Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Prezes ZUS: bankructwo nam nie grozi, ale lepiej oszczędzajcie sami

Podczas konferencji zorganizowanej przez Fundację PAFERE w listopadzie 2013 roku pt.: „Rodzina w obliczu kryzysu”, aż dwóch prelegentów, Jan Maria Jackowski oraz Cezary Mech, stwierdziło, że według prognozy ZUS, w roku 2051 Polaków będzie najprawdopodobniej około 16 mln.



Przy poziomie dzietności jaki obecnie występuje w naszym kraju, tj. niewiele ponad jedno dziecko na kobietę, perspektywa ta jest wielce prawdopodobna. Jakie może to rodzić konsekwencje chociażby dla naszego systemu ubezpieczeń społecznych? Czy ZUS można już uznać za bankruta?

20 stycznia 2014 roku, głos w tej sprawie zabrał prezes ZUS-u, Zbigniew Derdziuk. Stwierdził on, że ZUS rzeczywiście czekają kłopoty, ale nie takie, z których nie można by wyjść. „Najtrudniejszy będzie koniec trzeciej dekady – 2028 – 2030 rok. Ale do 2030 roku można się przygotować zwiększając aktywność zawodową obywateli, pracując dłużej. Ludzie muszą mieć świadomość, że emerytura zależy od tego, ile składek zapłacą” – powiedział Derdziuk w wywiadzie dla TVP.

Dziura w budżecie ZUS wynosi obecnie (przynajmniej oficjalnie) ok. 50 mld zł. Mimo tak olbrzymiej kwoty prezes Zakładu uspokaja, że zarządzanej przez niego instytucji nie grozi bankructwo. „Dzięki reformie, którą wprowadziliśmy w 1999 roku, dzięki podwyższeniu wieku emerytalnego dziura się zmniejsza i jest kontrolowana. To jest normalny sposób finansowania świadczeń emerytalnych nie tylko ze składek, ale też z podatku VAT” – uspokaja prezes Derdziuk.

Czy zapewnienia rzucane przez prezesa ZUS należy traktować serio? Problem stanowi nie tylko malejąca liczba urodzeń ale także emigracja. Już dziś szacuje się, że z kraju wyjechało ok. 2 mln Polaków. Ci ludzie pracują w innych państwach i w nich odprowadzają podatki, również te na ubezpieczenie emerytalne. Polityka polskich władz nie zachęca ich do powrotu do ojczyzny. Zaostrzający się fiskalizm, brak nadziei na jego poluzowanie, ciągle rzucane kłody pod nogi przedsiębiorczości dają podstawę do stwierdzenia, że ludzi płacących państwowe daniny w Polsce będzie coraz mniej.

Z czego zatem sfinansowane zostaną przyszłe emerytury? Na razie ratunkiem okazać się może położenie państwowej ręki na środkach polskich podatników zdeponowanych w ramach OFE. Kolejne fazy podwyższania wieku emerytalnego, prezes ZUS już zdaje się zapowiadać. Zachęca również do oszczędzania, jednak problem w tym, że przy tak drapieżnym fiskalizmie wielu ludzi po prostu nie ma z czego oszczędzać. Pomocna w ratowaniu ZUS-u okazać się może niewydolna służba zdrowia – kolejki do specjalistów i kulejąca diagnostyka to rzecz codzienna. Gdyby nie te mankamenty, wielu ludzi żyłoby prawdopodobnie znacznie dłużej, a to dla ZUS-u korzystne akurat nie jest.

Nie wykluczone, że politycy dostrzegli jeszcze jedną szansę na ratowanie bankrutującego systemu ubezpieczeń społecznych – a mianowicie napływ imigrantów. Coraz częściej słyszymy, że po to, by uniknąć zapaści demograficznej (czytaj: ratować bankrutujący system państwa opiekuńczego) konieczne będzie sprowadzenie do Polski do 2050 roku około 5 mln obcokrajowców. Ale czy to na pewno będzie skuteczne rozwiązanie? Przecież żeby takie działania miały sens ci imigranci musieliby pracować. Tylko tak mogą płacić podatki i odprowadzać składki na ubezpieczenie. W sytuacji gdy obowiązuje w Polsce płaca minimalna, obcokrajowcy, o ile będą zatrudnieni legalnie, nie będą mogli zarabiać mniej niż wynosi wysokość tej płacy. Jednocześnie nie będą mogli pracować na „umowach śmieciowych” ponieważ rząd zapowiedział ich likwidację. Zatem wielu imigrantów czeka praca na czarno, a to dla budżetu państwa pożytek niewielki. Gdyby zmieniło się podejście rządzących do gospodarki, wówczas nie trzeba by było sprowadzać obcokrajowców, Polki chętniej rodziłyby dzieci, a wielu naszych rodaków powróciłoby do kraju, by tu zarabiać na życie i tu odprowadzać daniny.

Dlatego do zapewnień prezesa ZUS o tym, iż kierowanej przez niego instytucji bankructwo nie grozi podejść należy z odpowiednim dystansem. W latach, o których pan Derdziuk mówi, a które mają być dla ZUS przełomowe, on sam zapewne nie będzie już prezesem tej instytucji, dlatego dziś, dla uspokojenia nastrojów i dla politycznego marketingu, może powiedzieć wszystko co mu ślina na język przyniesie. Podobnie jak premier Tusk twierdzący, że do 2022 roku Polska stanie się jedną z największych potęg gospodarczych świata.

Paweł Sztąberek

Artykuł ukazał się na stronie Fundacji PAFERE…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *