Obywatel szwedzki jako niewolnik

Obywatel szwedzki rodzi się w państwowym szpitalu, w asyście zatrudnionych przez państwo lekarzy i pielęgniarek. W prezencie otrzymuje opaskę z napisem: Własność lokalnej administracji X Czytaj więcej »

 

Rozprawa z demokracją

W czasach świetności demokracji ludziom wydaje się, że ten ustrój jest najlepszy z możliwych, że lepszego jak dotąd nie wymyślono. Nic dziwnego, że przeciwnicy tego ponoć najlepszego modelu państwowego są w tych czasach uważni za osoby o skrajnych poglądach. Kiedy na świecie dominowała monarchia, przeciwnicy tego ustroju także byli uważani za dziwaków. Tak to już jest, że człowiek przyzwyczaja się do dominujących trendów. Obecne elity polityczne w Polsce jak i na świecie nie potrafią wyobrazić sobie życia bez demokracji.

Charakterystyka

Nazwa wywodzi się od słów: demos „lud” i „krateo” rządzę, czyli „rządy ludu”. Co to może oznaczać? Kto jest tym ludem? Kiedyś w czasach starożytnych, a przede wszystkim w starożytnych Atenach rządziła pewna grupa ludzi, ale nie wszyscy jej mieszkańcy. O przyszłości polis (miasto – państwo) decydowały jedynie najważniejsze rody. Także kobiety nie miały praw wyborczych. Czasy się zmieniły. Demokracja ateńska upadła. W Polsce od XVI wieku wytworzyła się inna forma demokracji – szlachecka. Znaczące wpływy w państwie zyskała szlachta. Często miała ona większe uprawnienia, niż król. Ale i wtedy nie można było powiedzieć, że o losie państwa decydowali wszyscy mieszkańcy Rzeczypospolitej. Dopiero w czasach nam współczesnych niemal każdy może decydować o państwie, w którym żyje. Jak widać w zależności od danych okresów historycznych różnie demokrację postrzegano. Bowiem w tym ustroju decydują wyborcy, czyli pełnoprawni obywatele, ale ten obywatel za kogo innego był uważany np. w starożytności, a inaczej na niego patrzy się teraz. Świadczy to o tym, że na świecie istniało już wiele najróżniejszych modeli demokracji. Jest jednak coś, co łączy wszystkie te mutacje – zasada, że większość ma rację.

Demokratyczna III Rzeczpospolita

III Rzeczpospolita jest państwem demokratycznym. Co do tego nie ma chyba nikt wątpliwości. Od 21 lat praktycznie każdy Polak może decydować o losie tego państwa. Nie zamierzam tutaj przedstawiać swojego stanowiska na temat sukcesów i porażek III RP, tym bardziej, że już to uczyniłem rok temu [http://www.prokapitalizm.pl/konkurs-na-artykul-o-iiirp-iiirp-zrobila-ludziom-wode-z-mozgu.html], a poza tym każdy i tak ma własne zdanie. W ciągu tych dwudziestu jeden lat demokracji w Polsce zdarzały się momenty, w których nie przestrzegano demokratycznych reguł.

To państwo demokratyczne mimo akcji wielu środowisk, sprzeciwiających się wejściu w życie traktatu z Lizbony, za sprawą rządu, parlamentu i prezydenta nie zorganizowało referendum w tej ważnej sprawie. Polskie władze same postanowiły zgodzić się na ratyfikację wspomnianego dokumentu, który już ograniczył polską suwerenność. Ale polscy politycy – demokraci mają także za nic opinię większości polskiego społeczeństwa w stosunku do wprowadzenia kary śmierci. Z wielu sondaży wynika, że Polacy są za ponownym wprowadzeniem tej formy kary. Mimo to nasze władze ani myślą nawet o debacie publicznej na ten temat. Takich przykładów nie przestrzegania zasad demokratycznych można by wymieniać wiele. Warto wspomnieć również wielokrotne łamanie przez naszych polityków Konstytucji III RP, która mówi, że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.”

Demokratyczna Unia Europejska

Sporo osób byłoby skłonnych postawić znak równości między wspomnianą organizacją międzynarodową a demokracją. Tymczasem ta wspaniała unia nie jest do końca demokratyczna, choć sama uważa się za taką. Udowodniła to w momencie, gdy wprowadzała w życie wspomniany traktat lizboński. Pierwotnie miał on być bez problemu zaakceptowany przez wszystkie państwa UE. Zgodnie z planem miał wejść w życie od 1 stycznia 2009 roku. Jednak w Irlandii w demokratycznym referendum większość obywateli zdecydowała, że nie chce wejścia w życie tego traktatu. Zgodnie z prawem unijnym nowy traktat mógł obowiązywać, jeśli został wcześniej zaakceptowany przez wszystkie państwa Unii Europejskiej. Jeśli któreś z nich powiedziałoby „nie”, wówczas dokument musiałby trafić „do kosza”. Tak powinno stać się w 2008 roku. Naród irlandzki w demokratyczny sposób odrzucił traktat lizboński, a mimo to Unia Europejska wbrew swym prawom demokratycznym dalej dążyła do jego przeforsowania. Nakazała Irlandii powtórkę referendum. Tym razem większość obywateli wspomnianego kraju zaakceptowała „Lizbonę”. I dopiero wtedy po podpisaniu tego ważnego dokumentu przez Lecha Kaczyńskiego i Vaclava Klausa mógł zacząć obowiązywać od 1 grudnia ubiegłego roku.

Kościół katolicki wobec demokracji

W czasach nam współczesnych spora część hierarchów Kościoła katolickiego przychylnie wypowiada się wobec omawianego przeze mnie ustroju politycznego. Próżno szukać jakiejś krytyki demokracji u takich biskupów, jak Kazimierz Nycz, Stanisław Dziwisz, Tadeusz Gocłowski, czy Józef Życiński. Czy dobrze się dzieje, że hierarchowie Kościoła katolickiego nie mówią nic złego o demokracji? Jak przekonuje ksiądz Karol Stehlin także demokracja przyczynia się do kryzysu w Kościele. Od Soboru Watykańskiego II, jak twierdzi ks. Stehlin, katolicyzm przestał nawracać ludzi na wiarę Jezusa Chrystusa, ale zaczął z innowiercami prowadzić dialog. Istotnie w czasach demokratycznych wielokrotnie mamy do czynienia z dialogiem. Prowadzi się go, ale w żadnym razie nie nawraca się innowierców na wiarę w Chrystusa. Takie popieranie dialogu i demokracji wśród sporej części hierarchii katolickiej doprowadza do kryzysu w Kościele. Widać więc, że demokracja zostaje także wykorzystywana do destrukcji, niszczenia wielu instytucji, a niekiedy nawet i państw.

O wybranych państwach demokratycznych

Z historycznego punktu widzenia nie można dziś jednoznacznie stwierdzić, że demokracja była odpowiedzialna za rozbiory i ostateczny upadek Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku. Warto jednak zastanowić się nad tym, jaki ustrój polityczny funkcjonował w czasach agonii I RP. Wówczas mieliśmy do czynienia z tzw. demokracją szlachecką. Polegała ona na tym, że szlachta jako uprzywilejowany stan w Polsce na sejmach decydował o najważniejszych sprawach w państwie. Wybierała swego władcę na sejmie elekcyjnym. Decydowała o podatkach. Król musiał pytać ich o zdanie, gdy chciał np. prowadzić wojnę. Na sejmach i sejmikach ścierały się różne grupy interesów, co osłabiało całe państwo. W końcu od 1652 roku szlachta zaczęła wykorzystywać procedurę „liberum veto” do zrywania sejmów, co jeszcze bardziej pogłębiało kryzys. Ostatecznie rozbiory państwa polskiego zostały zaakceptowane przez naszą przekupną szlachtę na sejmach rozbiorowych. Demokracja wyszła nam bokiem.

Innym państwem, które ostatecznie źle zniosło demokrację była III Rzesza. Mimo, że w planach miała istnieć 1000 lat, ostatecznie skończyła się szybko i marnie. Lider tego państwa Adolf Hitler miał ogromne poparcie społeczne. Całe tłumy szły za nim. Większość zdecydowała, że chce mieć takiego przywódcę. Tymczasem on sam doprowadził Niemcy do prawdziwej klęski. W filmie „Upadek Hitlera” główny bohater na skraju „przepaści” stwierdził, że naród niemiecki sam jest sobie winien, że wybrał takiego przywódcę III Rzeszy, więc teraz niech ten naród cierpi za jego błędne decyzje.

Jest jednak taki kraj, gdzie omawiany ustrój polityczny dobrze się przyjął. Stany Zjednoczone, bo o nich mowa, w jakiś dziwny sposób właśnie tam zbudowały prawdziwy kapitalizm, wbrew temu, co mówił później Karol Marks, że „na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację”. O demokracji w Ameryce pisał m.in. Alexis de Tocqueville, który wychwalał ten model polityczny. Dostrzegał on jednak zagrożenie, że ta demokracja może z czasem przeobrazić się w ochlokrację, czyli nieudolne rządy tłumu.

Wnioski

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że demokracja jest największym złem, ale nie można też powiedzieć, że jak dotąd niczego lepszego nie wymyślono. Są kraje, w których przynajmniej kiedyś omawiany ustrój polityczny dobrze służył, a w innych wręcz przeciwnie doprowadzał w ostateczności do upadku, wojen, klęsk. Jest jednak coś takiego w demokracji, co wskazuje, że lepiej trzymać się od niej z daleka. Tym czymś jest zasada, że większość ma rację. Nie jest istotna waga argumentów, ale to, ile osób zdoła się przekonać do swojego pomysłu. Wtedy już tylko krótka droga do korupcji, przekupstwa. I choćby dlatego demokrację należy ograniczać, lub po prostu ją zlikwidować. Ten ustrój polityczny może być niebezpieczny dla ludzkiej wolności. Politycy – demokraci mogą w taki sposób zmanipulować obywateli, że ci uwierzą we wszystko. W razie czego demokratyczna władza może przerzucić odpowiedzialność za złe rządzenie na głupi lud, który przecież sam wybrał sobie takich przywódców.

Mateusz Teska


7 Responses to Rozprawa z demokracją

  1. Lucy napisał(a):

    Świetne ujęcie pojęcia, zasad i funkcjonowania tego, co zwykliśmy nazywać demokracją i co dzieciom w szkole kładzie się do głów, jakie to wspaniałe osiągnięcie ludzkości. Może i wspaniałe ale dla pewnej tylko grupy osób trzymających władzę. Tym słowem wyciera się po kolei wszystkie usta czy na to zasługuje jakiś państwowy problem, czy nie.I przy okazji oczywiście manipuluje się wszystkim, czym się da, aby osiągnąć to, co się chce.
    Faktem jest, że nasze społeczeństwo nie jest obyte ze sprawami ekonomii sensu largo i nie ma pojęcia co oznaczają takie czy inne decyzje rządu dotykające gospodarki. Społeczeństwo jest również i leniwe myślowo. Sama to stwierdzam w rozmowach z ludźmi. Z reguły powtarza się jak mantra: a co to za różnica, kto rządzi, każdy idzie do koryta aby się nachapać. Moje argumenty na taki styl myślenia nie mają wpływu. Oni mają swoje sprawy i to co wyprawia się na szczytach władzy mało ich obchodzi. Tu jest tragedia. W braku świadomości społecznej na losy państwa. W braku zaufania do władzy, która zawsze ich oszukiwała. A politycy, jak to widać na naszym polskim podwórku, manipulują opinią społeczną ile się da i za ile się da. Zgadzam się z tym, że demokrację, przynajmniej w naszym wydaniu, należy ograniczyć, a najlepiej zlikwidować. Tylko, co w zamian?
    Zdaje się, przed kilkoma laty, ktoś rzucił pomysł aby demokrację zastąpić systemem korporacyjnym. Propozycja była mniej więcej taka: sejm maksymalnie 150 posłów, senat po 2 senatorów z każdego województwa, parlamentarne biuro prawne na wysokim poziomie merytorycznym. Wybory: kandydatów do sejmu wybierałyby w prawyborach korporacje zawodowe a głosowanie odbywałoby się w okręgach jednomandatowych. Ilość kandydatów z poszczególnych korporacji określałoby się na podstawie danych statystycznych o liczebności korporacji lub koalicji mniejszych korporacji. Kandydatów na senatorów desygnowałyby partie polityczne. Oczywiście to bardzo ogólne założenia. Jakie były bardziej szczegółowe propozycje, tego nie pamiętam. Można by chyba nad takim rozwiązaniem podyskutować.
    Zdaje sobie sprawę, że tego nie akceptowałaby Bruksela mająca swój własny partyjny styl ideolo rządzenia. Ale chyba nam, we własnym kraju, wolno jeszcze nad czymś dyskutować?

  2. Romek63 napisał(a):

    cytat ” Jest jednak coś takiego w demokracji, co wskazuje, że lepiej trzymać się od niej z daleka. Tym czymś jest zasada, że większość ma rację. Nie jest istotna waga argumentów, ale to, ile osób zdoła się przekonać do swojego pomysłu. Wtedy już tylko krótka droga do korupcji, przekupstwa. I choćby dlatego demokrację należy ograniczać, lub po prostu ją zlikwidować. Ten ustrój polityczny może być niebezpieczny dla ludzkiej wolności. Politycy – demokraci mogą w taki sposób zmanipulować obywateli, że ci uwierzą we wszystko. W razie czego demokratyczna władza może przerzucić odpowiedzialność za złe rządzenie na głupi lud, który przecież sam wybrał sobie takich przywódców.”

    Skoro demokracja ma tyle wad, to proszę w końcu przestać krytykować Unię Euroejską za próby jej omijania i naginania, bo one tylko służą poprawieniu systemu rządzenia niewlując niedomagania systemu demokratycznego :p

  3. Michał Nawrocki napisał(a):

    Gwoli uściślenia rysu historycznego tzw. demokracji na ziemiach polskich mała ciekawostka. Otóż Konstytucja 3 Maja (1791), Konstytucja Księstwa Warszawskiego (1807) oraz Konstytucja Królestwa Polskiego (1815) dokładnie regulowały prawo wyborcze. Wprowadzały one 5 cenzusów: urodzenia, wieku, wykształcenia, dochodu i zasług wojennych.

    Warto też wspomnieć, że w starożytnej demokracji (np. ateńskiej) funkcje publiczne były niepłatne!

  4. kamil napisał(a):

    Demokracja sprawdzała się długimi okresami w :
    – Niderlandy
    – Szwajcaria
    – miasta północnowłoskie i hanzeatyckie
    – wolne miasta

  5. AdNovum napisał(a):

    Demokracja jako ustrój musi być zwieńczeniem pewnej historycznej ciągłości zmierzającej w kierunku jej osiągnięcia . Jeśli zaś jest ona tylko i wyłącznie sztucznym tworem narzuconym odgórnie ponad głowami nieprzygotowanego do niej w pełni społeczeństwa przeradza się ona w system paratotalitarny ( miękki totalitaryzm) ale równie wyniszczający społeczeństwo i państwo jak totalitaryzm otwarty . Przykładem na to mogą być „demokracje” państw postkolonialnych choćby w Afryce .
    Polska jest również państwem postkolonialnym więc i przygotowanie mentalne ludzi do posługiwania się narzędziami demokracji są podobne jak w krajach postkolonialnych np; Afryki .
    Czym takie społeczeństwo jak polskie się różni od normalnych społeczeństw wychowanych w duchu demokracji ?
    Po pierwsze i najważniejsze przemodelowaniem społeczeństwa w kierunku wyodrębnienia kasty rządzącej ( zarządzającej ) w imieniu kolonizatora i realizującej jego żywotne interesy . Po drugie demoralizowanie społeczeństwa przez kastę zarządzającą , gdyż społeczeństwu zdemoralizowanemu łatwiej jest narzucić własną wolę i go zdominować w imię obcych nienarodowych interesów . Po trzecie pozostawienie funkcjonariuszy tej kasty uprzywilejowanych przez kolonizatora przy sterach zarządzania państwem i zagwarantowanie mu bezkarności .
    To jest model „demokracji” w Polsce – a efekty widzimy od 21 lat .
    AdNovum

  6. Lucy napisał(a):

    Zgadzam się z AdNovum w rozumieniu demokracji jako systemu rządzenia kształtującego się naturalnie, bez narzucania go odgórnie. Jednak, czy można mówić o „naszym modelu” demokracji? To, co u nas zwykło się wszem i wobec wtłaczać do głów odbiega bowiem od standardu demokratycznego. U nas bowiem, jak słusznie zauważa forumowicz, narzędzie demokracji jest wykorzystywane jak w krajach postkolonialnych, do usadowienia się określonej grupy osób u steru władzy a podejmowane przez nią decyzje mają niewiele wspólnego z demokratycznym modelem sprawowania władzy. Zaś demoralizacja społeczeństwa jest jednym z narzędzi utrzymania się u władzy kasty rządzącej.Dlatego też skłaniałabym się do stwierdzenia, że u nas po prostu nie ma demokracji w jej prawdziwym znaczeniu.

  7. Bobola napisał(a):

    W III RP mamy nie tyle demokracje ale dyktature Unii. Demokracja to system, w ktorym obywatele kraju decyduja poprzez swoich przedstawicieli o obowiazujacych prawach. Obecnie 80% ustaw przychodzi narzuconych przez Unie. Jesli przyjmiemy euro to i system finansowy wymknie sie spod kontroli obywateli. Wojsko praktycznie nie istnieje a sa projekty uwspolnienia sil zbrojnych czyli faktycznie oddanie ich pod kontrole zewnetrzna. Praktycznie Unia rzadza komisarze unijni, ktorzy nie sa przez nikogo wybierani. Cos podobnego jak komisarze ludowi w ZSRR.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *