Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Rozrywka, czyli bieg z przeszkodami – kolejne akty

Jakiś czas temu szczerze wkur… opisałem rozrywki, jakich dostarczyła Bliskiej Mi Osobie tak zwana służba zdrowia w ramach złamanego (z przemieszczeniem) nadgarstka. Niestety, życie dopisało kolejne akty, co gorsza pod dyktando defraudantów z NFZ i Ministerstwa Zdrowia. Pro publico bono – ciąg dalszy.

Akt dziewiąty
Kontrole co dwa tygodnie. Każdorazowo powtarza się szopka – zapisać się, w dniu kontroli zarejestrować, odczekać minimum dwie godziny na korytarzu; bo wszyscy pacjenci wpisywani są na jedną godzinę. Za którymś razem śliczny materiał genetyczny głębszą refleksją nie skażony źle podaje datę następnej wizyty, więc mamy dodatkowy ubaw im. posłanki Muchy.

Każda kontrola wygląda do znudzenia tak samo – pogawędki z pacjentami sterczącymi w kolejce na korytarzu, prześwietlenie, opinia lekarza: wszystko dobrze.

Akt dziesiąty
Nadejszła wiekopomna chwila – zdjęcie gipsu. Najpierw kolejka do gabinetu po skierowanie do RTG, potem kolejka do RTG, znowu kolejka do gabinetu po skierowanie do pracownika zdejmującego gips, znowu prześwietlenie i z powrotem do gabinetu. I tu szok – przemieszczenie jest znaczne, możliwa duża utrata sprawności. Natychmiast kupić stabilizator i za tydzień na kolejną kontrolę.

Stabilizator w przyszpitalnym sklepiku kosztuje ponad 200 złotych. Zapis na kontrolę to droga przez mękę. W końcu za specjalnym wstawiennictwem lekarza mniej śliczny materiał genetyczny itd. łaskawie dopisuje Bliską mi Osobę na marginesie.

Akt jedenasty
Kontrola ma przebieg standardowy: rejestracja, korytarz, czekanie… W końcu Bliska Mi Osoba wchodzi do gabinetu by po zastanawiająco krótkim czasie z niego wyjść. Znowu inny lekarz. Nabazgrał (właściwe określenie) skierowanie na rehabilitację.

Kilka dni później, z dala od opisywanej placówki NFZ dowiedziałem się o przebiegu wizyty. Konował  (inaczej go nie nazwę, a litościwie pominę kilka soczystych przymiotników) po pytaniu czego Pani sobie życzy? stwierdził „najpierw sobie łamiecie kości, a potem narzekacie”. Bliska mi Osoba wiedziała, co robi nie powtarzając tego na korytarzu placówki. Choć jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem, kurdupel w kitlu miałby jak amen w pacierzu takie same obrażenia.

Akt dwunasty
Szpitale, przychodnie… Najbliższy termin za trzy miesiące. A rehabilitacja potrzebna na już! W końcu trafiamy do innej przychodni przyszpitalnej. Żadnych kolejek do okienka – numerek i spokojne oczekiwanie. Czysto, dziewczyny w recepcji uprzejme, życzliwe i kompetentne.

Czas płynie szybko, nadchodzi połowa czerwca – termin wyznaczonej wizyty.

Krótko, zwięźle i na temat. Wszystko w pełni profesjonalnie. Lekarka w gabinecie jest uprzejma i dokładna. Z ciekawością zapoznaje się z dostarczoną przez zapobiegliwą pacjentkę dokumentacją, zwłaszcza zdjęciami RTG. Konkluzja: to złamanie w ogóle nie zostało nastawione, bo tego nie da się nastawić ambulatoryjnie, jedynie operacyjnie, z założeniem drutów itd.; konowały zagipsowały po prostu złamaną rękę. Efekt – przemieszczenie prawego nadgarstka (u osoby praworęcznej!) we wszystkich możliwych kierunkach.

Przepisana seria zabiegów, ale mogą się rozpocząć dopiero w lipcu. Banalny powód – wyczerpane limity i NFZ nie zwróci! Choć składki ściągane są skrupulatnie i regularnie.

Akt trzynasty
Bliską Mi Osobę wciąż dręczą pytania, kto i jak przep… płacone przez Nią przez całe, pracowite życie składki na ubezpieczenie zdrowotne. Szczególnie ostatnio, gdy otrzymała od NFZ imienne zaproszenie na badania mammograficzne. Komentarz do oferty był lakoniczny: a może by się zajęli leczeniem? Mój komentarz nie nadaje się do publikacji.

Michał Nawrocki


2 Responses to Rozrywka, czyli bieg z przeszkodami – kolejne akty

  1. kamil napisał(a):

    a ja żyję sobie z pękniętą blachą i ubytkiem kości stabilizującą kość promienistą w prawej ręce. nie wiadomo, kiedy to się stało – polscy lekarze nic mi nie teges. z kolei niemieccy uznali, że operacja korekcji ubytku i wyjęcia blachy byłaby na tyle skomplikowana i bolesna, że uznali, iż skoro mnie nic nie boli, to można to tak zostawić.

    z kolei ortopeda co prawda więzadła zrobił mi ładnie, ale po… roku okazało się, że dobrze byłoby kolano wyczyścić – zrobiono mi punkcję i kolano sprawne jest. w tym wypadku mam mieszane uczucia.

  2. Michał Nawrocki napisał(a):

    Pewne różnice:
    – dokładnie wiadomo kiedy to się stało,
    – polscy lekarze nawet bardzo teges, za sowite składki,
    – niemieccy lekarze niczego teges,
    – z relacji Bliskiej Mi Osoby: boli jak cholera, cały czas,
    – kolano to nie prawy nadgarstek, zwłaszcza u osoby praworęcznej

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *