Nadzieja i krytycyzm

Z wielką nadzieją sięgnąłem po książkę Grzegorza Malinowskiego >>Nierówności i wzrost gospodarczy<<, jako że tytuł wielce obiecujący, a tematyka bliska moim zainteresowaniom Czytaj więcej »

 

Profile z lajkiem i bez lajka

W pośredniakach profile, niemal jak na facebooku. Nie masz profilu w pośredniaku – nie pracujesz. Masz profil w pośredniaku – też nie pracujesz. To po co ten profil?


Trwa walka z bezrobociem. Złośliwe ono, bo im bardziej rząd z nim walczy, tym lepiej ono się trzyma. To jednak rządu nie zraża i na walkę z bezrobociem idą kolejne miliardy złotych. Nasze miliardy złotych – te same, które rząd zabrał pracującym i których brak na rynku przyczynił się do powstania bezrobocia. Tradycyjnie rząd gasi pożar benzyną.

Nowym elementem tej walki jest profil bezrobotnego. Rząd wymyślił, że jeśli do pośredniaka zgłosi się facet bez pracy, to nie będzie można mu pomóc, jeśli nie zakwalifikuje się go do określonego profilu. Tak jakby z samego faktu sprofilowania miało przybyć miejsc pracy.

Okazuje się jednak, że są lepsze i gorsze profile – po jednych można liczyć np. na kasę na założenie własnej firmy, po innych jedynie na kopa w tyłek. Jak nietrudno się domyślić, mało jest masochistów gotowych spędzić pół dnia w pośredniaku nad jakimś formularzem tylko po to, żeby potem dowiedzieć się, że są gorszą kategorią człowieka. Ludzie tego po prostu nie lajkują.

Dlatego osoby, które system komputerowy namaszczony przez ministra pracy skazał na dolę pariasa, robią to, co każdy myślący człowiek zrobiłby na ich miejscu – wyrejestrowują się z pośredniaka, po czym rejestrują się ponownie. Muszą wówczas jeszcze raz poddać się profilowaniu, ale tym razem już wiedzą, jakich udzielać odpowiedzi, żeby trafić do dobrego profilu. I niech kto powie, że Polacy nie są sprytnym narodem!

W efekcie cały wielki system profilowania bierze w łeb. Zamiast spełniać szczytne cele (tzn. tworzyć sztuczną rzeczywistość zgodnie z wyobrażeniem etatystycznych ideologów) system tworzy jedynie dodatkowe utrudnienie dla bezrobotnych oraz dokłada niepotrzebnej pracy urzędnikom w pośredniakach. Jak znam życie, w ciągu dwóch-trzech lat przepisy doczekają się kilkunastu nowelizacji, aż wreszcie ktoś wpadnie na genialny pomysł nowej reformy – likwidację profili w pośredniaku! Rząd pochwali się kolejnym sukcesem, utworzy parę setek dodatkowych etacików i tylko o robotę będzie tak samo trudno jak teraz (w wariancie optymistycznym).

Daję zatem unlike'a – i pomysłowi profilowania bezrobotnych, i całemu naszemu systemowi zabierania ludziom pieniędzy.

To co trzeba zrobić? Aby mieć natychmiastowy efekt – wyprowadzić składkę NFZ z urzędów pracy. Co ma z tym wspólnego składka NFZ? To, że jest faktycznym celem rejestracji w pośredniaku przez większość bezrobotnych, którzy robotę mają, tyle że w strefie pracy nieopodatkowanej (czyli w tzw. "szarej strefie"), lecz potrzebują wyłącznie ubezpieczenia do lekarza.

Dzisiaj jest tak, że Fundusz Pracy przelewa pieniądze wojewódzkim urzędom pracy, te – powiatowym, te – gminom, gdzie zameldowany jest bezrobotny, z kolei gminy płacą składkę NFZ ZUSowi, a ZUS… tak, tak – NFZowi! A wysokość składki i tak nie ma żadnego przełożenia na zakres świadczeń. Logika podpowiada, że prościej byłoby, gdyby od razu Fundusz Pracy płacił określoną kwotę NFZowi, a tzw. "ubezpieczeniem zdrowotnym" będą objęci wszyscy, zgodnie zresztą z Konstytucją. W ten sposób wyeliminujemy około 70% zarejestrowanych bezrobotnych. I rząd będzie miał "sukces" – sukces na miarę jakości naszego systemu podatkowego.

To oczywiście nie rozwiąże problemu, bo nie stworzy nowych miejsc pracy i nie zmniejszy ilości zabranych pieniędzy, które krążą w obiegu państwowym. Główną przyczyną bezrobocia jest bowiem opodatkowanie pracy. Jeśli chcę zapłacić komuś na umowę o pracę 1800zł, muszę wyjąć z kieszeni 3000zł. Dopóki ta różnica (40% udziału podatku w koszcie, 66% podatku od płacy netto) będzie tyle wynosić, będzie bezrobocie. Którego rzeczywistych rozmiarów nikt nie określi, bo alternatywą dla kolejnego "uzusowienia" umów nie jest umowa o pracę, ale umowa na gębę. Nigdzie nierejestrowana. Zabieranie ludziom pieniędzy w podatkach pozbawia ich zatem luksusu tzw. "legalnej pracy".

Oddajcie nam nasze pieniądze! – z takim hasłem powinny pomaszerować ramię w ramię pod Sejm i pod Kancelarię Premiera organizacje pracodawców i związki zawodowe. Wbrew pozorom ich interesy są zbieżne - reprezentują ludzi pracy w obronie przed zachłannością rządu. Brak pieniędzy na rynku przyznał mi nawet ostatnio Jan Guz z OPZZ podczas programu "Tak czy nie" w Polsacie. Idzie nowe 🙂

Aha! I jeszcze jedno – nie dawać władzy lajka. To kiepski profil, który nie zasługuje na polubienie.

Paweł Budrewicz

Autor jest radcą prawnym, prezesem Fundacji PAFERE i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga pawelbudrewicz.pl/blog


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *