Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Powstanie, klęska i cała reszta

 Z ciężkim sercem zabieram się do polemizowania z tekstem Kamila Kisiela. Właściwie się z nim zgadzam: Powstanie Warszawskie było straszliwą, nie mającą precedensu w naszych dziejach, klęską.


Odpowiedzialność za nie ponosi dowództwo AK, które posłało dwieście tysięcy na śmierć w naiwnej wierze, że odmieni to wyrok wydany w Teheranie, winę ponoszą również podżegacze z Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki i ich mocodawcy. Zgadzam się też, że sposoby wyrażania pamięci o Powstaniu zabrnęły w nieciekawe okolice i przypominają teraz skrzyżowanie rodzinnego festynu z happeningiem.

Tyle zgody. Teraz protokół rozbieżności.

Zaczyna Kisiel od wyliczenia znanych z historii powszechnej klęsk, których nikt nie celebruje (bo głupio jest świętować przegraną). Zaraz jednak orientuje się, że to nie jest do końca tak, więc w następnym akapicie następuje akt asekuracji: „Oczywiście, Serbowie inscenizują bitwę na Kosowym Polu, w RPA inscenizuje się apartheid, a Czesi faktycznie robią coś z okazji bitwy na Białej Górze (ciekawe, czy są ochotnicy na defenestrację praską). Jednak to są wyjątki, ograniczone i umiarkowane.”

Jeżeli przeważnie opinię podpiera się faktem, Kamil Kisiel robi na odwrót: deprecjonuje zagrażające mu kontrprzykłady przy pomocy opinii. Sam mógłbym pociągnąć to dalej: poświęcona klęsce w wąwozie Roncesvalles „Pieśń o Rolandzie” wcale nie jest jakimś wybitnym utworem, „Gallipoli” Petera Weira nudzi, „Trooper” kapeli Iron Maiden to takie tam gitarowe pitolenie, inscenizacji Gettysburga brakuje rozmachu, muzeum w Alamo jest małe i nieciekawe – można tak w nieskończoność .

Ale nie to mnie zirytowało., tylko dwa sąsiadujące ze sobą zdania. Pierwsze: „[Powstanie było] totalną dezolacją materialnej, kulturowej i duchowej tkanki organicznej polskiej stolicy, utratą dorobku kilkudziesięciu pokoleń. Było wykrwawieniem Polski z jej najdzielniejszych synów i córek, których rola w niezbrojnym ruchu oporu w PRL byłaby nie do zastąpienia.” Drugie: „[Powstanie] powinno się nazywać na marginesie krótkich wzmianek w podręcznikach do historii”.

Niezgorszy paradoks. Rzeź warszawska to największa klęska ever, zaprzepaszczenie dorobku stuleci, utrata najlepszych ludzi, a jednak zasługuje jedynie na drobne wzmianki w podręcznikach. Przeważnie przecież ważne wydarzenia są omawiane szczegółowo.

Kluczem chyba jest sama nazwa strony „prokapitalizm.pl”. Pan Kisiel podchodzi do Powstania (i do historii w ogóle) po biznesowemu: przedsiębiorca nie chwali się przeszłymi bankructwami, dba wręcz, by nikt o nich nie pamiętał. Jeżeli analizuje ich przyczyny – to w absolutnej skrytości ducha. Na zewnątrz zaś wypuszcza reklamową narrację, w której zawsze mu się udawało, a produkt jego jest od lat niezawodny dzięki tradycyjnej recepturze.

Ale Polska nie jest brandem, tylko państwem. Nie można tak sobie przenosić myślenia ekonomicznego na politykę i historię. Tymczasem wolnorynkowcy się w tym lubują (chociaż protestują, kiedy polityka miesza się w ekonomię).

Zamiast „wolnorynkowcy” chciałem napisać „liberałowie”, ale się powstrzymałem. Kamil Kisiel nazwał sam siebie konserwatystą. To materiał na kolejny akapit.

Bo przecież konserwatyzm zrodził się z klęski, z katastrofy roku 1789, z potrzeby ocalenia (konserwowania) tego, co po niej ocalało. I potem już tylko przegrywał: we wszystkich krajach na wszystkich kontynentach. Wszelkie odstępstwa od tej reguły (Hiszpania, Chile, ordoliberalne reformy w RFN) były tymczasowe bądź okupione całą masą zgniłych kompromisów.

Konserwatysta spychający klęski w niepamięć, do przypisów na marginesach, pozbawia się nieomal wszystkiego. Zostają mu tylko rojenia o starych dobrych czasach, efektowne seriale o szlachcicach-najemnikach.

Najbardziej wyświechtany cytat z Józefa Mackiewicza to „tylko prawda jest ciekawa”. Kamil Kisiel postuluje zaś „nasza bajka jest najlepsza dla wzrostu narodu” i wyrzuca na śmietnik głupią narrację o Powstaniu/Rzezi (popieram) razem z okrutną o nim prawdą. Pół wieku temu w podobny sposób komuniści amputowali sporą część naszej historii, zastępując ją bajkami o Mieszku i Czciborze, co pod Cedynią mieczem margrabiemu Hodonowi łeb rozbili. I w tym samym, absolutnie zbożnym celu! Żeby naród się rozwijał, żeby wreszcie wybić mu z głów samobójczy patriotyzm klęski.

Nie tędy droga.

Piotr Górski


5 Responses to Powstanie, klęska i cała reszta

  1. Paweł Budrewicz napisał(a):

    Okay, ale nie zmienia to faktu, że w 1944r. doszło praktycznie do zagłady Warszawy. Zresztą, Warszawa nie odrodziła się do dziś – to, co widać za oknem, to bardziej fotomorgana, dekoracja czy atrapa. Powstanie było złą decyzją pod każdym względem – politycznym i militarnym, ale przede wszystkim ludzkim. Warszawa nie zyskała nic, straciła wszystko. No, może poza wątpliwej jakości „legendą”, zdecydowanie na żałobną nutę.

    Aby nie było wątpliwości – pisze to facet, którego rodzina od pokoleń mieszka w Warszawie i którego dziadek zginął w Powstaniu.

  2. bobola napisał(a):

    Jak zwykle latwo jest byc madrym post factum. W chwili gdy zapadala decyzja o rozpoczeciu walki zbrojnej w Stolicy dowodcy AK nie wiedzieli nawet o decyzjach jaltanskich. Glownym bodzcem do okazania poskiej sily zbrojenej bylo powstanie PKWN, ktore wyraznie znaczylo, ze Sowieci beda tworzyc wlasna, komunistyczna atrape administracji panstwowej. Powstanie mialo wsprzec polityczne starania prem. Mikolajczyka, ktory wlasnie wylecial do Moskwy liczac na negocjacje ze Stalinem.
    Wojna sklada sie i z wygranych i z porazek. Nikt nie moze przewidziec wszystkiego z gory. Ci, ktorzy mysla, ze mozna wojne prowadzic bezpiecznie powinni wybrac fach rzeznika.

  3. Proszę napisał(a):

    Proszę nie dyskutować o jakimś tam powstaniu czy wojnie których nigdy nie było. Te wszystkie bitwy i wojny to jest mydlenie oczu i lasowanie rozumów ludziom przez Ligę Oszustów aby ich dymać z forsy na patriotyczne i emocjonalne nutki oraz doprowadzić do uległości władzy.

  4. foxmann napisał(a):

    Nie wiem czy jeszcze gdzieś na świecie tak celebruje się przegrane konflikty zbrojne. Czy w tym kraju wszystko musi nie wychodzić? Czy ogólna dziadownia to jest norma? Czy rzeź warszawska jest powodem do jakieś dumy. Argumenty zwolenników powstania po prostu powalają z nóg. Jedyna rocznica jak w tym burdelu się dogadali to 3 maja. Nie było wszystkich i dzieło masonów – konstytucję przepchnęli jakimś cudem – i już dzień wolny od pracy

  5. Ryś napisał(a):

    Tak zwana celebracja jest tylko pozorna, a nawet żałosna („rekonstruckje”).

    Na płycie (w Ogrodzie Saskim) upamiętnienia 800 tysięcy zabitych w czasie wojny mieszkańców Warszawy nie było ani jednego wieńca (podobnie zresztą jak w latach poprzednich)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *