Marsz Niepodległości 2018 – HGW, Duda i normalna Polska

Trwa chwilę w skupieniu. Żegnają go jednak okrzyki: Zdrajco narodu polskiego!, Oddaj polskie pieniądze, które dałeś Ukrainie! Czytaj więcej »

 

Czy polski parlamentaryzm dochodzi do dna?

W piątek 13-ego, w niemal pustym Sejmie, Komisja Nadzwyczajna przyjęła projekt zmian w Kodeksie Wyborczym, które zabetonują wybory do Parlamentu Europejskiego. Zapewne jeszcze przed końcem wakacji uchwalone zostaną nowe przepisy, które sprawią, że właściwie tylko przedstawiciele PiS i PO będą mieli szanse na mandat.


Partia rządząca, której naczelnym hasłem jest „słuchać obywateli”, odrzuciła wniosek o wysłuchanie publiczne w tej sprawie. Przedstawiciele PO i Nowoczesnej po wygłoszeniu rytualnych oświadczeń opuścili salę tracąc przy tym okazję do punktowania projektu i obnażenia prawdziwych intencji projektodawców. A były ku temu co najmniej dwie znakomite okazje.

W dniu Zgromadzenia Narodowego z okazji 550-lecia polskiego parlamentaryzmu symboliczną skalę jego upadku AD 2018 mogliśmy obserwować na jednym z posiedzeń sejmowych komisji. Posłowie rozpatrywali kontrowersyjny projekt zmian w Kodeksie Wyborczym, przeciwko któremu jako Klub Jagielloński protestujemy i mobilizujemy opinię publiczną. Wzięliśmy udział w całym posiedzeniu Komisji, by przedstawić nasze zastrzeżenia i reprezentować ponad 3600 osób, które dotąd podpisały naszą petycję.

Słuchamy obywateli? Na pewno nie tym razem

W pierwszej części dyskusji głosowano dwa opozycyjne wnioski: Platformy Obywatelskie o odrzucenie projektu i Nowoczesnej o zorganizowanie wysłuchania publicznego 3 września. Przyjęcie drugiego z wniosków byłoby potwierdzeniem, że Prawo i Sprawiedliwość poważnie traktuje zobowiązania „słuchania obywateli”. Mogłoby też stanowić dowód czystości intencji: partia rządząca przekonuje przecież, że jej projekt zmiany w Kodeksie Wyborczym jest proobywatelski, bo po zmianach eurowybory będą bardziej sprawiedliwe i zrozumiałe dla wyborców. Nie powinna więc bać się otwartego wysłuchania projektu z udziałem obywateli.

Niestety, wniosek został nie tylko odrzucony, ale też przegłosowany bez dyskusji nad nim. To tylko utwierdza w przekonaniu, że w projekcie chodzi przede wszystkim o betonowanie sceny politycznej i realizację partykularnych interesów wyborczych formacji Jarosława Kaczyńskiego. Trudno też o lepsze potwierdzenie, że rządzący celowo „wrzucili” projekt do Sejmu na czas wakacji, gdy w czasie urlopów i „sezonie ogórkowym” wielu Polaków nawet się o nim nie dowie.

Nieobecni głosu nie mają

Niestety, po tych dwóch głosowaniach salę opuściła większość polityków opozycji, a poza posłami PiS spośród parlamentarzystów pozostali na niej jedynie wiceprzewodniczący komisji Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) i szef Ruchu Narodowego Robert Winnicki (nie jest członkiem komisji, ale przedstawił poprawkę, którą „przejął” poseł Jaskóła).

Następnie głos zabrał przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński. Zwrócił on uwagę, że ordynacja w zaproponowanym kształcie może naruszać zasadę proporcjonalności wyborów i równości głosów, co zapewne znajdzie swoje odzwierciedlenie w protestach wyborczych. Wskazał – podkreślając, że nie ma tytułu, by cokolwiek Komisji w tej materii sugerować – że rozwiązaniem tego problemu byłoby zastąpienie małych okręgów kilkoma większymi, minimum 10-mandatowymi.

Chwilę później idącą w tym kierunku poprawkę zgłosił poseł Winnicki: zaproponował stworzenie czterech okręgów, co byłoby rozwiązaniem dużo prostszym i sprawiedliwszym niż dzisiejsza ordynacja (jej skomplikowanie i niezrozumienie przez wyborców jest głównym argumentem PiS za zmianą projektu), a przy okazji gwarantowało proporcjonalność wyników wyborów.

Niestety, kiedy przyszło do dyskusji nad sensowną poprawką, opozycji nie było już na sali. Politycy PO, Nowoczesnej i PSL wybrali mało istotny bojkot, choć była to znakomita okazja, by pokazać opinii publicznej prawdziwe intencje Prawa i Sprawiedliwości. Gdyby w dyskusji brały udział inne strony niż wnioskodawcy i Klub Jagielloński, to być może wprost głos zabrałby też przewodniczący Hermeliński – a warto odnotować, że wszystkie merytoryczne poprawki Krajowego Biura Wyborczego zostały przez komisję przyjęte. Niestety, nie było komu o to zawalczyć.

Również w innym momencie opozycja mogłaby potencjalnie zawalczyć o lepszy kształt projektu. W ramach autopoprawek zaproponowano, że lista kandydatów może być maksymalnie o dwie osoby dłuższa niż liczba mandatów do zdobycia (poprzednia wersja projektu mówiła o dwukrotności, co było lepszym rozwiązaniem). To oznacza, że w niektórych okręgach zamiast dzisiejszych, 10-osobowych list będziemy mieli maksymalnie 5-osobowe. W przypadku dużych koalicji, do których tworzenia skłaniać będzie nowa ordynacja – np. wspólnego startu całej „Zjednoczonej Opozycji”, od PO i Nowoczesnej przez PSL aż po SLD – to bardzo istotna zmiana, która w praktyce bardzo utrudni porozumienie przeciwnikom PiS (ale utrudni też życie koalicjantom partii Kaczyńskiego).

Ręka w rękę psują parlamentaryzm

Podsumowując: w czasie piątkowego posiedzenia odrzucono szansę na udział obywateli w pracach nad nową ordynacją wyborczą. Przepchnięto ponad pięć stron autopoprawek PiSu do własnego, dwustronicowego projektu. Odrzucono przy zaledwie jednym głosie sprzeciwu sensowną poprawkę posła Winnickiego, która realizowała wskazówki szefa Państwowej Komisji Wyborczej, którego trudno posądzać o konszachty z Ruchem Narodowym.

Opozycja zadowoliła się zaś rytualnymi przemowami i pokazowym bojkotem, zamiast punktować, szukać nowych argumentów i forteli. Okazji do podłapania istotnych na dalszym etapie prac argumentów było sporo – choćby wówczas, gdy prawnicy z Biura Legislacyjnego mówili wprost, że w świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego w procedowanym projekcie mamy ich zdaniem do czynienia z tzw. „istotnymi zmianami”, a z przyjęciem takich w pewnych wariantach kalendarza legislacyjnego PiS może nie zdążyć.

Niestety, posiedzenie Komisji było smutnym potwierdzeniem skali upadku polskiego parlamentaryzmu w symbolicznym dniu jego jubileuszu. Jak bardzo nie odżegnywalibyśmy się od prymitywnie rozumianego symetryzmu, to uczciwość każe powiedzieć wprost: za ten upadek odpowiadają oba dominujące w polskiej polityce obozy. Zarówno rządzący, gdy boją się debaty i konfrontacji z obywatelami, jak i opozycja, gdy z tej debaty i wypełniania swoich obowiązków wobec wyborców rejteruje. Trudno było nie odnieść wrażenia, że Platforma i Nowoczesna odpuściły sobie udział w merytorycznej części posiedzenia, bo planowane zmiany są zwyczajnie również w ich partykularnym interesie. Bo co do tego, że własnym partyjnym interesem kieruje się w tej sprawie PiS nie można mieć już żadnych wątpliwości.

Piotr Trudnowski

Tekst pochodzi ze strony Klubu Jagiellońskiego...


One Response to Czy polski parlamentaryzm dochodzi do dna?

  1. Michał Sybirak napisał(a):

    24. Nowenna Pompejańska za Polskę

    Zachęcam wszystkich, komu leżą na sercu losy Polski, do uczestnictwa w tej kolejnej Nowennie (od 14 lipca do 5 września). Dzielimy tajemnice pomiędzy uczestnikami jak w kółkach różańcowych, więc „początkujący” oraz mający dużo innych modlitw i obowiązków mogą brać do rozważania po 1 dziesiątku. Natomiast „doświadczonych” gorąco zachęcam brać więcej – po 2-3, a najlepiej – po całej części (5 dziesiątek). Może to być, oczywiście, nawet cały różaniec.

    Zgłaszać się można na mail msybirak@gmail.com lub na Forum, gdzie są podane szczegóły:
    https://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/komentarze/temat/np-24

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *