Sery, de Gaulle i Anne

Najmłodsza córka de Gaulle’a, Anne, cierpiała na zespół Downa. W wyniku obrażeń porodowych nigdy nie mogła poprawnie chodzić Czytaj więcej »

 

Raje podatkowe: zwalczać czy konkurować?

Dwa miesiące temu Ministerstwo Finansów zapowiedziało rozpoczęcie prac nad nowym kodeksem podatkowym. Główna idea tych zmian – według urzędników MF – sprowadzać się ma do ulżenia podatnikom. Podatki mają być nie tylko uproszczone, ale także pozycja podatnika względem urzędów skarbowych ma się zmienić, tzn. z korzyścią dla podatnika. Podatnicy oczekiwaliby zapewne również obniżenia opodatkowania, jednak wszystko wskazuje na to, że na oczekiwaniach się skończy.


Właśnie Sejm III RP zdecydowaną większością głosów, przy jedynie trzech głosach sprzeciwu, przegłosował nowelizację ustawy o podatku CIT i PIT. Nowela ta ma – według wnioskodawcy, czyli resortu finansów – ukrócić możliwość przenoszenia zysków firm do tzw. rajów podatkowych. Urzędnicy MF uważają, że niektóre państwa stosują dumping podatkowy, narażając budżety innych państw na poważne straty finansowe. Jak podkreśla resort, praktyki takie określić należy mianem nieuczciwej konkurencji podatkowej, z którą trzeba walczyć.

Socjaliści kontra obywatele

Teoretycznie można by rzec, że najnowsze posunięcie polskiego Sejmu, który niemal jednogłośnie „przyklepał” pomysł ministerstwa, nijak się ma do planów wprowadzenia nowego kodeksu podatkowego. Ale tylko teoretycznie, ponieważ nowelizacja ustawy, która ma wejść w życie od 1 stycznia 2015 roku, przewiduje wiele rozwiązań szczegółowych, które sprawy rozliczeń podatkowych w Polsce raczej skomplikują, zamiast uprościć. Zatem choćby już w tym jednym przypadku idea nowego kodeksu podatkowego, czyli uproszczenie systemu, na pewno nie zostanie zrealizowana.

Inna kwestia, jaką podnosi resort finansów w walce z rajami podatkowymi, to pojęcie tzw. nieuczciwej konkurencji podatkowej. Czy posługiwanie się nim jest w ogóle uprawnione? Wolny rynek ma to do siebie, że jego istotę stanowi konkurencja. W ramach jednego kraju konkurują między sobą poszczególne firmy. Dopóki któraś z nich nie popełni przestępstwa, tzn. nie posłuży się w swojej działalności metodami, które łamią obowiązujące prawo, nikt nie powinien ingerować w jej działalność. Podobnie można przyjąć, że i państwa między sobą konkurują, również na płaszczyźnie gospodarczej. Systemy podatkowe to jedne z najskuteczniejszych narzędzi konkurencji między państwami. Skoro jedne państwa mogą być tzw. rajami podatkowymi, to dlaczego inne nie mogą?

Co stoi na przeszkodzie, aby Polska stała się takim samym rajem podatkowym jak np. Wyspy Dziewicze czy chociażby bliższa nam Szwajcaria? Nie trzeba by było wówczas przepychać przez Sejm żadnych nowelizacji ustawy o PIT i CIT ani nawet tworzyć żadnego nowego kodeksu podatkowego. Przedsiębiorstwa nie marnowałyby czasu na przenoszenie zysków do krajów, w których są one mniej opodatkowane. Byłoby odwrotnie. To do nas spływałby kapitał z zagranicy, to tu zagraniczne firmy lokowałyby swoje siedziby i tu płaciłyby podatki. Czy taki wariant miałby być dla Polski szkodliwy? Czy dla Polski byłoby tragedią, gdyby stała się rajem podatkowym? Na pewno nie, jednak dla rządzących takie rozwiązanie najwidoczniej nie mieści się w głowie. Dla socjalistów czy etatystów każdy podatnik, który stara się, wykorzystując możliwości prawne, ratować jakąś część swojego dochodu przed drapieżnym fiskusem, jest potencjalnym przestępcą i stanowi dla rządu największą konkurencję. U nas wciąż obowiązuje zasada: obywatel-niewolnik jest dla państwa, a nie państwo-sługa dla wolnego obywatela. Łatwiej jest podatnika po bolszewicku docisnąć i wycisnąć, aniżeli otworzyć się na inne, mądrzejsze rozwiązania prawne i wprowadzić je w życie.

Wielka Brytania się otwiera

Są jednak kraje, które potrafią wyciągać właściwe wnioski z praw rządzących ekonomią. Od pewnego czasu jednym z nich jest Wielka Brytania. O tym, że Polacy coraz liczniej zakładają na Wyspach firmy, i o powodach, dla których to robią, sporo już napisano. Od niedawna jednak siedziby swoich firm zaczynają przenosić do Wielkiej Brytanii również Amerykanie. Dlaczego tak się dzieje i gdzie tkwi odpowiedź na to pytanie?

Interesujące opracowanie, w którym pada próba odpowiedzi, opublikował niedawno Reuters. Wynika z niego, że Londyn postanowił zwabić m.in. wielkie amerykańskie firmy, wprowadzając szereg atrakcyjnych rozwiązań podatkowych. Jedną z takich firm jest Rowan Companies z Teksasu, jeden z największych operatorów urządzeń wiertniczych na świecie. Dlaczego firma, której wartość rynkowa wynosi 4 mld dolarów, zdecydowała się przenieść do Wielkiej Brytanii?

Odpowiedź jest prosta. Podczas gdy – przykładowo – w 2008 roku Rowan musiał podzielić się z amerykańskim fiskusem i odprowadzić 34,6 procent podatku, w Wielkiej Brytanii w 2013 roku odprowadził podatek w wysokości 3,3 procent. I nie ma w tym żadnego nadużycia, gdyż jak podkreślają przedstawiciele firmy Rowan Companies, nie może pozwolić sobie na żadne podatkowe krętactwa.

Brytyjscy politycy, jak wyjaśnia Reuters, bronią się przed nazywaniem ich kraju rajem podatkowym, choć faktem jest, że wiele amerykańskich firm już przeniosło swoje siedziby do Wielkiej Brytanii. Są wśród nich m.in. takie koncerny jak: Aon Plc, CNH Global NV, Delphi Automotive PLC, ENSCO Plc, Liberty Global Plc, Noble Corp Plc. Niegdyś firmy szukały podatkowej przystani w takich krajach jak Szwajcaria, Wyspy Karaibskie, Luksemburg, Holandia czy Irlandia. Obecnie magnesem stała się Wielka Brytania po tym, jak zrezygnowała ze ścigania firm za zyski osiągnięte w innych krajach, w tym w rajach podatkowych.

Trudno się dziwić, że firmy starają się lokować biura tam, gdzie mogą osiągnąć większe zyski, tym bardziej że w USA trwa kampania Demokratów, z prezydentem Barackiem Obamą na czele, na rzecz ograniczenia możliwości transferu firm za granicę. Jednym słowem, administracja rządowa czyni wiele, by zabronić obywatelom robienia tego, co jest legalne, doprowadzając jednocześnie do powstania pewnego paradoksu – otóż kiedyś uciekano do Ameryki, by się bogacić, dziś wielu Amerykanów broni się przed własnym aparatem państwowym i szuka podatkowych przystani w innych krajach.

Reuters przytacza stanowisko jednego z brytyjskich polityków. George Osborne, minister finansów, nie kryje zadowolenia z trendu, jaki obierają amerykańskie firmy, twierdząc, że celem polityki rządu jest uczynienie z Wielkiej Brytanii miejsca atrakcyjnego dla działalności gospodarczej. Analiza jednej z największych firm zajmujących się doradztwem podatkowym wskazuje, że około 60 wielkich firm amerykańskich uważnie przygląda się zmianom podatkowym w Wielkiej Brytanii i rozważa ewentualne przeniesienie się na Wyspy. Jeżeli do tego dojdzie, powstanie mniej więcej 5 tysięcy nowych miejsc pracy, natomiast londyński budżet zyska około miliarda funtów wpływów. Nawet jeśli szacunki te są mocno przesadzone, dyskusji nie podlega fakt, że Wielka Brytania zaczyna zyskiwać na niedawnych zmianach podatkowych.

Reuters podaje, że tym, co najbardziej przyciąga inwestorów do Wielkiej Brytanii, nie jest mniejszy o połowę podatek, lecz nieopodatkowywanie podległych im zagranicznych oddziałów. „Oznacza to, że przedsiębiorstwa mogą przenieść zyski z krajów, w których mają pracowników i klientów, do ’rajów podatkowych’, a następnie z powrotem do Wielkiej Brytanii i wypłacić je akcjonariuszom bez płacenia żadnego podatku – jest to coś, co nie byłoby możliwe w Stanach Zjednoczonych lub Niemczech bez uniknięcia konsekwencji podatkowych” – czytamy.

Łakome inwestycje

Raje podatkowe od lat są solą w oku różnych ponadnarodowych organizacji zajmujących się gospodarką, takich chociażby jak OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Jeszcze w końcu ubiegłego wieku sporządziła ona raport, w którym poddała ostrej krytyce konkurencję podatkową. Oszacowano wówczas, że „zagraniczne inwestycje bezpośrednio dokonane w kilku jurysdykcjach na Karaibach oraz uważanych za raje podatkowe niewielkich państwach wyspiarskich na południowym Pacyfiku wzrosły ponad pięciokrotnie w okresie 1985-1994, o ponad 200 miliardów dolarów amerykańskich”. W raporcie OECD z 2010 roku możemy przeczytać, że Barbados, Bermudy czy Brytyjskie Wyspy Dziewicze otrzymały więcej inwestycji bezpośrednich (ponad 5 proc.) niż np. Niemcy (ponad 4,5 proc.) czy Japonia (ponad 3,5 proc.). I to tak bardzo boli…

Praktyki, jakie stosują państwa określane jako raje podatkowe, nie muszą się wszystkim podobać, nikt jednak nie zaprzeczy, że wyłania się z nich oczywista prawda: firmy powstają i przenoszą się tam, gdzie państwo nie traktuje ich jak cytryny, którą można wycisnąć, a potem wyrzucić na śmietnik. Tam, gdzie są niskie podatki i swoboda działalności gospodarczej, tam jest gospodarczy rozwój. Co stoi na przeszkodzie, aby kraje, którym nie odpowiadają raje podatkowe, a które coraz mniej przychylnie zaczynają patrzeć także na niedawne posunięcia Wielkiej Brytanii, same zaczęły stosować podobną politykę? To pytanie dotyczy również Polski.

Paweł Sztąberek

Artykuł ukazał się w Naszym Dzienniku z 17 lipca 2014 roku. Przedruk za www.pafere.org


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *