W aucie posła Wójcikowskiego uszkodzone były przewody hamulcowe

Wokół tragicznej śmierci posła Rafała Wójcikowskiego ze stycznia br. narasta coraz więcej wątpliwości Czytaj więcej »

 

Psychiatria na usługach zbrodni

Po 1989 roku nie przeprowadzono w Polsce ani lustracji, ani nie dokonano analizy, którzy psychologowie i psychiatrzy wydawali w okresie stalinizmu, oraz w czasach rządów PZPR „diagnozy” zgodne z interesem internacjonalizmu i z ideologią marksistowsko-leninowską. Morderstwo psychiatryczne polega na uznaniu człowieka za chorego psychicznie tylko dlatego, że prezentuje inne poglądy, aniżeli jego przełożeni lub prowadzi działalność opozycyjną wobec sprawujących władzę.



W ZSRR stalinowscy oprawcy mieli pod swoją komendą dobrze opłacaną grupę całkowicie podporządkowanych psychiatrów, którzy na rozkaz dyktatora potrafili uznać za niepoczytalnego każdego obywatela, któremu nie podobał się stalinizm. Pierwszym przejawem wykorzystania psychiatrii do represji politycznych była próba umieszczenia w 1918 popularnej liderki lewicowych eserów Marii Spiridonowej w sanatorium – w tym celu władze zamówiły odpowiednią ekspertyzę. Pierwszy więzienny szpital psychiatryczny ze specjalnym oddziałem dla więźniów politycznych, nad którym pieczę objęło NKWD, powstał w 1939 w Kazaniu. Na tym oddziale umieszczano zarówno chorych psychicznie, jak i osoby zdrowe internowane na polecenie władz. Początkowo w ZSRR zamykanie zdrowych osób w szpitalach psychiatrycznych odbywało się na niewielką skalę, bowiem Stalin wolał metody bardziej „bezpośrednie” – rozstrzeliwania, długoletnie więzienia lub łagry, ale już po wojnie, wiele osób, którym radziecka władza nie odpowiadała, trafiało prosto do zakładów zamkniętych. A trzeba pamiętać, oddziały zamknięte w stalinowskich szpitalach psychiatrycznych były znacznie gorsze i bardziej poniżające godność ludzką, aniżeli najcięższe więzienia.

Człowiek uznany za chorego psychicznie nawet nie miał się komu poskarżyć, bo reżimy totalitarne uznawały, że psychiatra zawsze ma rację i nigdy się nie myli.

Gdy nie można było zamordować kogoś fizycznie, bo był zbyt znany lub powszechnie szanowany, to wzywano na pomoc uległą władzy grupę psychiatrów, którzy swoim „autorytetem” potwierdzali wcześniejsze diagnozy polityków dyktatora. Uznawano, że osoba ta wygłasza opinie antysocjalistyczne, ponieważ „jest wariatem lub wariatką” dlatego należy ją izolować od społeczeństwa w zakładzie zamkniętym, gdzie „lekarze psychiatrzy” zaordynują takie środki odurzające i psychotropowe, po których każdemu odechce się działalności opozycyjnej.

Nawet jeśli ktoś nie trafił do takiego zakładu, miał szanse na pośredni kontakt z jego pracownikami – zastrzyki psychotropowe były stosowane np. przez „śledczych” z Gestapo a później także spec -służb.

Na usługach SB

Niestety po II Wojnie Światowej także w Polsce niektórzy sprawujący władzę politycy chętnie korzystali z usług takich „gotowych do tajnej współpracy (TW)” psychiatrów i psychologów. Nie wszyscy wiedzą o tym, że w SB psychologów i psychiatrów bardzo ceniono, gdyż po zbadaniu odporności psychicznej internowanych lub aresztowanych działaczy opozycji antysocjalistycznej, często podpowiadali esbekom, komu można zaproponować podpisanie lojalki, kto pójdzie na współpracę, a kto się zgodzi na wyjazd z rodziną na stałe na zachód, bo już jest na skraju wyczerpania psychicznego. Gotowych do ”zgodnej z interesem partii komunistycznej diagnozy” psychologów i psychiatrów używano czasem przy rekrutacji do ZOMO, gdyż tam potrzebowano ludzi agresywnych, pozbawionych skrupułów i o niskim ilorazie inteligencji.

Moralnie zepsutych psychiatrów, do dziś wykorzystują zbrodniarze i organizacje przestępców, aby uniknąć kary poprzez uzyskanie zaświadczenia o niepoczytalności w momencie dokonania zbrodni. Znane są przypadki, kiedy dzięki „opinii psychiatrycznej”, ktoś uniknął kary więzienia za popełnione przestępstwo. Spektakularnym przykładem próby uniknięcia dzięki temu odpowiedzialności było udawanie załamania psychicznego przez jednego z morderców błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, po to, aby wzbudzić litość sądu, dokonane za poradą „dyżurnego” SB-eckiego psychiatry. Niestety, po 1989 roku nie przeprowadzono w Polsce ani lustracji, ani nie dokonano analizy, którzy psychologowie i psychiatrzy wydawali w okresie stalinizmu, oraz w czasach rządów PZPR „diagnozy” zgodne z interesem internacjonalizmu i z ideologią marksistowsko-leninowską.

Warto zadać jedno fundamentalne pytanie: Kto obecnie bada poczytalność psychiatrów, którzy decydują kogo można ubezwłasnowolnić?

Dużo się obecnie mówi i pisze o prawach człowieka, a równocześnie wielu dziennikarzom, politykom, a nawet prawnikom bezkarnie uchodzi nazywanie przeciwników politycznych: „wariatami” , „szaleńcami”, „ obłąkanymi”, „chorymi psychicznie”, „załamanymi nerwowo”, „nadającymi się do psychiatryka”…itd. itp. Przecież takie uwłaczające godności ludzkiej określenia są jawnym łamaniem podstawowych praw człowieka!

Największą jednak nikczemnością i skrajną podłością jest sugerowanie, że człowiek, który przeżywa traumę po stracie najbliższej mu osoby, może z tego powodu utracić rozum.

Godność człowieka wymaga współczucia i wyrozumienia dla każdego, kto stracił kogoś bliskiego, natomiast wykorzystywanie tragedii do eliminacji danej osoby z życia publicznego, stanowi zbrodniczą próbę pozbawienia bliźniego jego człowieczeństwa.

Rajmund Pollak

Foto. http://interia360.pl

Wyżej zamieszczony artykuł ukazał się również w nr 26 ( 211) tygodnika „Warszawska gazeta” z 1-7 lipca 2011r.


2 Responses to Psychiatria na usługach zbrodni

  1. Adam Kalicki napisał(a):

    Bardzo dobry tekst. Gratuluję. Polecam lekturę tekstu pod poniższym linkiem, gdyż sprawa jest znacznie bardziej złożona niż się z pozoru wydaje.

    http://www.nerwica.com/post210102.html

  2. Wielki Brat patrzy napisał(a):

    panie Pollak ależ się pan wstrzelił w temat – samobójstwo Leppera!!!!???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *