niemczech, gospodarz ze Sługocic byłby zapewne jego znakomitym naczelnikiem.

Ze wszystkich jednak określeń bohatera książki najtrafniejsze wydaje się „pionier”.

Jako jeden z pierwszych w swojej małej ojczyźnie, jeśli nie pierwszy, dbał o wychowanie i wykształcenie dzieci, nie tylko własnych. Miał świadomość, że dzieci to przyszłość, a nie tania siła robocza. Zakładał szkoły, tworzył zespoły ludowe, upowszechniał ciekawe gry i zabawy.

Jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, doceniał rolę kobiety w rodzinie i społeczności. Doceniał znaczenie wychowywania przez żonę Marię dzieci i prowadzenia gospodarstwa domowego. Dowodził, że kobiety powinny się kształcić, brać udział w szkoleniach, pokazach, jeździć na wycieczki poznawcze. Wskazywał, że kobiece prace w gospodarstwie (ogród i sad, karmienie i udój bydła, wytwarzanie masła, serów, przetworów, rękodzieła) mogły stanowić źródło znacznych dochodów.

Jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, krzewił należyte podejście do zwierząt, troskę o ich dobro i ochronę przed okrucieństwem. W artykułach, które ogłaszał w prasie przekonywał, że zwierzęta powinien leczyć weterynarz, nie kowal.

Jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, zapoczątkował tak powszechne dziś konsultacje społeczne. Kiedy w 1913 roku na wystawie rolniczej otrzymał od władz rosyjskich nagrodę i 300 rubli, radził się otoczenia, czy powinien je przyjąć od zaborcy. Ostatecznie pieniądze odebrał i przeznaczył na założenie szkoły.

Jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, wprowadził w gospodarstwie sprawozdawczość finansową. Jego księgi rachunkowe przyczyniły się do stworzenia ciekawego obrazu życia gospodarstwa i do powstania prac naukowych. Doświadczenie księgowe okazało się pomocne w działalności bankowej, którą także prowadził.

Jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, rozpowszechniał nad Wisłą rolnictwo miejskie, sto lat przed tym, kiedy temat stał się w Polsce modny. Wówczas zjawisko dopiero się rodziło, w Niemczech, Anglii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie. I w Łodzi.

Błażej Stolarski wiedzą i doświadczeniem wspierał tzw. komitet zagonkowy, instytucję dobroczynną działającą w Łodzi od 1915 roku. Oddawała ona w dzierżawę biednym mieszkańcom, przeważnie robotnikom, małe działki – zagonki – w bardzo korzystnej cenie. Podobne idee krzewiono w najbardziej rozwiniętych krajach, a po latach powróciła do nich Michelle Obama, która założyła ogródek przy Białym Domu.

Gospodarz ze Sługocic przyjeżdżał do miasta i prowadził szkolenia, jak uprawiać ziemię. Rozdawał sadzonki ziemniaków, kapusty i brukwi oraz nasiona marchwi i bobu. Tą drogą pójdzie po latach prezydent Barack Obama, podobnie jak Stolarski budowniczy społeczności i organizator, który nasiona z zagonów uprawianych przy Białym Domu ofiarował papieżowi Franciszkowi.

Autorka „Nocy i dni” zachwycona

Na tle innych działaczy chłopskich, i nie tylko chłopskich, Stolarskiego wyróżniał głód wiedzy i ciekawość świata. Pomysły czerpał z książek i gazet, które sprowadzał, znów, jako jeden z pierwszych w okolicy. Jeszcze jako młodzieniec dostał burę od mamy za to, że zaoszczędzone pieniądze, zamiast na utrzymanie rodziny, wydał na periodyki. Później Błażej Stolarski nigdy nie żałował na kształcenie, siebie i bliskich. W 1908 roku, na przykład, wydatki na potrzeby gospodarstwa wyniosły 55 rubli, w tym 29 rubli na własną naukę gospodarza, książki i czasopisma. Nakłady na oświatę się zwracały. Jeśli w 1907 roku dochód ze sprzedaży ziemiopłodów z pól Stolarskich wyniósł 127 rubli, to w roku następnym gospodarze uzyskali już 259 rubli.

Stolarski i sąsiedzi zajmowali się nie tylko produkcją rolną. Założyli Dom Ludowy, w którym odbywały się przedstawienia teatralne i występy chóru młodzieżowego, we wsi były trzy biblioteki, z których największa znajdowała się w domu pana Błażeja. Biblioteka Stolarskiego stała się nawet źródłem natchnienia dla Marii Dąbrowskiej, która opisała ją w „Dziennikach”. Zachwycona autorka „Nocy i dni” doliczyła się ponad 1600 tytułów, podzielonych na działy: prawo (53), gospodarka, polityka i społeczeństwo (634), rachunkowość (71), historia (112), religia (23), literatura (89), poezja i proza (250), krajoznawstwo (21), rolnictwo (173), naukowe (127), inne (146). Do tego dochodziły czasopisma: „Wyzwolenie”, „Gazeta Ludowa”, „Chłopski Sztandar”, „Droga”, „Siew”, „Świat”, „Poradnik Gospodarstw Wiejskich” i inne.

Zamiłowanie do wiedzy zaowocowało więziami Błażeja Stolarskiego z uczonymi – zauważa Paweł Perzyna. Prof. Witold Staniewicz, wybitny ekonomista związany ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, profesor Politechniki Lwowskiej i Uniwersytetu Stefana Batorego, zajmował się opracowywaniem naukowym opartym na księgach rachunkowych, jakie w swoim obejściu prowadził gospodarz ze Sługocic. Wiele wskazuje, że dziś Błażej Stolarski mógłby się znaleźć w gronie najwybitniejszych ekonomistów rolnictwa.

Bank na plebanii

W 1906 roku Błażej Stolarski, a także m.in. ks. Włodzimierz Chodóbski, nauczyciel Wojciech Goliński i rolnik Andrzej Drożdżal założyli w Będkowie Towarzystwo Kredytowo-Oszczędnościowe, którego działalność opierała się na udziałach i wkładach członkowskich. Jego siedziba mieściła się na plebanii. Towarzystwo nie brało kredytów bankowych i udzielało pożyczek z własnych zasobów. Po dwóch latach przedsięwzięcie przeobraziło się kasę oszczędnościowo-pożyczkową (KOP). KOP przeniosła się do budynku zakupionego przez Stowarzyszenie Spożywców „Społem”, które Stolarski założył ze współpracownikami w 1914 roku. Jedną z ich pierwszych inwestycji był zakup kasy ogniotrwałej. W 1936 roku kasjerem został Jan Walasik, współpracownik Stolarskiego. Z jego doświadczenia i wiedzy Bank Spółdzielczy korzystał jeszcze po II wojnie.

Błażej Stolarski miał poglądy lewicowe, ale od komunizmu dzieliła go przepaść. Głosił pochwałę spółdzielczości, kolektywizm odrzucał.

Ubolewał z powodu niezdatności Polaków do działania wspólnego. Upatrywał w tej ułomności przyczyn wielu nieszczęść w ojczyźnie. „Z braku dobrej organizacji przegrywaliśmy walki tylokrotnie wszczynane z Moskalami, ginęły najwybitniejsze jednostki w więzieniach i na wygnaniach, lekceważono nas w Dumie Rosyjskiej”, pisał, cytowany przez Zbigniewa Stolarskiego w opracowaniu „Błażej Stolarski 1880 – 1939” (Będków 2008).

Dowodził, że brak organizacji był także przyczyną klęski w wyborach do sejmików „w okupacji niemieckiej”. Podobne zdanie w sprawie zdolności Polaków do budowania wspólnoty miał Józef Piłsudski, z którym Stolarski pozostawał w pewnej zażyłości: „Polacy nie są zorganizowanym narodem, wobec czego znaczy u nich więcej nastrój, aniżeli rozumowanie i argumenty; sztuką rządzenia Polakami jest zatem wzniecanie odpowiednich nastrojów”.

Naczelnik państwa uważał wręcz, że cierpimy na swoiste upośledzenie: zamiast współdziałać, walczymy ze sobą. Mówił: „Polacy pomiędzy sobą są, niestety, wrogami nieubłaganymi. Jest to dziwna strona psychiczna, która stała się naszą właściwością, naszą cechą organiczną”.

Błażej Stolarski miał na polu walk bratobójczych doświadczenia osobiste, dość bolesne. Wielokrotnie słyszał wyrzuty, obelgi, urządzano mu awantury. Skończyło się tym, że – wspominał Stolarski – jako „twórca i organizator czynu postępu i dobra ogólnego” nie mógł czasem „wypuścić z ręki rewolweru celem obrony osobistej”.

Wola zmiany zamiast sprzeciwu

Błażeja Stolarskiego można uznać także za prekursora ożywienia pracy na rzecz dobra wspólnego, której rozkwit przeżywamy dziś. Gospodarz ze Sługocic może być wzorem dla działaczy zrzeszeń obywatelskich tym bardziej, że akcje współczesnych społeczników najczęściej biorą się ze sprzeciwu. Błażej Stolarski działał zaś na rzecz czegoś, nie przeciw czemuś, z pragnienia zmiany na lepsze, a nie buntu.

Często z własnych pieniędzy wspierał różne przedsięwzięcia pożyteczne dla ogółu, jak szkoły. Jest więc wzorem także dla polityków i samorządowców. Zwłaszcza, kiedy trzeba przypominać, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”.

Trudno o cenniejszą lekturę na stulecie niepodległości i rok wyborów samorządowych. Dowodzi, że Polskę zawdzięczamy nie tylko tym, którzy dla niej ginęli, ale i tym, którzy dla niej pracowali.

Wojciech Klewiec


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *