Demokracja sterowana

Czym różni się demokracja ludowa od demokracji sterowanej? Ta pierwsza nie kryła się z jawnym oszustwem, nazywając dyktaturę demokracją Czytaj więcej »

 

Rzeczpospolita fiskalna

Nieodżałowany Rothbard miał w zwyczaju mawiać, że państwo działa jak najgorsza organizacja przestępcza: grabiąc, niewoląc i mordując ludzi na masową, nieosiągalną nawet dla mafii skalę. Trudno podejrzewać by w tym spostrzeżeniu ów słynny anarchokapitalista miał na myśli Polskę - choć był on synem żydowskich emigrantów, którzy właśnie z nad Wisły przenieśli się do Stanów Zjednoczonych - bowiem ta cecha jest uniwersalna i wynika z samej tylko natury istnienia tych organizacji mających monopol na stanowienie praw na danym terenie.


Tak więc państwo nie może obejść się bez przymusu podatkowego oraz stosowania siły zapewniającej bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. I mimo iż można się spierać nad formą, jaką współczesne państwa powinny przybrać - czy nawet nad koniecznością ich istnienia w ogóle! - przyznać należy zgodnie, że podatki i przemoc są nieodłączną częścią każdego z nich. Nie inaczej jest z III RP, która nie tylko nie odbiega od Rothbardowskiego porównania, ale nawet mogłaby posłużyć mu za modelowy przykład! A jeśli ktoś nie wierzy, niech zrobi eksperyment i nie zapłaci ZUS-u, ewentualnie niech spróbuje wymigać się od służby wojskowej (pobór jest co prawda zawieszony, lecz rezerwiści od początku roku dostają karty mobilizacyjne).

Nie wdając się w dywagacje nad moralną stroną całej sprawy powinniśmy zauważyć, że wspomniane czynniki - przymus i przemoc - są nierozerwalną częścią każdego z państw. Nie ma w nich zresztą niczego gorszącego, bo nawet jeśli Sokrates mylił się twierdząc, że państwo to umowa społeczna pomiędzy współobywatelami - czego dowiadujemy się z jednego z „Dialogów” Platona - to jednak, mimo wszystko, należy uczciwie przyznać, iż widocznie musiał istnieć jakiś powód dla którego wspólnoty pierwotne zaczęły przemieniać się właśnie w państwa. I niezależnie czy pretekstem do tego był sokratejski kontrakt społeczny, czy może coś zgoła odmiennego - gwałt i przemoc zbrojnych band przyznających sobie prawo politykowania na danym obszarze - najwyraźniej państwowość była drogą dla której nie było alternatywy. A skoro występowały obiektywne czynniki warunkujące właśnie w taki sposób geopolitykę, należy przejść nad nimi porządku dziennego - czy się to komu podoba czy nie. I nawet osoba skrajnie sceptyczna względem aparatu państwowego musi przyznać, że może on przecież funkcjonować lepiej lub gorzej - a przynajmniej, parafrazując to co Jean-Baptiste Say mówił o podatkach, może działać mniej lub bardziej źle. Mimo że współczesne państwa dalekie są od mojego ideału, to z niepokojem obserwuję, przede wszystkim, przeobrażanie się III RP z państwa złego w państwo złe jeszcze bardziej. I, co istotne, chyba nie jestem w tej obserwacji odosobniony - o czym świadczy choćby dwumilionowa emigracja oraz to, że trzy czwarte tegorocznych maturzystów deklaruje chęć opuszczenia naszego kraju po zakończeniu edukacji. Ludzie głosują, ale robią to nogami - olewając kolejne rządy, polityków i demokratyczne zabiegi.

Przecież gdyby ci wszyscy ludzie, którzy opuścili Polskę po otwarciu granic powrócili do kraju - teraz już z rodzinami! - w jednym momencie okazałoby się, że bezrobocie nie wynosi dwanaście a dwadzieścia procent - a wśród ludzi młodych byłoby jeszcze wyższe, sięgając wyników z południa Europy. Emigracja jest jednym z objawów choroby trapiącej nasz kraj, a jej przyczyna leży właśnie w niewłaściwym modelu państwa - który najprościej można nazwać dyktaturą fiskalną. Naturalnie słowo "dyktatura" może się wydawać śmieszne, bo przecież zachwycamy się obecnie "dwudziestopięcioleciem wolności", demokracją  i pełnią swobód obywatelskich - ale bez pozwolenia z urzędu nie możemy choćby nawet drzewa na własnej działce wyciąć. Niby bagatelizujemy wzrost gospodarczy Państwa Środka twierdząc, że Chińczycy pracują za dolara dziennie - co jest wierutną bzdurą, bo średnie dochody Chińczyków już jakiś czas temu przewyższyły średni dochód Polaków - a nad głową wisi im komunistyczna partia, ale jakoś trudno nam sobie wyobrazić funkcjonowanie bez tanich towarów "made in China". Swoją drogą niedawno natknąłem się na reportaż Polaka mieszkającego na stałe w Chinach, który przedstawiał sposób działania tamtejszej policji. Opisywał on m.in. sytuację do jakiej doszło na ruchliwej ulicy, w wyniku której utrudniony został ruch pojazdów - zatrzymany autokar tarasował przejazd, bo kierowca awanturował się z jakimś innym użytkownikiem ruchu. Kiedy zjawili się policjanci zwyczajnie rozdzielili narwańców - jednego delikwenta odstawili na chodnik, drugiego wpakowali do autobusu... i odjechali. Bez spisywana danych, a nawet bez legitymowania kogokolwiek! Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić taką sytuację w naszym wolnym i demokratycznym kraju, gdzie policja - a zwłaszcza straż miejska - nie może się wprost powstrzymać od wypisywania mandatów? Te formacje już dawno powinny zmienić "szyld" i przedstawiać się jako poborcy podatkowi działający w interesie rządowego budżetu a nie obywateli.

Podaję ów przykład nie bez powodu. Wybitny francuski polityk i ekonomista, Frederic Bastiat, powiedział kiedyś, że gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował. I tak właśnie dzieje się obecnie w Polsce: rząd wraz ze swoim zapleczem politycznym w postaci urzędników państwowych - których liczba rośnie z roku na rok, obecnie osiągając siedemset tysięcy! - znaleźli bardzo dogodny sposób funkcjonowania, polegający na przechwytywaniu i rozdzielaniu między siebie majątku, jaki swoją pracą wytwarzają obywatele. Jaka jest skala tego rabunku - bo przecież jest to rabunek, co do tego zdaje się nie mieć wątpliwości nawet minister spraw wewnętrznych... tak przynajmniej wynikałoby z taśm ujawnionych przez tygodnik "Wprost" - wykazało już w latach dziewięćdziesiątych Centrum im. Adama Smitha obliczając, że rząd pod postacią różnych form opodatkowania zabiera przeciętnej pięcioosobowej rodzinie zatrudnionej poza sektorem rolniczym 83% dochodu. Oczywiście część tych pieniędzy później oddaje z powrotem w postaci usług świadczonych przez sektor publiczny - jak służba zdrowia czy policja - lecz dla każdego jasnym jest, że jakość tych usług jest tak marna, jak długie są terminy oczekiwania na niektóre zabiegi lekarskie. A przecież urzędnicza jurysdykcja nie wpływa na zamożność Polaków wyłącznie bezpośrednio - poprzez podatki, składki ZUS, czy inne formy fiskalizmu - ale również pośrednio: ustanawiając surową reglamentację rynku, przez którą Kowalski nie będzie w stanie otworzyć własnego biznesu, a Nowak nie uzyska w tej firmie - która mogłaby powstać a nie powstanie - zatrudnienia. I tak zgodnie ze słowami Bastiata owa pasożytnicza kasta najpierw ustanowiła korzystne dla siebie prawa, które prowadzą do coraz większego skubania podatnika z oszczędności - a teraz tworzą kodeks moralny je usprawiedliwiający. Bo przecież nie płacąc podatków szkodzimy budżetowi - okradamy państwo! Bo przecież fotoradar na wiejskiej drodze nie służy łataniu dziury budżetowej kosztem kierowców - on zapewnia bezpieczeństwo! Bo przecież obywatel nie wie co jest dla niego najlepsze - rząd musi się o niego zatroszczyć!

Są to oczywiste absurdy, komunały głoszone przez ludzi czerpiących z obecnego stanu rzeczy garściami, działających zgodnie ze złotą zasadą, wygłoszoną jeszcze w poprzednim ustroju obleśnymi ustami Jerzego Urbana - mówiącą, że rząd się sam wyżywi. No pewnie że się wyżywi, w to nikt nie śmie wątpić. Pytanie, co Polacy z tego będą mieli? Bo w rzeczy samej, szara strefa szkodzi budżetowi. Lecz jednocześnie ta sama szara strefa jest obecnie warunkiem w zasadzie niezbędnym do funkcjonowania gospodarki! Wedle danych GUS-u około 25-30% krajowego PKB jest wytwarzanych poza kontrolą państwa. Wyobraźmy sobie zatem co by się stało, gdyby rządowi udało się wreszcie spełnić swe obietnice i zlikwidować szarą strefę całkowicie. Co by się stało, gdyby te wszystkie firmy unikające fiskalnego jarzma przestały istnieć, bo tym byłaby w praktyce wspomniana likwidacja - większość firm migających się od opodatkowania robi to ponieważ zwyczajnie nie jest w stanie sprostać nienażartemu fiskusowi. Ile set tysięcy ludzi straciłoby pracę? Ile set tysięcy konsumentów straciłoby płynność finansową - a zatem ile set tysięcy legalnie działających firm straciłoby klientów? Nie trudno zgadnąć jak ten upływ krwi z gospodarki wpłynąłby na jej funkcjonowanie. Trzeba sobie w końcu zdać sprawę, że im mniej pieniędzy znajduje się w budżecie, tym więcej pozostaje w kieszeniach obywateli! I w tym kierunku powinniśmy dążyć, nie bacząc na dyrdymały wygadywane w telewizji. Bo czy naprawdę konieczne jest, aby państwo zajmowało się sadzeniem i wycinką drzew? Wędzeniem kiełbasy? Kiszeniem ogórków? Sportem, medycyną, edukacją... gospodarką? Czy konieczne jest by urzędnik nadzorował budowę domów, produkcję oscypków czy transport drogowy? No ale tutaj wracamy do formy państwowości i kompetencji rządu - co samo w sobie jest tematem na osobną rozprawkę.

Kończąc zatem powtórzę za Konfucjuszem, że w państwie rządzonym dobrze - wstyd być biednym; w państwie rządzonym źle - jest hańbą być bogatym. Zdaje się, że koniecznie chcemy się o tym przekonać na własnej skórze.

Jakub Bijan

Artykuł ukazał się pierwotnie stronie www.pafere.org


One Response to Rzeczpospolita fiskalna

  1. żabusia napisał(a):

    Świetny artykuł p.J.Bijana! A już miałam nadzieję, że co niektórzy na tej stronie nie będą siać fermentu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *