Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Polskie Inwestycje, czyli rząd potrafi

Rząd oczywiście potrafi wyłącznie popsuć do reszty to, co do tej pory umknęło jego uwadze. To nie jest kwestia ludzi, ale to cecha immanentnie wpisana w system kierowania gospodarką przez rząd. Cóż, i tak się zdarza – szkoda tylko, że na nasz rachunek.



Miałem ostatnio okazję podczas wystąpienia w Szkole Głównej Handlowej wymienić się poglądami z przedstawicielem Banku Gospodarstwa Krajowego na temat projektu „Polskich Inwestycji”. Utwierdziłem się jedynie w przekonaniu, że będzie to kolejna klęska.

Zanim przejdę do sedna, najpierw dykteryjka, która pojawiła się w trakcie panelu. Mój kontrrozmówca mimochodem wspomniał o budynku BGK jako jednym z nielicznych, którym udało się przetrwać wojnę (kolokwialnie mówiąc), czyli zagładę Warszawy, mówiąc bardziej precyzyjnie. Budynek przetrwał, bo zajmowała go administracja niemiecka. Dodałem wówczas, że oprócz tego budynku przetrwała także większość zabudowań w rejonie Al. Szucha i ul. Litewskiej oraz Śródmieścia Południowego (ul. Emilii Plater, Wspólna, Wilcza, Hoża itd.). Powód podobny – w Al. Szucha była siedziba Gestapo, a Śródmieście Południowe było zamieszkane w dużej mierze przez Niemców, przede wszystkim oficerów SS. Artyleria Wehrmachtu, która ostrzeliwała stolicę, oraz oddziały SS i Waffen-SS, które równały Warszawę z ziemią, ominęły te rejony miasta, aby nie zabijać swoich.

Można by z tego wysnuć wniosek, że tylko dzięki nazistowskim Niemcom zachowała się część oryginalnej architektury Warszawy. Może zatem powinniśmy im jakiś pomnik postawić? „Chwała Gestapowcom” albo „SS-manom – Wdzięczni Warszawiacy”. To co – kiedy zbiórka?

Nic bardziej błędnego – to typowe pomylenie skutku z przyczyną. Interwencjonizm rządowy, wysokie podatki, regulacje zawodów, gigantyczna biurokracja – to są przyczyny gospodarczej katastrofy potocznie zwanej kryzysem. Więcej rządu w gospodarce jako lekarstwo? Gaszenie pożaru benzyną – czy to może się udać? Rządy polskie najpierw doprowadziły kraj do ruiny, a teraz głowią się nad receptą uzdrowienia, proponując nasilenie stosowania tych samych rozwiązań, które są przyczyną zapaści. To się nie może udać.

Trzy kluczowe hasła – finansowanie, ludzie, potrzeby.

Wyobraźmy sobie, że proponuję komuś interes. Inwestor pożyczy mi 250 tys. zł. Jeśli biznes wypali, to kiedyś tam pogadamy o zwrocie kapitału i może o zysku. Jeśli nie wypali, to trudno – poszło, przepadło. A jeśli narobię długów, to inwestor je spłaci. Jacyś chętni do współpracy? A tak właśnie wygląda inwestowanie i finansowanie inwestycji w wykonaniu rządu. Jak pójdzie coś nie tak i będzie strata, to frajer, tzn. podatnik, zapłaci. Chyba że rząd wie, które inwestycje się na 100% opłacą. Jeśli tak, to poproszę o informację mailem – sam zainwestuję własne pieniądze.

Podobno jak wszystko się uda, będzie nam grozić nadwyżka energii! To chyba dobrze, prawda? Nadpodaż generuje przecież niższe ceny. Tak, ale oznacza to też mniejszy zysk albo wręcz stratę. Jeśli biznes jest prywatny, to jest to problem przedsiębiorcy. A jeśli państwowy? Kto wówczas pokryje ewentualną stratę (nierzadko taką, która nawet nie pozwoli na odtworzenie kapitału)? Tak, tak, ten sam ćwok – podatnik. W efekcie za energię zapłacą taniej ci, którzy z niej korzystają, a reszta dopłaci różnicę w podatkach. Naprawdę świetny interes.

Rząd ma rzeszę (nomen omen) wybitnych fachowców od gospodarki i od inwestycji. To oni będą mierzyć i ważyć, ustalać i określać, rozliczać i wyliczać itd. Ja to jednak jestem prosty facet – prosty jak budowa łopaty. Jeśli ktoś umie i lubi strzyc ludzi, to jest fryzjerem. Jak umie i lubi naprawiać samochody, to jest mechanikiem. A jak umie i lubi robić biznes (czyli pieniądze), to… robi biznes. Mam natomiast takie podejrzenie, że jeśli ktoś grzeje dupę na państwowym stołku za pieniądze podatników, to nie dlatego że zna się na biznesie, ale dlatego że umie i lubi grzać dupę na urzędowej posadce. Cóż, jakie są kwalifikacje, takie będą efekty. Mój oponent skwitował to krótko – po owocach ich poznacie. Z pewnością! I zapłacimy za te owoce, nawet jeśli to będą zatrute zgniłki po absurdalnie wysokich cenach.

Każde finansowanie przez rząd – obojętnie, czy to są ulgi podatkowe, subsydia, dopłaty do kredytów itp. – ma tę cechę, że premiuje nie te inwestycje, których potrzebują obywatele, ale te, które rząd uważa za jedynie słuszne. Po prostu rząd wie lepiej, co się opłaca, bo co tam może wiedzieć taki obywatel? Przecież to jełop, który służy wyłącznie do dojenia z niego podatków. Jak wychodzą rządowi te kalkulacje, widać po stadionach na Euro2012. Nawet na koncercie megagwiazdy, jaką jest Madonna, rząd nie potrafił zarobić. Tacy to są fachowcy.

Mój oponent podał przykład kolei w USA, na których zarobiły głównie banki, jako przykład, że infrastrukturę musi budować państwo i już. Cóż, radzę poczytać cokolwiek na temat ICC – Międzystanowej Komisji Handlowej. Do czasu, zanim ten rządowy nowotwór nie zaczął regulować przewozów kolejowych w USA, amerykańska prywatna kolej była najtańsza na świecie, oferowała olbrzymią ilość połączeń oraz zapewniała standard, którego proporcjonalnie do rozwoju technologii PKP wciąż jeszcze nie osiągnęło. Od kiedy ICC zaczęła regulować przewozy kolejowe, rynek ten przeżył olbrzymią zapaść, której skutkiem była likwidacja dużej liczby połączeń lokalnych, wzrost cen i gwałtowne obniżenie jakości. Rzeczywiście, udany przykład.

To co – jesteśmy wdzięczni Niemcom za ocalenie części Warszawy? Umiejętność odróżniania przyczyn od skutków to trudna sztuka, ale jak się ją już posiądzie, przynosi rewelacyjne efekty. To obecność rządu w życiu obywateli jest przyczyną gospodarczej katastrofy, a dawkowanie trucizny jeszcze nikogo nigdy nie uzdrowiło. Naziści nie uratowali części Warszawy, bo to oni ją zburzyli, a to, że nie wszystko udało im się zrównać z ziemią, nie było kwestią przeoczenia, ale braku czasu.

Aby nie było wątpliwości – nie twierdzę, że żyjemy pod okupacją analogiczną do okresu II Wojny Światowej, bo byłoby to cokolwiek obraźliwe. Niemniej – tak jak 70 lat temu pisał von Hayek – im więcej państwa i rządu w życiu obywateli, tym mniej wolności. A im mniej wolności, tym bardziej zbliżamy się do państwa totalitarnego, które jest celem każdego interwencjonizmu rządowego.

Obecną Polskę od PRLu odróżniają już tylko dwa ostatnie bastiony – własność prywatna jako podstawa prowadzenia działalności gospodarczej oraz wolność słowa. Cała nadzieja, aby uniknąć za kilkadziesiąt lat obozów koncentracyjnych, opiera się na tym, że wcześniej cały ten system zbankrutuje. To znaczy – on już zbankrutował, tyle że włodarze naszej rzeczywistości dzielnie ogrzewają trupa przy ognisku. Tradycyjnie – na nasz koszt…

Paweł Budrewicz

Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl


3 Responses to Polskie Inwestycje, czyli rząd potrafi

  1. Marko napisał(a):

    Panie, pan nie masz pojecia o gospodarce. Zaden podatnik nie musi pokrywac zadnej straty. Wytlumacze to panu na prostym przykladzie: buduje sie wiezowiec na 100 pieter. Po zbudowaniu wiezowiec sie wali. Blad w sztuce. Rzad „zainwestowal” w niego „pieniadze”. Tragedia? jaka? Rzad moze przeciez postawic nowy wiezowiec. Skad wziac kase? Od podatnika? A po kiego ch…? Przeciez rzad moze sobie sam wydrukowac ja. Z maszyny drukarskiej i zakupic kolejne partie materialu budowlanego. Bo nie liczy sie zaden „pieniadz” od Kowalskiego tylko material do budowy. A ten lezy na placu i czeka, aby go przerobic. Kowalski nie musi za to placic!!! I na tym polega cala tragedia. Ze nieucy glosza po swiecie bzdury o gospodarce. Nie ma kasy, nie wybudujemy stadionu. Kur…a, przeciez stadion buduje sie z betonu, stali, szkla a nie z papieru zwanego pieniadzem! Beton, stal, szklo jest dostepne w nadmiarze, kazde miasto moze miec piekny stadion, nowe szkoly, drogi, szpitale. Zaden Kowalski nie musi za to wywalac kasy ze swojej prywatnej kieszeni! Ta jego kasa ma sluzyc mu na zakup kaszanki, butow, auta, oplate za urlop czy nowy fryz. Pobieranie tzw. podatku na inwestycje jest najwiekszym oszustwem w dziejach swiata!!!!!!

  2. Paweł Budrewicz napisał(a):

    Marko tradycyjnie w formie 🙂

  3. Marko napisał(a):

    To jest „merytoryczna” odpowiedz. Bardzo fachowa…ad personam. Nic o meritum. Ale jak sie nie rozumie tematu to lepiej nie wchodzic w dyskusje, mozna sie przeciez skompromitowac…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *