Przemilczane ludobójstwo rewolucji antyfrancuskiej

Kilka dni temu obchodziliśmy rocznicę, którą Francuzi uważają za swoje święto narodowe. To, że rocznica ta okupiona jest krwią niewinnych ofiar, mało się mówi. Zbrodniarze stali się bohaterami Czytaj więcej »

 

Rzeczpospolita fiskalna

Nieodżałowany Rothbard miał w zwyczaju mawiać, że państwo działa jak najgorsza organizacja przestępcza: grabiąc, niewoląc i mordując ludzi na masową, nieosiągalną nawet dla mafii skalę. Trudno podejrzewać by w tym spostrzeżeniu ów słynny anarchokapitalista miał na myśli Polskę - choć był on synem żydowskich emigrantów, którzy właśnie z nad Wisły przenieśli się do Stanów Zjednoczonych - bowiem ta cecha jest uniwersalna i wynika z samej tylko natury istnienia tych organizacji mających monopol na stanowienie praw na danym terenie.


Tak więc państwo nie może obejść się bez przymusu podatkowego oraz stosowania siły zapewniającej bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. I mimo iż można się spierać nad formą, jaką współczesne państwa powinny przybrać - czy nawet nad koniecznością ich istnienia w ogóle! - przyznać należy zgodnie, że podatki i przemoc są nieodłączną częścią każdego z nich. Nie inaczej jest z III RP, która nie tylko nie odbiega od Rothbardowskiego porównania, ale nawet mogłaby posłużyć mu za modelowy przykład! A jeśli ktoś nie wierzy, niech zrobi eksperyment i nie zapłaci ZUS-u, ewentualnie niech spróbuje wymigać się od służby wojskowej (pobór jest co prawda zawieszony, lecz rezerwiści od początku roku dostają karty mobilizacyjne).

Nie wdając się w dywagacje nad moralną stroną całej sprawy powinniśmy zauważyć, że wspomniane czynniki - przymus i przemoc - są nierozerwalną częścią każdego z państw. Nie ma w nich zresztą niczego gorszącego, bo nawet jeśli Sokrates mylił się twierdząc, że państwo to umowa społeczna pomiędzy współobywatelami - czego dowiadujemy się z jednego z „Dialogów” Platona - to jednak, mimo wszystko, należy uczciwie przyznać, iż widocznie musiał istnieć jakiś powód dla którego wspólnoty pierwotne zaczęły przemieniać się właśnie w państwa. I niezależnie czy pretekstem do tego był sokratejski kontrakt społeczny, czy może coś zgoła odmiennego - gwałt i przemoc zbrojnych band przyznających sobie prawo politykowania na danym obszarze - najwyraźniej państwowość była drogą dla której nie było alternatywy. A skoro występowały obiektywne czynniki warunkujące właśnie w taki sposób geopolitykę, należy przejść nad nimi porządku dziennego - czy się to komu podoba czy nie. I nawet osoba skrajnie sceptyczna względem aparatu państwowego musi przyznać, że może on przecież funkcjonować lepiej lub gorzej - a przynajmniej, parafrazując to co Jean-Baptiste Say mówił o podatkach, może działać mniej lub bardziej źle. Mimo że współczesne państwa dalekie są od mojego ideału, to z niepokojem obserwuję, przede wszystkim, przeobrażanie się III RP z państwa złego w państwo złe jeszcze bardziej. I, co istotne, chyba nie jestem w tej obserwacji odosobniony - o czym świadczy choćby dwumilionowa emigracja oraz to, że trzy czwarte tegorocznych maturzystów deklaruje chęć opuszczenia naszego kraju po zakończeniu edukacji. Ludzie głosują, ale robią to nogami - olewając kolejne rządy, polityków i demokratyczne zabiegi.

Przecież gdyby ci wszyscy ludzie, którzy opuścili Polskę po otwarciu granic powrócili do kraju - teraz już z rodzinami! - w jednym momencie okazałoby się, że bezrobocie nie wynosi dwanaście a dwadzieścia procent - a wśród ludzi młodych byłoby jeszcze wyższe, sięgając wyników z południa Europy. Emigracja jest jednym z objawów choroby trapiącej nasz kraj, a jej przyczyna leży właśnie w niewłaściwym modelu państwa - który najprościej można nazwać dyktaturą fiskalną. Naturalnie słowo "dyktatura" może się wydawać śmieszne, bo przecież zachwycamy się obecnie "dwudziestopięcioleciem wolności", demokracją  i pełnią swobód obywatelskich - ale bez pozwolenia z urzędu nie możemy choćby nawet drzewa na własnej działce wyciąć. Niby bagatelizujemy wzrost gospodarczy Państwa Środka twierdząc, że Chińczycy pracują za dolara dziennie - co jest wierutną bzdurą, bo średnie dochody Chińczyków już jakiś czas temu przewyższyły średni dochód Polaków - a nad głową wisi im komunistyczna partia, ale jakoś trudno nam sobie wyobrazić funkcjonowanie bez tanich towarów "made in China". Swoją drogą niedawno natknąłem się na reportaż Polaka mieszkającego na stałe w Chinach, który przedstawiał sposób działania tamtejszej policji. Opisywał on m.in. sytuację do jakiej doszło na ruchliwej ulicy, w wyniku której utrudniony został ruch pojazdów - zatrzymany autokar tarasował przejazd, bo kierowca awanturował się z jakimś innym użytkownikiem ruchu. Kiedy zjawili się policjanci zwyczajnie rozdzielili narwańców - jednego delikwenta odstawili na chodnik, drugiego wpakowali do autobusu... i odjechali. Bez spisywana danych, a nawet bez legitymowania kogokolwiek! Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić taką sytuację w naszym wolnym i demokratycznym kraju, gdzie policja - a zwłaszcza straż miejska - nie może się wprost powstrzymać od wypisywania mandatów? Te formacje już dawno powinny zmienić "szyld" i przedstawiać się jako poborcy podatkowi działający w interesie rządowego budżetu a nie obywateli.

Podaję ów przykład nie bez powodu. Wybitny francuski polityk i ekonomista, Frederic Bastiat, powiedział kiedyś, że gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował. I tak właśnie dzieje się obecnie w Polsce: rząd wraz ze swoim zapleczem politycznym w postaci urzędników państwowych - których liczba rośnie z roku na rok, obecnie osiągając siedemset tysięcy! - znaleźli bardzo dogodny sposób funkcjonowania, polegający na przechwytywaniu i rozdzielaniu między siebie majątku, jaki swoją pracą wytwarzają obywatele. Jaka jest skala tego rabunku - bo przecież jest to rabunek, co do tego zdaje się nie mieć wątpliwości nawet minister spraw wewnętrznych... tak przynajmniej wynikałoby z taśm ujawnionych przez tygodnik "Wprost" - wykazało już w latach dziewięćdziesiątych Centrum im. Adama Smitha obliczając, że rząd pod postacią różnych form opodatkowania zabiera przeciętnej pięcioosobowej rodzinie zatrudnionej poza sektorem rolniczym 83% dochodu. Oczywiście część tych pieniędzy później oddaje z powrotem w postaci usług świadczonych przez sektor publiczny - jak służba zdrowia czy policja - lecz dla każdego jasnym jest, że jakość tych usług jest tak marna, jak długie są terminy oczekiwania na niektóre zabiegi lekarskie. A przecież urzędnicza jurysdykcja nie wpływa na zamożność Polaków wyłącznie bezpośrednio - poprzez podatki, składki ZUS, czy inne formy fiskalizmu - ale również pośrednio: ustanawiając surową reglamentację rynku, przez którą Kowalski nie będzie w stanie otworzyć własnego biznesu, a Nowak nie uzyska w tej firmie - która mogłaby powstać a nie powstanie - zatrudnienia. I tak zgodnie ze słowami Bastiata owa pasożytnicza kasta najpierw ustanowiła korzystne dla siebie prawa, które prowadzą do coraz większego skubania podatnika z oszczędności - a teraz tworzą kodeks moralny je usprawiedliwiający. Bo przecież nie płacąc podatków szkodzimy budżetowi - okradamy państwo! Bo przecież fotoradar na wiejskiej drodze nie służy łataniu dziury budżetowej kosztem kierowców - on zapewnia bezpieczeństwo! Bo przecież obywatel nie wie co jest dla niego najlepsze - rząd musi się o niego zatroszczyć!

Są to oczywiste absurdy, komunały głoszone przez ludzi czerpiących z obecnego stanu rzeczy garściami, działających zgodnie ze złotą zasadą, wygłoszoną jeszcze w poprzednim ustroju obleśnymi ustami Jerzego Urbana - mówiącą, że rząd się sam wyżywi. No pewnie że się wyżywi, w to nikt nie śmie wątpić. Pytanie, co Polacy z tego będą mieli? Bo w rzeczy samej, szara strefa szkodzi budżetowi. Lecz jednocześnie ta sama szara strefa jest obecnie warunkiem w zasadzie niezbędnym do funkcjonowania gospodarki! Wedle danych GUS-u około 25-30% krajowego PKB jest wytwarzanych poza kontrolą państwa. Wyobraźmy sobie zatem co by się stało, gdyby rządowi udało się wreszcie spełnić swe obietnice i zlikwidować szarą strefę całkowicie. Co by się stało, gdyby te wszystkie firmy unikające fiskalnego jarzma przestały istnieć, bo tym byłaby w praktyce wspomniana likwidacja - większość firm migających się od opodatkowania robi to ponieważ zwyczajnie nie jest w stanie sprostać nienażartemu fiskusowi. Ile set tysięcy ludzi straciłoby pracę? Ile set tysięcy konsumentów straciłoby płynność finansową - a zatem ile set tysięcy legalnie działających firm straciłoby klientów? Nie trudno zgadnąć jak ten upływ krwi z gospodarki wpłynąłby na jej funkcjonowanie. Trzeba sobie w końcu zdać sprawę, że im mniej pieniędzy znajduje się w budżecie, tym więcej pozostaje w kieszeniach obywateli! I w tym kierunku powinniśmy dążyć, nie bacząc na dyrdymały wygadywane w telewizji. Bo czy naprawdę konieczne jest, aby państwo zajmowało się sadzeniem i wycinką drzew? Wędzeniem kiełbasy? Kiszeniem ogórków? Sportem, medycyną, edukacją... gospodarką? Czy konieczne jest by urzędnik nadzorował budowę domów, produkcję oscypków czy transport drogowy? No ale tutaj wracamy do formy państwowości i kompetencji rządu - co samo w sobie jest tematem na osobną rozprawkę.

Kończąc zatem powtórzę za Konfucjuszem, że w państwie rządzonym dobrze - wstyd być biednym; w państwie rządzonym źle - jest hańbą być bogatym. Zdaje się, że koniecznie chcemy się o tym przekonać na własnej skórze.

Jakub Bijan

Artykuł ukazał się pierwotnie stronie www.pafere.org


One Response to Rzeczpospolita fiskalna

  1. żabusia napisał(a):

    Świetny artykuł p.J.Bijana! A już miałam nadzieję, że co niektórzy na tej stronie nie będą siać fermentu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *