A co, jeśli >>macica palestyńskiej kobiety<< pokona Izrael?

Prezydent Donald Trump uznał kilka dni temu Jerozolimę za stolicę państwa Izrael. Wiadomo było, że wywoła to w tym kraju wzrost napięcia i niezadowolenie Czytaj więcej »

 

Rozerwać więź między demokracją a państwem opiekuńczym

„Co zostawimy w spadku naszym dzieciom. Dług publiczny a rozwój gospodarczy” – to tytuł konferencji, która odbyła się w dniu 2 kwietnia 2011 roku w sali restauracji „Jazzownia Liberalna”. Gośćmi Fundacji PAFERE byli tym razem: dr Samuel Gregg z Instytutu Actona z Grand Rapids w USA, prof. Michał Wojciechowski z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, przewodniczący Rady Programowej PAFERE i Marek Łangalis, niezależny analityk rynku, publicysta.

Jako pierwszy głos zabrał dr Samuel Gregg. Zwrócił on uwagę na obecne problemy współczesnych państw w kontekście rosnących u nich w zastraszającym tempie długów publicznych. Gość z USA dokonał m.in. porównania sytuacji w krajach europejskich z sytuacją w Stanach Zjednoczonych. Zaznaczył, że o ile Europa dochodzi już powoli do ściany, choćby z przyczyn demograficznych, w USA istnieje jeszcze jakaś nadzieja na wyjście z trudnej sytuacji. Na pytanie: „Co wolisz? Wolność czy bezpieczeństwo?”, Europejczyk odpowie, że bezpieczeństwo, Amerykanin odpowie, że wolność.

Dr Samuel Gregg z Instytutu Actona z USA. Foto. PSz

To – zdaniem Gregga – daje nadzieję, że Stany, wcześniej czy później zmienią swoją politykę. „Niektóre kraje europejskie, np. Grecja czy Hiszpania, próbują się reformować, jednak robią zbyt mało. (…) A większość Europejczyków myśli, że państwo opiekuńcze to nieodłączny element krajobrazu politycznego, nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej” – stwierdził ekspert Instytutu Actona. Samuel Gregg zwrócił uwagę na istotny problem współczesnych państw demokratycznych. „Jak dokonać pozytywnych zmian w gospodarce w sytuacji, gdy politycy żeby wygrać wybory muszą schlebiać oczekiwaniom wyborców?” – pytał Gregg. Jak zauważył prelegent, konieczne jest zerwanie powiązania pomiędzy demokracją a tzw. państwem opiekuńczym. Żeby to się mogło dokonać konieczne jest zbudowanie nowej kultury w patrzeniu na politykę i gospodarkę. „Niezbędny jest powrót do cnót, które cechuje poszanowanie dla państwa prawa i dla poszanowania własności prywatnej a także powrót do odpowiedzialności jaką wobec siebie odczuwać powinni wolni ludzie” – zakończył dr Samuel Gregg.

Kolejny mówca, prof. Michał Wojciechowski, zastanawiał się czy zaciąganie przez państwo długu publicznego nazwać można „kradzieżą zuchwałą”? Prelegent wymienił kilka przykładów kiedy państwo dokonuje redukcji prywatnej własności. Są to m.in. konfiskata, podatek, dodruk pieniądza, inflacja oraz dług publiczny. Największą część długu publicznego stanowią – zdaniem prof. Wojciechowskiego – obiecane w przyszłości emerytury. „Pożyczanie samo w sobie nie jest kradzieżą. Natomiast pożyczanie przez państwo po to, by konsumować już taką kradzieżą jest” – mówił Wojciechowski. „Jeśli za kradzież przyjmiemy potajemne zabieranie rzeczy cudzej z chęci zysku, wówczas proceder zadłużania państwa można nazwać kradzieżą zuchwałą. Zwłaszcza, że ci którzy zadłużają są pewni siebie, czują się bezkarni” – dodał przewodniczący Rady Programowej PAFERE.

Marek Łangalis i prof. Michał Wojciechowski. Foto. PSz

Ostatni prelegent, Marek Łangalis podjął próbę wyjaśnienia, jak dług publiczny wpływa na Polaków. Zauważył on, że największą część długu stanowią koszta jego obsługi. „Obsługa długu pochłania więcej środków niż wydatki państwa na wojsko i policję. Jest to około 15 procent wszystkich przychodów podatkowych” – mówił Łangalis. Dokonał on rozróżnienia między pożyczką braną przez prywatne podmioty na inwestycję a długiem zaciąganym przez państwo. „Tę pierwszą bierze się w nadziei, że z czasem się ona zwróci, natomiast dług zaciągany przez rząd nigdy się nie zwraca” – stwierdził. Dług publiczny ma – zdaniem gościa Fundacji PAFERE – niekorzystny wpływ na życie Polaków, powoduje m.in. wzrost biurokracji. „Dziś jest już ponad 500 tysięcy urzędników i na tym chyba nie koniec” – stwierdził. Prelegent wyliczył, że aby rząd mógł w danym roku odzyskać całość pieniędzy jakie wydaje, musiałby podwyższyć VAT do 44 procent. „Politycy aż tak podatków nie podniosą, bo przegraliby wybory. Mówią natomiast społeczeństwu: bierzcie kredyty, konsumujcie, wydawajcie, nie liczy się to, co będzie w przyszłości, ale tu i teraz, bierzcie pieniądze z rynku i wydawajcie je teraz, na bieżącą konsumpcję” – mówił Łangalis. Prelegent odniósł się również do kwestii demografii. „1,38 dziecka przypada na przeciętną polską rodzinę. Polacy, na których coraz bardziej zaciska się pętla podatkowa kalkulują i dochodzą do wniosku, że nie chcą więcej dzieci, gdyż to znacznie mogłoby obniżyć w przyszłości poziom ich życia” – powiedział prelegent.

Wkrótce na portalu www.pafere.org zamieszczona zostanie relacja wideo z całej konferencji.

Konferencję zakończył pokaz filmu „The Ultimate Resource” („Największe bogactwo”) nakręcony przez Free to Choose Media, z polską wersją językową przygotowaną przez Fundację PAFERE.

Paweł Sztąberek

Foto. PSz

Materiał Fundacji PAFERE – www.pafere.org


7 Responses to Rozerwać więź między demokracją a państwem opiekuńczym

  1. Łukasz napisał(a):

    „Jak zauważył prelegent, konieczne jest zerwanie powiązania pomiędzy demokracją a tzw. państwem opiekuńczym. Żeby to się mogło dokonać konieczne jest zbudowanie nowej kultury w patrzeniu na politykę i gospodarkę.”

    W pełni się zgadzam. Problem w tym, że o ile w USA być może będzie to możliwe (ale nie jest to przesądzone), bo wątpliwe jest by po pojawieniu się kryzysu kraj podryfował w kierunku komunizmu, o tyle w Europie już tak różowo to nie wygląda. W USA przynajmniej od czasu do czasu w mediach pojawiają się osoby, które są krytycznie nastawione do idei „państwa opiekuńczego. Efekty to daje, bo wyrosła naprawdę potężna siła w postaci TEA Party. W Europie środowiska te są zupełnie pozbawione dostępu do środków masowego przekazu. Główną przyczyną są chyba obawy, że dopuszczenie ich do głosu będzie się wiązało w przyszłości z koniecznością przyznania się do porażki obecnego modelu UE i oczywiście utraty stanowisk. Stąd w przypadku Europy niestety mogą znaleźć potwierdzenie słowa Marksa: „Na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację”. Może nie w każdym europejskim kraju tak się stanie, ale w sporej części w momencie kryzysu mogą do władzy dojść radykalni socjalistyczni populiści, którzy w dodatku zechcą prawdopodobnie wskazać jakiegoś zewnętrznego i wewnętrznego wroga, przez którego doszło do załamania. Jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że zbliżamy się do punktu, w którym historia zatoczy koło. Pytanie jest tylko, czy koło zostanie zatoczone do drugiej połowy XVIII wieku, czy też do pierwszej połowy XX wieku. Musimy mieć nadzieję i wierzyć, że to pierwsze.

  2. Marko napisał(a):

    Trzech pseudofachowcow nie majacych pojecia o gospodarce. Spec z USA oplacany przez hochsztaplera Sorosa. Ten pseudoprofesor warimnski to kumpel Bucholca – Balcerowitza. Przyjechali, zeby opowiadac banialuki o tym, ze nie da sie polaczyc wolnosci gospodarczej z pelnym zabezpieczeniem socjalnym obywatela. Jakos podobny system dzialal calkiem skutecznie w powojennych Niemczech do czasu kiedy wall street doszlo do wniosku, ze szkopkom zyje sie za dobrze i trzeba ich zniszczyc. Polacy zas maja sie uczyc od „amerykanskiej wolnosci”. Jak to dziala w PRL -bis wystarczy sie przejsc po ulicy. Podobnie jak w US-state „wolni” obywatele grzebia w smietnikach zeby przezyc dzien. A jak wiadc wyzej naiwni jeszcze to chwala. God bless you.

  3. paweł napisał(a):

    Panie Marko,
    W IIIRP, państwie, gdzie wolny rynek próbuje się połączyć z opieką socjalną, w śmietnikach grzebie coraz więcej ludzi. Czyli coś jednak nie działa. Aż strach pomyśleć co będzie jak wszystkie śmietniki zaczną być zamykane na kłódki. U mnie na osiedlu jest takich śmietników coraz więcej. To chyba jakieś unijne wymogi. Czy zaczną się włamania do śmietników?

  4. Marko napisał(a):

    Panie Pawle

    Z calym szacunkiem ale w PRL bis nie probuje sie polaczec niczego. Probuje sie jedynie upadlac obywatela, ograniczajac mu dostep do pracy i do systemu socjalanego, ktory w XXI wieku powinien w pelni zaspakajac potrzeby, jakie ma kazdy czlowiek: mieszkania, wyksztalcenia, opieki zdrowotnej itd itd. Prosze sie zapoznac dokladniej kim jest taki Samuel Gregg. Co to jest Aston Institute i co on tam robi. Kto sponsoruje te organizacje i w jakim celu. Jak sie Pan uprze to dojdzie, ze kase maja od wielkich korporacji z Exxon na czele. Pod plaszczykiem free market popieraja antyspoleczne reformy w panstwie. Jak Pan sobie to wszystko dobrze pouklada, to do dojdzie Pan tez do wniosku, ze tenze Gregg stoi za smietnikami. W USA i PRL bis. Zycze milej niedzieli.

  5. paweł napisał(a):

    Drogi Panie,
    ja się nie dziwię, że Instytutu Actona nie wspierają jakieś lewackie organizacje lecz prywatny biznes i to też pewnie niestety nie cały. Czy lepiej by było gdyby takie fundacje jak Acton Institute były finansowane przez rząd?

    Pan Gregg, ksiądz Sirico oraz cały AI nie kryje, że opowiada się za wolnym rynkiem, za kapitalizmem, więc nie rozumiem, o co Panu chodzi. Gorzej, gdyby mówili o socjalu, a robili co innego. Tu jest kawa na ławę, więc o co chodzi?

    Przeczytałem sporo publikacji z Instytutu Actona i jakoś nigdy nie spostrzegłem, by lansowane w nich były poglądy, które godziłyby w godność człowieka, czy tez zachęcały do jakiś niecnych występków.

  6. masd napisał(a):

    administrator tej strony powinien założyć cenzurę prewencyjną i kosić wpist typu Marko, gdyż nic nie wnoszą, brak jest argumentów, są jedynie wyzwiska i insynuacje, a jątrzą i obrażają.

  7. Heh! napisał(a):

    Marko byłeś w USA? Znasz realia USA?
    Wydaje mi się że tylko z opowieści.
    Więc powiem tyle, mieszkałem w Milwaukee, parę ładnych lat temu, jeszcze przed kryzysem gdy ceny dopiero windowały się w górę.
    Ahh ci biedni ludzie co wyłudzają, nie wiem nie widziałem ani jednego z nich! Owszem widziałem dzielnice biedy, tylko że ich bieda wynikała nieróbstwa gdzie ludziom się nie chce iść do roboty. Pobliskie fabryki miały non stop szyld nabór pracowników. Jedyny wymóg to test moczu – czy kandydat nie jest narkomanem. Ta całą bieda to efekt multi-kulti i zwykłego lenistwa tych kultur które czuły się odrzucone.
    Ja mając 650$ potrzebnych na wjazd do USA, angielski znając słabo, mogłem przebierać w ofertach pracy. Wszędzie gdzie się pojawiłem proponowano mi pracę.
    Pracowałem w fabryce, gdzie na maszynie ze mną pojawiał się co jakiś czas inny pracownik pochodzący z okolicznego getta. Do pracy przychodził się opieprzać i zwalniał się po pierwszym paycheck’u (czyli po pierwszym tygodniu pracy – w US płaci się co tydzień) bo mu się nie chciało pracować. I na pewno nie dlatego że były to pensje głodowe.
    Byle parobek zamiatający ulice utrzymywał za swoją pensję dom lub mieszkanie, samochód i stać go było na wszelaką elektronikę, meble czy zabawki dla dziecka.
    Ceny w sklepach niższe niż w Polsce (duża cześć kosztowała tylko ok 15% polskiej ceny). Nawet żywność (choć akurat ta jest tam okropna)

    Jedna czarnoskóra pani z getta, pracując na tym samym stanowisku co Ja, będącym powszechnie dostępnym nie była to żadna elitarna praca, jeździła Cadillac’iem Escalade. Taki wielki luksusowy SUV. Kupiła go po 3 miesiącach pracy z nadgodzinami. 3 miesiące pracy aby kupić luksusowy samochód – ładnie. Kupno dużego domu na potrzeby młodej rodziny? Rok pracy. Rachunki były śmiesznie niskie.
    Ja się wogóle dziwię tym ludziom którzy tam żyli że na potęgę brali kredyty. Inna sprawa że Amerykanie oczekiwali od życia znacznie więcej, jak mieli luksusowy dom i samochód to chcieli jacht i kolejny samochód. Albo wydawali na narkotyki.
    Powiem jeszcze jeden raz, nie widziałem tam nikogo żebrzącego. W ogóle nie widziałem tam wielu pieszych, Amerykanie zazwyczaj jeździli samochodami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *