Wpływy mniejszości żydowskiej w Polsce na przestrzeni wieków – Michalkiewicz, Płużański, Żebrowski

Dlaczego niektórzy żydzi nie lubią Polaków, co kryje się za nazwą Zakonu Synów Przymierza, jak żydzi realizują swoje cele w RP Czytaj więcej »

 

Polskość to niesforne umiłowanie wolności

Pewnego dnia, w połowie lipca przybiegł do mnie jeden z dziennikarzy tygodnika i powiedział, że do redakcji dzwonią czytelnicy wzburzeni książką Piotra Zychowicza „Obłęd ’44”. Jak to – zapytałem – przecież nikt jej jeszcze nie czytał, skąd zatem taka reakcja? Może i nie czytali – usłyszałem – ale słyszeli, że jej autor opluwa pamięć powstańców i szkaluje bohaterów. Nie wierzę, pomyślałem, znam przecież Piotra, niemożliwe, żeby takie były intencje.



Wszakże intencje to jedno, a słowa to drugie. Teraz, po lekturze książki, mam pewność, że takie jej odczytanie jest niesprawiedliwe. Tylko czy autor potrafił zachować ostrożność, czy umiał ważyć racje, czy nie zbyt łatwo – pisząc o bolesnej polskiej pamięci – posługiwał się językiem pamfletu? Czy nie zapomniał o tych wymiarach i sensach powstania, które tak głęboko tkwią w polskiej świadomości?

Znałem i znam ludzi, którzy każdego pierwszego sierpnia byli jakby nieżywi. Przychodził TEN DZIEŃ a oni tracili głowę. Zapominali o pracy, rodzinie, życiu. Jakby nagle przenieśli się z tego tu i teraz w inny świat. Wspomnienie to oszołamia ich nadal, po 69 latach.

Ten rozbłysk wolności, to poczucie podniesienia głowy i dumy, ta radość, że wreszcie po kilku latach upodlenia, prześladowania, strachu i deptania ich uczuć, marzeń, godności i człowieczeństwa można było stanąć prosto i odpowiedzieć zbrodniarzom jak na to zasłużyli. Im większe nasilenie zła i cierpienia, tym większa była euforia. Nieśmiały i daleki odblask takiego uczucia może doświadczyli ci, jak ja sam, którzy w 1980 roku usłyszeli o buncie robotników wybrzeża. O tym, że wreszcie ludzie powstali przeciw ciemięzcom. Mówię słaby odblask, bo jakkolwiek wspaniały był zryw robotników sierpnia, to nie może on być wprost porównywany z doświadczeniem powstańców.

Tym samym odsłania się pierwszy, może najważniejszy wymiar powstania, które dla większości Polaków było i jest radykalnym sprzeciwem wobec zła. Protestem słabszych, uciskanych i niszczonych Polaków przeciw bucie, okrucieństwu i pogardzie niemieckich okupantów. A więc powstanie jako moralny sprzeciw i akt obrony godności. Drugie znaczenie ściśle do tego pierwszego przylega.

Powstanie bowiem nie tylko było osobnym wydarzeniem historii, faktem oderwanym i zamkniętym. Nie. Dla kolejnych pokoleń stało się mitem, wzorem, modelem. Polacy nie byliby sobą, gdyby nie ono. Polskość to ostatecznie właśnie też owo szaleńcze niekiedy, nie dające się okiełznać i ująć w karby, niesforne co się zowie umiłowanie wolności. W tym sensie mit powstania kształtował wszystkich tych, którzy walczyli o polską niepodległość po 1944 roku. Którzy nie zgadzali się na dziejowe konieczności, na brutalną siłę komunistycznych pacyfikatorów. Charakter narodowy to słowo wyśmiane i wyświechtane. W przypadku jednak powstania ma ono znaczenie. Można mieć wątpliwości, czy Zychowicz to zauważa, i czy chłoszcząc narodową pamięć, wznosząc i obalając pomniki nie przyznaje sobie zbyt łatwo prawa osądu. Czy brutalność sądów rzeczywiście służy rozpoznaniu błędów? A może jest wyrazem nadmiernej pychy późno urodzonych?

Może gdyby autor o tym pamiętał łatwiej byłoby czytelnikom dostrzec to, co jest największą, sądzę, zaletą „Obłędu”, czyli analizę powstania jako przedsięwzięcia wojskowego i politycznego. Tu od lat trwa dyskusja o jego szansach. Dyskusja nie łatwa, tym bardziej, że ci, którzy ją prowadzą chcieliby oddzielić chłodną kalkulację i analizę od emocji, uczuć, mitologii. To naturalne. Ocenia się przecież każdą decyzję polityczną, a szczególnie tak znaczącą dla losów narodu, patrząc na jej konsekwencje. Klęska militarna powstania nie ulega zaś wątpliwości. Dlatego trzeba badać jej źródła. Nie wolno racjonalizować błędów politycznych ich przyszłymi moralnymi czy metafizycznymi, pozytywnymi skutkami. Być może powstania nie dało się uniknąć. A być może jego ogłoszenie wynikało z nadmiernej wiary we własne siły i naiwności.

Taka dyskusja będzie trwać tak długo, jak długo polskość i Polska będzie czymś ważnym. Świadczy ona ostatecznie o dojrzałości i dorosłości narodu, uczy przecież politycznego myślenia. Taka dyskusja ma jedno ograniczenie: nie wolno kwestionować ofiary i podważać bohaterstwa powstańców. Z nich wszyscyśmy wyrośli. Pamiętając o tym zapraszam wszystkich do lektury tekstów na temat książki Zychowicza, które ukazały się na łamach tygodnika „Do Rzeczy”. Większość historyków i publicystów, nawet jeśli docenia wysiłek i uznaje wybitność, nie oszczędza autora Obłędu. I dobrze. Dzięki temu otrzymują Państwo prawdziwą, ostrą, autentyczną debatę o najważniejszych polskich sprawach.

Paweł Lisicki

Tekst jest wstępem do książki „Obłęd 1944 czy 2013?”. Publikujemy go za zgodą Wydawnictwa M. Książkę zamówić można w księgarni internetowej Wydawnictwa M…

Foto.: radiownet.pl


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *