Braun: To zła historia jest matką złej polityki

To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii Czytaj więcej »

 

Rocznicowa propaganda z braku sukcesów

Państwo wybaczą, ale na wstępie będę się chwalić. Otóż dzięki wszelkiej maści sondażowniom wiem, że jestem nieprzeciętny / niereprezentatywny dla ogółu społeczeństwa, co poczytuję sobie za komplement. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nigdy nie zgłoszono się do mnie w ramach badania opinii publicznej? Tedy, mając powyższe na uwadze, sceptycznie podchodzę do wyników tego typu badań, szczególnie w zakresie preferencji politycznych, gospodarczych itp.

Te zaś, biorąc pod uwagę nasilenie propagandy, muszą być wyjątkowo kiepskie dla euroeuntuzjastów. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt spotu za 7 baniek reklamującego dziesięciolecie Polski w UE, skoro ponoć to taki korzystny deal? Spotu, dodajmy na marginesie, który u ludzi samodzielnie myślących jak to trafnie ujął Paweł Budrewicz przekłada się na perystaltykę jelit i skurcz zwieracza, jedynie u ministry „sorry, taki mamy klimat” Bieńkowskiej budząc dreszcze.

Warto odnotować, że w ramach propagandy sukcesu „10 lat świetlnych” (szkoda, że nie „świetnych”) pojawiły się odpowiedzi o bilans uczestnictwa Polski w UE. I tak ostatnio dowiedzieliśmy się, że „formie handlu, inwestycji, dotacji i przelewów od maja 2004 r. do Polski z UE napłynęło na czysto 336,3 mld euro, czyli ok. 1,4 bln zł”. Darujcie, nie chce mi się sprawdzać po jakim kursie przeliczano eurosy na złocisze. Ciekawe jest co innego – wymienione jako źródła „dobrobytu” płynącego z UE do RP handlu i przelewów. Czy należy zatem rozumieć, że ta cała UE to jakaś spółka handlowa? I co z tymi przelewami – kto, komu i jakim tytułem przelewał forsę? Bo jeżeli mowa tu o polskich emigrantach ratujących pozostałe w kraju rodziny, to trudno to raczej traktować jako dobrodziejstwo UE z ichnim parlamentem i komisjami.

W sukurs tym enigmatycznym rewelacjom pospieszyły kolejne doniesienia, że „W ciągu naszej obecności we Wspólnocie Polska za każdą złotówkę wpłaconą do budżetu UE otrzymała z powrotem trzy złote”. Łał, czy to na pewno ta sama ekipa, która nie potrafiła zarobić na koncercie Madonny? W dodatku dotacje Unijne zachwala sam wiceminister infrastruktury i rozwoju, Marceli Niezgoda twierdząc, że „pieniądze pochodzące z budżetu Unii Europejskiej pozwoliły Polsce nadgonić wieloletnie zaległości, głównie jeżeli chodzi o drogi, mosty czy lotniska. Wsparcie otrzymały także przedsiębiorstwa […] Wsparcie otrzymało też ponad 28 tysięcy przedsiębiorstw”. Co prawda pojawia się tu drobny dysonans poznawczy z poprzednią informacją - „W ciągu 10 lat obecności w UE Polska wykorzystała ponad 92 miliardy euro, przekazując do budżetu wspólnoty około 31 miliardów euro”. Czy tylko mi się te miliardy latające w te i nazad nie zgadzają?

Wciąż otwarte pozostają pytania o szczegółowy bilans członkostwa Polski w UE:
- ile Polska wpłaciła składek?
- ile pieniędzy przyznano Polsce w ramach unijnych dotacji?
- na co poszły owe dotacje, jaki ich procent przeznaczono na promocję unijnych programów tudzież promowanie „polityki równościowej” i tym podobnych debilizmów?; ile kasy poszło na projekty np. z projektu Kapitał Ludzki niczego nie przynoszące, a wręcz zwiększające ubóstwo?
- ile Polska musiała zwrócić do budżetu unijnego „niewłaściwie wykorzystanych funduszy?
- ile wpłaciła w ramach różnorakich kar za przekroczenie „limitów produkcyjnych” tudzież niewdrożenie na czas dyrektyw?
- ile kosztowało polskiego podatnika wdrażanie kolejnych dyrektyw UE?
- ile spośród wymienianych przez wiceministra Niezgodę 28 tysięcy przedsiębiorstw przetrwało dłużej niż rok?
- jak faktycznie w świetle tzw. Raportu Hausnera unijne dotacje wpłynęły na polską gospodarkę i czy aby jej nie rozkładają?

I tak dalej. Trudno mi ocenić, czy owa nachalna propaganda sukcesu jest li tylko przejawem oderwania od rzeczywistości, cynizmu czy może raczej rezultatem uwierzenia we własną propagandę „jest super”.

Zacząłem od dygresji, to i dygresją skończę. Choć UE ma na sztandarach wypisane hasła miłe sercu każdego wolnorynkowca, to jej działania są wybitnie antyrynkowe. Nie czas i miejsce tu rozwijać myśl, dość wspomnieć o ostatnim pomyśle ekspremiera Luksemburga, Jean-Claude Junckera chcącego wprowadzić w UE jednolitą płacę minimalną. Na marginesie warto zauważyć, że ekspremier Juncker według premiera Tuska „jest najlepszym kandydatem na szefa Komisji Europejskiej, ponieważ "uosabia Unię Europejską w najlepszym wymiarze"”. Hm, jak to mówią „garbatego mogiła wyprostuje”, a trafność tego spostrzeżenia potwierdza historia komunistów – iluż to ze złudzeń „wyleczyli” towarzysze Lenin, Stalin et consortes? Lekko licząc, przy 40 godzinnym tygodniu pracy i czterech tygodniach w miesiącu wprowadzenie jednolitej płacy minimalnej na poziomie luksemburskiego 11,5 euro za godzinę daje spokojnie 1840 euro miesięcznie. Racjonalne tłumaczenia Kamila Kisiela raczej mają marne szanse na pobudzenie zwojów mózgowych p. Junckera. Tu trzeba terapii szokowej – zgoda, wprowadzamy jednolitą płacę minimalną na poziomie Luksemburga, ale jednocześnie jednolity system podatkowy, taki jak w Polsce. Z kwotą wolną od podatku, progami podatkowymi etc. My tak mamy od dekady (co najmniej) i, parafrazując p. Junckera, „Nie doprowadziło to ani do masowej biedy, ani do klęski głodu”.

Michał Nawrocki

Fot.: MN


2 Responses to Rocznicowa propaganda z braku sukcesów

  1. pawel napisał(a):

    Jeszcze trochę danych:
    Bilans strat i zysków 10 lat Polski w UE 2004-2014

    Dług publiczny Polski 2004 -2014
    – 431 mld zł w 2004 r.
    – oficjalnie na koniec 2013 r. – 880 mld zł, w rzeczywistości ok. 1 bilion zł
    – oznacza to wzrost o 132%

    Składki do UE w latach 2004-do kwiecień 2014 – 130,1 mld zł + składki do EBC i EBI – 2,5 mld euro + 6,27 mld euro na ratowanie Grecji + wielomilionowe kary finansowe za nieprzestrzeganie unijnego prawa

    Oficjalnie wysokość dotacji z UE ok. 100 mld euro (ale nie wiadomo, ile z tego zostało wykorzystane, można przyjąć, że co najmniej 90%)
    – w latach 2004-06 – 10 mld euro
    – w latach 2007-13 – 91 mld euro

    Koszty biurokracji to ok. 35 mld zł rocznie, czyli 350 mld zł w 10 lat, ale wg budżetów wydatki na administrację publiczną (bez samorządów i jednostek jak ZUS czy NFZ) wyniosły w 2003 r. – 6,3 mld zł, podczas gdy w 2013 r. – 12 mld zł, a w 2014 r. – 12,4 mld zł.

    Koszt biurokracji (całkowity koszt, a nie wynikający tylko z dotacji) ponoszony przez polskich przedsiębiorców to ok. 77 mld zł rocznie, czyli 770 mld zł w 10 lat. Same regulacje unijne kosztują polskich przedsiębiorców ok. 20 mld zł rocznie, czyli 200 mld zł w 10 lat.

    Po stronie kosztów są jeszcze: współfinansowanie (po stronie budżetu i beneficjentów) i prefinansowanie dotacji, obsługa kredytów przy dotacjach, przygotowywanie wniosków o dotacje (także tych odrzuconych).

    Opr. Tomasz Cukiernik

  2. Michał Nawrocki napisał(a):

    Pawle, to wciąż tylko przyczynek do rozliczeń. Nie wiem np. czy p. Cukiernik uwzględnił w swych wyliczeniach zadłużenie samorządów biorących dotacje na budowy aquaparków itp., które zresztą często okazują się nierentowne generując jedynie koszty.

    Irytujące w tym wszystkim jest takich danych nie podaje strona rządowa (choć na zdrowy rozum powinna) wciskając jedynie propagandę. Z drugiej strony zastanawia, dlaczego tzw. opozycja też się nie kwapi do sporządzenia takich rozliczeń.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *